Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

#12 Audi A4 B8

- To dobrze, bo nie lubię B6. 
- A co mnie to obchodzi? - mruknęłam zniesmaczona, przekręcając zamek w drzwiach. Na moje nieszczęście - zaciął się.
- Daj, pomogę ci. - Kai chwycił mój kluczyk, trochę się poszarpał i w końcu otworzył te cholerne drzwi - Panie przodem. - gestem ręki zaprosił mnie do własnego mieszkania. Gdy przekroczyliśmy jego próg, odwróciłam się do chłopaka.
- Nie chcę być nie miła, czy coś. - przygryzłam wargę - Ale chciałeś wyssać ze mnie magię, zabić mnie, zabić chłopaków, zagrozić naszemu życiu, usunąć ze mnie całą magię, więc proszę cię grzecznie, żebyś wypierdalał. - zmarszczyłam brwi, na co on się zaśmiał
- Przypominam, że gdyby nie ja, nie otworzyłabyś tych pieprzonych drzwi.
- Oj uwierz, potrafiłabym. - puściłam mu oczko z uśmiechem - Po prostu zaproponowałeś pomoc, której aż szkoda było odmówić.
- Której aż szkoda było odmówić? - chłopak powtórzył końcówkę mojego zdania - Co masz na myśli? - uśmiechnął się, na co moje poliki zaróżowiały
- Po prostu idź. - podsumowałam i udałabym się do kuchni, jednak zatrzymała mnie ręka na mojej dłoni
- Dlaczego? - spojrzał prosto w moje oczy
- Bo tam gdzie jesteś, siejesz niebezpieczeństwo? - uniosłam brew

- Ale tobie i tak się to podoba. - uśmiechnął się
- Co ty wygadujesz?! - krzyknęłam chyba zbyt głośno. Chłopak puścił moją rękę, powiedział ,,Cześć" i wyszedł szczęśliwy.
Nie rozumiem tego chłopaka. Czy on mnie właśnie podrywał? Chciał mnie zabić, więc z jakiej racji mógłby chcieć tworzyć ze mną jakąś całość? Boże, jaka ja jestem głupia. Widać, że mam osiemnaście lat. Pewnie wcale nie o to chodzi, a ja już myślę o jakimś miłosnym wątku.
Miałam już iść na górę, kiedy przypomniałam sobie o zakupach. Wyszłam na dwór, otworzyłam bagażnik i wyciągnęłam wielką siatę pełną owoców, pieczywa, warzyw i soków. Zaniosłam ją do domu, postawiłam na blacie i rozpakowałam produkty. Sprawdzając, czy już wszystko wypakowałam zauważyłam różową karteczkę. Wyjęłam z torebki portfel - nie, paragon jest tutaj. Wzięłam karteczkę i przeczytałam te kilka słów:

Przesyłam mój numer - zadzwoń!

Kai

Prychnęłam na przedostatnie słowo. Zadzwoń? W snach. Pokręciłam przecząco głową widząc przed sobą dziewięć cyfr. Schowałam karteczkę do torebki i ruszyłam na górę. Położyłam się na wygodnym łóżku i otworzyłam laptopa. Buszowałam chwilę po internecie, gdy mój telefon zawibrował. Wyjęłam go i spojrzałam na wiadomość:

Od: Kim
Jak się ubierasz?

Uderzyłam dłonią o czoło. ,,To dzisiaj!" przypomniała mi podświadomość. Planowałam ten wieczór przecież cały dzień! To wszystko przez Kai'a.

Do: Kim
Wydaje mi się że coś na luzie. A ty?

Od: Kim
Pierwszy raz się spotkamy z Brian'em. Co założyć? 

Do: Kim
Widział cię przecież nadźganą w klubie... Załóż cokolwiek.

Od: Kim
Ale co dokładnie?

Do: Kim
No mówię, że cokolwiek :D 

Od: Kim
Dobra, sama dam radę... Ty też się szykuj, zaraz 16:00!

Do: Kim
O mnie się nie martw! xoxo

Od: Kim
xoxo ♥

Zablokowałam telefon i popatrzyłam na szafę. Co mam założyć?
Stanęłam przed szafą w poszukiwaniu ubrań idealnych na mini-koncert. Potrzebuję czegoś mało dopasowanego, wygodnego i przede wszystkim dobrze się prezentującego. Zdecydowałam się na czarne skinny z wysokim stanem, z przecięciami na kolanach, do tego czarny przyduży t-shirt z logiem twenty one pilots, skórzaną czarną kurtkę i czarne niskie conversy. Stwierdziłam, że do takiego stroju pasują idealnie rozpuszczone włosy oraz jaskółka na powiekach. ,,Wyglądasz bosko" - powiedziała podświadomość. Dla dopełnienia stylizacji założyłam kilka bransoletek, popsikałam się ulubionymi perfumami o bardzo świeżym i owocowym zapachu, chwyciłam torbę i zeszłam po schodach na dół. Następnie wyszłam z domu, zamykając drzwi na cztery spusty i kliknęłam przycisk otwierania samochodu na kluczykach. Wsiadłam na miejsce kierowcy, wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Kim:

- Hej, co tam?

- Gotowa na imprezę? - zapytałam z widocznym uśmiechem na twarzy
- Od pół godziny. - mruknęła - Przecież zanim tam dojdziemy...
- Zaraz przyjadę.

- Dobra, dobra... Zaraz, co?

I rozłączyłam się.

Wyjechałam z mojej posesji, zamknęłam bramę i wyruszyłam po Kim. Dziewczyna czekała na mnie (w również wyśmienitym stroju) poddenerwowana. Kiedy wsiadła, nie mogła powstrzymać się od wrzasku

- To twoje auto!? - rozglądała się po wnętrzu - Boże, jest przepiękne!

