#46
Wybiła 20:00, kiedy przestąpiłam próg domu. Rodzice już na mnie czekali z widocznym na twarzy zdenerwowaniem.
- Jesteś z siebie dumna? - zaczęła mama
- Tak. - odpowiedziałam pewnie, przysuwając do siebie walizkę - Mogę iść do pokoju?
Tata głęboko westchnął.
- Nie czujesz się winna? Zawstydzona? Nie gryzie cię sumienie?
- Hmmmm... nie. - złapałam bagaż i poszłam do mojego królestwa. Rzuciłam się od razu na łóżko, otworzyłam laptopa i obczaiłam social media.
Przede wszystkim zainteresowała mnie wiadomość od Asil:
Asil Morgan:
Hei bby! Jest koniec wakacji, co oznacza koniec pewnego etapu w życiu! ♥ Chciałam zakończyć naszą nienawiść, jeżeli jakaś była, dlatego zapraszam cię dzisiaj na imprezę! Słyszałam że wracasz, stalkuję cię chyba :*** Nie ważne, melo rozpoczynamy o 20:00, jednak jak będziesz później - nic się nie stanie!
love you
xoxox ♥♥♥
Czekałam na większą ilość serduszek. Spojrzałam na zegarek: 20:10. W sumie nie widziałam żadnej zdziry przez całe wakacje - trzeba to zmienić.
Ja:
U kogo? :)
Odpisała natychmiastowo:
Asil Morgan:
Czyli będziesz? Zajebiście! :******** Impreza jest u mnie, czekamyyyy xoxoxoxox
O 21:00 byłam gotowa, wsiadłam do autobusu i po chwili znalazłam się przed domem tlenówy. Muzykę słychać już było kilka przecznic dalej, co uznałam za początek idealnej imprezy.
- Czeeeeść kochana! - przywitała mnie całusem Freya - Jak tam wakacje? Co robiłaś? Zerwaliście z Chrisem?
- Dobrze, z Chrisem się tylko kolegujemy. - odpowiedziałam ze stoickim spokojem mimo że chciałam ją zabić. Irytująca suka. - Jest może Asil?
- Taaak, gdzieś się krząta po domu.
- Okej. - wyminęłam ją szybko i weszłam do pierwszego pomieszczenia - salonu. Mnóstwo ludzi, głośna muzyka i słabe światło niezbyt mi odpowiadały.
Widok Chrisa liżącego się z blond szmatą na kanapie także.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com