Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

11.

Thomas:

O godzinie szóstej rano, lub raczej w nocy zadzwonił mój budzik. Wyłączyłem go i zacząłem przeklinać, ja nie byłem przyzwyczajony do tak wczesnego wstawania. 

W końcu się zwlokłem, od razu zrobiłem sobie kawę i zacząłem się szykować. Zazdrościłem chłopakom, że smacznie sobie śpią. Ja musiałem tyrać, niby nie robiłem tam nic bardzo wymagającego, ale samo to że musiałem tam chodzić i robić cokolwiek, miałem wrażenie że dawanie dupy było mniej męczące. Chociaż jak przypominam sobie pewne nieprzyjemne sytuacje z mojej poprzedniej pracy, to sam już nie wiem co gorsze. 

Zebrałem się i pojechałem wyjątkowo metrem do pracy, by nie wydawać tyle kasy codziennie na jakieś bardziej luksusowe podwózki. Na szczęście do metra daleko nie miałem, i stacja na której wysiadałem również znajdowała się blisko pracy.

Byłem trochę wcześniej, nie lubiłem się spóźniać. Była tylko Stella i Sophie. Ucieszyłem się, że jest akurat Sophie, jako jedyna tutaj była sympatyczna.

- A to jest co? - spytałem na górę papierów na moim biurku.

- Stella przyniosła żebyś pozszywał zszywaczem - powiedziała.

Ulżyło mi, że nie jest to jakaś wymagająca i ciężka praca tylko siedzenie i zszywanie.

- Te dwie co tu siedzą to suki - powiedziałem na dziewczyny, których jeszcze nie było. Sophie się zaśmiała i spojrzała na jeszcze puste dwa miejsca.

- Szybko oceniasz ludzi. Ale masz rację, to trochę suki. A i jeszcze coś, posprzątaj trochę na biurku. Mi to nie przeszkadza, ale Dylan się czepia. Każe nam dbać o porządek w biurze aż do przesady. Na biurkach musimy mieć poukładane,  każdy piątek sprzątamy całe biuro. Sam jest pedantem. Stella kiedyś u niego była, bo musieli jakieś papiery ogarnąć, to mówiła że jest pedantyczny porządek - powiedziała.

Nie przyznałem się, że byłem u Dylana w domu, bo nasze relacje czy raczej układ powinien pozostać w tajemnicy, ale to fakt że u niego w domu jest czysto aż do przesady.

- Czemu sprzątacie sami? Nie ma sprzątaczki? - zdziwiłem się, jednak wydawało mi się, że w takich miejscach ktoś inny sprząta niż pracownicy.

- Już nie. Mieliśmy, ale dziewczyny nie dbały o porządek, więc Dylan się wkurwił i zarządził, że skoro nikt nie szanuje pracy sprzątaczki, to same mamy sprzątać. I tak zostało. Dylan jako szef jest w porządku, jest miły, spoko płaci. Terminowy, uczciwy. Ale jak się czasem wkurwi... Ciężko go wyprowadzić z równowagi, ale potrafi się wkurwić. 

Na tym rozmowa się urwała, bo na salę przyszła Kelly i Vera. Zacząłem więc spinać te papiery i przysłuchiwałem się rozmowom na temat projektów dziewczyn, i w sumie to nie ogarniałem nawet o czym rozmawiają. 

Od używania zszywacza bolały mnie już palce, a Stella ciągle donosiła jakieś komplety papierów. Byłem już wkurwiony więc wstałem i poszedłem sobie do kuchni, by zrobić kolejną kawę. Oczywiście nic nie jadłem, nie miałem apetytu. Za mną przyszedł Dylan i przymknął drzwi. 

- Jak dziś się czujesz? - spytał.

- Może być... Mam nadzieję, że jakoś się w to wkręcę - powiedziałem. Chciał jeszcze coś dodać, ale zadzwonił jego telefon i wyszedł z kuchni. Dokończyłem więc robić sobie kawę, i wróciłem na salę. 

