Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

8

     Obudziło mnie szturchanie w ramię. Poruszyłam się i w tamtym momencie moją nogę zaatakował przeszywający ból. Zacisnęłam zęby, otwierając oczy, jednak prawie nic nie widziałam, ponieważ było ciemno. Wszystko mnie bolało, bo spałam na siedząco w tej samej pozycji, w której posadził mnie Dylan. Ledwo zauważyłam zarys jego sylwetki. Kucał przede mną z ręką na moim ramieniu, którą momentalnie zabrał, gdy zobaczył, że się obudziłam.

— Musimy iść. — powiedział, a jego głos odbił się echem po pomieszczeniu.

— Co? Która godzina? — zapytałam zdezorientowana.

— Chyba po północy. Nie mam zegarka. — automatycznie chciał sięgnąć po torebkę i sprawdzić, ale zapomniałam, że ją zgubiłam.

— Dasz radę iść? — spytał niepewnie.

— Chyba. Boli już trochę mniej. Na pewno będę nas spowalniała. — przygryzłam wargę.

Nie chciałam być jego dodatkowym bagażem. W zasadzie nawet nie powinno mnie tu być. Mogłam mu nie pomagać, zwrócić go pod pretekstem nieposłuszeństwa, wtedy to wszystko nie miałoby miejsca. Wątpiłam, że teraz mogłabym od tak wrócić do domu. Zapewne wszyscy myśleli, że się z nim spoufaliłam i zamierzaliśmy uciec oboje. Co dziwne, nie żałowałam aż tak bardzo. Moje życie nie było ciekawe, może bezpieczne, ale opierało się tylko na przesiadywaniu całymi dniami w domu. Na dodatek moja matka zachowywała się jak ostatnia jędza i coś przede mną ukrywała. Wątpiłam, żebym się teraz dowiedziała, co to takiego.

— Dlatego idziemy w nocy. Wyszedłem i spatrolowałem teren. Nie widziałem, żeby ktoś się kręcił w pobliżu.

Wyszedł i byłam tu sama? Jak długo? Serce zabiło mi mocniej.

— Nasz następny przystanek jest milę* stąd. Powinniśmy tam dojść w godzinę, może nawet mniej.

Pomógł mi wstać. Skrzywiłam się, gdy przeniosłam ciężar na zranioną nogę.

— Możesz się mnie trzymać. — oznajmił.

Bez chwili zastanowienia chwyciłam jego ramię i od razu zrobiło mi się lepiej. Kuśtykając, wyszliśmy z budynku. Dylan obejrzał się dookoła, po czym ruszyliśmy. Było zupełnie ciemno, nie wiedziałam skąd znał drogę, którą szedł. Noga naprawdę mocno mnie bolała, przez co musieliśmy co jakiś czas się zatrzymywać. Serce waliło mi jak młot, ponieważ bałam się, że w każdym momencie może wyskoczyć skądś strażniczka, jednakże było cicho. Budynki w tej części miasta były opuszczone. To dziwne, ponieważ do centrum nie było tak daleko. Robiło się też zimniej niż przedtem. Cała się trzęsłam, ale musiałam jakoś to znieść. Może udałoby mi się załatwić skądś jakieś cieplejsze ubrania, w co wątpiłam, bo nie miałam pieniędzy.

— Dokąd tak w ogóle idziemy? — przerwałam panującą między nami ciszę.

— Gdzieś, gdzie jest wygodniej i bezpieczniej. — odpowiedział sucho.

Czy on nigdy nie mógłby być milszy? Wiedziałam, że sytuacja nie dawała możliwości, aby cieszyć się życiem, ale mógłby być mniej oschły. W końcu pomogłam mu się wydostać, choć sama na tym ucierpiałam. To już nie była moja wina, że jego przyjaciółeczki nie było w tamtym głupim sklepie. Miałam ochotę wykrzyczeć mu to w twarz, ale z trudem się powstrzymałam. Rozumiałam, że jemu też jest ciężko. Najpierw trzymano go w ośrodku, a teraz był zmuszony uciekać i to ze mną na karku. Sama nie byłabym zadowolona z takiego obrotu spraw na jego miejscu.

Po około czterdziestu minutach drogi zatrzymaliśmy się przed dużym dwupiętrowym domem, który był w ruinie. Zdziwiłam się, gdy Dylan zaczął wchodzić po schodkach na górę, ciągnąc mnie za sobą. Nie chciałam tam wchodzić, gdyż bałam się, że to wszystko zwali nam się na głowy.

— To ma być to twoje „bezpieczniejsze" miejsce? — spytałam z ironią.

— Tutaj nas nie znajdą. Przynajmniej mamy tu jedzenie, więc skończ w końcu narzekać. — warknął, po czym otworzył drzwi.

