Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

28

      Wszyscy staliśmy zszokowani, spoglądając jedno na drugiego. Prawdopodobnie Maria była ostatnią osobą, którą spodziewaliśmy się tu spotkać.

Przez cały czas myślałam, że dziewczyna jest zamknięta lub już dawno nie żyje. Okazuje się jednak, że współpracowałam z moją matką. Nie potrafiłam tego pojąć. Może za życie zaproponowali jej współpracę? To bardzo prawdopodobne.

— Dylan? — Dziewczyna otrząsnęła się z szoku. Postąpiła o krok w tył, potem kolejny. Pierwszy zareagował Seth, który szybko chwycił ją za ramię.

— Co tutaj robisz? — syknął groźnie.

— Nie powinno was tutaj być. Jak się tu dostaliście? — zapytała spanikowana.

Spojrzałam na Dylana, który nic nie mówił, tylko wpatrywał się bez wyrazu w dziewczynę.

— Bierzemy ją ze sobą — powiedziałam, ponieważ to była najrozsądniejsza rzecz, jaką mogliśmy teraz zrobić. O sprawdzeniu drugiego tunelu nie było mowy. Mamy teraz Marię na karku, nie wiadomo, czy zaraz nie pojawi się ktoś jeszcze.

— Tak — zgodził się Seth.

Dziewczyna zaczęła się wyrywać, ale Dylan nie pośpieszył z pomocą. Musiałam zrobić to ja. Seth wyciągnął taśmę i za jej pomocą związał dziewczynę i zakleił jej usta.

Było mi szkoda Dylana, zwłaszcza wtedy, gdy patrzyła na niego błagalnym wzrokiem. Oboje musiało wiele kosztować to spotkanie. Wydostaliśmy się w podobny sposób. Tym razem Dylan zajął się kamerami, a Seth próbował utrzymać Marię, która starała mu się wyrwać. Całą drogę do samochodu przebyliśmy w ciszy. Atmosfera była napięta. Maria stawiała wszelkie opory. Dopiero, gdy podcięła nogę Setha, przez co prawie się przewrócił, Dylan przyszedł z pomocą i chwycił ją za drugie ramię, nawet na nią nie patrząc. Nie wiedziałam, co teraz działo się w jego głowie i jakie uczucia nim targały, ale nie było to nic dobrego.

Przy samochodach ustalili, że umieszczą ją w bagażniku Setha. Dylan widocznie nie chciał przebywać z nią w jednym samochodzie. Postanowiłam go zapytać o to co się wydarzyło, gdy będziemy już sami.

Seth stwierdził, że nie ma co tracić czasu i trzeba wracać. Plan wyjazdu obejmował cały tydzień, ale najwidoczniej musimy wracać już dziś.

Zdziwiło mnie to, że po krótkiej rozmowie odbytej na osobności przez Setha i Dylana, ten pierwszy odjechał.

— Zostaniemy i sprawdzimy drugi tunel — powiedział, znów spoglądając na plany. — Chciałbym jeszcze rozejrzeć się po domu — dodał, nie zaszczycając mnie nawet jednym spojrzeniem. — Seth pojechał do bazy, przesłuchają ją, może się czegoś dowiedzą.

Podeszłam do niego i niepewnie położyłam mu dłoń na ramieniu. Momentalnie się odsunął.

— Wszystko okej. Po prostu ta sytuacja wytrąciła mnie z równowagi. — Wzruszył ramionami, jakby był to dla niego chleb powszedni.

Westchnęłam, ponieważ nie za bardzo wiedziałam, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Postanowiłam podjąć rozmowę, mimo że nie wiedziałam za bardzo jak ją ukierunkować.

— Wiesz, że mi możesz powiedzieć. Nie mam za bardzo komu wygadać. — Zaśmiałam się, próbując rozluźnić atmosferę.

Niestety mi się to nie udało. Dylan nadal z tą samą grobową miną przeglądał plany.

— Nie chcę o tym rozmawiać, było minęło.

— Widzę, że coś Cię gryzie. Wyrzuć to z siebie, oboje będziemy spokojniejsi. — Nie dawałam za wygraną.

Kierowała mną troska, ale też ciekawość, naprawdę chciałam wiedzieć co wydarzyło się rok temu.