Sophie poprosiła mnie jeszcze o pomoc w robieniu czegoś prostego na komputerze, więc tym się zająłem. Ogólnie ją polubiłem, wydała mi się inteligentną i miłą dziewczyną. Nie to co reszta szmat. 

Zgarnąłem z biurka jeszcze ten nieporządek o jakim wspomniała Sophie, nie chciałem się narażać Dylanowi. 

Nazajutrz był już piątek, nadal w chujowym nastroju udałem się do pracy. Trzymało przy życiu mnie tylko to, że to piątek i przede mną aż dwa dni wolnego. Nie wiedziałem jeszcze co będę robił w weekend, ale wiedziałem że nie będę myślał o pracy, przynajmniej się postaram.

- Thomas - powiedziała Stella i położyła przede mną kilka kopert - Pójdziesz na pocztę i wyślesz to wszystko. Tu masz pieniądze służbowe - oznajmiła i wyszła z sali.

- Czyli mam iść na pocztę... Nie wiem nawet gdzie tu poczta... - powiedziałem.

Sophie mi wyjaśniła, że poczta jest po drugiej stronie, było to bardzo blisko. Czułem się jakby mną pomiatano. Serio, miałem być chłopcem na posyłki i wysyłać jakieś firmowe korespondencje? Byłem trochę wkurwiony, wziąłem więc te listy, pieniądze, i wyszedłem z biura. 

Rozumiem, że nic nie umiem ale nie myślałem że będę wysyłany w załatwianiu takiej gównianej roboty, no naprawdę. 

Załatwiłem sprawę na poczcie, wcale się nie spieszyłem z powrotem. Stwierdziłem, że powiem że na poczcie była kolejka, i bardzo powolnym tempem poszedłem do biura. 

Wróciłem z poczty, rozliczyłem się ze Stellą i usiadłem na sali. Vera powiedziała żebym jej coś przepisał na komputer, więc tym się zająłem. Oczywiście byłem wkurwiony, nie podobało mi się tu ani trochę. 

Godzinę przed zamknięciem biura dziewczyny oznajmiły, że to czas sprzątania. Nie wiedziałem czy mam się cieszyć z tego, że chociaż nie muszę robić nic związanego z pracą, czy być złym, że sprzątamy. 

Dylan godzinę temu już zabrał się do domu, Bretta dziś nie było, a ja zostałem sam z dziewczynami. Dziewczyny wyjaśniły na co zawsze zwracają uwagę przy sprzątaniu, a mnie wkurwiało samo to że ktoś mi mówi co ja mam zrobić, nienawidziłem jak ktoś mi coś kazał.

Zacząłem sprzątać jeden z gabinetów a pod nosem mówiłem sobie, jak bardzo mnie to wszystko denerwuje. 

- Chodź Thomas, pokażę ci gdzie mamy śmietnik - powiedziała Sophie. 

Poszedłem za dziewczyną biorąc kilka pełnych worków ze śmieciami. Śmietniki były w garażach, Sophie pokazała mi pilotem jak otwiera się wejście i gdzie jest wejście do śmietników.

- Chyba nie jesteś zbyt zadowolony z tego, że musimy sprzątać co tydzień - zaśmiała się widząc moją obrzydzoną minę gdy wyrzucałem śmieci.

- Nie jest to szczyt moich marzeń. Ale skoro Dylana wymaga... - powiedziałem pod nosem.

- Chociaż przy dziewczynach nie pokazuj, że cię to wkurwia. Bo nakablują do Dylana. Na koniec każdego miesiąca są rozmowy końcowe z każdym z pracowników, więc uważaj na nie - ostrzegła.

- Nie wiedziałem. Dzięki, że mówisz. Będę przy nich się pilnował - postanowiłem. 

- Dylan jest w ostatnim czasie drażliwy, więc lepiej go nie wkurwiać. Mów, że ci się podoba, jakoś pójdzie.

- Drażliwy? Coś w firmie się dzieje? - spytałem.

- Nie, przez jego byłą żonę - powiedziała. Już mieliśmy wchodzić do środka, złapałem ją za rękę uniemożliwiając jej to.

