#12
Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Byłam właśnie z koleżanką i robiłyśmy sobie zdjęcie z Karolem Kłosem. Tak, tym siatkarzem.
Ale zaraz, zaraz zacznę od początku. Kochaniem siatkówki zaraziła mnie właśnie moja przyjaciółka, Martyna. Od tego czasu potrafiłyśmy przegadać całą noc na mówieniu tylko o siatkówce. Jechałyśmy na mecze w koszulkach swoich ulubionych siatkarzy. Po prostu było widać, że jesteśmy fankami siatki. Pewnego dnia dostałyśmy szansę na pojechanie na jeden z wielu meczy Skry Bełchatów, gdy to oni byli gospodarzami. Nie mogłam się doczekać. Już pierwszego dnia zaczęłyśmy wielkie odliczanie do właśnie tego meczu. Zaczęłyśmy planować jak złapać siatkarzy, by zrobić sobie z nimi zdjęcie lub wziąść autograf. Nim się obejrzałyśmy, do meczu zostało już tylko kilka dni. Choć już miałyśmy za sobą wiele meczy siatkówki i tak byłyśmy mega podjarane.
Dokładnie przed dniem, w którym miałyśmy wyjechać na ten nasz upragniony mecz zaczęłam czuć pewnien niepokój. Co jeśli ten mecz odbiegnie od naszych oczekiwań? Co jeśli się zawiedziemy? Albo najgorzej - przegrają mecz walkowerem i nie uzasadnią tego. Nie chcę o tym myśleć.
Chcąc trochę odetchnąć od rozmyślań o meczu i jego przyszłym przebiegu, poszłam do kuchni. Zwabił mnie do niej zapach czekoladowych babeczek pieczonych przez moją mamę. Akurat wyjmowała blachę ze świeżą porcją. Pomogłam jej układać babeczki na ozdobnym talerzu.
- I jak tam w szkole? - usłyszałam.
- Całkiem nieźle. Idę do siebie.
Wzięłam dwie babeczki i poszłam do pokoju. Na łóżku czekała już na mnie Pusia, moja kotka.
Kilka godzin później
Po umyciu zębów i przebraniu się w piżamę siedziałam jeszcze chwilę na łóżku. Już jutro o siódmej jedziemy do Bełchatowa. Wreszcie pojedziemy do głównej siedziby Skry. Niedługo nasze marzenie się spełni. Uśmiechnęłam się do siebie na samą myśl o tym. Wreszcie przykryłam się pierzyną i próbowałam zasnąć.
Siedziałyśmy na trybunach. Siatkarze zaraz mieli wyjść na boisko, a po tym meczu mieliśmy się z nimi zapoznać, porozmawiać. Wiedziałaśmy jak się do nich zbliżyć, by zamienić parę słów. Jednak teraz skupiłyśmy uwagę na meczu. Skra grała z Gwardią. Uśmiechnęłam się w stronę wychodzących chłopaków. Byli odwróceni, więc nie zauważyli tego drobnego gestu z od mojej osoby. Wreszcie zaczął się mecz. Jednak to, co stało się potem okazało się być gorsze od najśmielszych oczekiwań. Kłos, a także Wlazły zderzyli się z sobą, chcąc odebrać piłkę. Ten mecz wyglądał niczym mecz amatorów. To się przewracali. To nie umieli porządnie odbić piłki albo psuli serwy. Zresztą obie drużyny tak dziwnie grały. Jakby ktoś odebrał im całą umiejętność grania w siatkówkę. Po chwili cały stadion opustoszał. Nikt nie chciał oglądać tak beznadziejnego meczu. Mimo wszystko wierzyłyśmy, że jeszcze zaczną dobrze grać. Że to tylko chwilowe załamanie gry. Nagle na boisku oprócz siatkarzy pojawił się dziwny mężczyzna w tureckich ubraniach. Uśmiechnął się sadystycznie. Jednak nikt nie zwrócił na niego większej uwagi oprócz nas. Przestraszyliśmy, gdy krzyknął coś po islamsku. Jego słowa jednak zagłuszył komentator. Facet spojrzał prosto na nas. Z jego wzroku wiał chłód i można było dostrzec w nim szaleństwo. Przestraszyłyśmy się. Nagle mężczyzna i jego otoczenie wybuchło. Kolejno zaczęli wybuchać wszyscy, którzy zostali w środku oprócz nas. Zaczęłyśmy biec w niewiadomą stronę. Wnet coś się zapaliło. Wszystko wybuchło, a nasze oczy spowiły ciemności.
Obudziłam się spadając z łóżka. Na szczęście to był tylko dziwny, zły sen. Oby nie spełnił się w rzeczywistości. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze czas na wyspanie się, dlatego wróciłam do łóżka. Zdołałam się uspokoić i zasnąć.
Na meczu
Siedziałyśmy na naszych miejscach. Miałyśmy dobry widok na boisko i na wychodzących właśnie chłopaków. Patrzyłyśmy w ich stronę. Wyszli, ustawili się na swoich pozycjach i właśnie wtedy dostrzegłam, że Karol wpatrywał się w moją twarz. Uśmiechnęłam się lekko, co odwzajemnił. Mrugnął do mnie, co wydało mi się niezwykłe. Po chwili zaczął się mecz. Oglądałyśmy w skupieniu. Dałyśmy się ponieść wirze emocji, gwizdków i setów. Było niesamowicie! Chłopaki dali z siebie wszystko.
Po meczu, który wygrała Skra, poszłyśmy w stronę wyjścia. Następnie wraz z innymi czekaliśmy na siatkarzy. Przyszli dość niezwykle szybko. Od razu poszłyśmy do naszego ulubionego siatkarza. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Byłam właśnie z koleżanką i robiłyśmy sobie zdjęcie z Karolem Kłosem. Tak, tym siatkarzem.
Ogólnie cały ten dzień był niczym sen na jawie. Jednak te wszystkie wydarzenia były prawdziwe. No oprócz mojego snu. Cieszę się, że się nie spełnił, bo był dziwny i wszystko na końcu wybuchało. Uwielbiam, kiedy marzenia się spełniają.
Wszystkiego naj _souvenir_ ❤🎁🎁🎁🎁 i stuuu lat!!
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com