PROLOG
Burza szalała nad ciemnym niebem, rozdzierając je fioletowymi błyskami. Pioruny uderzały w ziemię, a wiatr niósł złowrogie szepty. Wśród deszczu i wiatru stała dziewczyna, jej dłonie drżały, gdy iskry Electro tańczyły wokół palców.
Tori oddychała ciężko, czując, jak moc w jej wnętrzu pulsuje chaotycznie, wymykając się spod kontroli. Coś było nie tak. Coś podążało za nią.
Z cienia wyłoniły się potwory – zniekształcone, nieludzkie, jakby wyciągnięte z samego dna piekła. Oczy Tori zwęziły się, a jej serce zabiło mocniej. Wiedziała, że to jej wina. Wiedziała, że to jej moce przyciągnęły te istoty.
Nie miała czasu na ucieczkę.
Zaklęcie uformowało się w jej dłoni, błysk fioletowego światła przeciął powietrze, ale potwory się nie cofnęły. Czuła, jak jej energia pulsuje, jak coś w niej się budzi – coś obcego, coś, czego nie rozumiała.
I wtedy ich zobaczyła.
Fatui.
Postacie w ciemnych płaszczach, skrywające się w cieniu. Patrzyli na nią, nie interweniując, jakby obserwowali.
Jeden z nich ruszył do przodu.
Był wysoki, jego ruchy były precyzyjne, niemal mechaniczne. Ciemna zbroja odbijała światło błyskawic.
— Zatrzymaj się.
Jego głos był głęboki, chłodny. Nie był to rozkaz – to była deklaracja, że nie miała wyboru.
Tori zacisnęła zęby, w jej oczach błysnął gniew, ale zanim zdążyła ponownie rzucić zaklęcie, poczuła, jak coś ściska ją w miejscu. Energia wokół niej nagle stała się ciężka. Nie mogła się ruszyć.
Capitano podszedł bliżej, patrząc na nią w milczeniu.
— Interesujące.
To było ostatnie, co usłyszała, zanim świat zniknął w ciemności.
Obudziła się w pałacu.
Ściany były lodowato zimne, światło było blade i nieprzyjazne.
A przed nią stała Tsaritsa.
Nie było w niej gniewu, nie było strachu. Patrzyła na Tori z ciekawością, jakby widziała coś, czego inni nie dostrzegali.
— Dziecko Khaenri'ah... Jakże niespodziewane.
Tori zesztywniała.
Nie miała pojęcia, skąd to wiedziała.
— Masz w sobie coś niezwykłego. Może to przeznaczenie, że Fatui cię znaleźli.
Cisza była ciężka.
Tori wstrzymała oddech.
— Chciałabyś trenować? Zobaczyć, do czego naprawdę jesteś zdolna?
Serce Tori waliło w piersi.
Oczy Tsaritsy błyszczały.
— Chciałabyś poznać prawdę o swojej mocy?
Tori przełknęła ślinę.
Nie musiała się zastanawiać.
— Tak.
Dwa lata minęły jak jeden dzień.
Każdy trening był próbą sił, testem wytrzymałości. Musiała udowodnić swoją wartość, pokazać, że nie jest tylko przypadkową dziewczyną z Electro Wizją.
Każdy dzień w Fatui był walką.
I w końcu nadszedł moment, na który czekała.
Minęły 3 lata ciężkiego treningu, tori poznała i porzuciła w tym czasie wiele znajomych i marzeń.
Tori stanęła przed wielkimi drzwiami. Za nimi czekało oficjalne przyjęcie do Fatui.
Ona się nie bała.
Ona była gotowa.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com