#25
- Śmierć nie będzie końcem. Będzie początkiem czegoś nowego, wspaniałego. Będzie przejściem do wieczności. Będzie spotkaniem z naszym Zbawicielem, dlatego nie płaczcie już. Wznieście oczy ku niebu i podziękujcie Panu za życie naszej siostry Agaty. Wszak jej śmierć wstrząsnęła nami wszystkimi, ale trzeba nam cieszyć się, że narodziła się na nowo w chwale Ojca naszego. Jestem pewien, że od dziś uśmiecha się do nas z nieba - ksiądz skończył swoje kazanie, a ja nie mogłam się nadziwić jego słowom. Jak można mieć aż tak silną wiarę, by nie zachwiać jej nawet w obliczu śmierci nastolatki?
Agata bowiem miała dopiero szesnaście lat. Nie chorowała. Była zdrowa, a jednak umarła wcześnie. Zginęła w wypadku samochodowym, wracając do domu z koleżanką i jej rodzicami z Włoch. Hanka wraz z tatą siedzi obok nas. Płaczą. Jestem pewna, że się obwiniają, chociaż to mogą być łzy także i ich żałoby. W tym wypadku zginęła jeszcze jej matka, a jego żona, tylko że pogrzeb jest jutro. Agata była moją o dwa lata młodszą siostrą. Nie potrafię uwierzyć, że jestem na jej pogrzebie. Moja rodzina płacze lub hamuje łzy, a ja wciąż mam nadzieję, że to tylko okropny koszmar i rano się obudzę. Koszmar, który trwa już pięć dni. Przez te pięć dni chodziłam niemal jak zombie bez jakichkolwiek oznak żałoby czy życia, przez co byłam zwolniona ze szkoły i dostałam psychologa. Twierdzi on, że jeszcze nie doszło do mnie, co się stało, dlatego nie płaczę. Zostałam zamknięta w bezpiecznej bańce, która zapewne pęknie po pogrzebie i przestanę być zombie.
Patrząc na trumnę siostry spuszczaną do dołu, zastanawiam się nadal czy będzie mi dane obudzić się kiedyś z tego koszmaru. Dochodzi do mnie część bolesnej prawdy, kiedy po wszystkim tata bierze mikrofon i zaprasza wszystkich do restauracji na stypę, by powspominać moją siostrę. Po pogrzebie, gdy nadal jesteśmy na cmentarzu podchodzi do mnie grupka przyjaciół Agaty. Chyba była z nimi w klasie. Każda z dziewczyn (a było ich pięć oraz czterech chłopaków) podeszła, by mnie ucałować na powitanie. Pierwsza odezwała się do mnie ciemnowłosa dziewczyna w stroju żałobnym i z czarnymi powiekami oraz ustami w tym samym kolorze. Pewnie nim chciała podkreślić jak bardzo dotknęła ją śmierć mojej siostry.
- Agnieszko, tak mi przykro! Agata była taka wspaniała, prawie w każdym calu. Musi ci jej być niezwykle żal!
Tak, przyszli złożyć kondolencje. Stałam i wsłuchiwałam się, jak wychwalali moją siostrę. W pewnym momencie po prostu się wyłączyłam i przestałam ich słuchać. Nic nie odpowiedziałam, dlatego poszli sobie do kogoś innego, by jemu mówić o tym, jak wspaniała była Agata. Tak strasznie chciałam się już obudzić. Przestać uczestniczyć w tym chorym śnie. Zamyśliłam się, dlatego tata musiał mnie przytulić, żebym wraz z nim udała się do samochodu, w którym czekała na mnie matka i młodszy brat. Wszyscy oprócz mnie płakali. Ale jak mogłam płakać, skoro na pewno to wszystko było tylko koszmarem?
W domu po wszystkim zamknęłam się w pokoju. Wzięłam do rąk dużego, białego misia i przytuliłam go do siebie. Położyłam się na łóżku i leżałam tak, wpatrywając się w jeden punkt, dopóki nie zasnęłam. Śniła mi się Agata. Przyszła do mnie, kiedy płakałam. Nic nie powiedziała. Po prostu mnie przytuliła. Czułam się, jakbym dostała drugą szansę. Chciałam jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham, bo nie zdążyłam, ale nie potrafiłam otworzyć ust. Wydobyć z nich mojego głosu. Nie mam pojęcia ile trwałyśmy w uścisku, ale w pewnym momencie usłyszałam:
- Też cię kocham. Proszę nie bądź już zombie. Żyj dla siebie i dla innych. Znajdź złoty środek.
To był jej głos. Chciałam jej obiecać, że to zrobię. Że spełnię jej prośbę, choć nie do końca jej rozumiałam, ale obudziłam się.
Zaraz po przebudzeniu się zaczęłam płakać. Był już następny dzień, a ja nawet tego nie zauważyłam. Po prostu płakałam. Doszło do mnie, co się stało. Usłyszałam pukanie do drzwi. Wszedł tata. Chciał pewnie spytać się, co się stało, dlatego wypaliłam:
- Moja siostra... Nie ma jej...
Ojciec podszedł do mnie. Bez słowa mnie przytulił. Na pewno też zaczął płakać. Nie odepchnęłam go. Zrozumiałam, dlaczego tak bardzo potrzebowałam moich bliskich - by pomogli mi przez to przejść, a ja odwdzięczę się im tym samym. Razem byliśmy silni, ale osobno powoli umieraliśmy. Potrzebowałam ich, a oni mnie.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com