Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Afonia

Poniższy oneshot jest formą podziękowania za 700 obserwujących, jednym z dwóch, na których katerogie  zagłosowaliście. Dziękuję, że jesteście. 

Ave~!

- TobiMilobi

Afonia -  zwana inaczej bezgłosem, to zaburzenia pracy fałdu głosowego. Jest najcięższą formą czynnościowych nieprawidłowości głosu i prowadzi do całkowitej utraty jego dźwięczności. Do jej powstania przyczyniają się zarówno czynniki fizyczne, jak i psychiczne.

*****

26 Września 2023

Patrzył na kartkę z niedowierzaniem. Nie mógł uwierzyć, że cała jego ciężka praca i wszystko, co planował tyle czasu zostało zniweczone przez jednego typa, który uważał się za cholera wie kogo! Odwrócił się w kierunku kolesia z okrzykiem złości na ustach, ale głos utknął mu w krtani i żaden dźwięk nie wydostał się, więc spróbował znów i nic to nie dało.


Nie, nie, nie! Tylko nie teraz! Nie znowu!


Brunet nie omieszkał jego milczenia wykorzystać.


- Coś ty narobił, kretynie?! Zniszczyłeś wszystko, na co tak długo pracowałem! Nie mogłeś iść marnować komuś innemu życia w innej szkole?! - Brunet ścisnął ze złością kartkę w dłoni. - W gimnazjum to rozumiem, że marnowałeś czas i bawiłeś się w przedszkole, ale nie oznacza, że musisz innym psuć plany na życie swoją żałosną osobą! Gdybyś nie zachowywał się jak niedorozwinięta małpa, to bylibyśmy teraz częścią drużyny! - Cisnął pogniecioną kartką do kosza. - A niech cię szlag! Teraz muszę jakoś przekonać Senpai'ów, żeby mnie przyjęli!


Spojrzał za oddalającym się chłopakiem, a następnie na własną kartkę, czytając od nowa podanie o przyjęcie do drużyny. Zacisnął delikatnie palce na kartce. Nie raz słyszał, że za dużo gada i jest zbyt głośny, ale nigdy jeszcze nie było to powodem, żeby komuś zepsuć coś tak ważnego. Odwrócił się w kierunku niemiłego bruneta, ale nie było go już w pobliżu. Rozejrzał się z roztargnieniem wokół, ale nigdzie go nie widział. Podszedł do śmietnika, z którego wyjął pogniecioną kartkę z podaniem chłopaka. Przebiegł wzrokiem po danych i zagryzł dolną wargę. Miał naprawdę świetne preferencje. Uczył się i uczęszczał w tej samej drużyny i szkoły, co obecny kapitan drużyny siatkarskiej Aoba Johsai, Tōru Oikawa. Miał idealne wyniki i frekwencje, a nawet dostał się do półfinałów siatkówki w gimnazjum. Był idealnym kandydatem, w przeciwieństwie do niego.


Wygładził kartkę na kolanie, a swoją wcisnął byle jak do kieszeni. Jeżeli kapitan, czy kimkolwiek był ich Senpai, nie chciał przyjąć ich podań osobiście, to musi znaleźć nauczyciela trzymającego pieczę nad klubem drużyny siatkarskiej Karasuno i przekonać go o słuszności przyjęcia zgłoszenia.


To nie może być aż takie trudne, prawda?


Faktycznie, trudne nie było, choć i tak zajęło prawie dwadzieścia minut i kiedy miał odpowiedzieć, czemu przyniósł podanie to w tak brzydkim stanie, poczuł jak jego krtań ścisnęła się boleśnie. Jak miał to wyjaśnić? Z jego powodu ktoś stracił szansę na spełnienie marzenia. Swoim milczeniem przypieczętował coś, co nigdy nie pomyślał, że może być faktycznym problemem.


- Nie wiedziałem, że mamy niemowę w szkole, wybacz.


Patrzył na nauczyciela dłuższą chwilę. Jak powinien zareagować? Zaprzeczyć i przeprosić? Udawać, że tak faktycznie jest i nie może mówić, a to pozwoli krzykliwemu kolesiowi dostać się do drużyny? Zagryzł dolną wargę i skinął niepewnie głową. Nie było to do końca kłamstwem, a takim połowicznym kłamstewkiem. Mógł udawać niemowę, skoro przez swoje gadulstwo zepsuł tyle rzeczy w ciągu ostatnich kilku dni, więc może i dobrze, że znowu stracił głos? Bycie cicho mogło naprawić komuś życie, więc mógł w sumie w ogóle się nie odzywać.


