Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Instynkt 2

To miał być One-Shot, ale lud przemówił, a ja jestem słabej woli... Oto część druga Instynktu. Zobaczymy, czy dodam coś więcej. Może. Nie wiem. Zobaczę.

Ave!

- TobiMilobi

🐵🐵🐵

08 Lipca 2025

Tang obserwował Macaque z uwagą, rozmyślając jak bardzo wszystko się dziwnie pokomplikowało w ostatnich kilku godzinach. Wukong został ranny podczas kradzieży mapy od Ne Zha i był na morfinie przez niemal 16h, a później pojawił się Macaque. Tang mruknął przeciągle patrząc przez niewielkie kuchenne okno, czekając aż woda się zagotuje. Macaque był po ich stronie, a to dawało niejaką przewagę nad Lady Bone Demon. Jedyny problem wynikał z tego, że Macaque był bardziej antyspołeczny od Wukonga i przekonanie go do jedzenia, czy spędzania wspólnie czasu było wręcz nieistniejące. Tang obserwował go z zaintrygowaniem przez ostatnie dwa dni i odnotował kilka faktów.


Macaque nie tykał przygotowanego dla niego jedzenia, tylko zawsze podkradał innym ich jedzenie.


Macaque nigdy nie spał jeżeli Wukong spał i pilnował go w gnieździe, które stworzył, jednocześnie pozwalając się zbliżyć tylko MK i Mei.


Macaque nie był całkowicie zainteresowany ich misją. Jedyne, co go interesowało, to Wukong, spanie i podkradanie jedzenia.


Macaque nie lubił z jakiegoś powodu Tanga.


Tang westchnął i potarł czoło. Gdziekolwiek Tang się pojawił, Macaque niemal natychmiast znikał lub patrzył chłodno w jego kierunku. Jeżeli była to tylko zwykła niechęć do ludzi, to mógł patrzeć też wrogo na MK albo Mei (chociaż ona jest smokiem, więc nie zaliczała się pod tę kategorię), więc skoro ich tolerował, to wynikało z tego, że nie lubił Tanga. Nie rozumiał tylko czemu. Tang odwrócił się, gdy woda w czajniku się zagotowała i niemal natychmiast runął jak długi na podłogę z urwanym okrzykiem, gdy Mo przebiegł mu pod nogami. Okulary zsunęły się z jego nosa i poleciały, gdzie na podłogę.


- Och... Och, nie... - Wymamrotał.


Z roztargnieniem zaczął macać podłogę z nadzieje, że okulary nie spadły daleko. Gorzej, że podłoga w kuchni była tego samego koloru, co jego oprawki i był pół mrok, a to wcale nie pomagało w tej sytuacji.


- Och! Prze-Przepraszam! - Podniósł się z podłogi, jednocześnie wciąż będąc na klęczkach, gdy wpadł na kogoś głową. - Zgubiłem okulary i nie mogę ich zlokalizować...


Macaque, bo podejrzewał, że ta czarno brązowa masa z żółtymi ślepiami to właśnie on, patrzył na niego dłuższą chwilę, prychnął i nagle coś puchatego trąciło Tanga w nos. Instynktownie zamknął oczy i niemal natychmiast zamrugał szybko, gdy zrozumiał, że znów był w stanie dobrze widzieć. Rozmyte kształty kuchni stały się na nowo ostre. Spojrzał na Macaque z uśmiechem.


- Dziękuję, Macaque! - Poprawił okulary opadające na nos. - Doceniam twoją pomoc. Jestem niezdarty i potknąłem się Mo, gdy chciałem zalać herbatę.


Wstał pospiesznie i otrzepał z kurzu swoje szaty. Macaque patrzył na niego intensywnie i z wyraźnym chłodem, a jego ogon delikatnie sunął za plecami.


- Um, właśnie miałem zrobić sobie herbaty. Zrobić jedną dla ciebie? - Zaproponował z wahaniem, wskazując na mały stół kuchenny. - Mamy dużo rodzajów.


Macaque patrzył na niego dłuższą chwilę i skierował swoje kroki do wyjścia. Tang patrzył, jak Macaque cicho wychodzi z kuchni miarowym pewnym krokiem, mimo że jego ogon drgał delikatnie oddając jego zdenerwowanie. Nie mógł powstrzymać się od uczucia rozczarowania, a może nawet ukłucia zranionej dumy, z powodu oczywistego braku zainteresowania jego towarzystwem, które Macaque do niego okazywał. Tang westchnął ciężko, a jego ramiona opadły, gdy odwrócił się z powrotem do niezalanej herbaty. Chwycił za czajnik i zalał kubek. Odstawił czajnik i usiadł przy małym stoliku, a para z kubka zamgliła jego okulary. Tang wziął kilka nieśmiałych łyków, ale jego humor nieznacznie się pogorszył. Kuchnia wydawała się zbyt cicha, zbyt pusta bez obecności Macaque. Spojrzał w stronę drzwi, spodziewając się, że małpa wróci, ale jedynym dźwiękiem było delikatne skrzypienie statku, gdy żeglował w powietrzu.


