Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

Zero Grawitacji


Co mogę powiedzieć? Ta historia i paring od dawna siedziały mi w głowie, a skoro są walentynki, to idealny moment na opublikowanie tego cudacznego dzieła. 

Also, mała gra słów jak mowa o tytuł. Zero Gravity czyli Zero Grawitacji. 

Bakugo zanim było oficjalnie powiedziane jak brzmi jego pseudonim, fani nazwali go Ground Zero od środka wybuchu i stąd Zero w tytule, a Grawitacja, to z oczywistej zdolności Ochaco.

I dlatego mała gra słów Zero Gravity pasuje mi tu po prostu idealnie~!

(◍>◡<◍)⋈。✧♡

Wesołych i ciekawych walentynek, nie ważne czy spędzacie je sami czy z kimś bliskim, nawet jeżeli to tylko mama, tatą, siostrą, bratem, przyjaciółmi czy znajomymi. 

Bawcie się dobrze!

Kocham was Kociaki~!

Ave! 

- TobiMilobi

★♡★♡★♡★♡★

14 Lutego 2023

Zawsze uważał się za kogoś wybitnie uzdolnionego w dążeniu do celu. Jeżeli coś chciał, to dostawał. Udowadniał na każdym kroku, że wszystko należy do niego i jeżeli już coś miał, to nie wypuszczał z rąk, a jednak było coś poza jego zasięgiem. Właściwie, to ktoś...


- Nie bądź taki skromny, Deku!


Mozolnie spojrzał w stronę trójki nastolatków, śmiejących się i opowiadających sobie z zapałem jak bardzo nie mogą się doczekać nadchodzącego balu z okazji końca szkoły. Balu, który miał być dopiero za jeden jebany tydzień! Ściągnął brwi, łypiąc groźnie w stronę dziewczyny o brązowych włosach do ramion i dużych, okrągłych orzechowych oczach. Zacisnął mocno wargi, wykrzywiając je z niesmakiem, gdy widział jak dziewczyna uśmiecha się radośnie do zasrańca Deku, po czym uwiesza się na jego ramieniu ze śmiechem radości. Warknął wściekle, wstając z miejsca i podszedł szybko do trójki, po czym bez słowa złapał Izuku za kołnierz i pociągnął za sobą, ignorując durne pytania, o co chodzi i czy coś się stało. Oczywiście, że coś się stało. W chuj dużo się stało i miał zamiar w końcu coś z tym zrobić.


- Kacchan, czekaj!


- Morda gnoju! - Odwarknął.


- Zachowujesz się jak w podstawówce, więc chyba mam prawo wiedzieć, co się dzieje, że nagle traktujesz mnie jak cholerny worek ziemniaków! - Deku warknął w końcu, próbując się wyrwać bezskutecznie. - Kacchan do cholery!


Bakugo jedynie warknął głośniej, idąc nieco szybciej. Musiał z kimś pogadać, bo inaczej wybuchnie i kogoś ukatrupi! Jedyna osoba, której najbardziej ufał w tym momencie, to Izuku Midoriya aka Deku. Puścił przyjaciela mało delikatnie, gdy dotarli na tyły szkoły i przetarł twarz dłonią, mamrocząc groźnie pod nosem. Na chuj jemu to wszystko?! Dlaczego to wszystko musiało się tak nagle zjebać?!


- Kurwa!


Uderzył pięścią w murek, przypadkiem aktywując swoje Quirk i robiąc w ścianie niewielką dziurę.


- Kacchan, co się dzieje? - Cichy głos za plecami, przypomniał, że nie jest sam. - Potrzebujesz pom...?


- Powiedz swojej jebanej dziewczynie, żeby przestała drzeć pizdę w klasie, bo to wkurwia w chuj!


Twarz Izuku nie wyrażała żadnych emocji, jakby powoli analizował każde słowo, sylabę i literę, które wypowiedział Katsuki.


- Słucham?


- Ja pierdole, nie rozumiesz jak mówi się do ciebie po japońsku?! - Warknął, przecierając twarz dłonią. Naprawdę starał się nie wpierdolić temu idiocie. - Przestań migdalić się z jebaną pyzatą bułą na środku klasy, bo po prostu ci strzelę klapsa w dziąsło i stracisz zęby!


Zamrugał raz, drugi, trzeci i nagle do niego dotarło. Otworzył w szoku usta, ale zaraz je zasłonił dłonią, a twarz lekko poczerwieniała. Mruknął coś cicho w dłoń.


- Głośniej, kurwa, nic nie zrozumiałem, zasrańcu!


