Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Rozdział 9

03.05.2019r

Obudził się związany grubym, owijającym ciało sznurem. Leżał na ziemi obok ojcowskiego biurka, z głową w stronę drzwi i rękoma przyciśniętymi do pleców wręcz boleśnie. Miał coś w ustach. Czuł, że nie może mówić i oddychanie jest trochę trudniejsze niż zazwyczaj.

Otworzył szeroko oczy, zdumiony takim położeniem, gdy przecież był już od dłuższego czasu w Asgardzie (!) i instynktownie zaczął szamotać. A przynajmniej próbował to zrobić. Dla obserwatora musiał wyglądać jak niezdarna, wijąca się na lądzie ryba.

- Thor. Opanuj się - chłodny głos Lokiego przeciął ciszę. Natychmiast znieruchomiał, próbując zrobić coś, aby spojrzeć w stronę źródła głosu. Chciał zobaczyć brata....  jego jasną twarz, zielone oczy, czarne, starannie ułożone włosy...

Chciał upewnić się, że on wrócił i wszystko jest już w porządku.

Mimo materiału, smakującego w nieprzyjemny, lekko jakby gorzki sposób, spróbował powiedzieć "Wasza Wysokość" (Loki na pewno właśnie to pragnął usłyszeć), aby zwrócić na siebie więcej uwagi. Chociaż odrobinę. Poczuć znajomy dreszcz, który czuł zawsze, gdy zielonooki patrzył wprost na niego

- Byłeś niegrzecznym psem - oznajmił.  Napiął mięśnie, gdy coś przekręciło go na bok, a później wlokąc obróciło tak, aby zobaczył chłodne, blade oblicze. Loki wyglądał na kogoś rozdrażnionego, ale jeszcze nie wściekłego. W jednej dłoni trzymał plik jakiś pism, a drugą wyciągał nieznacznie ku niemu otoczoną miękką, zielonkawą poświatą. Czyli to za pomocą magii manipulował jego ciałem. Tak sprowadził go do gabinetu? To oznaczało, że nie chce go nawet dotknąć? - Wiesz, że nienawidzę, gdy ktoś dotyka mojego łóżka.. narusza moją przestrzeń tak dalece... - gdy mówił, głos lekko drgał mu z gniewu, a palce ściskału  dokumenty mocniej, gniotąc je niemiłosiernie.

Spróbował coś powiedzieć, ale przez dłuższą chwilę tylko wydawał z siebie niezbyt możliwe do zidentyfikowania dźwięki z powodu materiału w ustach. Brat kiwnął palcem. Nabrał ciężko tchu, zanim udało mu się odezwać.

- Ja... Ja bardzo tęskniłem, wasza wysokość! - wydusił. - Bałem się, że już nie wrócisz, Loki... Bracie - zamilkł na chwilę, krzywiąc się z bólu, gdy poczuł to palące ukłucie na wysokości żeber mniej więcej.

- Mówiłem ci, jak masz się odzywać.

- W-ybacz! Wybacz, zachowywałem się nie jak powinienem - mówiąc szybko, wlepiał w niego oczy, nie mogąc przestać podziwiać odkrytych kawałków białej skór, zielonych oczu i ciemnych włosów. - Przysięgam, że się... Się...

Więzy zaczęły zaciskać się na nim coraz mocniej. Otworzył oczy szerzej, napinając całe ciało jakby mogło mu to w jakikolwiek sposób pomóc. Loki nie odrywał przeszywającego spojrzenia od jego leżącej na ziemi postaci. Zielone tęczówki mieniły się hipnotyzująco, a blade wargi poruszały powoli.

- L-W-Wasza Wysokość - kiedy ból stał się nie do zniesienia, a serce łomotało mu już w piersi ze strachu, miał wrażenie, że zaraz umrze, zostanie zmiażdżony i taki będzie koniec Thora, syna Odyna. - Zrobię w-szystkooo!

Laufeyson uniósł się, odkładając dokumenty. Wyglądał jakby nie był do końca przytomny. Obszedł go. Powoli, jakby się zastanawiał, okrążył, aż stanął przy jego nogach. Thor nie był pewien co myśleć, gdy został uniesiony jednym skinieniem dłoni. Zieleń magii i oczu brata mieniły się. Zieleń wypełniała jego myśli, zdawała się zapełniać wszystko wokół.

- Będąc w Jotunheimie - odezwał się cicho Loki, przechylając głowę, gdy uniesiony zawisł na przeciwko. - Mogłem poznać osobiście mojego młodszego brata, Ljota - wśród zielonych myśli narodziła się jakaś nowa, ta nie była jak inne pragnieniem przeżycia ani rozpaczliwym strachem przed śmiercią. Raczej chodziło o... Było głębsze, ciemniejsze. I o ile to nie był ból spowodowany miażdżącym ściskiem sznurów to także ugodziło, jakby ukuło serce. - Jest wielki jak góra, szeroki w ramionach jak góra i bez wątpienia silny - westchnął westchnieniem dziwnym, trochę jak gdyby był to wyraz tęsknoty. - Gdy stał, zasłaniał mnie swoim ciałem niczym mur.