Tang odsunął kubek, marszcząc brwi w zamyśleniu. Miał nadzieję, że wspólne życie (nawet jeśli tylko przez krótki czas) może zaowocować jakąś ciekawą relacją między nimi, ale Macaque wydawał się trzymać ich wszystkich na dystans, a Tang nie mógł powstrzymać się od zastanawiania się dlaczego.


Z ciężkim westchnieniem Tang wstał i zaczął mieszać łyżeczką w kubki, jego umysł wciąż zajęty myślami o zagadce, jaką był Six-Eared Macaque. Musiał znaleźć sposób, aby przebić się przez tę kamienną powłokę, którą się otoczył, znaleźć jakiś wspólny grunt, ale na razie zostały mu tylko własne myśli i ciężar zniechęconego wzroku, jakim był raczony przez Macaque za każdym razem, gdy tylko znajdował się w pobliżu uczonego.


Następnego dnia Macaque położył się na szczycie małego dachu pokładu, podczas gdy reszta patrzyła na mapę, aby zrozumieć, gdzie mają się udać, żeby zdobyć pierwszy pierścień. Wukong tłumaczył im jak ów pierścienie wyglądają i na temat mapy, która miała ich do nich zaprowadzić, mimo że mapa była kompletnie nie czytelna, jednocześnie rzucając krótkie spojrzenia na swojego starszego brata, który nie wyglądał na chętnego do pomocy.


Tang zmarszczył nos i poprawił opadające na nos okulary, nim przeniósł wzrok z małoczytelnej dla niego mapy na niewielki dach do wejścia na dolny pokład. Macaque leżał rozciągnięty niczym kot na słońcu. Zamknięte oczy, zrelaksowana twarz, leniwie machający ogon. Macaque zdecydowanie nie był bardzo pomocny, ani chętny do pomagania w czymkolwiek, ale z jakiegoś powodu Tang nie umiał powstrzymać myśli, że nie zbliżał się do ich grupki ze względu na niego.


MK z zapałem opowiadał o tym, ile skarbów mogliby znaleźć, o ewentualnej walce z piratami i jak wielka przygoda na nich czeka tuż za rogiem. Wukong odchrząknął i pacnął MK w głowę zrulowaną mapą, ściągając go na ziemię.


- Tak, cóż, myślę, że to byłoby naprawdę ciekawe, kolego. - Wukong starał się nie parsknąć i zachować powagę. - Ale obawiam się, że będziemy walczyć z żadnymi piratami. Nie te czasy, niestety.


- Ohhh... - Jęknął z zawodem.


Wzrok Tanga powędrował znów do niemal nieruchomej postaci Macaque. Zawahał się nim w końcu zawołał, zwracając uwagę wszystkich na czarną małpę.


- Macaque, a może ty spojrzysz na mapę? Twoje wyostrzone oko mogło zauważyć coś, co Małpi Król przeoczył? - Uśmiechnął się niepewnie i szybko dodał. - Zwłaszcza że chyba ma lekki wstrząs mózgu po uderzeniu tak mocno o pokład...


- Ej, mój mózg jest na miejscu i ma się dobrze, dziękuję bardzo! - Wukong fuknął i zaraz skrzywił się, nim nachylił do MK z konspiracyjnym szeptem. - Co to wstrząs mózgu?


MK wywrócił oczami, a Mei parsknęła. Macaque otworzył jedno oko, a jego ogon leniwym powolnym ruchem zsunął się poza obszar dachu.


- Po co miałbym wam pomagać? Nie obchodzi mnie co tam szukacie. - Zamknął oczy. - A wstrząs mózgu, to uszkodzenie mózgu, Wukong.


Wukong spojrzał z mapy na swojego starszego brata i ściągnął brwi.


- Macaque.


Uszy czarnej małpy drgnęły o milimetr i spojrzał ponownie, ale tym razem na Wukonga. Ich złote oczy spotkały się w niemej rozmowie. Westchnął ciężko i zniknął, by wyłonić się z cienia Wukonga. Spojrzał ponad jego ramieniem na mapę. Jego ogon machnął delikatnie z ekscytacji, podczas gdy jego twarz pozostała znudzona i neutralna.


- Myślę, że to dom rodziny Byków. - Macaque wskazał na jeden z trzech obrazków na dziwnej mapie, a następnie na drugą stronę z lekko zmarszczonymi brwiami. - A to wygląda jak królik na księżycu... - Wskazał na obrazek, a następnie spojrzał na Wukonga z cieniem zainteresowania. - Myślisz, że Chang'e ma jeden z pierścieni?


- Niewykluczone. - Wukong wzruszył ramionami i spojrzał na Tanga. - Co o tym myślisz, mądraliński?


Tang nerwowo oblizał wargi, gdy wszyscy zwrócili wzrok w jego kierunku. Poprawił okulary i ze ściągniętymi brwiami nachylił się nad dziwną mapą, próbując przeanalizować jeszcze raz dziwne obrazki. Macaque mógł mieć rację. Jeden obrazek wyglądał jak królik na księżycu, ale co do drugiego nie był całkowicie pewien. Odchrząknął, a jego głos przybrał zamyślony ton.