Weszliśmy do środka. Pachniało tu stęchlizną, kurzem i grzybem. Chłopak kazał mi usiąść na brudnej, śmierdzącej kanapie, ale nie protestowałam, ponieważ moja noga pulsowała tępym bólem. Dylan wziął się za przesuwanie dużego, ebonowego stołu, który stał na środku pokoju. Następnie zwinął średniej wielkości dywan leżący pod nim, zaskakując mnie, kiedy otworzył niewielkie drzwiczki ukryte w podłodze.

— Musisz dać radę tam zejść. Postaram się ci pomóc, ale tu jest drabina, więc będzie trudno. — odparł, pomagając mi wstać. Podeszliśmy do dziury w podłodze. — Zejdę pierwszy i jakoś ci pomogę.

Nie uśmiechało mi się wchodzić do ciemnych podziemi budynku, ale nie miałam za bardzo innego wyjścia. Gdy chłopak znalazł się na dole kazał mi powoli schodzić, idąc w jego ślady. Było to naprawdę trudne, ze względu na ból w nodze i panujący mrok. Musiałam po omacku szukać kolejnych szczebelków. Gdy byłam na odpowiedniej wysokości, Dylan chwycił mnie za biodra i ściągnął w dół. Sam ponownie wszedł na górę i zamknął drzwiczki, przez co zrobiło się zupełnie ciemno. Brunet pojawił się ponownie obok mnie i poprowadził na przód. Zatrzymał się, a po chwili słabe światło rozświetliło pomieszczenie.

Z zaskoczeniem stwierdziłam, że jest tu dużo regałów i szafek, a pomieszczenie wydaje się być naprawdę duże. Znajdowały się tu też jakieś drzwi. Chłopak wziął jeden z opartych o ścianę materacy i położył go na podłodze. Kazał mi na nim usiąść, a sam zajął się szukaniem czegoś po szafkach. Chwilę potem na mojej głowie wylądowała para spodni, koszulka i kurtka. Wszystko było w kolorze zgniłej zieleni.

— Jaki masz rozmiar buta? — zapytał, kucając przy jednej z szaf.

— Trzydzieści siedem.

Po chwili obok mnie wylądowała też para czarnych, wiązanych, oficerskich butów, takich samych, jakie noszą strażniczki.

— Nie są to jakieś super modne rzeczy, więc wybacz. — powiedział z ironią. — Przynajmniej są ciepłe i wygodne. Spodnie mogą być trochę za luźne, tak jak cała reszta, niestety, nie mam nic lepszego.

Nie wiedziałam, co mam zrobić. Przecież nie mogłam się przebierać przy nim. Chłopak chyba zauważył moją niepewność, ponieważ wskazał na drzwi, które wcześniej zauważyłam.

— Tam jest łazienka. Weź przy okazji prysznic, bo nie wiadomo, kiedy następnym razem będziesz miała okazję. Powinna być nawet ciepła woda.

Podał mi czysty ręcznik, który wyciągnął z wysoko zawieszonej szafki. Wzięłam wszystkie rzeczy i udałam się do łazienki. Wnętrze nie wyglądało zbyt ciekawie. Różowa farba odchodziła plastrami ze ścian, umywalka i lustro były popękane i brudne, zasłona od prysznica była wyblakła i do połowy skruszona. Sam prysznic też nie prezentował się za ciekawie, był w większej części zardzewiały, ale ważne, że działał. Położyłam wszystko na pokrywie toalety, która wydawała się najmniej pokryta brudem. Spłukałam brodzik prysznica i po opłukaniu brodzika się rozebrałam. Weszłam pod prysznic i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Nie była gorąca, ale w sam raz do umycia się. Na półeczce stała zakurzona buteleczka żelu pod prysznic. Postanowiłam z niego skorzystać. Umyłam dokładnie włosy i całe ciało. Nie dotykałam prowizorycznego opatrunku na nodze, ponieważ bałam się, że może znów zacząć krwawić. Wolałam zapytać później Dylana, co mam z tym zrobić.

Zakręciłam wodę i wyszłam spod prysznica. Dokładnie wysuszyłam się ręcznikiem, a później zawiesiłam go na wystającym ze ściany gwoździu, używając go jako wieszaka. Założyłam wczorajszą bieliznę, ponieważ nie miałam większego wyboru, oraz ubrania, które dał mi Dylan. Spodnie nie były za duże, ale koszulka wisiała na mnie luźno, zapewne była męska. Przetarłam lustro moją sukienką. Już raczej na nic by się nie przydała.

Spojrzałam na swoje odbicie i się przeraziłam. Byłam blada, a moje oczy były podkrążone. Wyglądałam, jakbym była chora. Westchnęłam i zaczęłam rozczesywać włosy palcami, aby choć trochę ogarnąć panujący na mojej głowie chaos. Chwyciłam do ręki buty i sukienkę, a później wyszłam z łazienki. Dylan nadal grzebał w szafkach.

