Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

14 x

NIALL

Następnego dnia, wstałem  wcześniej. Nie chciałem zbudzić blondynki.

 Uśmiechnąłem się lekko na widok śpiącej Ari. 

Tak spała u mnie, bała się wracać wczoraj  sama do domu. 

Ubrałem się po cichu i wyszedłem z domu. 

Wsiadłem na mojego kawasaki ninja h2r i ruszyłem, mając nadzieję, że nadal tam

Podjeżdżając pod starą fabrykę, zsiadłem z motoru. Miałem szczęście, bo nadal tu byli. Chyba mieli klienta. 

Załadowałem mojego colta* i ponownie schowałem za spodnie. 

-Dziś wasz, dzień suki  - mruknąłem do siebie i skierowałem się z uśmiechem na ustach do fabryki. 

-O, siema Horan ! - krzyknął Mark.

-Mieliśmy zajebistego klienta. - dodał zadowolony Ethan. Zabrzmiał jak męska dziwka...oj? 

-Gówno, mnie to obchodzi złamasy. 

-Niall, nie masz humoru? Pewnie Aria, mu nie dała - zaśmiali się, a ja krzywo się uśmiechnąłem. 

Wyciągnąłem broń i wycelowałem w nich. 

W ich oczach widziałem strach i zmieszanie. 

-Co macie takie miny, skurwiele? Zaskoczeni? 

-O co ci chodzi? Odjebało ci! - powiedział Ethan, a ja odbezpieczyłem broń. 

-Chłopcy, myślałem, że mówimy sobie o wszystkim - pokręciłem zdegustowany głową. 

-A tymczasem wy, robicie ze mnie idiotę !  - krzyknąłem, a  oni się wzdrygnęli. 

-Stary, co ty...  - próbował Mark, ale mu przerwałem. 

-Zamknij się! Mówiliście, że to Aria zabiła Toma? - prychnąłem. 

-Co ona ci nagadała? Wierzysz tej dziwce?! - zapytał oburzony Ethan. 

-Oh, oczywiście, że nie. Ale jeżeli mi coś pokażecie, pomyśle co z wami zrobić. - powiedziałem nieszczerze. Chciałem tylko potwierdzić słowa Ari. 

-Co? 

-Nagranie.

-Jakie nagranie? - zapytał niepewnie Mark, patrząc się ze strachem na swojego kumpla. 

-Nie grajcie debili, chce zobaczyć nagranie, które nagrał Ethan. 

Widząc ich miny, wkurwiłem się. 

-Oh, nie pamiętacie? W rolach głównych Aria Grant i Mark O'Connel. Mam podać jeszcze reżysera? 

-To nie tak...my- zaczął niewinnie Ethan. Przewróciłem teatralnie oczami i strzeliłem Markowi w stopę. 

-Daj mi kurwa to nagranie frajerze. - wycedziłem przez zęby, o on już wiedział, że nie żartuję. 

Po 10 minutach płyta z filmem znajdowała się w moich dłoniach, a ja się uśmiechnąłem. Nie miałem pojęcia dlaczego akurat mieli ją przy sobie. 

-No i widzicie, obyłoby się bez krwi. No i ostatnie pytanie, ale bez wykrętów, bo inaczej Mark już długo nie pożyje. Dlaczego zabiłeś Toma? 

Chłopak się wahał. 

Zachowywał się jakby był w potrzasku. Nie mylił się. Był.

-Sprowokował mnie. 

-Jak? Czy to, że chciał pomścić siostrę jest prowokacją? Czyli to, że was teraz zabiję, mogę nazwać nieszczęśliwym wypadkiem? 

Bali się. Pierwszy raz się mnie bali. Nigdy nie byłem w stanie zabić człowieka. Zrobiłem to tylko raz. RAZ. 

-Nie, wkurwiłem się, bo powiedział, że może nas dwoje zastąpić jednym dobrym graczem. 

Zmarszczyłem brwi. Tom, nie wspominał, nam nigdy o tym, by w naszym "składzie" pojawił się ktoś nowy. 

-Mówił, też, że Aria, byłaby szczęśliwsza... - skończył również marszcząc brwi. Mark co chwilę jęczał próbując nieudolnie, zatamować krew. 

-Kto to miał być ?

-Nie mam, kurwa pojęcia. 

-Dlaczego zrobiliście to Ari?

-To była zemsta. 

-Zemsta? 

-Tak.

-Za co? 

-Za to, że Tom był najlepszy.

-Mylisz się - uśmiechnąłem się.

-To ja zawszę wygrywam - powiedziałem twardo.

-Nie chce, was już więcej widzieć w tym mieście.  Macie dać Ari, spokój, jeżeli kiedykolwiek tu wrócicie, już po was. Rozumiecie? A teraz wypierdalać.