- C-Cóż... Jeżeli Demon Bull King jest w posiadaniu jednego z pierścieni, to nie będzie łatwo go zdobyć. - Tang podniósł wzrok z wyraźnym zaciekawieniem w kierunku Macaque. - Co do księżycowego królika, to fakt, wygląda jak królik na księżycu... - Stuknął w obraz z delikatnym uśmiechem, Macaque posłał mu chłodne spojrzenie, więc Tang szybko opuścił speszony oczy. - N-Nie jestem pewien tylko, jak moglibyśmy dostać się na księżyc!


- Polecieć. - Macaque prychnął.


- Oczywiście, jeśli masz w posiadaniu rakietę, to chętnie skorzystamy. - Tang spojrzał ostro na Macaque. - Nie każdy z nas posiada moc teleportacji.


Macaque mierzył się przez kilka sekund z Tangiem i odwrócił się, wzruszając ramionami. Było jasne, że Macaque nie był zainteresowany rozmową z nim.Tang patrzył za nim dłuższą chwilę. Szedł sztywno, ogon machał ostro za plecami, a uszy miał położone płasko, co naturalnie małpy nie byłyby w stanie zrobić, ale kto mógł zrozumieć biologię demonicznych małp? Na pewno nie Tang.


Poczuł ukłucie frustracji, ale także determinację, by przebić się przez mur zniechęcenia i obojętności, jakim się otoczył Macaque. Tang odchrząknął, odzyskując w końcu głos.


- Jeśli nikt nie ma żadnych innych błyskotliwych pomysłów, proponuję zacząć od rodziny Byków.


Tang spojrzał po wszystkich i zamrugał, gdy dostrzegł cień uśmiechu na twarzy Wukonga. On doskonale wiedział, co Tang próbuje zrobić i wyraźnie był rozbawiony całą sytuacją. Tang jednak się tym nie przejmował. Miał swój cel i planował zrobić wszystko, żeby do niego dotrzeć.


Przez kolejne kilka godzin Tang zauważył kilka dodatkowych faktów jeżeli mowa o Macaque.


Kiedy Wukong podszedł zaspany i położył się z głową na kolanach Tanga, Macaque obserwował go jak jastrząb ofiarę, a jego ogon machał ostro na boki. Wyglądał na napiętego i gotowego do ataku, gdyby człowiek wykonał jakiś zły ruch w stosunku do jego młodszego brata. Tang dawno nie siedział tak bardzo sztywno, jak w tamtym momencie.


Podczas kolacji, Macaque znów podkradał jedzenie innych, ale swojego nie tykał. Dopiero wówczas Tang zrozumiał, o co może chodzić, a Macaque to jedynie potwierdził, gdy został zapytany wprost, czy boi się, że jedzenie jest zatrute. Jego źrenice wówczas zwęziły się jak u kota, prychnął na Tanga nazywając go śmiesznym człowieczkiem, po czym ukradł jego talerz.


Macaque upodobał sobie miejsce na skromnym dachu jako idealne miejsce do wygrzewania się niczym kot na słońcu i nikt nie mógł do niego podejść bliżej niż na trzy kroki, oprócz Wukonga.


Przez następne kilka godzin Tang obserwował dziwactwa Macaque z rosnącą fascynacją. Sposób, w jaki Macaque strzegł Wukonga jak jastrząb, jego złote oczy nigdy nie oddalały się od otoczenia, a uszy były skierowane idealnie do nasłuchiwania młodszego brata. Napięte ustawienie ramion, machnięcie ogonem, ciche warczące ostrzeżenie dla każdego, kto ośmielił się podejść zbyt blisko. Tang nie mógł powstrzymać się od uczucia mieszanki podziwu i rozbawienia, gdy pomyślał, że Macaque był małpą, ale zachowywał się jak kot.


Tang najbardziej uderzył jednak sposób, w jaki Macaque zdawał się pragnąć samotności i niezależności. Sposób, w jaki godzinami leżał na dachu, wygrzewając się na słońcu jak kot szukający ciepła. Sposób, w jaki uznał róg pokładu za swoją prywatną domenę, gniazdo koców i poduszek, gdzie tylko Wukong, MK i Mei mogli położyć głowy.


Tang czuł jak jego ciekawość rosła z każdą mijającą godziną. Był zdeterminowany, aby rozwikłać tajemnicę czarnej demonicznej małpy, znaleźć sposób na przebicie się przez tę kamienną powłokę, którą próbował się oddzielić od świata.


Gdy słońce zaczęło zachodzić, rzucając ciepły blask na pokład, Tang dostrzegł swoją szansę. Podszedł do Macaque powoli, jego kroki były wyważone, a ruchy ostrożne. Patrzył, jak leniwie przeciąga się na dachu, a jego czarne futro błyszczy w zachodzącym słońcu i delikatnie faluje pod lekkim wiatrem. Mimowolnie położył dłoń na głowie Macaque i delikatnie pogładził.