Przecież to nic takiego, prawda?


Kiedy wrócił do domu, przywitał się z młodszą siostrą, która jak katarynka opowiadała o swoim dniu w przedszkolu i narysowała ich rodzinę. Chciał powiedzieć, jak dumny jest z jej ślicznego rysunku, ale nie potrafił wydusić słowa. Natsu nie wyglądała na zrażoną w żadnym razie i nadal opowiadała jak miała problem z włosami, bo nie było rudej kredki, więc pomieszała dwie inne. Zaraz jednak odbiegła, żeby schować rysunek i umyć ręce przed obiadem.


Shōyō nieśmiało wszedł do kuchni, gdzie jego mama krzątała się i najpewniej kończyła obiad. Ostrożnie dotknął ją w ramię. Nie musiał nic mówić, gdy spojrzała na niego z pytaniem jak minął dzień. Niemal od razu wiedziała, co się dzieje.


- Znowu? - Zapytała, a gdy pokiwał głową, przytuliła go mocno. - Och, Shōyō, skarbie, nie martw się, będzie dobrze. Poradzimy sobie z tym.


Z jednej strony chciał, żeby tak było, bo brak głosu był ciężki, ale z drugiej strony, dzięki temu nie mógł nikomu zniszczyć znowu życia. Miał tylko nadzieje, że krzykliwy brunet mimo wszystko dostanie się do drużyny.


Kolejne trzy dni unikał krzykliwego bruneta i starał się też nie zwracać na siebie uwagi nikogo z klubu siatkarskiego z postanowieniem, że odpuści granie. Dali mu boleśnie do zrozumienia, że się nie nadaje i nie chcieli nawet spojrzeć na jego podanie, a na domiar złego, przez swoje głupie zachowanie, drugi chłopak też stracił swoją szansę. Miał nadzieje, że zaniesienie jego podania do nauczyciela trzymającego pieczę nad klubem siatkarskim było dobrym pomysłem.


Kilka osób z klasy, z którymi na początku roku złapał znikomą nić porozumienia, teraz kompletnie go olewali, bo nagle przestał z nimi rozmawiać czy odpowiadać na pytania. Mylnie zrozumieli, że nie jest zainteresowany szukaniem znajomych, co nie było prawdą. Miał nadzieje, że tym razem nie zajmie to tak długo jak...


- Tobio Kageyama?


Oderwał wzrok od okna z zaciekawieniem. Nieprzyjemny chłopak, którego podanie oddał w ręce nauczyciela, wstał i podszedł do wysokiej brunetki w okularach. Wymienili cicho kilka słów, a w następnej chwili oboje zniknęli z klasy.


- Kto to w ogóle był?


- To trzecioklasistka. Jest menadżerką męskiego klubu siatkarskiego.


Hinata spojrzał na chłopaków oddalonych ławkę od niego i znów w stronę drzwi, gdzie zniknął Kageyama i trzecioklasistka. Mimowolnie uśmiechnął się, zwracając wzrok na to co działo się za oknem. Czyli udało się mu coś jednak naprawić. Jego uśmiech nieznacznie przygasł. Też chciał być częścią klubu siatkarskiego, w końcu po to trenował tyle czasu, ale już raz go odrzucili, więc nie było sensu wpychać się tam, gdzie nie był potrzebny.


Kolejne dni starał się trzymać z dala, jak to było tylko możliwe, od każdego, kto potencjalnie mógł przynależeć do klubu siatkarskiego. Krzykliwego chłopaka, który jak się dowiedział nazywał się Tobio Kageyama, również starał się unikać, choć nie raz widział jak na niego zerka wrogo i próbuje zagadać na przerwach. Nauczył się uciekać tylnym wejściem ze szkoły. Wszystko, żeby uniknąć niewygodnej rozmowy, w której nie mógłby się odezwać.


Westchnął ciężko, roztrzepując włosy palcami dłoni. Dziś było najbardziej spokojnie i nie musiał się martwić o nikogo z drużyny siatkarskiej, a tym bardziej o bycie nękanym przez Kageyame, bo siatkarze mieli podobno małą sąsiedzką rozgrywkę z drużyną z innej szkoły, więc nie było ich. Położył się na ławce z wyciągniętymi rękami i twarzą skierowaną w okno, rozważając co dalej. Nie pogada z nikim, bo nie jest w stanie się nawet odezwać. Nie dostanie w swoje ręce piłki do siatki, bo nie jest częścią klubu siatkarskiego. Skrzywił się, ukrywając twarz w ramionach. Naprawdę nie miał, co ze sobą zrobić?


