Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Rozdział 19

30.11.2020r.

Ślub.

Ślub.

Ślub.

Osz do kurwy nędzy... to się wpakował jak ostatni idiota.

Loki leżał na plecach, rozciągnięty na swoim cudownym łóżku na wznak i wpatrywał się nie obecnie w sufit. Trochę żałował, że Ljot z Jotunheimu już z pewnością nie pamięta nic z listów, które wymieniali. Mógł wstrzymać się z zaklęciem, które mu posłał, ale... Ale w sumie czemu miałby to zrobić? Kilka tygodni wcześniej miał prosty plan. Zachować Thora przy życiu, a siebie może, ale niekoniecznie. Nie mógł nawet przypuszczać, że po wszystkim będzie potrzebował rozmowy, wsparcia czy czegokolwiek z kimś... Z poza Asgardu. Właśnie. Z kimś mniej zamieszanym, mniej zmieszanym i mniej potencjalnie chcącym go zabić. Ewentualnie przynajmniej wykorzystać, upodlić, zobaczyć upodlonego...

Ślub.

On i Thor naprawdę mieli wziąć ślub.

W dodatku za trzy tygodnie, dwa dni, sześć godzin i coś tam w minutach, ale nie mógł być pewnym. Wiedział tylko, że to będzie koło południa. I że naprawdę zostanie żoną Thora.

Czy to oznaczało, że będzie... Dzielił z nim łóżko? Wystarczy seks, czy będzie też musiał oddać jedną ze swoich miękkich poduszek i użyczać blondynowi kołdry, koców i ciepłych skór w zimne noce? Thor zdawał sobie sprawę, że on się za nic nie przeniesie do innej komnaty? Chyba zdawał...? Rozumiał oczywiście, że komnata Lokiego to komnata Lokiego, że jest najlepsza, najbezpieczniejsza, najbardziej komfortowa i przystosowana do roznoszenia w drzazgi wszystkich zawartości...? Rozumiał, tak?

A propo rozumienia.

Zacisnął dłoń w pięść, drapiąc paznokciami skórę mocno. Tak, aby bolało, ale żeby nie zostawić śladów.
Matka już dosyć się denerwowała o wszystkie ślady na jego skórze z walki na moście.

Ślub.

Czy powinien ubrać swoją ulubioną zieloną szatę z pięknymi wzorami, upleść włosy i założyć złotą biżuterię? Może raczej Thor wolałby, aby cały Asgard zobaczył przy nim kobietę? Właściwie Loki mógłby udać się przed oblicze Odyna jako kobieta. Miał cudowną jak marzenie, śnieżnobiałą suknię ze złotymi dekoracjami, do której pasowałby kwiecisty welon, który matka przyniosła kilka dni wcześniej i umieściła w dobrym miejscu na widoku, aby Loki wziął się porządnie za oswajanie z myślą o zmianie statusu życiowego.

...powinien poinformować Thora,  że ma kilkoro dzieci zanim się pobiorą? Może lepiej zostawić to na później?

Cóż... Thor bez wątpienia wiedział o jego potwornych potomkach i nie zdążył jeszcze zapomnieć o Hel, ale co z... Nie, był więźniem w Jotunheimie, gdy Lokiemu urodził się syn w Midgardzie. Zmarszczył brwi, próbując sięgnąć umysłem poprzez światy, aby odnaleźć mały, kilkuletni byt egzystujący beztrosko i nieświadomie wśród miliardów ludzi w Midgardzie. Nie miał dosyć siły tym razem. Za daleko. W dodatku nie miał pod ręką żadnej ze swoich wzmacniających moc rzeczy. Hełm i włócznia stały w szafie. Złoty amulet runiczny, który zakładał na codzień na  szyję spoczywał w naczyniu z płynem czyszczącym, bo ostatnio kolor wydawał się Lokiemu dziwny i postanowił coś z tym zrobić. Jego pierścienie też leżały w płynie. I bransoleta. A wszystko inne matka skonfiskowała w ramach szlabanu jakby był nadal krnąbrnym dzieckiem.

Westchnął.

Liam L. Moody z pewnością miał się dobrze w swoim domu i pod opieką matki. Gdy rozmawiał ostatnio z tą uroczą wiedźmą nie wspominała o niczym niepokojącym, powtórzyli na wszelki wypadek co ona ma zrobić, gdyby chłopcu zagrażało jakieś niebezpieczeństwo, a potem mógł chwilę na niego popatrzeć przez zwierciadło... Kurwa, rozkleił się. Ostatnio jakoś często mu się zdarzało. Za dużo czasu z Thorem? Za dużo życia publicznego? Może to jakaś klątwa? Tak czy siak, właściwie to chętnie zobaczył by Liama L. Moody'ego na żywo. Dotychczas miał go na rękach tylko raz. Krótko po narodzinach. Samo nawiedzanie snów nie było doskonałą formą budowania jakiejkolwiek relacji. Cóż...

Ślub.

Może zaprosiłby wiedźmę z synem, aby móc go zobaczyć?

Ah, fatalny pomysł. Nie powinno się zapraszać byłej, śmiertelnej kochanki na ślub z obecnym, przypadkowo zdobytym i w gruncie rzeczy nieśmiertelnym partnerem. W dodatku mężczyzną.

A jakby zaprosił samego syna?

Tylko jak wyjaśniłby matce i Thorowi to, że w Asgardzie pojawiło się kilkuletnie dziecko pozbawione opieki osoby dorosłej? Matko, Thor, poznajcie, to Liam L. Moody, przetrwał dzielnie swoją pierwszą podróż bifrostem. Taki z niego dzielny chłopak. A tak w ogóle ma pięć lat i jest mój. Nie. Absolutnie nie.

Poza tym, ktoś mógłby go skrzywdzić.

Westchnął ciężko, przypominając sobie gęste, ciemne loki otulające małą, lekko opaloną twarzyczkę i dwoje błyszczących, szaroniebieskich oczu.

Ślub.

Noc poślubna.

Upojony szczęściem Thor.

Rozmowa o dziecku.

Zostawało wziąć ten temat i mające się zacząć wkrótce nowe życie w ten sposób. Ale nie rozmawiać o dziecku z matką przed rozmową z Thorem, ani nie mówić im o tym jednocześnie.

Tak.

Westchnął, przymykając powieki i wtulając policzek w chłodny materiał poduszki haftowanej w małe gwiazdki, którą dostał kiedyś, kiedy jeszcze był małym chłopcem.

Trochę szkoda, że nie powiedział Thorowi o Liamie L. Moody'm wcześniej. Miał na to cholerne dwa lata...

Do poprzedniego westchnienia dorzucił udręczony odgłos pomiędzy okrzykiem frustracji i nazwaniem samego siebie pieprzonym idiotom.

Szata czy suknia?

Powinien spróbować pomyśleć o czymś mniej skręcającym mu wnętrzności w węzły.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com