- A gdzie Brian? - puściłam do niej oko

- Już czeka w Mystic Grillu, zajął nam miejsce. - stukała palcami po ekranie swojego telefonu - Co się tak patrzysz? Jedziemy! - dodała z uśmiechem, na co ja nacisnęłam pedał gazu i ruszyłyśmy przed siebie.
Przed budynkiem zatrzymałam się z piskiem opon. Patrzyło na nas wielu ludzi, jednak nie zwracałam na to zbytnio uwagi. Kiedy przekroczyłyśmy próg Mystic Grill'a, pierwsze, co zauważyłam, to niebieskie oczy przeszywające mnie od góry do dołu.

- Cześć Ann. - Damon chwycił moją dłoń i ją lekko ucałował. Następnie jego wzrok przeniósł się na przyjaciółkę. - A ty z pewnością jesteś Kim. Miło mi. - również ucałował blondynkę w dłoń - Damon. - dodał uśmiechnięty - Może chcecie się do nas dosiąść? - wskazał na stolik w rogu sali

- Niestety, ale mój chłopak zajął nam już mejsca gdzieś indziej. - odpowiedziała Kim, wpatrując się w każdy kąt Mystic Grill'a - O, tam jest! - złapała mnie za rękę. - Miło było, hej!

Damon już nic nie zdążył odpowiedzieć, a ja jedynie posłałam mu przepraszające spojrzenie.
Przy stoliku czekał na nas ten sam przystojniak, którego Kim podrywała w klubie. Miał jednak lekki zarost, co spowodowało, że wyglądał jeszcze bardziej seksownie. Kiedy zobaczył Kim, uchylił lekko usta z wrażenia, a następnie podał jej bukiet róż. Ta, ze łzami w oczach rzuciła się na niego. Nie obeszło się bez pocałunków i obmacywania, na które z pewnością zwróciłabym uwagę normalnie. Normalnie, nie znaczy teraz. Widzą się pierwszy raz od dłuższego czasu, trzeba dać im trochę swobody.

Zamówiliśmy na początek dwie kawy (dla Kim i Brian'a) oraz gorącą czekoladę dla mnie (nie lubię kawy). Brian już po chwili krótkiej rozmowy okazał się prze spoko typkiem. Mimo, że spędza się z tymi gołąbkami naprawdę świetnie czas, nie mogłam przestać patrzeć co dzieje się przy stoliku na drugim końcu sali - stoliku braci Salvatore.

Przy tym stoliku było naprawdę wiele postaci, w tym dwie bliźniaczki - przepiękne blondynki, szczerzące się od ucha do ucha. Wszyscy byli ubrani na luzie, z dystansem i bez przesady. Podobały mi się stroje braci Salvatore - mieli oni bowiem takie same bluzki, spodnie, jak i buty. Pierwszy raz widziałam ich w koszulkach z logo jakiegoś zespołu i - nie powiem, że nie - prezentowali się naprawdę znakomicie.
Pół godziny przed występem zachciało mi się skorzystać z toalety. Poinformowałam o tym Kim i już wstawałam, gdy mój wzrok przykuła postać Kai'a, przekraczająca Mystic Grill. Był uśmiechnięty od ucha do ucha, a gdy na mnie spojrzał, zaczął powoli iść w moją stronę. Zabrałam torebkę i zerknęłam na stolik w rogu - Damon siedział z zaciśniętą szczęką, patrząc na chłopaka złowrogo. Powoli i pewnym siebie krokiem podążałam w stronę łazienki. Kai również stwierdził, że nie będzie się śpieszył, co mnie wkurzało - tak to przynajmniej wiedziałabym, czego się spodziewać. Gdy chwyciłam za klamkę prowadzącą do łazienki, usłyszałam jego głos:
- Ann, zaczekaj!
Grzecznie odwróciłam się w jego stronę i skrzyżowałam ręce na piersiach.

- Wyglądasz przepięknie. - uśmiechnął się w moją stronę. Wyglądał na lekko poddenerwowanego, zestresowanego.

- Czego chcesz Kai? - przewróciłam oczami

- Nie zadzwoniłaś.

- Zgubiłam twoją kartkę z numerem, przykro mi.

- Przecież masz ją w torebce, Bennett. - uniósł swoją brew, przez co poczułam się niepewnie. Skąd on wie, że ją tam schowałam?

- Skąd ta pewność?

- Ponieważ z kieszonki wystaje ci skrawek papieru, na którym pisałem ci tą wiadomość? - wskazał na torebkę. Zaczerwieniłam się, dosuwając suwak.
- Daj mi spokój, Kai. - chwyciłam za klamkę i już miałam wchodzić, kiedy zostałam szarpnięta do tyłu
- Gdybyś chciała, żebym dał ci spokój, nie chowałabyś tej kartki, tylko ją spaliła, czy wyrzuciła. - patrzył prosto w moje oczy. Chciałam uciec wzrokiem, bezskutecznie. - I co, jak teraz z TEGO wybrniesz? - czekał wyraźnie na odpowiedź z mojej strony
- A co ci tak zależy na tym cholernym telefonie? - zapytałam - Zbawi cię rozmowa ze mną?

- Nie, ale... - stanął bardzo blisko mnie i lekko popchnął mnie na ścianę. ustawił swoje ręce pomiędzy moją głową - może mnie uratować od samotności.
Po tych słowach gwałtownie przybliżył do mnie swoje wargi i złączył je w jedną całość. Zaskoczył mnie nagłym, ale bardzo czułym i przyjemnym pocałunkiem, który - nie wiedząc czemu - odwzajemniłam.

Co jest nie tak, Ann?

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com