Podniósł głowę i zerknął na dziewczynę, która jadła czekoladowe pocky. A może pójdzie po coś słodkiego? I tak nie miał nic do roboty, a przerwa trwała jeszcze co najmniej dziesięć minut. Może też przy okazji zerknie chociaż trochę na trening starszych nie przeszkadzając nikomu?


Wstał na równe nogi, przeciągnął się i z założonymi na kark rękami, wyszedł z klasy i ruszył na poszukiwanie automatów z przekąskami. O dziwo długo szukać nie musiał, bo automat był na zewnątrz nieopodal sali gimnastycznej, na którą zapatrzył się dłuższą chwilę, ale szybko odwrócił wzrok i wpadł na kogoś. Usłyszał zaskoczony pisk i salwę przeprosin. Przed nim stała niewiele niższa od niego blondynka o orzechowych oczach. Chciał coś powiedzieć, ale zaraz zamknął usta i ostatecznie położył rękę na jej ramieniu, co ją natychmiast uciszyło.


- Ni-Nic ci nie jest, prawda? - Zapytała ostatecznie, a kiedy pokręcił głową, odetchnęła z ulgą. - To dobrze! P-Przepraszam, że na ciebie wpadłam, nie patrzyłam, gdzie idę...


Znów pokręcił głową z lekkim uśmiechem. Wskazał na automat, a ona z urwanym piskiem znów przeprosiła gorliwie. Uniósł ręce w górę. Dziewczyna zamrugała krótko i zasłoniła usta dłonią.


- Nie mówisz!


Zaprzeczył.


- A-Ale to chyba nie przeze mnie, prawda?!


Uśmiechnął się i znów zaprzeczył.


- Och, to dobrze... Z-Znaczy! Nie dobrze, że nie mówisz, ale dobrze, że to nie przeze mnie, że... Przepraszam! - Zaczęła się kłaniać nisko i gwałtownie. - Przepraszam, jestem nie grzeczna!


Złapał ją za ramiona i posłał niepewny uśmiech. Speszona opuściła głowę.


- J-Jestem Hitoka Yachi, a t-ty?


Hinata wyciągnął z kieszeni swoją legitymację i pokazał.


- Shōyō Hinata... - Przeczytała i rozpromieniła się nagle. - Jesteś na pierwszym roku! Ja też!


Pokiwał głową rozochocony i spojrzał na automat z przekąskami, wybierając ostatecznie pocky, a w drugim obok puszkę zielonej herbaty. Yachi szybko również coś wybrała z automatu i zaczęła nieśmiało opowiadać o swoich pierwszych dniach szkoły. Hinata dowiedział się również, że Yachi nie zapoznała się jeszcze z nikim z powodu swojej nieśmiałości. Rozumiał ją doskonale, bo choć stracił tymczasowo głos, to czuł się niesamowicie osamotniony, gdy nie mógł z nikim pogadać. To powoli zaczynało frustrować bardziej niż poprzednim razem, ale wiedział, że w końcu przejdzie. Zawsze przechodziło.


- Hinata?


Przystanęli, patrząc na starszego chłopaka, który do nich podbiegł. Hinata od razu rozpoznał w nim kapitana drużyny siatkarskiej. Czego mógł od niego chcieć? Przecież nie oddał drugi raz swojego podania, a nawet jakby chciał, to już je wyrzucił w drodze do domu, żeby nikt go nie mógł znaleźć.


- Ty jesteś Shōyō Hinata, prawda? - Zagadnął z uśmiechem, a nie dostają odpowiedzi, kontynuował. - Możemy porozmawiać na osobności? Chciałbym wyjaśnić sprawę z twoim podaniem do drużyny.


Hinata pokręcił głową i odruchowo złapał Yachi za rękę, odbiegając z nią w stronę szkoły. Słyszał jak za nim nawołuje, ale nie chciał rozmawiać. Ba! Nie był w stanie obecnie rozmawiać i nawet odpuścił grę, więc czemu tak bardzo się nim zainteresowali, skoro raz mu odmówili? O co mogło im chodzić?


Przystanął z lekką zadyszką tuż przy wejściu do toalet. Dopiero wówczas przypomniał sobie o Yachi i natychmiast ją puścił, próbując przeprosić z rękoma uniesionymi w geście poddańczym, co ona natychmiast zrozumiała.


