39
Rano budzi mnie natrętny dźwięk budzika. Jakoś udało mi się zasnąć, ale spałam ledwie trzy godziny, a teraz muszę iść na zajęcia i do pracy. Na dodatek strasznie boli mnie głowa. Niechętnie wstaję z łóżka i przebieram się w dżinsowe potargane rurki i czarną bluzę z napisem "Yeah". W łazience włosy związuję w wysoki kucyk i robię makijaż żeby chodź trochę zamaskować moje zmęczenie. Moje nerwy już opadły, teraz czuję się tylko smutna. Wychodzę z sypialni myśląc, że Zayn jeszcze śpi, ponieważ też późno zasnął. Niestety przeliczam się widząc go w kuchni robiącego kawę. Stoi do mnie tyłem, więc mnie nie widzi. Postanawiam nic się nie odzywać i iść wsiąść coś z lodówki.
- Hej - mówi kiedy mnie zauważa.
Czy on sobie ze mnie stroi żarty? Jakie "Hej"? Niech nie liczy, że mu odpowiem.
- Nie odzywasz się do mnie? Dobrze masz prawo, zachowałem się wczoraj jak ostatni palant. - No co ty nie powiesz.
- Miałem po prostu nerwowy dzień i od reagowałem na tobie, a nie powinienem. - Nadal nie mówisz gdzie byłeś.
- Przepraszam, już nigdy czegoś takiego nie zrobię. - Podchodzi do mnie i próbuje przytulić, ale mu na to nie pozwalam okrążając wysepkę. Nawet na chwilę nie podniosłam na niego wzroku znad kanapki, którą smaruje masłem. Słyszę jak wzdycha.
- Proszę powiedz coś, cokolwiek.
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale moja siostra jest tutaj. Śpi w pokoju gościnnym. Jak się obudzi powiedz jej, że poszłam na zajęcia. Bądź miły i jej nie denerwuj, jest w ciąży. - Mój głos jest chłodny i beznamiętny, rownie dobrze mogłabym mówić teraz do jakiegoś przedmiotu.
- W ciąży? - pyta zaskoczony.
- Powiedz jej też, że może tu zostać ile chce i mój pokój jest do jej dyspozycji. - Specjalnie ignoruję jego pytanie.
- Dobra, ale możesz się tak nie zachowywać? - pyta lekko zirytowanym głosem. Nie odpowiadam tylko zabieram gotową kanapkę i kieruję się do drzwi wyjściowych. Zakładam moje adidasy po czym z wieszaka ściągam parkę i zakładam ją na siebie, w miedzy czasie jedząc kanapkę. Chwytam torbę, którą wcześniej tu zostawiłam i zawieszam sobie na ramieniu. Zayn stoi obok i uważnie mi się przygląda. Zabieram klucze i lekko trzaskając drzwiami wychodzę.
Na uniwersytecie jestem trochę za wcześnie, ale nie robi mi to różnicy. Przynajmniej posiedzę sobie w spokoju. Wchodząc na sume widzę Liama siedzącego przy biurku. Mam nadzieję przejść nie zauważona, ponieważ nie mam ochoty z nikim gadać, ale mi to nie wychodzi.
- Hej, Sue. - Wita się Liam.
Trochę dziwnie jest słyszeć z ust swojego profesora takie przywitanie, ponieważ dotąd było to "Dzień dobry".
- Cześć - burczę trochę nieprzyjemnie.
- Coś się stało?
- Nie, dlaczego? - Może i go lubię, ale nie mam ochoty opowiadać przyjaciołom Zayna o moich prywatnych sprawach.
- Widzę przecież.
- Nie mogłam spać i głowa mnie boli. To nic wielkiego. - kłamie. Uważnie mi się przygląda szukając na mojej twarzy jakichś oznak kłamstwa, ale chyba jestem dobrą aktorką, bo pochwil przytakuje i uśmiecha się do mnie lekko. Postanawiam zająć moje stałe miejsce. Nick pojawia się jakieś dwadzieścia minut później i usadawia się obok. Widząc, że jestem zgaszona od razu pyta o co chodzi. Nie kłamię już tylko wszystko mu opowiadam.
- Podejrzane. Powinnaś jeszcze raz z nim porozmawiać i jeśli teraz też nic Ci nie powie po prostu z nim zerwij i po kłopocie. Jeśli będziesz chciała się od niego wyprowadzić przyjmę Cię z otwartymi ramionami.
- Dziękuję - przytulam się do niego.
- Nie ma za co mała wiesz, że możesz na mnie zawsze liczyć.
- Wiem i za to Cię kocham.
- Też Cię kocham przyjaciółeczko - uśmiecha się do mnie ukazując dołeczki.
***
Jedynym zabawieniem dzisiaj okazuje się to, że Sarah jest chora i jestem na zmianie z Ally. Dlaczego tak nie może być zawsze? Cisza, spokój, nikt się nie wywyższa.
Kiedy przychodzi czas na przerwę postanawiam zadzwonić do Jade.
- Hej, jak tam? - pytam kiedy odbiera.
- Dobrze, Zayn jest naprawdę kochany. Zrobił mi nawet śniadanie do łóżka. Czułam się trochę głupio, ale naprawdę był miły.
- Miło mi to słyszeć. Jest teraz w domu?
- Nie, wyszedł koło południa. Alex ma zaraz po mnie przyjechać, więc jak wrócisz to mnie już nie będzie. Chciałabym abyś go kiedyś poznała.
- Oczywiście - uśmiecham się do telefonu słysząc jej szczęśliwy głos.
- Kończę, wlaśnie przyszedł. Pa.
- Pa. - odpowiadam zanim się rozłącza.
Zakładam na siebie kurtkę, a z mojej szafki dla pracowników wyciągam paczkę papierosów i zapalniczkę. Wychodzę na tyły restauracji i siadam na metalowych schodkach odpalając papierosa. Nagle uderza we mnie to co powiedziała Jade. A dokładniej imię jej chłopaka. To nie może być ten Alex, chociaż ... Nie to na pewno nie on w mieście jest dużo chłopaków z takim imieniem.
Kątem oka zauważam jakiś ruch, ale gdy się odwracam nikogo nie widzę. Minutę później słyszę szelest kamieni, więc mój wzrok znów powraca w tamto miejsce. Zamieram widząc przyglądającego mi się z chytrym uśmieszkiem Adama.
•••••••••••••••••••••••
Mam coś dzisiaj wenę, więc dodaję kolejny :*
Kocham was misie :*
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com