- Uraraka nie jest moją dziewczyną, Kacchan. - Powtórzył głośniej.


- I tak z dupy wiesza się na tobie, jak jebana ścierka na wieszaku. - Prychnął, wyraźnie poirytowany.


- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - Izuku potarł czoło. - Od kiedy moja dziewczyna powiedziała jej wprost, że nie widzi problemu w okazywaniu większej radości, bo w końcu tylko się przyjaźnimy, to Ochaco przestała mieć opory.


- Twoja, co?


- Moja dziewczyna, Kacchan. - Westchnął ciężko. - Mam dziewczynę od ponad roku i nie jest nią Ochaco.


Deku mógł przyznać śmiało, że w życiu, jak długo znał Kacchan'a, to nigdy nie widział na jego twarzy takiego szoku i konsternacji. Kirishima pewnie nazwałby to per „Pikachu Face", a on przytaknąłby od razu. Aczkolwiek, w oczach Bakugo, Deku dostrzegł nie tylko lekki szok nową informacją, ale dziwną nutę ulgi, tak jakby chciał, żeby Uraraka nie miała nikogo. Zmarszczył brwi, gdy nagle coś sobie uświadomił i postanowił po prostu podzielić się swoją myślą. Duży błąd.


- Kacchan, czy ty lubisz Ochaco?


Policzki blondyna przybrały delikatnie czerwony odcień, a w następnej chwili zielonowłosy oberwał wybuchem w twarz.


- Niby z której jebanej strony, ta różowa pyzata buła miałaby mi się podobać, zasrany nerdzie?!


Ruszył powrotnie do klasy tylko po to, żeby zabrać swoje rzeczy. Łypnął z furią na różową pyzatą bułę, która z cichym piskiem schowała się za czterookim robotem. Prychnął wyraźnie wściekły i wyszedł szturmem z klasy. Wcale nie lubił tej brązowowłosej różowej kluski! Wkurwiała go od pierwszej walki na arenie w pierwszym roku szkolnym. Była kolejnym kamykiem na jego drodze po zwycięstwo. Irytował go jej durny śmiech i piski. Miał ochotę zamknąć jej ryj, gdy zaczynała się czymś ekscytować. Nie raz planował zamordowanie Deku lub czterookiego robota, gdy pyzata kluska się na nich wieszała. Wyglądała jak chodząca okrągła bułka albo Kirbi z tej durnej gry, którą tak uwielbiał bateryjka. Wkurwiała go tak bardzo, że to poezja, a mimo to nie potrafił przestać na nią zerkać, słuchać jak o czymś opowiadała z ekscytacją, rozważać co będzie robić po szkole...


Przystanął.


- Kurwa...


Uderzył czołem w słup, raz, drugi, trzeci i tak został, próbując ukryć przed światem czerwoną twarz i przerażone spojrzenie. On naprawdę lubił Ochaco Urarakę, tę cholerną różową kluskę, pyzatą bułę i nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Najlepszym wypadku mógł ją najzwyczajniej w świecie ignorować, udawać, że nic się nie zmieniło, ale szlag go jasny trafiał, gdy widział pyzę uwieszoną na innych facetach. Miał wówczas niebotyczną ochotę kogoś najzwyczajniej w świecie rozkurwić na atomy, a wszystko przez jedną durną różową bułę imieniem Ochaco.


Kolejne dwa dni próbował unikać Deku i różowej pyzy, a zwłaszcza jej. Nie do końca umiał pojąć czemu niby miał się zainteresować dziewczynką, której wszędzie pełno, żywcem energiczny wulkan rozpierdalający wokół szczęście, a to wystarczyło, żeby Bakugo mógł ją uznać za wkurzającą, więc czemu akurat ona? Nie mógł zadurzyć się w kimś mnie wkurwiającym? Nawet zasraniec Deku to lepszy i mniej wkurwiający wybór, ale był zajęty, a do tego Bakugo nie gustował w chłopakach.


Minął niemal cały dzień i mógł sobie samemu pogratulować dobrego planu, bo idealnie unikał Deku i Różową Kluskę, kompletnie ignorując ich egzystencję. Mógł w końcu skupić się nad treningiem i dalej ignorować durny bal. Niestety wszystkie starania zniknęły, gdy Kucyk rozprawiała coś o włosach po lekcji z bohaterstwa i zaczęła układać włosy Ochaco w uroczy kok. Warknął, gdy znów złapał się na durnym gapieniu się bezmyślnie na różową bułę. Kurwa, co z nim do cholery? Przetarł twarz dłonią, mamrocząc najgorsze, co przyszło do głowy.