Macaque niemal natychmiast spojrzał na Tanga szeroko otwartymi, zimnymi oczami, a jego ogon machał ostro z boku na bok. Wyglądał jak dziki kot, który był gotowy zaatakować, gdyby Tang zrobił nieodpowiedni ruch.


Tang zamarł, a jego serce waliło w piersi. Czuł jak hektolitry potu spływają po jego skroniach i plecach. Przełknął ciężko i uśmiechnął się przygłupio, powoli unosząc obie ręce w geście poddania.


- P-Przepraszam, Macaque! - Wydusił spanikowany. - Nie chciałem przeszkadzać ci w śnie. Chciałem tylko, yyy, podziękować, że tak opiekujesz się Małpim Królem i MK oraz Mei...


Macaque obserwował go przez dłuższy czas, a gdy jego ostro machać, zwęził wzrok i odwrócił się do Tanga plecami.


- Następnym razem nie dotykaj mnie bez pozwolenia...


Jego głos był gładki i głęboki jak zawsze, ale nie było w nim chłodu jak wcześniej.


- Tak, oczywiście! Przepraszam!


Patrzył dłuższą chwilę na plecy Macaque i jego ogon, który znów machał w zrelaksowanym rytmie. Tang odebrał to jako pozytywny znak, wskazówkę, że lód między nimi może zaczynał się w końcu topić. W końcu nie stracił ręki, więc był to jakiś plus. Wiedział, że zdobycie zaufania i przyjaźni Macaque będzie powolnym procesem, ale był zdeterminowany, aby to zrobić. Na razie będzie cierpliwy i pełen szacunku dla jego osoby, czekając, aż Macaque będzie gotowy, aby się przed nim otworzyć.


Następnego dnia Tang zjadł łyżkę makaronu z miski przygotowanej dla Macaque, a następnie podał czarnej małpie z nową łyżką. Macaque patrzyła na niego przez dłuższy czas, ale bez słowa zaczął jeść podaną miskę. Reszta wymieniła zdziwione spojrzenia. Wukong starał się nie uśmiechnąć do swojej miski, a Tang nie mógł powstrzymać się od poczucia błysku triumfu, poczucia, że ​​wykonał mały, ale znaczący krok w przełamaniu przepaści między nimi.


Później tego dnia, gdy zdobyli z pomocą Macaque pierwszy pierścień i uprowadzili Red Son, mimo że Macaque twierdził, że Princess Iron Fan zgodziła się na wyruszenie jej syna z ich gangiem. Tang nie był przekonany w stu procentach, czy tak było naprawdę, zważywszy, że Macaque, MK i Mei wrócili na statek z Red Son związanym i zakneblowanym. Jednak nie skomentował tego w żadnym razie.


Wieczorem, gdy MK i Mei dyskutowali o czymś z Red Son, Sandy kierował statkiem z Mo, a Pigsy przygotowywał kolację, Tang czytał książkę z Wukongiem śpiącym z głową na jego kolanach, a Macaque obserwował ich z ukosa ze swojego ulubionego dachu. Po kilku minutach podszedł bliżej i usiadł po prawej stronie Tanga, zamknął oczy i położył głowę na jego ramieniu.


Tang wstrzymał oddech i zastygł w bezruchu zaskoczony nagłym ciężarek na ramieniu. Spojrzał w dół na czubek głowy Macaque, na lśniące czarne futro, które łaskotało go w brodę. Serce Tanga zabiło szybciej, ledwie wierząc, że ta chwila jest prawdziwa. Jego twarz natychmiast pojaśniała jak milion gwiazd, a na wargach zakwitł szeroki uśmiech.


Zerknął na Wukonga, który spokojnie spał na jego kolanach i znów na Macaque czując rozpierającą go dumę. W końcu Macaque do niego podszedł z własnej woli i położył się na nim! Tang chciał krzyczeć i płakać z radości, ale starał się powstrzymać, żeby nie obudzić Wukonga. Niepewnie uniósł rękę z zamiarem pogłaskania Macaque po głowie, ale zaraz przypomniał sobie, że kazał mu tego więcej nie robić bez pozwolenia, więc zabrał dłoń i uśmiechnął się nikle.


- Odpoczywaj, Macaque... - Szepnął. - Zasłużyłeś po zdobyciu pierwszego pierścienia.


- Zamknij się...


Tang parsknął śmiechem, ale nie powiedział ani słowa więcej. Wiedział, że Macaque nie mówił tego ze złośliwości, a zwykłego zmęczenia i ciągłego pilnowania Wukonga. Poczuł przypływ szacunku i zrozumienia, wiedząc, że czasami cisza jest najbardziej pocieszającą reakcją. Tang wrócił do czytania przerwanej lektury.


