Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

29

   — Jak za starych dobrych czasów — powiedział Dylan.

Siedzieliśmy w samochodzie, w środku lasku, starając się przeczekać kilka godzin, aż zrobi się ciemno i będziemy mogli wejść do tunelu. W nocy jest mniejsze prawdopodobieństwo, że kogoś spotkamy. Jared powiedział, że jesteśmy głupi i ponowne wchodzenie tam nie jest bezpieczne. Niestety, musiał zgodzić się na wyłączenie zasilania, ponieważ Dylan zapewnił go, że i tak tam wejdzie.

Gdy podzieliliśmy się z nim informacją o Marii, wkurzył się i powiedział, że nie chce tej dziewczyny w bazie. Pierwszy raz słyszałam żeby był aż tak zdenerwowany.

— Tak, ale ciut inaczej. Nie jesteś już takim dupkiem — parsknął.

— Mogę być dupkiem, jeśli tylko tego zechcesz.

— Tak, byłoby idealnie.

Roześmiał się kręcąc głową.

— Naprawdę dużo się pozmieniało przez dwa miesiące — westchnął.

Przytaknęłam. Nasza relacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni. W życiu nie pomyślałabym, że będę rozmawiać z mężczyzną i utrzymywać z nim przyjacielskie stosunki.

— Zastanawiam się czasem, co bym teraz robiła, gdybym wybrała kogoś innego.

— Niesamowicie byś się nudziła. — Puścił do mnie oczko.

— Mówię poważnie.

— Pewnie zaliczałabyś nudne posiedzenia i wystąpienia publiczne, w których mowiłabyś, to co by ci kazali oraz zajmowała się swoim wybranym. — Skrzywiłam się na jego słowa. Nie przypuszczałam, że rzeczywistość w jakiej do tej pory żyłam, aż tak mnie odrzuca. Myślę, że już podjęłam decyzję, po której stronie chcę być. Niestety to sprawia, że stałam się wrogiem własnej matki. Ale jeśli powstrzymanie jej ma dać wolność tysiącom ludzi, to jestem gotowa to zrobić.

Myślałam też dużo o Lizzy, mojej przyjaciółce i najbliższej mi osobie. To z nią rozmawiałam na wszelkie tematy. Zastanawiało mnie, czy uwierzyła w to co mówią w telewizji. Prawdopodobnie tak, sama bym nie spodziewała się po sobie udzielenia pomocy mężczyźnie i ucieczkę razem z nim, choć druga część nie była planowana.

— Chcę się zobaczyć z Lizzy — powiedziałam po chwili namysłu.

Chciałam to zrobić, musiałam z nią porozmawiać, wytłumaczyć jej wszystko, może uda mi się jej pomóc przejrzeć na oczy. Naprawdę chciałabym ją mieć przy sobie.

— Z kim? — Zmarszczył brwi.

— Moją przyjaciółką. Muszę się z nią zobaczyć — poprosiłam, odwracając się w jego stronę.

Kategorycznie pokręcił głową.

— Nie ma takiej opcji, to zbyt niebezpieczne.

Westchnęłam.

— Proszę. Nie wchodzilibyśmy do miasta. Codziennie rano biega na skraju lasu, robi sobie przerwę przy wodopoju. Chciałabym ją chociaż zobaczyć. — Naprawdę tego chciałam.

— Bez rozmowy?

Przytaknęłam.

— Dobra — zgodził się niechętnie.

Miałam ochotę rzucić mu się na szyję i uściskać, ponieważ moja radość była niewyobrażalna. Ograniczyłam się jednak do przyzwoitego "dziękuję".

Gdy na zewnątrz było już zupełnie ciemno, a całe miasto już spało, ruszyliśmy sprawdzić drugi tunel. Chyba denerwowałam się jeszcze bardziej, ponieważ nie było z nami Setha, który w razie problemu służyłby dodatkową pomocą.

Jared wpuścił nas do środka w ten sam sposób, co poprzednio. Ostrzegł nas, że tak częste wyłączenie kamer w ciągu tego samego dnia nie będzie raczej już traktowane jako chwilowa usterka. Niestety musieliśmy sprawdzić drugi tunel, jeśli było to, jak przypuszczaliśmy, inne wejście. Mogliśmy uzyskać dostęp do laboratorium, bez potrzeby wchodzenia do domu. Możliwe, iż tamta droga była bezpieczniejsza.

Gdy znaleźliśmy się już w tunelu, nie ryzykowaliśmy i zrezygnowaliśmy z użycia latarki. Było to bardzo duże utrudnienie, ponieważ panowały tu zupełne ciemności i jeśli mielibyśmy jakieś drzwi, pewnie byśmy ich nie zauważyli. Mieliśmy nadzieję, że drzwi znajdowały się na samym końcu.

— Jeszcze wpadniemy dziś w kłopoty, zobaczysz — szepnął do mnie Dylan.

— Nawet tak nie mów — skarciłam go. — Chcę wrócić cała.

— Lubię kłopoty, ale nie zbyt wielkie. — Oczami wyobraźni widziałam jego cwaniacki uśmiech i błysk białych zębów.

— Cóż, ja nie, więc mam nadzieję, że wszystko przejdzie gładko i spokojnie. Nie wiem czy wiesz, ale nie umiem się bić. — Zaśmiał się.

— Zawsze masz mnie.

Te słowa sprawiły, że zrobiło mi się w pewien sposób lżej na sercu.