Pod koniec zajęć, zebrał bez słowa swoje rzeczy i wyszedł z klasy. Nie miał chęci iść z ramię w ramię z Deku, a Gównowłosy i Pikachu byli zbyt wkurwiający dziś. Potrzebował ochłonąć, przemyśleć wszystkie fakty, które zebrał w ciągu zaledwie trzech dni.


Deku był wkurwiającą amebą.


Gównowłosy i Pikachu planowali wyrwać jakieś laski na bal.


Różowa pyza cholernie się jemu podobała i nic nie potrafił na to zaradzić.


Uderzył z frustracją pięścią z aktywowanym Quirk wprost w pobliską latarnię, która zgięła się odrobinę i zamrugała żałośnie. Usłyszał urwany pisk. Spojrzał za siebie. Dwa metry za nim stała Różowa Kluska. Zwęził oczy i zabrał rękę, którą dziewczyna uważnie obserwowała, jakby analizując każdy ewentualny ruch. Ich spojrzenia spotkały się, ona natychmiast spojrzała w bok, a on prychnął lekceważąco i ruszył znów w stronę metra.


Naprawdę, tylko jej brakowało do szczęścia.


Szedł w stronę metra napawając się ciszą, którą przerywał stukot jej butów. Nie wiedział, czy się cieszy, że lezie za nim czy wręcz przeciwnie. Zacisnął zęby. Powoli trafiała go kurwica.


- Możesz przestać za mną łazić przynajmniej jak wracam do domu, Pyzata Klusko?! - Warknął, łypiąc na dziewczynę groźniej niż chciał.


Ochaco opuściła speszona wzrok i uniosła ramiona, chcąc ukryć najpewniej głowę. Dał sobie mentalnie policzka. Właśnie wydarł mordę na dziewczynę, w której się zadurzył. Brawo, kurwa, bęcwale. Oto nowy poradnik Bakugo Katsuki'ego pt. „Jak odstraszyć swoją sympatię i wyjść na jebanego troglodytę", część pierwsza już w kioskach!


- To będzie trochę trudne, zważywszy, że idę w tym kierunku na stację metra i zawsze kawałek za tobą chcąc nie chcąc podążam... - Burknęła cicho.


Prychnął, a kąciki jego ust drgnęły nieznacznie w górę. Czy ona mu właśnie tak jakby odpyskowała? Odwrócił się do niej plecami i ruszył przed siebie, tylko po to, żeby kilka kroków dalej stanąć w miejscu i zerknąć na wciąż stojąca różową pyzę.


- Idziesz czy potrzebujesz specjalne zaproszenie?


Ochaco podniosła głowę, patrząc wielkimi oczami z wyraźnym niedowierzaniem.


- Co?


- Idziemy w tym samym kierunku, więc jak masz leźć za mną jak durny cień, to lepiej, żebyś lazła obok mnie. - Odparł niby zirytowany niby znudzony. - W ten sposób mniej mnie będziesz wkurwiać.


Patrzyła na niego dłuższą chwilę, ale nie ruszyła z miejsca, więc Bakugo wznowił przerwany chód. Uraraka niespodziewanie dobiegła do niego, a nieśmiały rumieniec okalał jej buzię wraz z lekkim uśmiechem. Na jego wargach pojawił się cień uśmiechu. Może jednak różowa kluska nie jest taka beznadziejna jak sądził?


Kolejne dni mijały w miarę płynnie i bez większych sensacji. Bal zbliżał się wielkimi krokami, ale Bakugo nadal nie miał zamiaru się na niego wybrać, bo uważał to za kompletną stratę czasu i energii. Jedyne, co zmieniło się w jego dziennej rutynie, to Uraraka, która od pamiętnego dnia, gdy pozwolił jej iść obok siebie, nagle zaczęła z nim wracać ze szkoły. Czasami zagadywała o różne bzdury, ale on milczał lub odpowiadał warknięciem. Nie wiedział, co ją do tego skłoniło, ale nie przeszkadzała aż tak jak mógł przypuszczać. Nawet nie miał jej za złe pierdolenia o rzeczach kompletnie dla niego nieinteresujących, ale dla niej najwidoczniej bardzo istotnych.


Dwa dni przed balem wszystko jednak zniknęło. Uraraka nie odezwała się do niego słowem, ani też nie poszła z nim na stację metra jak każdego innego dnia. Bakugo miał nieodparte wrażenie, że wręcz unikała go jak ognia. Wkurwiała go sama myśl, że jego rutyna z dziewczyną została gwałtownie zniszczona. Oczywiście, że zdawał sobie doskonale sprawę jak błahe to było, ale zaczął lubić jej towarzystwo. Teraz jednak został go gwałtownie pozbawiony.


