Rozdział 13
Postać stała w progu, a białe światło lamp w holu oświetlało ją od tyłu. Wodziła po nich swoimi wielkimi ślepiami o czarnych białkach. Na głowie miała burzę jasnych włosów i coś jakby dwa dłuższe, sterczące, nieco zakręcone i stwardniałe kosmyki, które po bliższych oględzinach okazywały się być rogami.
- Witam - uśmiechnęła się szeroko, błyskając bielą zębów.
- Cześć, Mina - westchnął Kirishima i podniósł dłoń w geście pozdrowienia. - Sero też wpadł?
- Nie... - kobieta rozejrzała się, jakby nie była pewna swoich słów. - W domu go nie było...
- Siemson - rzucił beztrosko Kaminari i przybił z Ashido piątkę.
- Witamy różową szmatę - prychnął Bakugou.
- Ej - popatrzyła groźnie. - To, że na ślubie Izukusia jeździłam po podłodze i wycierałam sobą poncz z podłogi, nie znaczy, że możesz nawiązywać do mojego życia towarzyskiego!
- Ach, Ashido - Midoriya, dotąd zajęty budzeniem Todorokiego, dopiero teraz mógł się jej przyjrzeć. Minęło kilka lat odkąd ostatnio ją widział. Włosy, choć wciąż sterczące w krótkich kosmykach na wszystkie strony, były znacznie dłuższe, rogi nieco się pogrubiły i mocniej zakręciły, rysy się wyostrzyły, a figura nabrała kształtów prawdziwej dorosłej kobiety. - Miło cię widzieć.
- Izukuś, jesteś taki milutki! - Wykrzyknęła, promieniując radością. - Ach, Ochako, jak mogłaś zatrzymać go dla siebie!
- I... Izukuś?... - Mężczyzna przekrzywił głowę w niedowierzaniu, patrząc z powątpiewaniem na rozmówczynię. - Dlaczego... tak?
- A dlaczego nie? - Zaśmiała się i wycofała do holu, by mogli przejść. - Ciocia Inko powiedziała, że zajmie się obiadem, więc-
- Rusz dupsko - warknął nagle Bakugou i sam przesunął ją, po czym natychmiast skierował się do kuchni.
- A temu co? - Uniosła jedną brew i spojrzała na Kirishimę z wyczekiwaniem.
- Nie trawi posiłków robionych przez kogoś innego - wyjaśnił zapytany. - Taki bezkonkurencyjny pan kuchni - uzupełnił.
- Mhm... - Ashido pokiwała głową i wyszczerzyła się po raz kolejny. - To chyba idziecie na górę, nie?
- Idziemy - westchnął szczęśliwy Midoriya i mocniej ścisnął pasek torby.
- Ej, Midoriya - syknął Kaminari, gdy pod ich stopami schody stopniowo zamieniały się w pierwsze piętro. - Nie myślisz, że ona... ten?
- "Ten"? - Spojrzał na niego i niemal spadł ze stopnia.
- No... wiesz.
- Nie sądzę.
- Wiesz, że do tej pory nie myśli o mężu...
- Ee... Tak?
- Stary! - Wybuchnął i złapał rozmówcę za ramiona. - Ona zmienia facetów jak rękawiczki! Właściwie to jak kaloryfery!
- I?
- Ja pier... Dobra, nieważne. Po prostu uważaj na nią, zwłaszcza jak Uraraka będzie blisko.
W dalszym ciągu nie rozumiejąc, skinął bezwiednie głową.
- Czyli jak zwykle śpimy we wspólnym pokoju? - Zapytał już pewny odpowiedzi Kirishima, gdy doszli na drugie piętro.
- No a po co macie inne pokoje? - Uśmiechnął się kwaśno.
- Walić logikę! - Wydarł się nagle Kaminari i, z braku wolnych rąk, kopnął drzwi zaraz obok wyjścia na balkon, za którymi znajdowała się pokaźnych rozmiarów sypialnia, z od dawna wydzielonym miejscem na kilka materaców.