— Dylan i Melanie, kontra świat. — Zaśmiałam się cicho.

Ciągle mówiliśmy szeptem, ponieważ głos niósł się tu niesamowicie.

— Brzmi całkiem nieźle. — Szturchnął mnie łokciem.

Spojrzałam na niego, lecz dostrzegłam tylko niewyraźny zarys. Chwyciłam go za ramię.

—Słyszysz?

— Kroki — odszepnął.

Dochodziły z naprzeciwka i z każdą chwilą stawały się coraz wyraźniejsze. Dylan popchnął mnie na ścianę i przygniótł swoim ciałem. Za sobą czułam zimny kamień.

— Cicho — szepnął blisko mnie jego ucha.

Kroki były już bardzo blisko, osoba nie miała ze sobą latarki, ponieważ nadal panowała zupełna ciemność. Mieliśmy nadzieję, że zostaniemy niezauważeni. Serce waliło mi, jak młot. Byłam pewna, że nas złapią. Wszystko szło zbyt gładko. Ale człowiek przeszedł tak, jakby nas tu w ogóle nie było. Wypuściłam drżący oddech, gdy kroki już prawie ucichły.

— Było blisko — sapnęłam.

Dylan nic nie mówił, nadal stał w tej samej pozycji. Z ciałem przyciśniętym do mojego i rękami opartymi po obu stronach mojej głowy.

— Coś się stało?

Wtedy to poczułam. Lekkie, ledwo zauważalne muśnięcie warg na moim policzku. Serce ponownie zaczęło galopować, ciało zesztywniało. Panika zaczęła ogarniać moje ciało lecz nie potrafiłam się ruszyć czy wydobyć z siebie głosu.

Kolejne muśnięcie sięgnęło kącika moich ust. Nadal uparcie trzymałam otwarte oczy, chcąc dostrzec coś w wyrazie jego twarzy, niestety było zbyt ciemno.

— Dylan. — Udało mi się wydobyć z siebie głos, lecz nie wiedziałam co mogę teraz powiedzieć.

Jego usta dotknęły moich, równie lekko i krótko.

Nie miałam pojęcia dlaczego to robi, ale moja zdolność racjonalnego myślenia trochę zaczęła szwankować.

Kolejny kontakt naszych ust był dłuższy i mocniejszy. Palce jego prawej dłoni, delikatnie musnęły mój policzek. Zadrżałam. Wtedy jego usta mocno naparły na moje, dłoń ułożyła się na moim karku. Mimowolnie, gdy poruszył ustami, przymknęłam oczy. Jego język przejechał po mojej dolnej wardze, usta poczęły poruszać się na moich. W pewnym momencie sztywnego stania, zacisnęłam swoje palce na przodzie jego bluzy, usta zaczęły się poruszać. Po paru momentach tworzyliśmy zgodną harmonię.

— Przepraszam — szepnął, nie przestając poruszać ustami.

Nie słuchałam go, nie słyszałam niczego, co działo się wokół mnie. Czułam tylko jego.

— Przepraszam — powiedział ponownie, gdy oderwaliśmy swoje usta od siebie.

Nasze oddechy były przyspieszone. Dopiero po paru chwilach uświadomiłam sobie, co się właśnie wydarzyło. Pocałowałam mężczyznę, a raczej to on pocałował mnie. Ale to nie był byle jaki mężczyzna, to był Dylan.

— Miałem rację — powiedział, odsuwając się, dzięki czemu mogłam swobodnie odetchnąć. — Dylan i Melanie, brzmi i smakuje dobrze. — Zaśmiał się.

Ja natomiast nadal siedziałam cicho, ponieważ nie było nic, co mogłabym w tym momencie powiedzieć. Poza tym, byłam bardziej skupiona na utrzymaniu się w pionowej pozycji, pomimo drżących nóg i tłukącego się serca.

— Co to było? — zapytałam bardzo cicho, ponieważ nadal mimo tego, że się odsunął, stał bardzo blisko.

— To był prawdopodobnie, twój pierwszy i najwspanialszy, pierwszy pocałunek.

— Aha, okej — bąkłnęłam, biorąc głębszy wdech i powoli go wypuszczając.

Nadal miałam w głowie to nieziemskie uczucie.

— Lepiej chodźmy, bo nie chcemy kolejnych komplikacji.

Dotarcie do końca korytarza, zajęło nam tyle czasu, ile mnie unormowanie oddechu i przywrócenie w miarę normalnego rytmu serca. Niestety zatrzymały nas drzwi, które mógł otworzyć tylko prawidłowy kod, wstukany w podświetlaną na zielono, klawiaturę. Czyli nasza podróż była bezcelowa. Nie wiedzieliśmy czy za drzwiami znajduje się wyjście, czy może inne laboratorium.

— Czyli wracamy i rozglądamy się trochę po domu — powiedział Dylan.

— Wątpię, że coś tam znajdziemy. Znam ten dom, jak własną kieszeń, udało mi się nawet odnaleźć tunele, które nadal nie wiem dlaczego, znajdują się pod moim domem — stwierdziłam, chcąc uniknąć dłuższego przebywania w tym domu.

Niestety Dylan uparł się i w ekspresowym tempie, ustalonym przez Jareda, przeszukaliśmy cały dom.

I nie znaleźliśmy nic.

Nic, oprócz listu, leżącego na stoliku w salonie, podpisanego przez moją matkę. 

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com