Prolog.
Minął rok.
Wiele się pozmieniało przez te 12 miesięcy.
Każdy wybrał swoje własne życie.
Amber i Ian zamieszkali razem na obrzeżach Concord. Było to niewielkie miasteczko w stanie New Hampshire oddalone o jakąś godzinę drogi od Bostonu.
Nasze kontakty ograniczały się do jednego telefonu tygodniowo z pytaniem "Czy wszystko gra".
Do dnia dzisiejszego, nie jestem pewna co stało się z grupką nastolatków szukających wrażeń. Ich marzenia legły w gruzach i tak naprawdę zostali z niczym. Bez ukończenia szkoły. Jedyna praca na jaką mogę sobie teraz pozwolić, to obsługiwanie ludzi w miejscowej kawiarni i wcale nie jest to szczytem moich ambicji.
Alex stał się typem chłopaka, który ma każdej nocy inną pannę. Stał się olewatorskim nowicjuszem w sprawach sercowych. Stwierdził, patrząc na mnie i Dylana, że jak tak ma wyglądać miłość, to on nie chce jej doświadczyć.
Dylan...
On również nie był już tym samym chłopakiem. Nadal potrafił być dupkiem, ale przyzwyczaiłam się. Siedziało w nim coś o wiele gorszego. Stał się impulsywny i często nie panował nad swoimi wybuchami gdy kłóciliśmy się o błahostki. Stał się tajemniczy i oziębły. Skończył z głupimi seksistowskimi żartami, a stał się bardziej arogancki. Nie mam pojęcia dlaczego.
Chyba tylko ja zostałam tą samą Violet, tylko może mniej uśmiechniętą. Zjadła mnie rutyna pracy, a w życiu nie cieszyło mnie już prawie nic. Wiele razy miałam ochotę zadzwonić do rodziców i po prostu rozpłakać się.
Nawet Amber odwróciła się ode mnie możliwe, że mój rodzony brat jej kazał, ale Dylan ciągle powtarzał, że będzie lepiej...ale z każdym dniem było coraz gorzej. Traciliśmy siebie.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com