- W-asza Wysoko...

Ból prawie minął, gdy brunet przestał. Po prostu przestał. Więzy opadły i stał, a właściwie unosił się nieznacznie nad ziemią tak po prostu. Długą chwilę patrzył, oddychając ciężko, a świat wokół wirował, gdy zieleń, wszechobecna, słodko-gorzka zieleń rozmywała się, odkrywając prawdziwe barwy świata. Loki zbliżył się, nieoczekiwanie chwycił go za ramiona jasnymi, chłodnymi dłońmi.

- Ty też w porównaniu ze mną jesteś wielki - wyszeptał, patrząc mu wprost w oczy. - Nie tak bardzo, ale jednak...  godne pożałowania... Chciałbym - powtórzył, przesuwając jedną dłoń na jego policzek. - Żebyś kiedyś też był moim murem. Choć przez chwilę - blask zielonych oczu, jakby gorączkowy, nienaturalny, sprawiał, że przechodziły go przyjemne dreszcze.

- Mogę to zrobić! - powiedział natychmiast, próbując wychylić głowę do przodu, aby czuć ten dotyk bardziej, wyraźniej, taki kojący... Jego, Lokiego. - Mogę... Daj mi szansę! Wiesz... Wiesz, że mogę! Loki!

Ból wrył się w jego świadomość. Ostre, bolesne pieczenie, przenikliwe, palące. Podejrzewał, że tym razem oberwał w plecy, ale nie chciał się nad tym zastanawiać, musiał...

Musiał przekonać go...!

- Zrobię, czego tylko będziesz pragnął! Przysięgam!

- Jesteś... Wkurzasz mnie - obie dłonie objęły jego policzki, czuł wbijające się w skórę paznokcie. Mruknął, patrząc naiwnie, chciwie. - Robię ci krzywdę... Kocham cię, nienawidzę cię... Chcę, abyś tu był... Chcę poderżnąć ci gardło... Marzę o wylaniu z ciała całej gorącej krwi... A ty wciąż... Wciąż jesteś, chcesz mi służyć... Co jest nie tak? Nie rozumiem.. nie rozumiem cię... To
wkurzające... Rozumiesz?! Nie mogę tego znieść!!! Jesteś... Czego ty chcesz?! Czego chcesz od świata?!

- Od świata? - powtórzył powoli. - Jest nieważny... Świat mi niepotrzebny - chciał swojego brata. Mieć go przy sobie, być u jego boku, dbać o to, aby był bezpieczny i szczęśliwy... Zawsze, wszędzie, niezależnie od tego, ile razy przyjdzie mu zapłacić za to tym dziwnym bólem magicznych kar. - On nie może mi nic dać...

- To żałosne...

- Pozwól mi osłaniać cię jak mur - wyszeptał. - Będę to robił najlepiej. Będę lepszy od wszystkich, Fandrala, Ljota.. wiesz, że będę!

- Oczywiście, że będziesz - paznokcie z lewej strony przebiły skórę. Zamrugał mimowolnie, gdy poczuł cieknącą po skórze, niewielką stróżkę krwi. - Musisz być... Jesteś przecież Thorem, czyż nie? Thor zawsze jest lepszy od innych, najlepszy...

Puścił go.

Stając na własnych nogach prawie się wywrócił.

- Czy... Wszystko w porządku, Wasza Wysokość? - zapytał z wahaniem. - Zachowujesz się dzisiaj trochę jak nie ty...

- Wiesz, ile upłynęło w Jotunheimie? Kilka godzin... Tak, ledwie kilka krótkich godzin - pokiwał powoli głową. - Ale tutaj... Trzy dni! Cholerny Laufey! Cokolwiek, jakkolwiek... Zniszczę go, muszę go zniszczyć! - gwałtownym ruchem Loki okręcił się dookoła własnej osi. Zielony promień minął twarz Thora o milimetry, a później roztrzaskał się na drzwiach, pokrywając je warstwą grubego, mieniącego się lodu.

Niebieskooki zerknął za siebie, aby spojrzeć na krzywą powierzchnię kanciastego, lodowego zwierciadła odcinającego obecnie ich obojga od świata.

Z wahaniem ruszył w stronę biurka. Rozejrzał się, a później pod ostrym wzrokiem wzburzonego, nie mogącego najwyraźniej przetrawić tego, że został oszukany z pomocą magii, Lokiego, usiadł na ziemi, podnosząc grubą, doprowadzającą go do rozpaczy księgę. Miał wrażenie, że zieleń jakby złagodniała, gdy zaczął przesuwać kartki, szukając tego męczącego momentu, na którym utknął ostatnio. Nie było to duże złagodzenie, ale poczuł się dumny. Wpłynął na niego! Sprawił, że twarz jego brata stała się spokojniejsza!

- Powiem ci, gdy będziesz mógł przestać - powiedział, siadając z powrotem i podnosząc drżącą dłonią porzucone wcześniej dokumenty. - Spędzimy tu dużo czasu.

- Dużo, Wasza Wysokość? - zapytał zaniepokojony.

- Trzy dni.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com