- Nic się nie stało, Hinata! - Uśmiechnęła się spłoszona, machając rękami. - Kto to był? Czego od ciebie chciał? Może zawołać nauczyciela?


Otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale zaraz je zamknął. Jak miał jej powiedzieć, że odrzucili jego podanie do klubu siatkarskiego, a teraz z jakiegoś nieznanego dla niego powodu drużyna Karasuno coś od niego chciała. Yachi nagle klasnęła w dłonie i wyciągnęła swój telefon i pokazała na niego z uśmiechem. Zrozumiał i szybko wyciągnął swój. Włączył szybko zamianę tekstu na mowę. Wiedział, że myślała o zwykłym napisaniu wiadomości, ale to było znacznie łatwiejsze.


- "To kapitan drużyny siatkarskiej. Chciałem dołączyć, ale wszystko zepsułem i mi odmówili. Teraz z jakiegoś powodu chcą, ze mną pogadać."


- Może zmienili zdanie?


- "To już nieważne. Odpuściłem już."


- Przykro mi...


- "Mnie również, ale to chyba nie dla mnie najwidoczniej"


Westchnął patrząc na swój telefon i zaczął pisać kolejną wiadomość, gdy ktoś pociągnął go gwałtownie za kołnierz do tyłu. Yachi w ostatniej chwili złapała jego telefon nim uderzył o podłogę. Spojrzał przez ramię.


- Idziemy palancie! Koniec zabawy w podchody!


Hinata z niemałą paniką, próbował się wyrwać, ale Kageyama miał o dziwo bardzo silny chwyt. Wierzgającego i próbującego się wyrwać rudzielca, wepchnął mało delikatnie do sali gimnastycznej, gdzie napotkał na zaskoczone spojrzenia drużyny siatkarskiej. Spłoszony próbował umknąć do wyjścia, ale wpadł na jakiegoś łysego chłopaka o groźnym spojrzeniu.


- A to, kto znowu?


- Shōyō Hinata, pierwszak. - Wyjaśnił jakiś szarowłosy chłopak z pieprzykiem pod okiem. Uśmiechnął się do Hinaty miło. - Jestem Kōshi Sugawara, wice kapitan, miło mi ciebie poznać.


Niepewnie skinął głową, rozważając, co on tu właściwie robił? Nie był częścią drużyny, nie oddał podania i nie planował znów próbować, więc czego chcieli od niego?


- Czemu oddałeś podanie Kageyamy do nauczyciela, ale swojego już nie?


Tu oniemiały spojrzał na swoje pogniecione, pobrudzone podanie, które Sugawara wyciągnął do niego. Skąd je miał?


- Jesteś zdolny i masz naprawdę fantastyczny talent, więc czemu odpuściłeś?


Spojrzał w bok, a ręką chwycił swoje ramię.


- Hinata, odpowiedz mi proszę, czemu to zrobiłeś?


Zagryzł dolną wargę, unosząc ramiona i spojrzał żałośnie na swojego Senpai'a. Nie był w stanie odpowiedzieć, bo i jak? Nie miał przy sobie torby, w której trzymał kartkę od mamy z informacją o jego stanie zdrowia. Telefon upuścił, gdy Kageyama go brutalnie tutaj zatargał.


- Hinata! Telefon! Mam telefon...


Do sali gimnastycznej wpadła zdyszana Yachi z jego telefonem w uniesionej ręce. Odetchnęła głęboko, podeszła szybko i oddała mu komórkę. Uśmiechnął się z wdzięcznością i szybko napisał wiadomość. Kliknął zmianę tekstu an mowę.


- "Nie chciałem niszczyć jego marzenia przez to, że byłem nie miły. Kageyama uczył się i uczęszczał do tej samej szkoły i drużyny, co obecny kapitan drużyny siatkarskiej Aoba Johsai, Tōru Oikawa. Ma idealne wyniki i frekwencje, a nawet dostał się do półfinałów siatkówki w gimnazjum. Jest idealnym kandydatem, w przeciwieństwie do mnie. W gimnazjum nie dałem rady przejść nawet do półfinału, a Daichi-san dał mi dogłębnie do zrozumienia, że nie nadaje się, więc po co miałem próbować?" - Zamrugał szybko, chcąc odgonić cisnące się do oczu łzy, gdy szybko napisał kolejną wiadomość. - "Kageyama miał rację. Przeze mnie odrzuciliście jego zgłoszenie, więc chciałem, żeby chociaż on został przyjęty. Przepraszam."


