Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

18.

Joe prowadził mnie po jakichś ciemnych uliczkach, których nigdy wcześniej nie widziałam. Nie miałam pojęcia w jakiej części miasta się znajdowaliśmy.

Mam tylko nadzieje, że nie chce mnie gdzieś zabić, czy zgwałcić. Na ulicy nie było żywej duszy.

-Ymm...Joe? Gdzie idziemy? - zapytałam niecierpliwa i lekko spanikowana.

-Zobaczysz jak dojdziemy - powiedział z chytrym uśmiechem i złapał moją dłoń. Dzięki temu poczułam się odrobinę lepiej.

Po dłuższej chwili usłyszałam krzyki ludzi i ryk silników...

Nie on nie mógł mnie tu zabrać !

-Joe?

Nie odpowiedział, tylko dalej uparcie ciągnął mnie do przodu. Próbowałam wyszarpnąć dłoń ale był zbyt silny.

-Joe! Puść mnie - chłopak na te słowa zatrzymał się i spojrzał na mnie z wyrzutem.

-Dlaczego ? - zapytał od niechcenia.

-Bo nie lubię nielegalnych rzeczy, a poza tym wyścigi ? serio...to jest tak jakby, no przereklamowane?

Czuję się jak w tych wszystkich filmach o gangsterach i w ogóle ... - nerwowo się zaśmiałam.

Joe nie wyglądał na zadowolonego. Jego twarz była kamienna a mi zrobiło się gorąco.

Po chwili usłyszałam gromki śmiech. Skrzywiłam się lekko.

-Skąd pomysł, że nielegalne? - zapytał rozbawiony.

-Bo wszystkie takie są?

-Nie, nie wszystkie. Choć będzie fajnie. Nie będę się ścigał. Chcę tylko byś poszła tam ze mną.

-Zgoda.

Gdy doszliśmy na miejsce poza tłumem ludzi, dostrzegłam dwa ścigające się auta. Jechały z taką prędkością, z jaką ja nigdy nie miałam do czynienia i nigdy nie będę miała.

Nie wiedziałam czy mam ufać Joe. No ale w końcu, to jest to co kocha.

Spojrzałam na niego z boku. Stał i uśmiechał się spoglądając na ścigające się auta.

-To jest to co kochasz? Auta ? - zapytałam.

-Nie i tak. To co kocham najbardziej to prędkość.

Uśmiechnęłam się lekko.

Auta zatrzymały się przy prowizorycznej mecie.

Chłopak, który przegrał wysiadł z samochodu mocno trzaskając drzwiami. Nie oszczędzał sobie również epitetów.

Drzwi zwycięzcy powoli się otworzyły a ja cała zbladłam.

Dylan wysiadł z tego pieprzonego auta. DYLAN.

Dopiero teraz dotarło do mnie, że ja wcale go nie znam. Nawet w najmniejszym stopniu.

Odwróciłam się powoli. Musiałam stąd wyjść, Joe gdzieś zniknął a ja nie wiedziałam co mam robić.

Rozglądałam się nerwowo po ludziach, jednak gdy mój wzrok skrzyżował się z brązowymi tęczówkami zbladłam jeszcze bardziej. Nie czekając na nic, po prostu zaczęłam biec.

Przepychałam się przez ludzi i co chwilę na nich wpadałam.

-Vet? - usłyszałam głos, gdy po raz kolejny zatrzymała mnie czyjaś klatka piersiowa.

-Alex?! Co ty do cholery tutaj robisz?

-J-ja...mógłbym zapytać cię o to samo - powiedział zmieniając ton z przestraszonego na pewny siebie.

-Przyszłam tu z Joe - odparłam a mina przyjaciela od razu zrzedła.

-Z Joe? - nie chciał w to uwierzyć. Kiwnęłam głową.

-A ty pewnie kibicujesz Dylanowi co? - zapytałam kpiąco.

-Vet, to nie tak...- zaczął ale nie dałam mu skończyć.

-A jak? A może zaraz się dowiem, że należycie do jakiegoś pieprzonego gangu?!

-Nie! Oczywiście, że nie ...nic nie rozumiesz - westchnął .

-Wiesz co? Nawet nie chcę rozumieć. Idę poszukać Joe.

-Właśnie wyszedł. Violet, on nie jest dobrym człowiekiem. Zaufaj mi.