- Dylan miał żonę? - spytałem zdumiony.

- No tak. Miał, ale... Czekaj - powiedziała i poprowadziła mnie kawałek za budynek tak, że nie będzie widać, że stoimy pod firmą i rozmawiamy.

- Przychodziła tu jeszcze niedawno. Ale teraz Dylan jest trakcie załatwiania zakazu zbliżania. Laska totalnie odleciała, zaczęło jej coś odpierdalać więc się z nią rozwiódł. Ale nie mów nikomu, że wiesz - poprosiła i wróciliśmy do firmy. 

Byłem w szoku, to Dylan miał żonę? Muszę to z niego jakoś wyciągnąć, oczywiście delikatnie. Ale było to dla mnie kompletnym szokiem, nie mogłem przestać o tym myśleć.

Gdy skończyliśmy sprzątać dziewczyny zamknęły firmę i rozeszliśmy się do domów, każdy w inną stronę. Stałem na przejściu by dostać się na moją stację metra, gdy nagle drogę zajechał mi znajomy samochód. Dylan pokazał mi ręką bym wsiadał, więc szybko wsiadłem.

- Co tu robisz? - spytałem.

- Przyjechałem po ciebie. Jedziemy na jakiś obiad - powiedział.

Popatrzyłem na niego i zamrugałem oczami, nie spodziewałem że nagle się tu zjawi i oznajmi e gdzieś razem idziemy. 

- A, co mogłem cię wcześniej poinformować? Miałeś plany?

- Nie miałem, zdziwiłem się po prostu - powiedziałem.

- Dawaj, zjemy coś dobrego - powiedział i pojechaliśmy do restauracji. 

Nic nie protestowałem, pojechaliśmy tam gdzie Dylan chciał i usiedliśmy przy stoliku. Wziąłem coś do jedzenia, po głowie ciągle chodziły mi słowa Sophie, ale na razie postanowiłem o nic Dylana nie pytać, nie wiedziałem nawet jak miałbym to zrobić. 

- Powiedz mi jak w pracy. Co sądzisz o pracownikach i ogólnie wszystkim - powiedział nagle. 

- Uhm... - zawiesiłem się na moment i zacząłem szybko selekcjonować co Dylanowi mogę powiedzieć a co nie - No... Sophie jest okej... A reszta niezbyt, dziewczyny są takie sukowate - powiedziałem na jednym wydechu i popiłem wodą.

Dylan się uśmiechnął i pokręcił głową.

- No, nie spodziewałem się takich wniosków. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jest toksyczna atmosfera. Słuchaj, zrobimy tak, skoro i tak mamy taki jakby... No układ, to będziesz mi donosił jak będą mówić coś co może mnie zainteresować - powiedział.

- Mam być takim kretem? Sprzedawczykiem? Donosicielem? - prawie krzyknąłem, złapałem się aż za buzię, bo kilka osób się popatrzyło. Dylan zaczął się śmiać z mojej reakcji i oburzenia.

- No tak, przecież wiem że wszystkiego mi nie powiesz. Ale rzeczy, które by mnie mogły zainteresować to możesz mi powiedzieć 

- Chyba nie mam wyjścia - zaśmiałem się nerwowo.

- No, niezbyt. Po prostu muszę wiedzieć co mówią dziewczyny na sali. Dobrze pracują, tego powiedzieć nie mogę. Ale jednak wolałbym wiedzieć co mówią, gdy mnie nie ma - wyjaśnił i po chwili kelnerka przyniosła nam obiad. 

Jadłem i zastanawiałem się, czy dowiedziałem się czegoś o czym mógłbym poinformować Dylana, ale doszedłem do wniosku że nic ciekawego nie podsłuchałem. Oprócz tego, że miał żonę, ale to powiedziała mi Sophie, a na nią gadać nic złego nie mam zamiaru.

Po obiedzie Dylan spytał czy spędzę z nim wieczór, i tak zbytnio wyjścia nie miałem więc oczywiście się zgodziłem.

