Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Rozdział 17

  Kilka dni na łonie natury upłynęły im na treningach, szlifowaniu umiejętności przetrwania w głuszy, o zgrozo, bez internetu czy zasięgu, wspominaniu starych napadów autyzmu i poddawaniu się nowym oraz wspólnych wypadach na drugi koniec lasu, by w środku nocy nie zawsze chcący straszyć mieszkańców tamtejszej wsi. Jednak mimo braku nudy teraz wszyscy myśleli już tylko o powrocie i pakowali się, tym razem uważając, by nie wymieszać swoich rzeczy z tymi kolegi.
  No, niekoniecznie wszyscy.
  - Te, Pikachu! - Wołał Bakugou. - Gdzieś jest?!
  - Tutaj! - Dobiegł ich słaby krzyk.
  - Czemu on się zawsze gubi jak idzie do kibla? - Kirishima wzniósł oczy ku wierzchołkom drzew. Rzecz jasna, żadne nie udzieliło mu odpowiedzi.
  - Idę po niego - Westchnął z irytacją i skierował się w stronę, gdzie najprawdopodobniej była ich zguba.
  - Lord Kacchan znowu działa - mruknął Midoriya, tak, żeby Bakugou nie usłyszał. Najwyraźniej wciąż był na niego obrażony po wczorajszej dezynfekcji ran, gdy ten nie przyjmował rozpaczliwych tłumaczeń, że woda utleniona a gazowana to nie całkiem to samo.
  Ledwie zdążył to powiedzieć, a po ich obozie rozległ się dziki wrzask.
  - Kiedy on się nauczy... - jęknął Kirishima i schował twarz w dłoniach, nawet nie spojrzawszy na Kaminariego, który z rykiem mamuta gwałconego drugim mamutem wystrzelił spomiędzy drzew, trzymając się za dolną część pleców.
  - Wracaj tu, jeszcze nie skończyłem! - Wydarł się Bakugou, jednak widząc, że ofiara zdążyła schować się już za Todorokim, zrezygnował z kolejnego solidnego kopniaka i złapał swoją torbę.
  W milczeniu poszli w jego ślady i skierowali się w stronę wyjścia z lasu. Co prawda, Midoriya mruczał coś pod nosem, Kaminari stękał przez zęby, rozmasowywując bolące miejsce, a Rou dyszał, wystawiając język, by choć minimalnie się ochłodzić, ale można było nazwać to jako takim milczeniem.
  - To naprawdę kwiecień? - Jęknął Kirishima, wachlując się dłonią, gdy już czekali na peronie.
  - Jutro ma być burza - uspokoił go Todoroki, który jako jedyny nie wyglądał na zmaltretowanego piekarnikiem na zewnątrz.
  Mężczyzna jęknął i bezwiednie przysunął się bliżej jego prawej strony, nie przestając się wachlować.
  - Todoroki - dla odmiany odezwał że Kaminari - jesteś taką chodzącą wielką kostką lodu, co nie?
  - W połowie - potwierdził zapytany.
  - To weź mi zrób zimny okład na tyłek, bo usiąść nie mogę - złote oczy spiorunowały sprawcę, który tylko wzruszył ramionami.
  - Jedzie - oznajmił Midoriya, zanim Todoroki zdążył otworzyć usta.
  Nie zważając na cierpiętnicze jęki Kaminariego, wsiedli do pociągu i zajęli miejsca, tym razem również zwracając na siebie uwagę z powodu psa, który z entuzjazmem przyglądał się kłótni bohatera numer jeden i jego przyjaciela z dzieciństwa, co prawda cichej, by nie przeszkadzać innym pasażerom, ale i tak większość osób, gdy dobrze się wsłuchała, mogła mieć całkiem niezły ubaw.
  Gdy wreszcie dotarli do stacji przesiadkowej, gdzie każdy rozjeżdżał się w swoją stronę, stwierdzili, że skoro mają jeszcze chwilę, to pójdą - jak to poetycko określił ciągle rozcierający sobie tyły Kaminari - "na kebsa albo fajne dupy".
  - To gdzie idziemy? - Midoriya rozejrzał się po ulicy, gdy wyszli na zewnątrz.
  - Gdzieś. Gdziekolwiek - Bakugou przetarł oczy, wciąż jeszcze nierozbudzony po drzemce na miękkim fotelu.
  - Ja chcę na pizzę - zaznaczył Kirishima, a Kaminari z podejrzanie wielkim entuzjazmem pokiwał głową.
  - Popraw okulary - mruknął Todoroki i ruszył przed siebie w poszukiwaniu odpowiedniej miejscówki.
  - Ach, racja - szybko przesunął ciemne szkła z czoła na nos, w duchu zastanawiając się, kiedy się tam znalazły.
  - Maid cafe - zauważył Bakugou po kilku minutach marszu.