Gotowało się w nim z wściekłości na samego siebie, bo na kogo innego kurwa miałby zwalić jebaną winę?! Jego sympatia przestała się nagle odzywać i unikała go, bo coś najwyraźniej spierdolił! Tom drugi swojego poradnika na pewno zatytułuje „Jak zjebać swoje szanse u laski i nawet o tym nie wiedzieć!" i będzie sprzedawany na pierdolonych kurwa targach! Zbije fortunę na swoim nieudolnym, żałosnym wkurwionym dupsku!


Nie pamiętał dokładnie drogi do domu, ale wrócił późno, krążąc po mieście, nie przejmując się deszczem, który nagle go zastał. Potrzebował pomyśleć w samotności, a jego matka i ojciec, jak na typową starą torbę i stetryczałego grzyba zaczęliby dopytywać, wymyślać i skończyłoby się awanturą z jego udziałem. Nie miał na to ochoty, ani też siły. Chciał jebanego spokoju.


Następnego dnia też nie koniecznie pamiętał dokładnie.


Tylko urywki, że było mu cholernie duszno, a stara prukwa coś gderała nad jego bolącym łbem.


Ojciec coś pierdolił w tle, matka odpowiadała, a potem chyba przysnął, bo nagle był kompletnie sam w mieszkaniu. Było ciemno, a ktoś dzwonił do drzwi. Wstał z łóżka, a z czoła spadła jakaś mokra ściera, którą zignorował i powlekł się jak zwłoki do drzwi. Otworzył zamek i pół przytomnie spojrzał wprost w zaskoczone czekoladowe oczy.


- Och, Bakugo! Jak dobrze, że jesteś! Bałam się, że coś się stało, bo nie przyszedłeś do szkoły, a ty nigdy nie zrywasz się z lekcji i pomyślałam, że sprawdzę, co u ciebie, ale nie znałam adresu, więc...


Patrzył na nią dłuższą chwilę, kompletnie nie rejestrując, co właściwie mówi. Głowa mu strasznie ciążyła, a oczy same się zamykały. Położył głowę na jej ramieniu, na co pisnęła zaskoczona.


- B-Bakugo?


Mruknął.


- C-Coś się stało? - Zapytała ostrożnie.


Znów mruknął. Była chłodna, tak przyjemnie zimna...


- Jesteś cholernie zimna... - Powiedział to, czy pomyślał? Nawet nie wiedział. - To miłe...


- Baku...


Dalsze słowa zniknęły za kurtyną. Pamiętał jej przestraszony krzyk, a potem chyba zasnął, bo kolejne co zarejestrował, gdy znów otworzył oczy, to obleśny sufit w salonie. Leżał na kanapie przykryty kocem z mokrą szmatą na czole. Czajnik gwizdał. Spojrzał w bok. Ochaco krążyła po jego kuchni, nucąc coś wesoło. Patrzył na nią rozważając, czy to jakiś jebnięty sen, czy ona naprawdę nuci Within Temptation?


- The Fire Within?


Miał cichy, mrukliwy głos, ale ona i tak go usłyszała, bo podskoczyła niemal nie upuszczając kubka. Obejrzała się gwałtownie. Ich spojrzenia się spotkały, ale ona natychmiast opuściła oczy wyraźnie speszona.


- Z-Zemdlałeś. - Przyznała cicho, mimo że nikt nie pytał. - Zrobiłam herbaty!


Szybko chwyciła dwa przygotowane kubki i postawiła przy stoliku kawowym obok niego. Po chwili wahania, obeszła stolik i dotknęła czoła Katsuki'ego dłonią. Jej twarz natychmiast pojaśniała z wyraźną ulgą.


- Gorączka spadła, to dobrze. - Uśmiechnęła się ciepło. - Byłeś strasznie rozpalony i mówiłeś różne dziwne rzeczy, a-ale spokojnie! Nic u-uwłaczającego! Ch-Chyba... - Dodała ciszej.


- Co mówiłem?


Jej twarz natychmiast przybrała kolor dojrzałego pomidora. Naprędce chwyciła czerwony kubek z herbatą i nie przejmując się wrzątkiem, połknęła kilka zdrowych łyków. Czyli powiedział coś w kurwę uwłaczającego i kurewsko obraźliwego. Podniósł się i usiadł, przecierając twarz dłonią. Jak powinien nazwać trzeci tom swojego poradnika?


- P-Powiedziałeś, że jestem ł-ład-d-dn-na... - Wydukała cicho.


