Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

30

      Stałam na skraju lasu, obok krętej, udeptanej ścieżki. Spoglądałam z góry na panoramę miasta lekko przysłoniętego mgłą. O tej porze dnia miasto wydawało się spokojne i normalne. Nieświadomy człowiek pomyślałby, że wszystko jest w porządku, ale list tkwiący w mojej kieszeni, kurczowo ściskany przez kościste palce dłoni, uświadamiał mi, że wcale tak nie jest.

"Uważaj po, której stronie stajesz, ponieważ może skończyć się to źle nie tylko dla ciebie."

List nie został podpisany, ale doskonale wiedziałam kto go napisał.

Prychnęłam pod nosem. Już wybrałam stronę i nie zamierzam tego zmieniać. Przez ten czas, gdy mogłam odizolować się od tego sztucznego świata, wszystko sobie poukładałam. Nie chciałam, żeby świat wyglądał tak jak teraz. Jeśli mogłam coś zrobić, to zrobię to.

Obejrzałam się przez ramię zaglądając w głąb lasu. Nie widziałam Dylana, ale wiedziałam, że jest blisko. Długo zajęło mi przekonanie go, że sama powinnam stawić czoła mojej przyjaciółce. Obecność Dylana byłaby dosyć dwuznaczna, a Lizzy mogłaby się spłoszyć i wszcząć w panice alarm. Tego nam nie było trzeba.

Stałam tu dość długo nim zobaczyłam fioletową czuprynę mojej przyjaciółki. Nigdy nie rozumiałam w jaki sposób, dzień w dzień, wybiega ona pod tę górę z uśmiechem na ustach. Z drugiej strony zazdrościłam jej tego, ponieważ ja nie mogłam ruszyć się nigdzie bez obstawy.

Gdy Lizzy zatrzymała się przy starym pniu, na którym miała zwyczaj odpoczywać, wyszłam z cienia i zbliżyłam się cichym krokiem. Siedziała do mnie tyłem i spokojnie popijała wodę z plastikowego bidonu.

— Ładny widok, prawda? — zapytałam, przysiadając na drugim krańcu pnia.

Dziewczyna drgnęła zaskoczona i gwałtownie odwróciła się w moją stronę. Chwilę potem byłam zgniatana przez drugie ciało w kurczowym uścisku.

— Melanie, o matko — westchnęła, nadal mnie ściskając.

Zaśmiałam się cicho. Brakowało mi takiej bliskości, momentalnie moje ciało się rozluźniło, a wszystkie zmartwienia jakby nagle zniknęły.

— Myślałam, że przepadłaś! Nawet nie wiesz, jak się martwiłam, ile łez wylałam, bo nie wiedziałam, co działo się z twoim tyłkiem. — Wskazała na mnie oskarżycielsko palcem. — Tak się cieszę, że im uciekłaś. — Cały czar prysł.

Miałam choć małą nadzieję, że Lizzy nie uwierzyła w tę historię o uprowadzeniu. Niestety, moja przyjaciółka myślała, że jestem równie ślepa na poczynania mojej matki i panujący ustrój, jak ona.

— Oni kompletnie nic nie robili, żeby cię znaleźć. Myślałam, że sama zaraz wyruszę na patrol i zacznę cię szukać. — Westchnęła.

Wyglądała jakby duży ciężar spadł z jej ramion.

Usłyszałam szmer dochodzący od strony lasu, więc wiedziałam, że Dylan jest teraz naprawdę blisko i przygląda się całej sytuacji.

— Lizz... — Chciałam wtrącić i wytłumaczyć jej, że wszystko wygląda inaczej.

— Twoja mama się ucieszy! Nawet nie wiesz jaka chodzi zdenerwowana od tego czasu, widać, że się bardzo martwi. Niedługo zacznie sobie rwać włosy z głowy — gadała tyle, że nie mogłam wtrącić ani zdania.

— Lizzy, ja nie uciekłam — powiedziałam w końcu.

Ucichła wpatrując się we mnie ze zmarszczonymi brwiami.

— O czym ty mówisz? Przecież tu jesteś.

— Nie musiałam uciekać, ponieważ nie zostałam porwana. Poszłam z własnej woli.

Moja przyjaciółka zamarła. Jej chude ręce poczęły drżeć. To pierwsza oznaka zdenerwowania, jak i strachu.

— Pewnie ci zagrozili, mi możesz powiedzieć. — Widać, że sama nie była do tego przekonana, ale starała uchwycić się tej wersji, jak tonący brzytwy.

— Na początku, nie miałam planu nigdzie iść. Pewna sytuacja mnie do tego zmusiła–

— Wiedziałam, nigdy nie zrobiłabyś czegoś takiego — powiedziała jakby z ulgą, niestety musiałam zgasić ten promyk nadziei.

— Miałam wiele okazji by się wycofać, ale nie zrobiłam tego — dokończyłam.

— Dlaczego? Dlaczego postanowiłaś zdradzić swoją matkę, przyjaciółkę? Ty chyba się nie... — zakryła dłonią usta.

Wiedziałam co miała na myśli.

— Nie, nie zakochałam się. Dylan po prostu otworzył mi oczy. Moja matka robi coś naprawdę złego, nie tak powinien wyglądać świat — wytłumaczyłam z nutą rozpaczy w głosie.

Nie mogłam zbyt długo pozostać na widoku, a chciałam zmienić choć trochę pogląd mojej przyjaciółki.

— Byłam tu i tam, widziałam kilka rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Chodź ze mną Lizz, zobaczysz świat z innej perspektywy, wyjdziesz poza tę bańkę.

Dziewczyna pokręciła głową.

— Zupełnie zwariowałaś. — Wstała z miejsca. — Słyszysz, co mi proponujesz? Mam zdradzić kraj i twoją matkę, jak zrobiłaś to ty, ponieważ jakiś facet namotał ci w głowie?

Nagle doszedł do nas dźwięk syren. Wiedziałam co one oznaczają, wróg wszedł na teren miasta. Być może dowiedzieli się już o naszej obecności. Musiałam, jak najszybciej stąd zniknąć. Zaraz wyślą patrole.

— Chodź ze mną, obiecuję, że nie pożałujesz. — Mój głos przebił się przez syreny.

Obok mnie pojawił się Dylan, chwytając mnie za rękę.

— Musimy iść.

Lizzy patrzyła na nasze splecione dłonie, zauważyłam ból w jej oczach. To wyglądało zupełnie inaczej niż to, co mówiłam jej przed chwilą.

— Lizzy, proszę. — Łzy zalśniły w moich oczach.

— Przepraszam, nie mogę.

Dylan pociągnął mnie w kierunku lasu.

— Nie mów nikomu o naszym spotkaniu — poprosiłam, ale ona tylko pokręciła głową.

Straciłam ją z oczu, gdy weszliśmy w głąb lasu.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com