9
Kilka minut później szłyśmy już w kierunku domu Asi. Z tego, co wiemy powinna być w domu.
- Asia, Magda, Zuza?
- Tak.
- Dobra. Chodźmy.
- Przecież idziemy cały czas.
- A no tak.
Przewróciła oczami, ale zaraz potem zmieniła wyraz twarzy na swój uśmiech, który nie wróżył nic dobrego.
- Idziemy na lody?
- O nie... A w sumie, jeśli ty stawisz.
- Ale przecież jestem twoim gościem. Także gospodarze powinni płacić.
- No tak, ale ja ostatnim razem zapłaciłam za ciebie i za te dzieci w Warszawie, a to ja byłam gościem.
- Niech ci będzie. Stawię ci loda, moja biedaczyno.
- Yay.
Szłyśmy dalej w ciszy. Rozmyślałam nad ranem. Byłam ciekawa co śniło się Gosi. Na pewno coś związanego z Kamilem. Jednak wolałam nie drążyć tematu na siłę. Powie mi, gdy będzie chciała. Jesteśmy takie podobne, jednak też zupełnie różne. Jestem jej wdzięczna za to, że mi pomaga, a ona jest wdzięczna za to samo mi. Uśmiechnęłam się do siebie. Dobrze mieć kogoś takiego jak ona. Po chwili byłyśmy już przed domem Asi. Zapukałam. Otworzyła nam szatynka z okularami i w bordowej sukience.
- Cześć.
- Hej. Uroczyście oświadczam, iż zostałaś zaproszona na moje urodziny. Proszę. - Gosia podała jej zaproszenie.
- Dzięki. Dobry moment wybrałyście, bo za chwilę jadę na chrzest kuzyna.
- Pozdrów tam wszystkich. A teraz chodźmy na koniec świata i jeszcze dalej! - powiedziałam, ciągnąc Gochę za sobą, gdyż pewnie zaczęłaby z nią rozmawiać, a mi zależy na czasie.
Teraz szłyśmy w kierunku domu Magdy. Przyjaciółka zaczęła mi mówić jak to źle się zachowałam, przerywając jej pogawędkę. Ja tylko przewróciłam oczami. Czasami zastanawiam się, czy ona wie, że bez niej u boku jestem znacznie wredniejsza. Po prostu nakładam maskę wredoty i tak już jest od pewnego dnia. Kilka minut później, gdyż narzuciłam szybkie tempo byłyśmy już przed następnym celem. Gosia zapukała. Czekałyśmy chwilę, aż wreszcie w drzwiach stanęła blondynka z piwnymi oczami, która powitała Gosię szczerym uśmiechem. Mnie potraktowała jak niewidzialną, co zawsze jej się zdarza. Znosimy się nawzajem tylko ze względu na wspólną przyjaciółkę.
- Masz zaszczyt zostać zaproszona na moje urodziny. - podała jej zaproszenie.
- Dziękuję. - przytuliła ją.
- Dobra. Do zobaczenia i idziemy dalej.
Nie mogąc jej dłużej znieść znów ciągnęłam Gosię za sobą. Po chwili szłyśmy już do ostatniego domu, a ona znów mówiła mi, że nie powinnam tak się zachowywać. Udałam, że grzecznie słucham. Po skończonym kazaniu stanełyśmy pod niebieskim domem. Zadzwoniłam dzwonkiem. Znów musiałyśmy chwilę czekać. Otworzyła nam brunetka, o cerze opalonej i niebiesko zielonych oczach. Na rękach trzymała brata. Rodzina Zuzy lubiła nadawać zagraniczne imiona dzieciom, także on miał na imię Aaron, a jej siostra akurat Emanuela. Ona sama zaś Suzanne, ale my wolałyśmy mówić na nią Zuza. Po za tym była drugą osobą po Gosi, która chciała mnie bliżej poznać i pomóc, lecz nie umiem się wyżalać innym osobom niż blondynce.
- Hej.
- Cześć. Mam nadzieję, że przyjdziesz na moje urodziny. - podała jej zaproszenie.
Wzięła je od niej i zerknęła.
- Jasne. Przyjdę. Na pewno będzie super. A teraz przepraszam za chwilę idę zrobić zakupy i w ogóle, więc dziękuję i do zobaczenia.
- Pa. - odparłyśmy razem.
Zamknęła drzwi, a my wróciłyśmy na chodnik. Nasze kroki skierowały się ku parku na ulicy Sienkiewicza. Szłyśmy w ciszy. Nagle Gosia stanęła.
- Co jest? - spytałam jej.
- Chciałaś pójść na lody, co nie?
Przewróciłam oczami, a przyjaciółka wskazała swoją ulubioną budkę z lodami.
- No dobra. Chodźmy.
Poszłyśmy na gałkowe lody. Wzięłam truskawkowe, a ona miętowe. Znów podążałyśmy w stronę parku. Weszłyśmy do niego już bez lodów. Nic nie mówiąc poszłyśmy w stronę ławeczki pod lipą. Nagle przystanęłam jekieś kilka kroków od niej. Na ławce siedział Karol i rysował coś.
- Chodźmy stąd. - szepnęłam.
- Czemu? Zwykle jak ktoś zajmował naszą ławkę, wbrew mi go wyganiałaś.
- Chodźmy stąd. - powtórzyłam ciszej.
- Aaaa to pewnie ten Karol. Nie ma tak. Idź zagadaj. - pchnęła mnie lekko w jego stronę.
Przełknęłam ślinę, a właściwie skąd u mnie takie zachowanie? Zazwyczaj normalnie rozmawiam z chłopakami. Postanowiłam się nad tym nie zastanawiać i być ponad to. Nim cokolwiek zrobiłam, czy powiedziałam Gosia popchnęła mnie mocniej, czym upadłam na twarz przed chłopakiem. Ten oderwał się od rysunku i spojrzał na mnie. Bez wahania pomógł mi wstać. Otrzepałam się i spiorunowałam ją wzrokiem.
- Nic ci nie jest? - a, on tu jeszcze jest.
- Nie, nic. Dzięki.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.
- Przepraszam, muszę iść. Pa.
- Jasne. Do zobaczenia.
Już po chwili szłam w kierunku domu. Gosia mnie dogoniła.
- Ej, nie obrażaj się na mnie. Jeszcze nie teraz.
- Już nic nie mów.
- No dobra. Niech ci będzie.
Weszłyśmy do mojego pokoju i zaczęłyśmy planować jej urodziny.
Przepraszam za wszelkie błędy i dziękuję, że ktoś to jeszcze chce czytać ❤
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com