#23 The End
14 dni później...
- Może ten? - zapytałam z uśmiechem - W środku wygląda naprawdę znakomicie.
- Czy ja wiem... - Kai podziwiał domek ze skwaszoną miną - raczej dosyć obskurnie.
- Nie znasz się. - musnęłam jego usta, ze łzami w oczach - Chciałabym cię mieć zawsze przy sobie, wiesz?
- Wiem. - złapał moją rękę, przez co ugryzłam gwałtownie wargę, aby się nie popłakać
- Zaraz twój pogrzeb. - spojrzałam na zegarek - Zostało pół godziny do mini ceremonii.
- Kto będzie?
- Chłopaki, Caroline i bliźniaczki.
- A co z pogrzebem Enzo?
- Gadałam z nim. Chciał być przy babci i tyle. Żadnej uroczystości, picia czy coś.
*Retrospekcja*
Wróciłam zrozpaczona do domu, ciągnąc za sobą martwe ciało mojego chłopaka.
- Enzo! Enzo! - wyłam na całe mieszkanie. Mężczyzna jednak się nie odzywał. Otarłam łzy, zostawiłam Kai'a i porozglądałam się trochę, pochlipując co chwila - Enzo? Enzo? - błądziłam bez celu po pokojach. W końcu znalazłam dziadka. Spał, siedząc przy stole w kuchni. - Enzo, śpiochu! - zaśmiałam się. Enzo jednak nadal nie chciał się odezwać. - Enzo! - podeszłam do niego - Wiem, że nie śpisz. - z uśmiechem szturchnęłam wampira. Ten upadł bez żadnego życia w sobie. Zobaczyłam w jego piersi dziurę... bez serca - ENZO!!!! - wykrzyczałam ze łzami, wtulając się w dziadka. Był z nami tak krótko, a poczułam między nami niesamowitą, rodzinną i ciepłą więź.
Czemu wszystko się tak kończy?
*Koniec retrospekcji*
- Mhm. Przynajmniej chłopak wie, czego chce.
- Taaa... - znów powróciłam do buszowania po internecie - Może ten? Jest blisko centrum, mogłabym dojeżdżać autobusem.
- Ten wygląda naprawdę dobrze. Tak, zgadzam się na niego. Dzwoń do chłopaków, niech to załatwią.
- A co powiem Kim jak zapyta o czynsz i te sprawy?
- A musisz z nią tam jechać?
- Kai... To moja przyjaciółka. Całe życie czekałyśmy na wspólne studia.
- Niech ci będzie. Co jej powiesz? Nic, któryś z Salvatore'ów ją tam zahipnotyzuje.
- Dobra. - przytaknęłam - 801...<zapisuje> 234...191... Dobra, mam, mogę dzwonić do Stefana. Kai? - rozejrzałam się, szukając chłopaka - Kai? - zapytałam znowu. Zioła przestały działać. Westchnęłam ciężko.
Nikt nie mówił, że studenckie życie nie będzie łatwe. Byłam gotowa na wszelkie niedogodności. Nigdy jednak nie przygotowywałam się do bycia czarownicą, do śmierci babci, do zakochania się, do poznania dziadka, do przyjaźni z wampirami i do zwalczania zła. Życie, jak z bajki... a raczej z horroru.
Straciłam najważniejsze osoby w moim życiu w przeciągu... 3 miesięcy? Czy tak powinno być? Nie wiem.
Wiem za to, że jestem dziewiętnastoletnią Ann Bennett - czarownicą, studentką okultyzmu, wierną przyjaciółką, dziewczyną w związku ze zmarłym i w dobrych kontaktach z nieśmiertelnymi.
~THE END
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com