Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

PROLOG

Burza szalała nad ciemnym niebem, rozdzierając je fioletowymi błyskami. Pioruny uderzały w ziemię, a wiatr niósł złowrogie szepty. Wśród deszczu i wiatru stała dziewczyna, jej dłonie drżały, gdy iskry Electro tańczyły wokół palców.

Tori oddychała ciężko, czując, jak moc w jej wnętrzu pulsuje chaotycznie, wymykając się spod kontroli. Coś było nie tak. Coś podążało za nią.

Z cienia wyłoniły się potwory – zniekształcone, nieludzkie, jakby wyciągnięte z samego dna piekła. Oczy Tori zwęziły się, a jej serce zabiło mocniej. Wiedziała, że to jej wina. Wiedziała, że to jej moce przyciągnęły te istoty.

Nie miała czasu na ucieczkę.

Zaklęcie uformowało się w jej dłoni, błysk fioletowego światła przeciął powietrze, ale potwory się nie cofnęły. Czuła, jak jej energia pulsuje, jak coś w niej się budzi – coś obcego, coś, czego nie rozumiała.

I wtedy ich zobaczyła.

Fatui.

Postacie w ciemnych płaszczach, skrywające się w cieniu. Patrzyli na nią, nie interweniując, jakby obserwowali.

Jeden z nich ruszył do przodu.

Był wysoki, jego ruchy były precyzyjne, niemal mechaniczne. Ciemna zbroja odbijała światło błyskawic.

— Zatrzymaj się.

Jego głos był głęboki, chłodny. Nie był to rozkaz – to była deklaracja, że nie miała wyboru.

Tori zacisnęła zęby, w jej oczach błysnął gniew, ale zanim zdążyła ponownie rzucić zaklęcie, poczuła, jak coś ściska ją w miejscu. Energia wokół niej nagle stała się ciężka. Nie mogła się ruszyć.

Capitano podszedł bliżej, patrząc na nią w milczeniu.

— Interesujące.

To było ostatnie, co usłyszała, zanim świat zniknął w ciemności.

Obudziła się w pałacu.

Ściany były lodowato zimne, światło było blade i nieprzyjazne.

A przed nią stała Tsaritsa.

Nie było w niej gniewu, nie było strachu. Patrzyła na Tori z ciekawością, jakby widziała coś, czego inni nie dostrzegali.

Dziecko Khaenri'ah... Jakże niespodziewane.

Tori zesztywniała.

Nie miała pojęcia, skąd to wiedziała.

— Masz w sobie coś niezwykłego. Może to przeznaczenie, że Fatui cię znaleźli.

Cisza była ciężka.

Tori wstrzymała oddech.

— Chciałabyś trenować? Zobaczyć, do czego naprawdę jesteś zdolna?

Serce Tori waliło w piersi.

Oczy Tsaritsy błyszczały.

— Chciałabyś poznać prawdę o swojej mocy?

Tori przełknęła ślinę.

Nie musiała się zastanawiać.

— Tak.

Dwa lata minęły jak jeden dzień.

Każdy trening był próbą sił, testem wytrzymałości. Musiała udowodnić swoją wartość, pokazać, że nie jest tylko przypadkową dziewczyną z Electro Wizją.

Każdy dzień w Fatui był walką.

I w końcu nadszedł moment, na który czekała.

Minęły 3 lata ciężkiego treningu, tori poznała i porzuciła w tym czasie wiele znajomych i marzeń.

Tori stanęła przed wielkimi drzwiami. Za nimi czekało oficjalne przyjęcie do Fatui.

Ona się nie bała.

Ona była gotowa.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com