  - Włazimy? - Złote oczy z ekscytacją śledziły każdy ruch kelnerek widocznych przez przyciemniane szyby.
  - Mieliśmy iść na pizzę - zauważył Kirishima, za co w odpowiedzi został spiorunowany lekko zaskoczonym wzrokiem.
  - Myślisz o pizzie w takiej chwili?! - Nie mógł uwierzyć Kaminari.
  - Chcę coś zjeść, a nie zaglądać dziewczynom pod spódniczki - powiedział z przekąsem, już szukając wzrokiem jakiejś pizzerii, baru czy czegoś podobnego.
  - Jesteś pełnoletnim, dojrzałym mężczyzną, nie masz dziewczyny, właściwie to dalej jesteś prawiczkiem, i nawet nie chcesz skorzystać z okazji? - W głosie mężczyzny dało się słyszeć już nie tyle co niedowierzanie, a czyste zdumienie.
  - Jesteś prawiczkiem? - Wtrącił mimochodem Bakugou.
  - Tak - przytaknął z lekkim zażenowaniem, samemu nie wiedząc, czego konkretnie się wstydzi. Aby to zamaskować choć w najmniejszym stopniu, ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku, gdzie powinni znaleźć jakiś normalny lokal, bez niebezpiecznie krótkich spódniczek i wyjątkowo głębokich dekoltów.
  - Jest bar - oznajmił Todoroki, ku uldze wszystkich kończąc rozmowy zmierzające w niekoniecznie właściwym kierunku.
  - Mamy jakąś godzinę z hakiem - Midoriya dla pewności spojrzał na ekran telefonu.
  - Czyli luz - Kaminari zatarł ręce i pchnął ciężkie drzwi, jakby już zapomniał o nieszczęsnej kawiarence.
  Zajęli stolik na uboczu, częściowo skryty w cieniu, dzięki czemu nie musieli się obawiać, że ktoś rozpozna któregoś z nich w ułamku sekundy. Zamówili jedzenie, ulokowali Rou pod stołem, aby kelner nie mógł go zobaczyć (zakaz wprowadzania zwierząt), zdjęli czapki, okulary i maseczki, i rozluźnili się zupełnie. Chcieli przeżyć te ostatnie chwile razem w przyjaznej atmosferze, czemu sprzyjało zaskakująco dobre jedzenie.
  Kiedy już mieli wychodzić, Bakugou uciszył wszystkich dyskretnym gestem dłoni. Mężczyźni niby umilkli, jednak wciąż gestykulowali i robili do siebie miny, chichocząc bezdźwięcznie, by nie zwrócić na siebie uwagi potencjalnego obserwatora nagłą ciszą.
  Czerwone oczy studiowały paragon, jednak uszy wsłuchiwały się w rozmowę dwóch mężczyzn przy stoliku obok. Było to dość trudne ze względu na panujący w barze szum, ale nie niemożliwe.
  - ...że zaatakowali agencję bohaterów w dzielnicy...shi...a?
  - Odważni są.
  - Tak, i do tego nieprzewidywa...
  - Ale pracujecie nad lekarstwem?
  - Recepturę znamy od czterech lat, ale kiedy już mieliśmy cały zapas, wszystko nagle znik...ło.
  - Po co ktoś miałby to robić?
  - ...wiadomo. Może to jeden z nich, a może ktoś inny, potrz...ący.
  - Cztery lata temu nie było ataków He...
  - I w tym problem.
  - Jak zamierzacie go ...wiązać?
  - A po co? Co nam to da albo co stracimy, jeśli się za to ...bierzemy?
  - W sumie ...cja... Ale zawsze lepiej wiedzieć.
  - Łatwo powiedzieć.
  - Wiesz co, chodźmy stąd. Czuję się, jakby ktoś pod...chiwał.
  - Ja też.
  Wyszli. Bakugou odłożył papier na stół i spojrzał na wszystkich poważnie. Skończyły się żarty, skończyły się wygłupy.
  - Słyszałeś wszystko, co mówili ci w garniakach? - Upewnił się Kirishima, a zapytany ni to pokręcił, ni to pokiwał głową.
  - Nie wszystko, ale nie było tak trudno tego zrozumieć - przyznał.
  - O czym gadali? - Midoriya bezwiednie pochylił się lekko nad stołem, z zaciekawieniem i strachem w oczach.
  - Znowu oni - powiedział Bakugou ponuro.
  - Dawno się nie widzieliśmy - stwierdził Todoroki, od razu domyślając się, o kogo chodzi.
  - Czyli nie wracamy do domu - Kaminari jęknął z rezygnacją.
  - Kacchan... - Zaczął nieśmiało bohater numer jeden, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę zostało to powiedziane. - To... Ty... Poważnie to oni?
  Zapytany potwierdził skinieniem głowy.
  - Węże.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com