Kolejnego dnia Tang podszedł do Macaque, gdy leżał na dachu, i podał mu miskę owoców, delikatnie pogłaskał go po głowie. Tym razem, gdy Macaque na niego spojrzał przez dłuższy moment, nie powiedział słowa skargi, ani się nie odsunął, po prostu zamknął oczy i pozwolił na chwilę pieszczoty. Tang odebrał to jako małe zwycięstwo, znak, że Macaque zaczynał się oswajać z jego obecnością. Dłoń Tanga zatrzymała się jeszcze chwilę, delektując się błyszczącą miękkością futra, zanim ostatecznie zabrał rękę. Postawił miskę z pokrojonymi owocami obok wylegującej się małpy, odsuwając się, aby dać mu przestrzeń. Serce Tanga wypełniła nieśmiała nadzieja, wiara, że ​​z czasem i cierpliwością uda mu się nawiązać z nim nić porozumienia i Macaque nie będzie aż tak ostrożny w ich grupie. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale każdy mały krok naprzód napełniał go determinacją, by próbować dalej.


Wieczorem jak zawsze, Macaque siedział z przodu gniazda, które przygotował z ukradzionych kocy i poduszek, podczas gdy Wukong i MK spali w środku, a Mei cicho klikała coś na swoim telefonie. Tang nieśmiało podszedł do nich i nie mógł powstrzymać się od uczucia ciekawości, zastanawiając się, co może być tak absorbującego o tak późnej porze, że Mei aż tak się skupiała na swoim telefonie. Macaque spojrzał na niego uważnie, a jego ogon zamachał ostro.


- Będzie wam przeszkadzać, że usiądę obok? - Tang zapytał, jego głos był ledwie słyszalny. - Nie mogłem spać i pomyślałem, że może będziesz chciał trochę towarzystwa.


Tang wskazał na pustą przestrzeń obok, wzrokowo prosząc o pozwolenie, a nie po prostu zakładając. Wiedział, że musi uszanować przestrzeń i granice wytyczone przez Macaque nawet gdy starał się odgrodzić się od każdego murem. Macaque odwrócił wzrok bez słowa, więc Tang usiadł obok, pozostawiając między nimi pełen szacunku dystans. Czuł chłodne nocne powietrze na skórze, słyszał delikatny szum wiatru. Księżyc wisiał wysoko na niebie, rzucając srebrny blask na pokład i zalewając wszystko swoim miękkim, eterycznym światłem.


Spojrzał na Macaque z ciekawością, zauważając, jak jego uszy drgały, a ogon od czasu do czasu machał rytmicznie. Nie potrafił stwierdzić, czy Macaque po prostu pogrążył się w myślach, czy też jego obecność w jakiś sposób go niepokoiła.


- Wiesz, myślałem o naszej podróży, o tym, czego szukamy... - Tang wymamrotał cicho, zwracając wzrok na horyzont. - Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ​​chodzi o coś więcej niż tylko znalezienie pierścieni. Myślę... Myślę, że my też mamy się czegoś nauczyć, rozwijać się w sposób, którego nigdy się nie spodziewaliśmy... - Odwrócił się z lekkim uśmiechem w stronę Macaque. - Ale co ja tam wiem o przeznaczeniu i celu podróży. Jestem tylko uczonym, nie mam jakichś super mocy jak większość z was. - Podrapał się po karku, patrząc w bok. - Z was wszystkich, tylko ja jestem zwykłym człowiekiem, uczonym. To trochę zawstydzające, szczerze mówiąc.


- Za dużo mówisz o bezużytecznych rzeczach tak samo jak on. - Macaque prychnął, zerkając na niego.


Tang zamrugał zaskoczony i zacisnął mocno usta, czując ukłucie dyskomfortu na słowa Macaque, ale nie pokazał tego. Zmarszczył brwi. Czy mówił o Tripitace? O dawno zmarłym Mistrzu Wukonga? Wiedział, że w historii Six-Eared Macaque powinien zostać zabity przez Wukonga, swojego młodszego brata, ponieważ jak głosiło w Podróży na Zachód, Macaque próbował zabić Tripitakę i doszło między nim i Wukongiem do walki, w której ten pierwszy stracił życie.


Ściągnął brwi. Macaque wcale nie wyglądał na martwego, więc co naprawdę wydarzyło się pomiędzy nim i Wukongiem? O ile Tang dobrze pamiętał, to w historii Macaque i Wukong nigdy nie zostali nazwani braćmi, nie byli w żadnym razie spokrewnieni, ale oni osobiście przyznali, że są rodzeństwem. Jak naprawdę wygląda Podróż na Zachód z Six-Eared Macaque? Ile tak naprawdę było prawdy, a ile fikcji w tej opowieści?


- Tak mówisz? - Tang powoli skinął głową i spojrzał w powoli ciemniejące niebo. - Czasami mam tendencję do bełkotu. To taki trochę nawyk, który nabyłem przez lata nauki i próbowania stawiania na swoim. - Zamilkł na chwilę, starannie dobierając kolejne słowa. - A jaka jest właściwie twoja historia z Wukongiem, po rozpoczęciu przez niego Podróży na Zachód? Znam całą opowieść na pamięć i wiem, że byłeś w niej przedstawiony jako oszust, manipulator, który próbował bezpodstawnie pozbawić Tripitakę życia. Ale mam wrażenie, że w tej historii są dziury, dość duże. - Ściągnął brwi i spojrzał na Macaque. - Czy ja w jakimś stopniu przypominam ci Tripitakę?


