Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Rozdział 7

11.02.2019r.

Loki czuł się fatalnie.
Oh, nie to żeby uczta była kiepska. Lubił mięso, chociaż brak jakichkolwiek dodatków do niego był dosyć męczący.
Problem raczej leżał w...

- Czyli moim bratankiem naprawdę jest ogromny wilk?

- Nie da się ukryć - mruknął. - Urodził się w tej krainie - przypomniał, odsuwając od siebie kielich. Nawet jeśli chciało mu się pić, czymkolwiek była zawartość naczynia... Wolał przezornie nie sprawdzać.

- Wtedy mnie jeszcze nie było - poinformował ze specyficznym, dosyć zabawnym, oburzeniem.

- Czyli jesteś młodszy od moich dzieci - mruknął zamyślony.

- Nie wiedziałeś?

- Że aż tyle? Nie - przyznał. - Miałem zawsze dosyć dużo na głowie ze swoim własnym starszym bratem - dodał.

- Widziałem go gdy był tu w niewoli - Ljot wypił duszkiem zawartość nie kufla, lecz dzbana stojącego najbliżej. - Nie wyglądał imponująco, ale milczał uparcie - przyznał. - Teraz służy tobie, tak?

- Zdumiewający obrót sytuacji - stwierdził, rozważając jak kontynuować w sposób bezpieczny dla Asgardu. - Muszę przyznać, że jest użyteczny - zamyślił się. - Ale rozkazywanie mu, gdy musi wypełnić rozkaz, aby nie zostać ukaranym nie jest tak zabawne, jak rozkazywanie mu kiedyś, gdy spełniał moje zachcianki tylko dlatego, że mnie uwielbia - westchnął.

- Starsi bracia spełniają życzenia młodszych?

- Raczej nie. Z reguły starają się trzymać młodszych z dala od siebie i ciągle się o wszystko kłócą - przeczesał palcami włosy. - Ale Thor to jakiś niereformowalny przypadek - machnął lekceważąco dłonią. - Pewnie przez jego potrzebę chronienia wszystkich.

- Nie brzmi praktycznie.

- Nie jest.

- Co lubisz robić?

- Ja? - zastanowił się. - Zgłębiać magię - oznajmił po dłuższej chwili. - I działać na przekór innym, oczywiście. Czasem im się to bardzo należy - zachichotał mściwie, przypominając sobie swoje stare, dobre psikusy.

Niech tylko Thor odzyska status księcia.
I przejmie tron.
Będzie mógł zrobić tym niektórym Asom i Wanom dużo gorsze rzeczy niż dawniej.
Ukarać ich.

- Co jeszcze? Może interesują cię jakieś gry? W co grywa się w Asgardzie?

- Głównie w wojnę - mruknął wymijająco. - Niezbyt to ciekawe. Prościej znaleźć rozrywkę we wkurzaniu ich niż współpracowaniu z nimi. A ty? Co lubisz robić, Ljocie? - zapytał, bo wydało mu się to najbardziej rozsądne.

- Walczyć - przyznał, szczerząc się szeroko. - I polować.

- Jest na co polować w tej krainie? - zapytał z powątpiewaniem.

- Nie słyszałeś o lodowych smokach?

- Obiło mi się coś o uszy - stwierdził po chwili, próbując dobrze ułożyć w głowie temat. Nie wiele było w księgach o tych specyficznych, zimowych gadach, więc wiedział właściwie tylko tyle, że są niebezpieczne i ciężko przeżyć chociażby spotkanie z nimi. Podobno też bywało, że Jotuni hodowali pojedyncze sztuki. - Ale jedynie ogólniki.

- W sumie nie ma za bardzo o czym gadać - skomentował Ljot. - Poza nimi mamy też trochę tutejszych niedźwiedzi i królików, i innych takich, stworów. No wiesz, smaczniejszych. I z futrami.

- Nie jest tu zbyt ciepło - zgodził się krótko.

- Dlatego wszelkie formy dodatkowego odzienia są istotne. Jesteśmy odporni na zimno, ale nie całkowicie - westchnął, krzywiąc się. - Niepraktyczne.

- W istocie.

- A w Asgardzie? Na co tam można polować?

- Zwierząt jest mnóstwo - stwierdził. - Małych i dużych. Są króliki, zające, dzikie ptaki, sarny, jelenie... Ale nie mamy ani smoków, ani za wielu stworzeń posiadających futra, które możnaby wykorzystać jako okrycia - wzruszył ramionami. - Mają raczej miękkie skórki. Albo są tak niewielkiego rozmiaru, że nadają się co najwyżej na szaliki.

- Szaliki... Nie brzmią raczej zbyt praktycznie - oznajmił po dłuższej chwili, próbując wyobrazić sobie szyję okrytą niewielkim kawałkiem króliczego albo łasiczego futerka.

- Preferuję raczej jedwab - stwierdził Loki. - A magię ogrzewającą jeszcze bardziej.

Ljot parsknął mimowolnie.

- Jesteś chyba bardzo wygodnym mężczyzną, bracie - skomentował zainteresowany tym, jaką otrzyma odpowiedz. Szczerą? Nie szczerą? Oburzoną? Rozbawioną? Zezłości się na niego, jak starsi bracia złoszczą się na młodszych? A może uzna to za wyjątkowo zabawny komentarz godzien nieznacznej, krótkotrwałej uwagi?

- Nie da się ukryć, że w ostatnich latach się rozleniwiłem - parsknął, ale ta wesołość w jego głosie była niepokojąca, przygaszona.