- Pójdziesz spać do Uraraki? - Todoroki spojrzał na gospodarza, który z entuzjazmem pokiwał głową.
- Wiesz, można się stęsknić...
- Ach.
- Co to było?! - Kirishima nagle oderwał się od wyciągania gratów ze swoich bagaży, a Kaminari przestał tarzać się po puszystym dywanie.
- Co?! - Midoriya rozejrzał się wokół, ale, zgodnie z przewidywaniami, nic nie zobaczył.
- Czekajcie... - Sprawca zamieszania zerknął na swojego pupila, zaskoczonego tym, że kogoś może niepokoić taki dźwięk. - Bądźcie cicho przez chwilę...
Umilkli, a po chwili Kirishima parsknał śmiechem.
- Co znowu?! - Kaminari aż podskoczył na dywanie.
- Katsun właśnie pogonił Urarakę i panią Midoriyę od garów - wyjaśnił, z trudem powstrzymując czkawkę. - Nie słyszałem początku, ale potem było tak: "Miejsce kobiet nie jest w kuchni, tylko przy garach, więc w tył zwrot i jak prawdziwi mężczyźni pozwólcie mi gotować"!...
- Cooo?! - Kaminari zawył z niekontrolowanego śmiechu. - Lord Kacchan to dziewczynka! - Kwiczał, a reszta, chcąc nie chcąc, śmiała się, na zewnątrz, w duchu, jak kto wolał. Rou także szczekał z entuzjazmem, machając ogonem na wszystkie strony.
Nagle zadzwonił telefon Kirishimy.
- Od Katsuna - zdziwił się właściciel, odbierając. Reszta próbowała się jakoś uciszyć, ale większości słabo to wychodziło. - No, co tam? Znieść ci coś czy-
- Przełącz na głośnomówiący - głos Bakugou, nawet zniekształcony, wciąż brzmiał groźnie.
- Co?... Czemu?
- Po prostu przełącz.
- No... okej... - mężczyzna, pełen złych przeczuć, wykonał polecenie.
- Słyszycie mnie tam? - Zapytani mruknęli coś w odpowiedzi, jedynie Midoriya odważył się potwierdzić na głos. - TO DOBRZE, BO JA TEŻ WAS, KURWA, SŁYSZĘ, PEDAŁY JEBANE!!!
- Skończyłeś? - Szepnął nieśmiało Kirishima po dłuższej chwili ciszy, w której wszyscy, nawet Rou, trzymali się z krzywymi minami za uszy.
- Ta - mruknął Bakugou.
- To dobrze - odetchnął z ulgą i ledwo zdążył się rozłączyć, z dołu dobiegł go dziki ryk przypominający dźwięk, jaki mogłaby wydawać zarzynana świnia. Ważąca z dwie tony.
- Co się tam odjaniepawla? - Nie wytrzymał Kaminari.
- Czekaj - Kirishima otworzył drzwi i wyjrzał na korytarz. Po dwóch sekundach wsłuchiwania się w nagłą ciszę wrócił i klepnął na ziemię obok psa, by go uspokoić.
- I co? - Zniecierpliwił się Midoriya.
- Mina weszła mu do kuchni - zbagatelizował, ostrożnie drapiąc zwierzę za uchem. Mimowolnie uśmiechnął się, widząc czerwoną, miękką od licznych pieszczot sierść, tak przecież podobną do jego własnych włosów... No, nie teraz, ale na codzień tak było. Od dnia, kiedy Kaminari podzielił się z nim swoją teorią spiskową, coraz częściej zastanawiał się, czy Bakugou aby na pewno, nadając Rou imię, nie myślał właśnie o nim...
- Kirishima? - Czarna błyskawica przekrzywiła się, gdy przeszkadzająca grzywka została odrzucona do tyłu. - Wszystko okej?
- Co? - Oderwał się od swojej czynności, jakby wybudził się ze snu.
- Czemu uśmiechasz się do psa? - Zapytał wolno Midoriya.
- Co? Nie uśmiecham się - spojrzał na, sam nie wiedział, czemu, na Rou. - Uśmiecham się?