Zamilkł dając Macaque możliwość ewentualnej zmiany tematu. Tang wiedział, że stąpa po delikatnym gruncie, zapuszczając się w przeszłość, która prawdopodobnie była pełna bólu i żalu, ale chciał poznać część historii, której nie zapisał nikt.


Mei odłożyła telefon i spojrzała na Macaque zaciekawiona, gdy ogon czarnej małpy zaczął machać nerwowo, a z jej gardła wydobywał się niski warkot. Jego oczy były zimne jak lód, gdy patrzył z ukosa na Tanga. Okej, to był trudny temat. Wielkie nie-nie!


Tang uniósł ręce w geście uspokajającym z wielkimi oczami, zdając sobie sprawę z drażliwej natury tematu. Uh-oh!


- Przepraszam! - Tang wydusił natychmiast spłoszony. - Nie chciałem poruszać bolesnego tematu! Przepraszam!


Powietrze między nimi było gęste od niewypowiedzianej historii, ciężaru niewypowiedzianej przeszłości. Wiedział, że musi stąpać ostrożnie, aby uszanować granice, których Macaque tak zaciekle strzegł. Dalsze pchanie się doprowadziłoby jedynie do uszczerbku na zdrowiu, a w najgorszym wypadku odgryzieniu płatu twarzy przez rozwścieczoną demoniczną małpę. Tang bardzo lubił swoją twarz, dziękuję bardzo!


Macaque wzdrygnął się i obejrzał gwałtownie za siebie, gdy Mei delikatnie pacnęła go w głowę zrulowaną gazetą.


- Uspokój swój włochaty tyłek, MacMac. Tangy nie chciał, żebyś przypominał sobie przykrości z przeszłości, po prostu zapytał z ciekawości. - Uśmiechnęła się opuszczając gazetę. - Poza tym, jak będziesz taki narwany, to obudzisz Małpa Men i MK.


Macaque spojrzał na wciąż śpiących MK i Wukonga i zacisnął mocno usta odwracając wzrok. Jego ogon nadal machał energicznie i nerwowo za jego plecami.


- Nie lubiłem go i nadal nie lubię. - Wymamrotał po prostu.


Tang skinął powoli głową, biorąc pod uwagę słowa Macaque. Było niemal namacalne, że Macaque miał jakiś poważny uraz do Tripitaki, ale pytanie brzmiał, o co mogło chodzić? Czy fakt, że zniewolił jego młodszego brata? Że Tripitaka był powodem, dla którego on i Wukong walczyli na śmierć i życie? A może była kompletnie inna historia, niezapisana w żadnej książce, o której wiedział tylko Macaque i Wukong, jedyni żyjący za tamtych czasów.


Mei spojrzała to na jednego, to na drugiego, po czym wstała na równe nogi i otrzepała tyłek z wielkim uśmiechem.


- Macie sporo do obgadania, a ja nie mogę nadal zasnąć, więc pójdę pomęczyć Red Boy filmikami ze szczeniaczkami!


Nim mogli zaprotestować, Mei zniknęła za drzwiami prowadzącymi pod pokład, gdzie zaszył się Red Son. Tang podrapał się po policzku, a Macaque nie zdawał się chętny do rozmowy. Czyli znowu rozmowa zostaje jednostronna. Okej...


- Wiem, jak trudno jest spojrzeć wstecz na pewne rozdziały naszego życia. Ważne jest to, że wszyscy ruszyliśmy naprzód, na swój własny sposób. Wukong znalazł nową ścieżkę, nowy cel. - Spojrzał na śpiących spokojnie Wukonga i MK wtulonych w siebie. - A ty, Macaque, znalazłeś rolę lojalnego i oddanego strażnika. To mówi więcej o twoim charakterze. Wszyscy mamy swoją historię, swoje żale, ale nasza przeszłość i doświadczenie definiuje kim jesteśmy właśnie tu i teraz. - Spojrzał na Macaque z nieśmiałym uśmiechem. - Rozumiem cię, naprawdę. Nie lubiłeś Tripitaki i nadal go nie lubisz, a ja nie będę cię naciskał o szczegóły, ale chcę, żebyś wiedziała, że ​​szanuję twoją prywatność.


Macaque patrzył na niego dłuższą chwilę z neutralnym wyrazem twarzy.


- Nie lubię cię.


Tang zgiął się w pół, jakby oberwał czymś ostrym w lędźwie. Szczerość Macaque była bolesna, ale doceniał.