— Nie kocham jej — powiedział, opierając się o wóz. — Nie mogę i nie chcę jej kochać. — Przetarł twarz otwartymi dłońmi. — Rok temu... To był chyba najgorszy czas, jaki przeżyłem. Byłem w niej szaleńczo zakochany, oddałbym za nią wszystko. — Słuchałam go w ciszy, pozwalając mu wszystko powiedzieć. — Rok temu, siłą wepchnęła się na akcje. Nigdy jej na to nie pozwalałem, była mądra, potrafiła pracować z Jaredem i Lukiem, ale nie potrafiła posługiwać się nawet pistoletem. Nie chciała się nauczyć, więc jej do tego nie zmuszałem. — Wzruszył ramionami. — Wszystko szło dobrze, aż nie trafiliśmy na patrol strażniczek, pięć wozów. Wszyscy uciekli, biegła zaraz za mną, ale potem, gdy się odwróciłem, zobaczyłem, jak ją trzymają i wsadzają do samochodu. Krzyczała i płakała. Nie myślałem, zacząłem strzelać na oślep i biec w jej kierunku, ale nie zdążyłem. Od razu po powrocie do bazy, zabrałem wszystko co najpotrzebniejsze i poinformowałem tylko Jamesa. Wiedziałem, że jeśli powiem komukolwiek innemu, to będzie chciał ze mną iść, a na to pozwolić nie mogłem. Obiecał, że nikomu nie powie, ale jeśli nie wrócę w ciągu tygodnia, to wyśle za mną ekipę. Chyba nigdy w życiu nie jechałem tak szybko, nie przejmowałem się nawet tym, że mogą mnie złapać. Wiedziałem, że zawiozą ją do więzienia. Rozumiesz, że byłem na tyle głupi, że przejechałem całe miasto? — Zaśmiał się, ale nie był to wesoły śmiech. — Przejechałem przez centrum miasta. Wszystko poszło zbyt łatwo, nawet dostanie się do więzienia. Znalazłem ją w celi, byłem tak szczęśliwi, że nie zauważyłem, iż jedna ze strażniczek stoi z pistoletem wycelowanym we mnie, po chwili pojawiły się kolejne. Nie miałem szans, gdybym choć drgnął, zastrzelili by mnie. Myślałem wtedy tylko o Marii, ale wtedy drzwi celi otworzyły się, a ona po prostu wyszła. Położyła mi rękę na ramieniu, powiedziała głupie "przepraszam" i odeszła, nikt jej nie zatrzymywał. — Słuchałam go zszokowana.

Czyli Maria zwabiła Dylana w pułapkę. Możliwe, że postawili jej jakieś ultimatum, ale nadal mi coś nie pasowało. Postanowiłam jeszcze się nie odzywać i wysłuchać go do końca.

— Przetrzymywały mnie, biły, głodziły, nie dawały wody, szantażowały, byleby wydobyć ze mnie informacje. Irytowało je, że nic nie mówiłem. Po dwóch miesiącach postanowiły mnie zabić i uznając to za dobrą zabawę, powiedziały mi, że Maria ciągle z nimi współpracowała, po to się u nas pojawiła, miała przekazywać informacje. Gdy nie dostawali żadnych szczegółów, ponieważ nie dzieliłem się z nią takimi informacjami, postanowili zwabić mnie do siebie i złapać. Wyznali też, że ją także zabiją, aby nie przyszło jej do głowy zmieniać stron, zwłaszcza dlatego, że zakochała się we mnie. — Uderzył pięścią w auto. — Dla mnie to był koniec wszystkiego. Ale oczywiście wtrąciła się twoja matka i na moje szczęście lub nieszczęście, postanowiła się nade mną zlitować i odesłać do Centrum Wyboru. Wiedziała, że to dla mnie większa kara niż śmierć. Szczególnie wtedy, gdy Maria miała zginąć.

— Nie wyobrażam wyobrażam sobie, co musiałeś wtedy przechodzić — szepnęłam.

Spojrzał na mnie dosłownie na jedną sekundę, ale zdążyłam zauważyć jego szklące się oczy. Wiedziałam, że ten temat wcale nie jest dla niego lekki.

— Tak, ale jakoś dałem sobie radę. Przez pewien czas miałem wszystko gdzieś, próbowałem się zabić, głodzić, ale mi na to nie pozwalali. Ciągle mi coś wstrzykiwali, miałem wyglądać jak najlepiej. Nie rozumiałem tylko, dlaczego aż tyle mnie tam trzymają.

I dopiero stojąc w tamtej stali, przed tobą, to zrozumiałem. — Ponownie się zaśmiał. — To może wydawać się głupie, ale wreszcie odzyskałem nadzieję, dopóki nie zorientowałem się kim jesteś. A gdy wcisnęłaś guzik, nagle wszystko stało się logiczne, twoja matka od początku chciała abym trafił do ciebie. Nie rozgryzłem jeszcze skąd wiedziała, że wybierzesz mnie, ani dlaczego tego chciała, ale miała w tym jakiś cel.

— To raczej niemożliwe. Przed tobą było jeszcze mnóstwo kandydatów, a jej wcale nie podobało się, że wybrałam akurat ciebie. — Zmarszczyłam brwi. Dylan musiał się mylić.

— Mówię tylko, jak to wyglądało z mojej perspektywy. — Wzruszył ramionami. — A wyglądało, jakbym miał trafić właśnie do Ciebie.

— Gdyby naprawdę tak było, to chyba musisz jej podziękować, bo w ten sposób darowała ci wolność.

— Uwierz, podarowała mi znacznie więcej.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com