- Powiedz mi, jak to jest być królem?

Loki długo milczał. Wiele minut, patrząc w jego twarz z uwagą, jakby go sondował, badał wzrokiem. Rozważał coś.
Ljot nie uważał, aby potrzebował czyjejkolwiek akceptacji - a jednak pozwolił mu na to. Nie drgnął nawet, czekając na jego odpowiedź.

- To fatalne zajęcie - przemówił w końcu. - Jest do niczego. Męczące, wymagające uwagi dwadzieścia cztery godziny, ludzie cię nienawidzą i kochają jednocześnie, a gdy chcesz się wyspać ktoś akurat próbuje poderżnąć ci gardło albo rozwalić głowę. Nie polecam.

- Jesteś królem Asgardu - przypomniał.

- Tak, a ty będziesz królem Jotunheimu. Dwaj bracia, a jednak jeden wózek. Bum. Niespodzianka. Kiedy kończy się ta uczta? Chyba się upiłem...

- Nic nie piłeś - zauważył.

- Zaufaj mi, więcej niż sądzisz - wykrzywił wargi w szerokim, drwiącym uśmiechu.

Ljot zamrugał, ale nie zakwestionował słów bruneta. Nawet jeśli Loki był całkowicie trzeźwy, reszta towarzystwa już co najmniej dawno nie.
Nawet Laufey wydawał się mniej czujny niż powinien, chociaż miał to do siebie, że nie przestawał uważać nawet w najmniej przytomnym stanie. Kiedy jeszcze Ljot był mały miał okazję podziwiać jak ojciec rozprawia się z potencjalnym spragnionym tronu Jotunem, chociaż o bycie trzeźwym albo tylko skacowanym nie można było go osądzić.

Westchnął.

Nie był głupcem, nawet jeśli nie był też geniuszem.

Loki całą ucztę traktował go z pewną uprzejmością, jakąś braterską, niemrawą uwagą, rozmawiał z nim, odpowiadał na zadawane pytania nawet jeśli były niewygodne... Chociaż zjawił się i był -prawie- jak oni Jotunem, jednak... Jednak należał do Asgardu. W jakiś niezrozumiały sposób... Z równie niezrozumiałych powodów. Chociażby Ljot chciał, mężczyzna wpatrujący się w niego mieniącymi się, szkarłatnymi oczami olbrzyma, niewielki, rozmiaru dosłownie dziecięcego, pochodził z innego świata i nie pasował tu, do tej lodowatej krainy.

- Chodź - wyciągnął rękę. - Odprowadzę cię na pustkowie.

Wstrzymał oddech, gdy starszy zamienił się w węża, a później płynnym ślizgiem dostał wprost na jego ramię. I wrócił do siebie. Znów niewielki, znów skulony z zimna pod materiałem czerwonego płaszcza, ale już nie niebieski. Teraz wyglądał jak człowiek albo As. Skórę miał jasną, na głowie czarne oczy, a niewielkie oczy zielone w barwie, jakiej nawet latem nie można było uświadczyć w Jotunheimie.

- To postać, którą nosisz zazwyczaj? - zapytał, podnosząc się od stołu i ruszając do wrót.

Loki milczał tak długo, póki twierdza nie znalazła się za nimi.

- To mniej więcej moja zwykła postać - oznajmił. - Niby tak, ale wciąż nie - dodał tajemniczo.

Śnieżne pustkowie przed nimi nie było ani trochę zachęcające. Wszędzie wokół lód i gruba, zdradliwa pieżyna śniegu, w której Ljot co kilka kroków zapadał się, gdy okazywała się głębsza niż wyglądała. Loki ponawiał i ponawiał zaklęcie ogrzewające, momentami mężczyzna czuł jak to ciepło niemal parzy jego ramię.

- Ta forma jest tak podatna na zimno? - zapytał za którymś razem.

- Jest - stwierdził krótko.

- Jak to jest mieć starszego brata całe życie dla siebie? - nie wytrzymał. Był ciekawy. Nie miał szansy nigdy tego zaznać. A chciałby. W jakiś sposób. Może to zapełniło by poczucie odosobnienia, które go dręczyło?

- To... Czasem najgorsza z możliwych rzeczy. Nienawidzi się go, chciałoby zrujnować jego życie. Zrobić cokolwiek, aby przestał być dla wszystkich tym wspaniałym albo jakkolwiek by go nie nazywano. Ale są takie chwile - Loki spojrzał w dół, na skrzący się w blasku chłodnego księżyca śnieg. - Czasem jedyne o czym marzysz to żeby był jeszcze bliżej. Żeby nigdy nigdzie nie odchodził...

- Myślę, że stąd będziesz już mógł bezpiecznie odejść - zauważył cicho odstawiając małą postać na wielkiej zaspie. Leciutka postać z łatwością utrzymała się na powierzchni, on tuż obok zapadł się aż po kolana.

- Ljocie.

- Tak? - spojrzał w dół, wprost w te zielone oczy, które przeszywały go wśród bieli były jeszcze piękniejsze. - Jeśli będziesz chciał kiedyś... Napisać... Możesz to zrobić. Wiesz .. gdy już zdobędziesz tron... Ja będę kilka lat do przodu jako król.

Zanim odpowiedział, Loki zawołał już krótko "Heimdall", a później tęczowy most pojawił się i tyle. Pomknął w górę. Koniec.

Ljot został na pustkowiu sam.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com