-Ale...

-Pytam się kurwa, czy rozumiecie?! Jutro, ma was tu nie być. 

Nawet nie czekałem na ich odpowiedzi. Wierzyłem, że będą twierdzące. 

Zastanawia mnie jedno. Kogo miał na myśli Tom? 

ARIA

"-Chyba nie myślałaś, że tak łatwo odpuszczę. 

-Błagam, daj spokój - powiedziałam cicho.

-Nie ! Nie rozumiesz oni cię niszczą ... 

-Luke daj mi spokój.

-Aria! Do kurwy, przestań się z nimi zadawać! 

-Nie będziesz mi mówić, co mam robić ! - krzyknęłam zła na przyjaciela. - Nie jesteś moim ojcem, by to robić. 

-Jaka szkoda, że nikt już nim nie jest...- zrobiłam wielkie oczy, a Luke dopiero przetrawił to co powiedział. 

-Wyjdź.  - powiedziałam w miarę spokojnie. 

-Aria, ja... - zaczął się przybliżać. Moja dłoń odbiła się od jego policzka. Uderzyłam go. Zasłużył.

-Wynoś się stąd !

-Jeszcze ci się odwdzięczę - powiedział z nutką grozy.  Lottie stała i się nie odzywała. Spojrzała na mnie z żalem i oboje zniknęli za drzwiami. To była nasza ostatnia rozmowa. 

Ale to był Luke. Kto bierze go na poważnie. "

Nie wiem dlaczego, ten obraz prześladował mnie od wczoraj. Może za nimi tęsknie ?

A może, tylko dlatego, że o nich wczoraj pomyślałam? 

Gdy wstałam rano blondyna już nie było. Postanowiłam, wrócić do dziadków. Mam nadzieję, że nie zorientowali się, że nie było mnie całą noc.

 -Hej dziadku!, babciu? - krzyknęłam wchodząc do mieszkania. 

-OH, Aria myśleliśmy, że jeszcze śpisz lub jesteś w pracy - powiedziała Margaret, wychodząc z kuchni. 

-Byłam się...przewietrzyć. 

-Rozumiem. Co chcesz na śniadanie? - zapytała radośnie. 

-Omlet? 

-Już się robi kochanie.

Poczułam wibracje w kieszeni. 

od: Niall (9;00)

Czemu uciekłaś? :( xx

Uśmiechnęłam się pod nosem. 

do: Niall (9;01)

Nie było cię. Dziadkowie pewnie się martwili xoxo

Wsunęłam urządzenie do tylnej kieszeni jeansów.

Gdy podniosłam wzrok, ujrzałam Henrego. 

Dziwnie mi się przyglądał. Ale na jego ustach błąkał się uśmiech. 

-No co? - zapytałam śmiejąc się. 

-Nic. Czy ty się śmiejesz? Jesteś radosna. 

-Tak. 

-Chyba muszę mu podziękować.

-Komu? - zapytałam zdziwiona.

-Niallowi. 

-Skąd ty... - byłam w lekkim szoku. Skąd on wiedział, że to blondyn. 

-Przeczucie - puścił mi oczko i poszedł do kuchni. 

                                                                                              ***

-Kochanie, idziemy dzisiaj do sąsiadów na grilla. Chcesz iść z nami? - babcia poinformowała mnie, gdy oglądałam telewizję. 

-Nie, ale dzięki. Mam dziś pracę. Bawcie się dobrze. 

-Będziemy, późno i pamiętaj by zamknąć drzwi. 

-Tak babciu, nie mam 5 lat - zaśmiałam się i pomachałam im na pożegnanie. 

do: Niall (11;30)

Chcesz wpaść? Dziadków nie ma. Możesz zaprosić Mię i Troya ;) xx

od: Niall (11;35)

Za 5 min, jestem. Nie chcę ich zapraszać. Wtedy musiałbym się tobą dzielić, kochanie xx

Uśmiechnęłam się pod nosem. Od kiedy on jest, taki słodki? Nie wiem nawet, jak mogę to określić. 

Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko mu to poszło. 

Otworzyłam drzwi z uśmiechem na ustach, ale nikogo nie było. Zmarszczyłam brwi. Spojrzałam na wycieraczkę.

"Nigdy, nie pozwolę ci być szczęśliwą. Nie zasłużyłaś na to. Umiesz tylko ranić, głupia SUKO xx

Twój cichy wielbiciel ;*"

Zasłoniłam ręką usta, z których wydobył się żałosny jęk. 

Zgniotłam kartkę i wsadziłam do spodni. 

Podniosłam wzrok i zauważyłam uśmiechniętego irlandczyka. Mimowolnie krzyknęłam.

-Ugh...przestraszyłeś mnie - powiedziałam pretensjonalnie i starałam się uśmiechnąć. 