Zapadła głucha cisza, ale nie miał odwagi spojrzeć na nikogo. Nie chciał tu być. Nie chcieli go tu. Czemu wciąż tu był?


- Hinata, nie mówiłem, że nie chcę was w drużynie.


Hinata spojrzał niepewnie na kapitana Karasuno, który stanął obok Sugawary. Napisał szybką odpowiedź.


- "Powiedziałeś, że póki się nie dogadamy, to możemy nie wracać, Senpai. Nie mogłem z nim pogadać, więc postanowiłem, że łatwiej jest odpuścić." - Przełknął ciężko ślinę i kontynuował. - "Kageyama lepiej się nadaje, dlatego oddałem jego podanie do nauczyciela. Nie chciałem znowu komuś zepsuć życia. Przepraszam."


- Hinata, to...


Dalsza wypowiedź Daichiego została zagłuszona głośnym hukiem otwieranych drzwi. W progu stał niziutki chłopak o brązowych włosach z blond pasemkiem.


- Sorki za spóźnienie, ale nauczyciel mnie zatrzymał. - Zagadnął podchodząc z beżową listonoszką. - Wiecie może, gdzie znajdę...


Urwał, gdy Hinata podszedł i zabrał swoją torbę z jego rąk. Nowo przybyły zamrugał zaskoczony i zaraz się uśmiechnął szeroko.


- A więc to twoja torba! Nauczyciel prosił, żebym ci ją dał, a chłopaki z twojej klasy powiedzieli, że Kageyama zaciągnął cię do sali gimnastycznej, ale nie byłem pewien, czy nadal tu będziesz. Yū Nishinoya jestem, ale mówią mi Noya, a ty to Shōyō Hinata, ten koleś co unika wyjaśnienia sprawy ze swoim podaniem!


Hinata zrobił się natychmiast czerwony i przytulił mocniej swoją torbę. Dlaczego wszyscy w klubie siatkarskim o nim wiedzieli i o tym, co zrobił? Czemu w ogóle go tu trzymali, skoro nie został przyjęty? Chcieli się z niego pośmiać?


- Nie jesteś zbyt gadatliwy, co? - Noya zagadnął ciekawsko. - Co jest w sumie dziwne, bo podobno ty i Kageyama pokłóciliście się pierwszego dnia i Dai-chan was wyrzucił, żebyście sobie wyjaśnili wszystko.


- Hinata nie mówi. - Yachi pospieszyła z odpowiedzią. - A-Ale to nie moja wina! M-Mówił, że czasami tak się zdarza!


Shōyō pogrzebał szybko w torbie i podał kartkę do Sugawary, którą mama spisała dla niego ze spisania problemu.


- „Proszę o wyrozumiałość. Shōyō z powodu urazu w dzieciństwie, czasami miewa problem z mówieniem, co jest na tle psychicznym i potrzebuje czasu. Proszę nie krzyczeć na niego i mówić słów wyypisanych poniżej, bo to powoduje ów problem. Dziękuję za wyrozumiałość i zrozumienie", och, Hinata... - Suga po przeczytaniu na głos notki, spojrzał na niego współczująco. - Tak mi przykro, nie wiedzieliśmy, że...


Pokręcił głową patrząc na podłogę. Nie chciał współczucia, czy żeby ktoś go żałował. Miał problem, z którym powinien sobie poradzić sam, a żałowanie go w niczym nie pomoże, tylko zacznie powodować większą frustrację, że nie może mówić.


- "Nie chcę, żeby ktokolwiek traktował mnie jak jajko. Przywykłem do tego problemu, ale nie wiem, co ja tu właściwie robię. Przecież nie dogadałem się z Kageyamą i odsunąłem się w cień, żeby on mógł się dostać."


- Kageyama jak tylko dowiedział się, że to twoja sprawka, to powiedział, że albo przyjmiemy cię, albo sam zrezygnuje. - Noya wyjaśnił szybko. - Mówił coś o tym, że to nie honorowe, czy coś.


Hinata z lekkim szokiem, spojrzał na Kageyame, ale on odwrócił głowę z lekkim rumieńcem na bladych policzkach. To on chciał, żeby dali mu jednak szansę?


- Próbowaliśmy cię znaleźć, żeby wyjaśnić wszystko i dopytać, czy też chciałbyś dołączyć. - Daichi dopowiedział, zwracając na siebie uwagę Shōyō. - Masz talent, ale brakuje ci wprawy i praktyki, a jako twoi Senpai'owie jesteśmy właśnie od tego, żeby was pokierować. Dlatego zapytam wprost, chcesz dołączyć do nas, Hinata?