- R-Rozumiem. - Z drżącym uśmiechem spojrzał na Macaque, jego głos był cichy. - Przynajmniej jesteś szczery, a to się ceni. - Zamilkł na chwilę i westchnął ciężko. - Ale chciałbym, żebyś wiedział, że nie jestem nim. Może i mam to samo imię, a może nawet i wyglądam jak on, ale nie jestem Tripitaką. W sumie to żaden ze mnie mnich. - Zaśmiał się cicho, pocierając kark. Posłał do Macaque smutny uśmiechem. - Ale jeżeli to cię jakkolwiek pocieszy, to przepraszam za to, co ci się przydarzyło w przeszłości z jego powodu.


Coś w oczach Macaque się zmieniło, a jego ogon przestał machać nerwowo, zanim mozolnie zdjął z Tanga wzrok. Zacisnął mocno wargi.


- Wiem, że ty to nie on... - Wymamrotał. - Ale doceniam przeprosiny...


Tang poczuł iskierkę nadziei na zmianę w zachowaniu Macaque, sposób, w jaki jego ogon znieruchomiał, a spojrzenie nabrało głębi i spokoju. To był mały znak, który bardzo dużo mówił. Ośmielony chwilą zrozumienia, Tang postanowił coś od siebie dodać na koniec tej cichej, pełnej emocji rozmowy.


- Wiem, że nie mogę cofnąć bólu przeszłości, ale chcę, żebyś wiedział, że jestem tutaj, aby zaoferować przyjaźń i wsparcie, a nie osąd lub wyrzuty. Nie jesteś sam, Macaque.


Spojrzenie Tanga powędrowało ku gwiazdom nad nimi, księżyc rzucał srebrny blask na pokład. Czuł, jak Macaque patrzy na niego kątem oka, ale żaden z nich już nic nie powiedział. Noc, towarzystwo, cicha rozmowa, wszystko to wydawało się krokiem we właściwym kierunku.


Następnego dnia Tang przyniósł Macaque kolejną miskę pokrojonych owoców, gdy leżał jak co dzień na dachu kąpiąc się w porannym słońcu. Zdjął bandaże Wukonga, gdy małpa się goiła, a po śniadaniu, Tang usiadał przy swoim ulubionym miejscu na statku, żeby poczytać książkę. Tym razem jednak Wukong nie przyszedł, aby położyć się na jego nogach, zbyt zajęty pomaganiem MK w jego sesji treningowej.


Zamarł i zamrugał zaskoczony, gdy poczuł, jak ciężar Macaque osiada na jego kolanach, ciepłe futro małpiego ciała stanowiło ostry kontrast z chłodnym porankiem. Siedział idealnie nieruchomo, ledwo odważając się oddychać, aby nie przestraszyć Macaque lub nie zakłócić nieoczekiwanego momentu spokoju. Czuł jak pot spływa po jego ciele litrami, a serce bije jak oszalałe.


Powoli, nieśmiało, Tang wyciągnął rękę, żeby pogłaskać Macaque po głowie, ale niemal natychmiast ją cofnął. Czuł mimo wszystko rozpierającą go dumę, że doświadczył takiego zaszczytu ze strony Macaque, a jednocześnie nieokiełznana panikę, że jeśli zrobi nieodpowiedni ruch, to straci twarz. Tang lubił swoją twarz nietkniętą zębami czy pazurami, dziękuję bardzo.


Jego wzrok powędrował w stronę Wukonga i MK, obserwujących ich wspólny trening. Poczuł ukłucie zazdrości, pragnąc być tak samo użytecznym i pomocnym jak oni, ale gdy spojrzał znów w dół, na Macaque leżącego z głową na jego kolanach, wiedział, że był właśnie tam, gdzie powinien być. Odetchnął głęboko, próbując uspokoić rozszalałe myśli i zwrócił swoją uwagę ponownie do czytanej wcześniej książki. Czuł, jak ogarnia go poczucie zadowolenia. Poranek był cichy, powietrze lekkie, a ciężar ciała Macaque na jego kolanach był ukojeniem, którego nie wiedział, że potrzebował aż do tego momentu.


- Możesz mnie dotknąć. Nie przeszkadza mi to.


Głos Macaque był jak zwykle smukły i niski, ale nie było w nim ani odrobiny chłodu. Miał nadal zamknięte oczy, a ogon delikatnie drgał z boku będąc oznaką całkowitego relaksu.


Tang zamrugał raz, drugi i tylko siłą woli powstrzymał się przed okrzykiem ekscytacji. Macaque pozwolił mu się dotknąć! Miał ochotę płakać ze szczęścia.


Delikatnym, niemal pełnym czci dotykiem położył dłoń na jego głowie.


Palce Tanga poruszały się niemal z własnej woli, delikatnie głaszcząc jedwabiste futro i za uchem małpy. Podziwiał fakturę, miękkość, sposób, w jaki zdawała się zapraszać jego dotyk. Oczy Macaque pozostały zamknięte, jego oddech był powolny i równomierny, obraz czystej satysfakcji. Tang nie mógł powstrzymać się od poczucia podziwu i wdzięczności. Ta chwila zaufania była punktem zwrotnym, świadectwem rosnącej więzi między nimi.


