46
Patrze zaskoczona na moją matkę, której nie powinno tu być. Ten wieczór miał być wspaniały, a ona mi go skutecznie zepsuje.
- Co tu robisz? - Pytam kiedy odzyskuje głos.
- Nie mogłam przegapić tak ważnego wydarzenia, dla mojej córki. - Spoglądam na tatę, ale ten wzrusza tylko ramionami po czym odchodzi chwytając po drodze kieliszek szampana. Jak zawsze ucieka kiedy wyczuwa, że coś się święci, dzięki tato.
- Nie musiałaś. - Mówię ściskając rękę Zayna.
- Musiałam, każdy powinien wiedzieć, kto wychował tak piękną, utalentowaną i inteligentną kobietę. - Patrzę na nią jakby wyrosła jej druga głowa. Miałam ochotę jej wygarnąć jak mnie potraktowała, ale powstrzymuję się nie chcąc robić scen, zamiast tego chwytam kieliszek szampana, ale kiedy mam już go przyłożyć do ust Zayn wyrywa mi go z ręki i odstawia na tace. Posyłam mu mordercze spojrzenie, ponieważ bez alkoholu nie wytrzymam tu długo.
- Nie wolno Ci. - Mówi patrząc na mnie sugestywnie. No tak obawia się, że jestem w ciąży. Ta jego troska jest nawet słodka, ale nie kiedy chcę się napić, a on mi na to nie pozwala.
- Przesadzasz. - burczę.
- Chcę żeby nasze dziecko urodziło się zdrowe. - Mówi pół szeptem, co jest błędem, ponieważ moja matka wyłapuje wypowiedziane przez niego słowa, przez co mam ochotę go udusić.
- Jesteś w ciąży?
- Nie wiem jeszcze. Nie rozmawiajmy o tym tutaj. Lepiej powiedz co słychać u Jade. - Uśmiecham się sztucznie.
- Och, wspaniale, przygotowuje się do ślubu. - Gdybym nie znała prawdy pewnie bym jej uwierzyła.
- Ahhh, pozdrów ją. - Mój fałszywy uśmiech nadal nie znika.
Do mojej matki podchodzi jakaś starsza kobieta w futrze i rozpoczyna rozmowę. Wykorzystuję ten moment na szybką ucieczkę. Nareszcie mam chwilę na obejrzenie wystawy. Rzeźby oraz obrazy zapierają dech w piersiach i szczerze popadam w kompleks mniejszości, ponieważ wydaje mi się, że mój obraz przy tym to nic nieznaczący element. A propo obrazu... Nigdzie go nie widzę.
- Zayn gdzie mój obraz? - pytam lekko zaniepokojona. Może jednak zrezygnowali z powieszenia go?
- Muszę Ci coś pokazać - Uśmiecha się tajemniczo. Prowadzi mnie w tłum ludzi, naprawdę jest ich durzo, ciekawa jestem nad czym się tak zebrali. Zayn toruje nam drogę i już po chwili znajdujemy się na środku średniej wielkości sali. Rozglądam się dookoła, po czym zamieram. W tym pomieszczeniu są tylko,i wyłącznie moje prace. Tylko jak? Oddałam przecież jedną.
- Zayn, dlaczego tu jest pełno moich obrazów?
- No wiesz, masz tak wspaniałego chłopaka, więc co się dziwić. - Szczerzy zęby w uśmiechu.
- A- ale jak? - jąkam się.
- Przyznam było trudno, niektórzy nie chcieli się zgodzić, ale wszystko załatwiłem. Andrew i Louis bardzo mi pomogli. Z twoimi obrazami nie było ciężko, masz ich mnóstwo i nawet nie zauważyłaś, że kilka wykradłem, pomocna okazała się także Pani Lawrence, która udostępniła mi parę twoich prac. - Zarzucam chłopakowi ręce na szyję mocno do siebie przytulając, czuję łzy formujące się pod moimi powiekami, więc szybko mrugam by nie zniszczyć makijażu.
- Dziękuję. - Na moje usta wkrada się promienny uśmiech. - Kocham Cię. - Całuje go w usta.
- Liczę na nagrodę. - mówi lekko oblizując wargi, gdy się od siebie odrywamy. Czuję przyjemny uścisk w moim podbrzuszu.
- Hej gołąbeczki! - Obok nas pojawia się Louis.
- Cześć palancie. - Śmieje się Zayn podając mu rękę na przywitanie.
- Hej Lou. - Uśmiecham się do niego.
- Gratulacje! - krzyczy i nim spostrzegam ląduje w jego ramionach.
- Dziękuję. - Odwzajemniam uścisk.
- Nie ma za co kwiatuszku. A teraz będę się zmywał, bo dziennikarze nadchodzą. - Jak powiedział tak zrobił, a obok nas już po chwili pojawiła się gromada reporterów i fotografów. Zasypali mnie gradem pytań, na początku czułam się skrepowana, ale później jakoś to poszło, pomógł mi też trochę Zayn za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Jakieś trzydzieści minut, później udało nam się uwolnić.
- Teraz chyba czas na nagrodę. - Mówię przysuwając się do Zayna. Chłopak spogląda na mnie zaskoczony. Lewą nogą wysuwam delikatnie do przodu, przez co materiał opada po bokach odkrywając moje udo. Zayn przełyka ślinę, a jego źrenice się powiększają. Zauważam rosnącą erekcję w jego spodniach.
- Tutaj? - pyta z chrypką w głosie.
- Masz w samochodzie przyciemniane szyby, prawda? - unoszę brew i zagryzam moją czerwoną wargę. Zayn dokładnie śledzi każdy mój ruch.
- Idziemy. - Mówi i ciągnie mnie do wyjścia.
•••••••••••••••••••••••••••••
Pisać scenkę, czy nie pisać. Oto jest pytanie xD
Za każdym razem zapominałam odpowiedzieć wam na pytanie czy będzie druga część. Miała być, ale mam teraz lekki dylemat, ponieważ mam pomysł może na ... 10 rozdziałów? Więc się zastanawiam, to zależy też od was czy bardzo będziecie chcieć drugą część czy jedna wam wystarczy.
Nie wiem czy jutro dodam rozdzial, ponieważ prawdopodobnie nie będzie mnie w domu.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com