Patrzył na kapitana z niedowierzaniem, zacisnął palce na listonoszce i pokiwał gorliwie głową.


- Witaj z drużynie, Shōyō Hinata.


Jego dolna warga zaczęła delikatnie drgać, a zły spłynęły małymi strumykami po policzkach, których nie umiał powstrzymać. Noya wydał z siebie krzyk radości i zaraz przytulił się do niego, tak samo jak Yachi, która zaczęła mówić z przejęciem jak bardzo się cieszy i jakie to wspaniałe. Czuł jak supeł na jego gardle powoli rozwiązuje się, a z krtani wydostaje się ciche i lekko łamliwe słowo.


- Dziękuję...


Pod koniec dnia nie mógł przestać mówić z ekscytacją jak dobre wystawki robi Kageyama i Sugawara, że Daichi i Asahi mają za silną rękę i nigdy nie będzie w stanie zablokować czy odebrać ich ataków. Noya potarmosił mu włosy, że jest bardzo gadatliwy i jemu to bardziej pasuje niż kiedy nie mówi nic. Kiedy pożegnał się ze wszystkimi, Kageyama zaproponował, że pójdzie z nim, bo ma po drodze na przystanek. Hinata nie miał nic przeciwko, choć nieco się denerwował, że powie jakim beznadziejnym przypadkiem jest lub że się nie nadaje do grania, w końcu nie był tak dobry jak on.


- Co z moich słów sprawiło, że przestałeś mówić?


Pytanie go zaskoczyło na tyle, że zatrzymał się z rowerem. Myślał, że może źle usłyszał, ale kiedy Kageyama na niego spojrzał, zrozumiał, że naprawdę chce wiedzieć. Hinata opuścił głowę i wygrzebał z torby kartkę od mamy i podał ją brunetowi. Po chwili usłyszał jak przeklina głośno.


- Nie miałem tego na myśli, że niszczysz... Byłem zły i... Cholera, przepraszam, nie chciałem. - Przetarł twarz dłonią.


- W porządku... - Hinata wydusił cicho, odbierając kartkę. - Kiedy miałem sześć lat, nauczyciel w szkole obrał sobie mnie i dwójkę innych dzieci i wyzywał nas lub krzyczał, a czasem dostawaliśmy bez powodu w tyłek. Pewnego dnia zbił mnie tak bardzo, że wylądowałem w szpitalu i bałem się odezwać słowem. - Zacisnął palce na rączkach roweru. - Od tamtej pory miewam czasami taką blokadę, gdy ktoś krzyczy i rzuca słowa typu, że zniszczyłem mu życie lub zmarnowałem jego potencjał, że jestem do niczego i takie tam... Oddałem twoje podanie, bo nie chciałem, żebyś stracił szansę na bycie w drużynie. My-Myślałem, że tak będzie lepiej i ja się zwyczajnie nie nadaje... - Spojrzał nieśmiało na Kageyame i uśmiechnął się nieznacznie. - Dziękuję, że jednak dałeś mi szansę i próbowałeś mnie ściągnąć do drużyny.


Kageyama natychmiast spurpurowiał i spojrzał w bok. Odchrząknął, próbując odzyskać głos.


- Twoja technika jest do niczego i brakuje ci praktyki, ale masz duży talent, więc chciałem się odwdzięczyć. - Mruknął wyraźnie zażenowany. - Masz talent i jesteś dobrym partnerem dla mnie, a przynajmniej tak twierdzą Senpai'owie. - Podrapał się po karku. - Dziś udowodniłeś, że jako jedyny potrafisz odebrać moje wystawki, więc no, nie żałuję swojej decyzji. Ci-Ciesze się, że jednak jesteś częścią drużyny, Hinata...


Hinata poczuł jak pali go cała twarz, gdy mruknął z aprobatą, nie ufając własnemu głosowi. Kageyama może i był gburowatym, złośliwym typem, ale potrafił też być miłym gościem.


- Dzięki za zaufanie, Kageyama...


- D-Daj spokój! To nic ta-takiego!


Zaśmiał się cicho. Wiedział, że tymi słowami Kageyama chciał powiedzieć, że też się cieszy. Nie musiał mówić tego na głos. Odetchnął głęboko, a na wargach zakwitł szeroki uśmiech. Przyszłość wyglądała naprawdę wspaniale.



Liczba słów: 3 231

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com