Prolog
Widział moją bystrość, błyskotliwość i towarzyskość. Ale w szkole tego nie dostrzegał.
Doceniał to, że dawałam dobre rady, potrafiłam go wspierać czy byłam zabawna. Ale w szkole to go nie obchodziło.
W weekendy spędzaliśmy cudowne chwile wypełnione śmiechem, radością i wspólnym zrozumieniem. W szkole nawet nie mówiliśmy sobie "cześć".
Weekendami znaliśmy się bez słów. W szkole z kolei nie potrzeba było słów, bo tam się mijaliśmy na korytarzach nawet bez spojrzenia na siebie.
Weekendy były nasze. Dni szkolne były niczyje.
Po prostu – weekendy spędzaliśmy razem, a w tygodniu byliśmy sobie obcy.
I każdy patrząc na tę sytuację, powiedziałby mi: "Hailey, odpuść", ale ja nie mogłam, dlatego, że ja go znałam i miałam dość tego, że w szkole udaje kogoś innego. Kogoś, kogo nie znałam.
Ale tacy już byliśmy, każdy grał swoją rolę w hierarchii ustalonej przez innych.
Teraz pozostawało tylko pytanie, czy ktoś opuści swoją maskę.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com