-Wybacz, nie chciałem - powiedział, udając przejęcie. Pocałował moje usta i wszedł do środka. 

Zamknęłam drzwi i pokierowałam się za Niallem. 

Usiadł na kanapie i głęboko westchnął. 

-To co robimy?  - zapytał . 

-No, nie wiem. Możemy obejrzymy jakiś film? 

-Masz jakąś propozycję ?

Pokręciłam przecząco głową. 

-To może Funny Games U S ?  - zaproponował pytając.

-Okej, nie pytam co to. Może mnie zaskoczy. 

Usiadłam na kanapie obok blondyna i czekałam, aż wyszuka go w internecie. 

Cały czas męczą mnie te wiadomości. Nie rozumiem, kto chce mojego nieszczęścia? Upadku? Czegokolwiek, co jest dla mnie niekorzystne. Uważam, że nie jestem złą osobą. Może niekiedy ranię ludzi, ale nie specjalnie. Zawsze ich przepraszam. Tylko jednej osoby nie przeprosiłam. To był wyjątek. 

-Gotowe - powiedział entuzjastycznie Niall, obejmując mnie. Nie wiem czemu ma, tak dobry humor, ale jakoś nie narzekam. 

                                                                                             ***

-Niall! Nigdy więcej, nie pozwolę ci wybierać filmu  - powiedziałam oburzona, gdy się skończył. 

-Niby  dlaczego co? - zapytał urażony. 

-Żartujesz? Ten film był posrany. Dwójka psychicznych nastolatków, wchodzi ci do domu i zabija całą rodzinę. 

-Ale nie od razu i to jest sztuka - powiedział dziwnie się uśmiechając. 

-Przerażasz mnie.

-Przesadzasz, Ariiii - specjalnie przeciągnął ostatnią literę. 

-Co robimy dalej?  - zapytał cwanie. Nadal nie wiem, co jest między mną a Niallem. Nie chcę na razie, się o to pytać. 

-W sumie, to możesz iść do domu. Muszę iść do pracy - skrzywiłam się. 

Mina chłopaka stężała. 

-Musisz tam pracować? - zapytał z pretensją. 

-Tak, to była jedyna dobra oferta. Nie mogę siedzieć u dziadków jak jakiś darmozjad - powiedziałam szczerze. Nie chciałam ich wykorzystywać. Wystarczyło, że kryli mnie przed matką. 

-To nie jest odpowiednie miejsce dla ciebie - zaczął się denerwować. Wiedziałam to.

-Wiesz co? Jedynym zagrożeniem jak na razie, dla mnie jesteś ty ! - powiedziałam zła, choć wcale nie miałam tego na myśli. Dlaczego on się do wszystkiego mieszał?!

-Uważaj Aria. Nie wiesz co mówisz - powiedział i zaczął się do mnie przybliżać. Bałam się go. 

Zacisnął pięści i gdy dzieliły nas ledwie trzy centymetry, powiedział : 

-Mogę sprawić, że już nigdy nie będziesz tą samą osobą. Na nic nie spojrzysz tak samo. A wiesz dlaczego? 

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. 

-Ponieważ, człowiek, który nie ma nic do stracenia, bywa groźny - powiedział to tak niskim głosem, że zrobiło mi się zimno. Kim on do cholery jest? 

-Nigdy więcej, nie mów mi, że jestem dla ciebie zagrożeniem Grant - wysyczał przez zęby. 

-Powinieneś już iść - starałam się, by mój głos nie drżał. Starałam. 

Chłopak uśmiechnął się krzywo i skierował do drzwi. 

-A  i jeszcze jedno... - powiedział, gdy otwierał drzwi. 

-...uważaj na siebie. 

Usłyszałam trzask drzwi. Co to do cholery było? Czy on mi grozi? 

A co jeżeli, te wiadomości są od niego? Zaczynam się go bać. Nie ufam mu już, jednak czy kiedykolwiek to robiłam? 

Muszę go unikać. Jest taki błędny i niebezpieczny. 


                                                                                     ***

Zaczęłam moją zmianę w uniqe. Byłam strasznie rozkojarzona. Czy to jest właściwie możliwe, że Niall udaje kogoś kim nie jest ? Czy możliwe, że on w ogóle kogoś udaje? 

Stukałam palcami o bar i patrzyłam na główne wejście. 

Szklanka stojąca obok mojej dłoni, rozbiła się z hukiem na podłodze, gdy zobaczyłam kto zawitał do klubu. 

-Luke? - wyszeptałam.

__________________________

*rodzaj broni

Jak wam się podoba ? Macie jakieś domysły? Czy może kompletnie się gubicie? 

Czekam na opinie xx :) 

czytasz=komentujesz

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com