-Jak na razie ufam tylko sobie wiesz?

Odeszłam od niego bez słowa cicho prychając. O co w tym wszystkim chodzi do cholery?

Poczułam jak ktoś szarpie mnie za rękę.

-Chyba już ci powiedziałam Alex...- gdy zobaczyłam kto stoi przede mną, od razu się zamknęłam.

-Musimy pogadać. Teraz - powiedział stanowczo Dylan i zaciągnął mnie do jakiegoś ciemnego miejsca. Przy Dylanie czułam się bezpieczna. Wiem, że brzmi to dość komicznie, ale wiem, że on nic mi nie zrobi.

-Czego chcesz ? - zapytałam bez ogródek i dość nie miło.

-Ciebie. Tak cholernie cię pragnę, że to aż boli wiesz?!

Gdy usłyszałam te słowa o mało co nie upadłam.

-Robiłem tyle rzeczy, by tylko o tobie zapomnieć i widzisz do czego to doprowadziło?

Vet, jesteśmy dla siebie stworzeni...nie widzisz tego? Ja to zrozumiałem, gdy tylko dzisiaj zobaczyłem twoją przerażoną twarz. I wiesz co? Zabije tego gnoja, który cię tu przyprowadził, ale również mu podziękuję. Nie chcę już być Dylanem Dupkiem O'Brien'em nigdy więcej...chcę być twoim chłopakiem i przyjacielem. Zrozumiałem, że nie mogę mieć wszystkiego.

W moich oczach pojawiły się łzy. Przecież mógł mnie mieć...ja go chciałam!! Ale zaraz ...

-Dylan, ale ja chciałam żebyś ze mną był...tak cholernie tego chciałam, a ty chciałeś zostać na etapie przyjaciół...dlaczego?

Dylan odwrócił głowę i ciężko westchnął.

-Chciałem tylko cię zaliczyć. Udawałem miłego, ale gdy zorientowałem się, że nie jesteś taka łatwa...odpuściłem.

Pokręciłam smutna głową. Zranił mnie. Tak cholernie mnie zranił.

-Ale teraz wiem, że te dni bez ciebie, były chujowe i mogę czekać całe pierdolone życie, tylko na ciebie rozumiesz?! - powiedział zdesperowany.

Pierwsza łza spłynęła po moim policzku.

Co mam zrobić? Dać mu szansę?

-Daj mi czas...daj mi cholerne siedem dni na zastanowienie się, co dalej mam robić - powiedziałam płacząc.

Dylan kiwnął lekko głową i otarł dłonią moje łzy.

Uśmiechnęłam się lekko i go wyminęłam.

-Dokąd idziesz? - zapytał .

-Muszę kogoś poszukać i wrócić do domu.

-Odwiozę cię - powiedział.

-Ale...

-To nie było pytanie Vet, chodź - jego ton był tak bardzo dominujący, że nawet gdybym chciała, nie umiałabym się mu postawić.

Otarłam resztki łez i ruszyłam za nim. Widząc te wszystkie dziewczyny, które patrzyły na niego tym wzrokiem miałam ochotę znów płakać.

Gdy poczułam jak Dylan łapie mnie za dłoń, poczułam przyjemne dreszcze. Po raz pierwszy nie był zainteresowany innymi dziewczynami.

Zauważyłam po drodze Alexa, który z kimś nerwowo rozmawiał, gdy zobaczyłam, że tym kimś jest Joe...miałam w głowie tylko jedno pytanie.

O co w tym wszystkim chodzi?

Dylan otworzył mi drzwi samochodu, którym wygrał wyścig i gdy również zajął miejsce, ruszył z piskiem opon.

-Więc z kim tu przyszłaś? No wiesz muszę wiedzieć komu mam podziękować ciosem w twarz. - zaśmiał się, chcąc rozładowć napięcie.
Spojrzałam na niego z ukosa, był tak cholernie idealny.
- Z Joe White'em.
Dylan zatrzymał się nagle.
-Co kurwa?! - spojrzał na mnie wściekły.

______________
Przepraszam za długą nieobecność ale byłam w Wielkiej Brytanii, no więc wiecie :D
Rozdział taki sobie :/ ale mam nadzieje, że da się przeżyć ;)
Za błędy przepraszam.
Jak myślicie o co chodzi z Joe?

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com