- Tak - powiedział wolno, a Kaminari próbował opanować drżenie ramion.
- A...
- Mam dziwną ochotę wyskoczyć przez okno - powiedział nagle Todoroki.
Spojrzeli na niego jak na wariata.
- W sumie... Tam powinien być basen - Midoriya wskazał bliżej nieokreślony punkt na ścianie kilka metrów od nich.
- Czekaj, ty tak po prostu chcesz skoczyć? - Kaminari, znów na dywanie, przewrócił się na plecy i spojrzał na wysoką postać na tle okna. Nawet z tym majestatycznym wiatrem w pedalsko różowych włosach wciąż wyglądał śmiesznie do góry nogami.
Todoroki obejrzał się za siebie. Zbłąkany promień słońca znalazł lukę w warstwie chmur i oświetlił jego twarz.
- Tak. - Odparł całkowicie poważnie, po czym z bliżej niezartykułowanym okrzykiem będącym czymś pomiędzy rykiem gwałconego słonia a "żegnaj, świecie", zwyczajnie wychylił się za parapet i wyskoczył.
- Przeżyje - bardziej stwierdził, niż zapytał Kaminari.
- No, nie wiem - Midoriya potarł brodę - nawet, jeśli jest kwiecień, nie możemy mówić o prawdziwej wiośnie z powodu temeperatury i pogody. Wciąż trzeba się ciepło ubierać, bo inaczej można złapać przeziębienie. Tym bardziej, jeśli się jest mokrym, wtedy trzeba natychmiast się przebrać i ogrzać, tylko powoli... A on tak po prostu wyskoczył z drugiego piętra do basenu... To będzie jakieś... Zakładając, że piętro ma trzy i pół metra wysokości, a hol zajmuje dwa normalne piętra... Czyli że wyskoczył z... Jak doliczyć jeszcze odległość między podłogą a parapetem na tym piętrze...
- Koło jedenastu metrów - podsunął usłużnie Kaminari.
- ...jakieś jedenaście metrów... - wyprostował się, zmienił minę na bardziej normalną i stwierdził - ma dość małe szanse, ale nie wolno tracić nadziei.
Już prawie ktoś zdążył się odezwać, gdy nagle po raz kolejny rozległ się dzwonek telefonu.
- Czego on znowu chce - mruknął Kirishima. - Co zaś?
- Co mam zrobić z tym pajacem?
- Jakim pajacem? - Mina mu zrzedła.
- Tym różowym... Coś nagle jebło o kant basenu, ja patrzę, a to ten pedał. Co wyście mu zrobili?
- Walnął o kant? - Zapytał wolno.
- Głową - potwierdził. - To co mam z nim zrobić?
- Sprawdzić, czy żyje...
- Sprawdziłem, sztywny już.
- A co się tam dzieje? - Podgłośnił dźwięk, by wyraźniej słyszeć bliżej nieokreślone odgłosy w tle. Były mocno zniekształcone, ale słychać było coś jakby szeleszczenie, plaskanie i syki.
- A, to? Elsa odkleja se taśmę z ryja. Czekaj, Lodowcu, dam ci nową...
- Mówiłeś, że...?
- No, jak był przywiązany do krzesła, to był sztywny.
- Ja p... - Nie dokończył, tylko przycisnął palce do oczu i westchnął.
- Aha, i obiad już jest - rzucił Bakugou i rozłączył się, nawet nie czekając na odpowiedź.
- Teraz to już trochę obiadokolacja - mruknął Kirishima i odłożył telefon.
- Jest żarcie? - Kaminari poderwał się z ziemi i znów znalazł się na podłodze, gdy zahaczył o ogon równie podekscytowanego psa.
- Ta, chodźmy już - podniósł się z miejsca, przeciągnął się i skierował do drzwi.
- Właśnie, co z Todorokim? - Zapytał, wstając po raz kolejny, tym razem uważając na Rou.
- Nic mu nie jest, ale Katsun go złapał i przykleił do krzesła.
Midoriya wzniósł oczy ku niebu.
- Mówiłem, że ma małe szanse.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com