Pojechaliśmy do jego domu, teraz faktycznie zauważyłem ten jego pedantyczny porządek.

- Lubisz mieć czysto, co? - spytałem.

- Uwielbiam. Nienawidzę nieporządku. Na przykład takiego jaki masz u siebie w pokoju, jaki miałem okazję ostatnio zobaczyć - wspomniał.

- A no... - próbowałem sobie przypomnieć w jakim stanie był mój pokój podczas wizyty Dylana i faktycznie był bałagan - Mam trochę problem z utrzymaniem porządku. Nie lubię składać ubrań, rzucam je często na podłogę...

- Zauważyłem - powiedział i mnie objął - Ale jak to mówią lepiej mieć burdel w pokoju niż pokój w burdelu - poruszył brwiami i popchnął mnie do sypialni. Zaśmiałem się lekko na to przysłowie po czym opadłem na miękkie łóżko. Dylan położył mnie na środku po czym ułożył się nade mną. Przejechał ustami po mojej szyi i zaczął rozpinać powoli guziki w koszuli. Gdy rozpiął je do końca zdjął ją i położył za sobą. Zrobiłem to samo, też zacząłem go rozbierać aż zostaliśmy obydwaj bez ubrań. 

Dylan przemierzył wzrokiem całe moje ciało i uśmiechnął się zadziornie. Położył dłoń na moje przyrodzenie i zaczął strategicznie poruszać ręką, jęknąłem i czułem jak robię się podniecony. Uczyniłem to samo i również położyłem dłoń na jego penisie próbując dostarczyć mu jak najwięcej przyjemności. Patrzyliśmy sobie w oczy, obydwaj przeżywaliśmy te chwile rozkoszy. 

Przeżywanie tego jak ktoś mi robi dobrze, i robienie jemu tego samego było jeszcze bardziej podniecające i ekscytujące. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem i nie czułem. Czułem, że jestem już blisko, Dylan chyba też. Przybliżyłem znacznie swoją twarz do jego, Dylan popatrzył mi w oczy i delikatnie musnął moje wargi swoimi. Uśmiechnąłem się nieznacznie, to był tak delikatny i uroczy pocałunek. Po pocałunku od razu obydwaj poczuliśmy ulgę, i leżeliśmy koło siebie szybko oddychając. 

- Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego - powiedziałem.

- W sensie?

- Że robisz komuś dobrze, i ktoś tobie. Zawsze każdy od razu chciał ruchać w dupę i tyle. Nikt się nie liczył ze mną.

- Ja ci czegoś takiego nie zrobię. Nie jestem taki, zresztą bardziej podniecające jest to gdy obydwaj jesteśmy napaleni - wyjaśnił i przytulił mnie do siebie. Przypomniało mi się jak mówił któregoś razu, że brakowało mu zawsze czułości i dlatego lubi się przytulać. Przecież miał żonę... Nic już nie rozumiałem z tej całej sytuacji, więc postanowiłem podejść temat z innej strony.

- Jak już tak leżymy i w sumie trochę nas łączy, bo łóżko i praca. To powiedz, miałeś kiedyś kogoś tak na poważnie czy zawsze chodziłeś na wiesz... Dziwki - spytałem, starałem się aby to pytanie zabrzmiało beztrosko i naturalnie.

- Miałem żonę - powiedział, serce mi zaczęło szybciej bić, popatrzyłem się na niego natychmiast udając zdziwionego - Ale nie był to udany związek. Ona się leczy psychiatrycznie. Ciężki temat ogólnie, więc na razie go zostawmy, okej? 

- W porządku - uśmiechnąłem się i położyłem głowę na jego ramieniu.

Czyli moja ciekawość została zaspokojona, częściowo ale zaspokojona. Nie wypierał się ani nic, chociaż tyle. Ale nadal ciekawiło mnie czemu ich związek był nieudany, czy ona coś odwalała przez to że jest chora czy o co chodzi.

Mam nadzieję, że jeszcze wrócimy do tej rozmowy, i moja ciekawość zostanie całkiem zaspokojona. 

















Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com