Ośmielony wyraźną akceptacją, Tang pozwolił swojej dłoni eksplorować dalej, przesuwając palcami wzdłuż ramienia Macaque, czując zarys mięśni pod futrem. Śledził linie grzbietu małpy, zagłębienie talii, krzywiznę biodra. Każdy dotyk był cichym podziękowaniem, bezsłownym docenieniem przywileju tej chwili. Wiedział, że jeżeli Macaque uzna jakikolwiek ruch za zbędny, to da o tym znać.


Dwie godziny później Wukong podszedł do Tanga z zamiarem położenia się na jego kolanach jak zawsze, ale zatrzymał się gwałtownie, gdy zobaczył, że na jego miejscu spał Macaque. Wukong zamrugał raz, drugi i uśmiechnął się delikatnie.


- Zaufał ci. - Szepnął ledwie dosłyszalnie i usiadł z prawej strony Tanga. - Mac ma trudności z zaufaniem komukolwiek, więc to dobry znak. -Pochylił się i oparł głowę na ramieniu Tanga, zamykając oczy. - Cieszę się...


Tang poczuł przypływ dumy i szczęścia na szeptane słowa Wukonga, poczucia, że zdobył, choć odrobinę zaufania Six-Eared Macaque. Zaufania, które zostało wiele wieków temu zdeptane. Spojrzał na śpiącą małpę na jego kolanach, a jego serce zmiękło na widok jego spokojnej twarzy.


Tang westchnął, czując głębokie poczucie zadowolenia. Oto był, wciśnięty między dwie z najbardziej niezwykłych istot, jakie kiedykolwiek spotkał, każdą na swój sposób. Dłoń Tanga nadal delikatnie przeczesywała czarne futro, nawet gdy zwrócił się do Wukonga z delikatnym uśmiechem.


- To niezwykłe stworzenie. - Mruknął. - Wycierpieć tak wiele, opiekować się tobą z tak dużym oddaniem... Six-Eared Macaque jest wyjątkowy. - Uśmiechnął się nikle. - Jestem zaszczycony, że czuje, że może mi zaufać na tyle, by móc tak odpoczywać. To dla mnie znaczy więcej, niż potrafię wyrazić. - Z westchnieniem czystej satysfakcji Tang odchylił się, żeby móc gładzić Wukonga po głowie. - Wszyscy mamy szczęście, że mamy go po swojej stronie. Szczęście, że możemy nazywać go przyjacielem. - Zamknął oczy.


- A my mamy szczęście, że jesteś z nami, Mistrzu... - Wukong wymamrotał sennie. Nie zauważył, że znów nazwał Tanga swoim Mistrzem. To było miłe.


Tang poczuł ciepłe ciepło w sercu i wiedział, że znalazł coś o wiele cenniejszego niż jakikolwiek skarb, znalazł miejsce, do którego naprawdę należał, z tymi niezwykłymi istotami.


Spojrzenie Tanga powędrowało z powrotem do Macaque, wciąż pogrążonego w głębokim śnie na jego kolanach. Wiedział, że potrzebował tej chwili spokoju, odpoczynku i swobody. A Tang był zdecydowany mu to dać, stać jako cichy strażnik, tak jak Macaque robił to przez tak długi czas.


Przytłoczony emocjami, Tang przygarnął oboje możliwie bliżej siebie, a jednocześnie starając się nie przeszkodzić w chwili relaksu, z jedną ręką w miękkim futrze Macaque, a drugą delikatnie owiniętą wokół Wukonga. W tej jednej chwili czuł, że naprawdę mógłby się przyzwyczaić do takich chwil jak ta. I wiedział, że będzie cenił każdą chwilę.


Małpi instynkt jest fascynujący, pomyślał nim i jego ogarnął błogi sen, otoczony ciepłem dwóch futrzastych ciał.


- Awww, Tangy został małpią przytulanką~! - Mei zaświergotała z szerokim uśmiechem.


- Huh?


MK odwrócił się z miską makaronu w ręce i kluskami wiszącymi w ustach. Red Son warknał coś o zachowaniu przyzwoitości przy stole i wieśniakach, z którymi musi przebywać, ale został zignorowany. MK wsunął z głośnym siorbnięciem sporą ilość klusek i przełknął szybko, mrugając z konsternacją.


- Czy pan Tang adoptował Małpiego Króla i Macaque?


- Definitywnie. - Sandy przytaknął z uśmiechem, a Mo na jego ramieniu miauknął krótko. - Mo również tak myśli.


- Ten bufon nie wie, na co się porwał. - Pigsy prychnął, ale sam nie potrafił ukryć drobnego uśmiechu. - Obudzi się połamany.


Jednak nikt z nich nie umiał nie uśmiechnąć się na uroczy obrazek. Tang przysnął oparty plecami o statek, a Wukong i Macaque spali na jego kolanach i ramieniu. Wiedzieli, że Tang dokonał czegoś niesamowitego i wcale nie chodziło o adoptowanie kilkutysięcznoletnich demonicznych małp.



Ilość słów: 4 787

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com