Patrzył na nią z neutralną miną. Trybiki w jego cholernym mózgu zgrzytnęły, a kiedy zrozumiał, co powiedziała Ochaco, natychmiast uderzył wybuchem z rąk prosto w swoją twarz, żeby tylko ukryć zażenowanie i czerwoną twarz.


- Słuchaj, to... - Odchrząknął, próbując zebrać myśli. - Miałem gorączkę i sama powiedziałaś, że bredziłem...


- Ale, czy myślisz tak na poważnie?


Podniósł głowę gwałtownie, patrząc na nią groźniej niż chciał, na co wzdrygnęła się nieznacznie i odwróciła szybko wzrok.


Ja pierdole, jakim trzeba być zjebem! Katsuki, kurwa, ogarnij dupę! Zagraj to na spokojnie jak prawdziwy facet.


- Kurwa, jebać! - Warknął.


Złapał dziewczynę za twarz jedną dłonią, lekko ściskając jej policzki i wbił się z pocałunkiem. To był szybki, taktyczny buziak, więc idealnie widział jej reakcję. Patrzyła wielkimi jak talerze oczami, a jej twarz, o ile to możliwe, przybrała trzy kolejne odcienie czerwieni.


- Podobasz mi się cholernie od pierwszej klasy, ale dopiero niedawno sobie o tym uświadomiłem i zaczęło mnie to wkurwiać. - Bruknął w końcu, patrząc w bok. - Wkurwiasz mnie swoją egzystencją. Wyglądasz jak jebana różowa pyzata kluska. Pierdolisz takie głupoty, że aż uszy mi krwawią. Nie raz miałem ochotę rozjebać ci ryj za wieszanie się na Deku i Czterookim robocie, ale mimo to... - Przełknął ciężko ślinę. - Podobasz mi się, lubię twoje towarzystwo i wracanie wspólne na stację. Proszę kurwa, powiedziałem to, teraz możesz spierdalać i obwieścić szkole, że jebany wybuchowy troglodyta się w tobie zabujał.


Zrobi pierdoloną całą kurwa sagę poradników! To będzie w jebany bestseller światowy jak chuj!


Uraraka wstała ze swojego miejsca i był pewien, że wyszła, ale ona nagle pojawiła się przed nim i przytuliła się rękoma i nogami jak jakaś zjebana małpa. Bakugo wyciągnął ręce w górę, nie całkiem wiedząc, co w tym wypadku zrobić. Nagle dziewczyna ugryzła go w ramię.


- Kurwa, a to za co pierdolnięta babo?! - Warknął, odsuwając ją za ramiona.


- Ja ciebie też lubię... - Przyznała nieśmiało.


- To na chuj mnie ugryzłaś? - Patrzył na nią z konsternacją. - Jebnięta jesteś, czy jak?


- Bo kiedy się złościsz wyglądasz jak wściekły pomeranian. - Zaśmiała się uroczo. - A pooooza tym, musiała oznaczyć teren. - Wyszczerzyła się pokazując ząbki.


Zasłonił oczy ramieniem, a głupi uśmiech zakwitł na jego wargach.


- Jesteś jebnięta.


- Ale twoja jebnięta.


- I tak ma kurwa być. - Spojrzał na nią groźnie. - Dowiem się, że wieszasz się znowu na pierdolonym Deku czy Okularniku Robocie, to zabiję.


- Mnie czy ich?


- Oczywiście, że ich! - Warknął. - Co to kurwa za pozwalanie się obłapywać mojej kobiecie?! Łapy poprzetrącam!


- Ach, jakiś ty romantyczny... - Mruknęła sarkastycznie.


- Żebyś kuźwa wiedziała. - Prychnął.


Zachichotała i wtuliła twarz w jego obojczyk. Milczeli dłuższą chwilę, aż w końcu uznał, że musi ruszyć pewną kwestię, bo go rozsadzi.


- Ej, różowa pyzo?


- Tak?


- Pójdziesz ze mną na bal?


- Myślałam, że już nigdy nie zapytasz. - Uśmiechnęła się szeroko. - Oczywiście, Kacchan!


Wstał gwałtownie, na co Uraraka musiała szybko zaprzeć się rękoma i nogami, żeby nie spaść.


- Co jest? Gdzie idziesz?


- Idę natłuc Deku po mordzie! - Warknął.


- Co?! Czemu?!


- To wina jebanego nerda, że powiedziałaś do mnie per Kacchan!


- Katsuki, nie!


- Katsuki, kurwa tak!



Liczba słów: 2 651

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com