— Usiądź. — rozkazał, nie darząc mnie nawet spojrzeniem.

Zajęłam to samo miejsce, co przedtem. Podszedł do mnie z jakimś pudełkiem w ręku i butelką, po czym położył wszystko obok mnie. Następnie wziął jakąś metalową miskę i zniknął w łazience. Wrócił chwilę potem z naczyniem wypełnionym wodą. Uklęknął przede mną, a miskę odstawił na bok. Nic nie mówiąc, chwycił moją nogę i podwinął nogawkę spodni, rozwiązując opatrunek. Zamknęłam oczy, nadal nie chcąc na to patrzeć. Słyszałam chlupot wody. Uchyliłam powieki, gdy zaczął wycierać gazikiem zaschniętą krew.

— Teraz będę musiał przemyć ranę alkoholem, żeby nie wdało się zakażenie. Może boleć, ale błagam, nie krzycz. — odkręcił buteleczkę z trunkiem.

Zaczął po trochu polewać nią ranę, a ja z całej siły zacisnęłam szczękę. Rana pulsowała dwa razy mocniej nawet, gdy już przestał.

— Muszę zaszyć ranę, bo inaczej wciąż będzie krwawić. Nie mam żadnych środków znieczulających, a alkohol się nie nadaje do picia. Dasz radę?

Pokiwałam w odpowiedzi głową. Musiałam dać radę. Wyciągnął z apteczki sterylnie zapakowaną igłę i nić. Spojrzał na mnie przelotnie, a później bez wahania zatopił igłę w moją skórę. Wbiłam paznokcie w miękki materac i przygryzłam wargę. Jęknęłam cicho, gdy ponownie wbił igłę.

W końcu przyzwyczaiłam się do bólu i otworzyłam oczy, które do tej pory były mocno zaciśnięte. Spojrzałam na chłopaka, który w skupieniu pracował. Widziałam po jego twarzy, że był zmęczony. Gdy ja spałam jak zabita w tamtym opuszczonym budynku, on zapewne cały czas nas pilnował. Od naszej ucieczki minęło pewnie około dziesięciu godzin, może nawet więcej.

Dylan odciął zbędny kawałek nici. Później odkręcił jakiś pojemniczek i posmarował ranę maścią ze środka, na koniec owijając wszystko czystym bandażem.

— Dziękuję. — powiedziałam, gdy sprzątał bałagan.

W odpowiedzi pokiwał jedynie głową. Poczułam się źle, ponieważ odzywał się do mnie tylko wtedy, kiedy czuł taką potrzebę. Nie oczekuję, że nagle zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi, ale miło byłoby choć na chwilę oderwać się od tego wszystkiego zwyczajną rozmową. Widziałam, że chyba męczyło go coś więcej, niż dzisiejsze wydarzenia.

Odstawił wszystko na miejsce, a później sam zniknął w łazience. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w szum wody. Zastanawiałam się, skąd Dylan wiedział o tym miejscu i dlaczego było tak dobrze wyposażone. Czyżby buntownicy byli lepiej zorganizowani, niż się nam wydawało? W sumie to i tak bez znaczenia. Teraz, gdy byłam tu z Dylanem i stałam częścią tego wszystkiego.

Szum wody ucichł już jakiś czas po moich rozmyślaniach. Chłopak nie wychodził przez dłuższy czas, więc przez chwilę martwiłam się, że zemdlał, czy coś. Na szczęście, około piętnaście minut później chłopak wrócił do pomieszczenia. Odłożyli na półkę swoje stare ubrania. Teraz był ubrany tak samo jak ja. Cały czas wodziłam za nim wzrokiem. Chyba zauważył, ale nic sobie z tego nie robił.

— Co chcesz do jedzenia? — spytał, stając przed jednym z najbardziej oddalonych regałów.

— A co mam do wyboru? — odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

— Zupę pomidorową i grochową w puszce. Jakiś gulasz i ryby, także w puszce... Znajdzie się też suszona wołowina. — odparł.

— Może być ten gulasz.

Zabrał z półki dwie puszki. Jedną wręczył mnie, podając mi także plastikową łyżkę i butelkę wody. Podziękowałam cicho, zabierając się za jedzenie. Gulasz smakował beznadziejnie, ale dało się zjeść, zwłaszcza, że byłam okropnie głodna. Zjadłam wszystko do dna i wypiłam całą butelkę wody.

— Prześpimy się i spędzimy tutaj cały jutrzejszy dzień. W dalszą drogę ruszymy dopiero, gdy się ściemni. Nie możemy ryzykować, poruszając się za dnia. — mieszał łyżką w swojej porcji. Nie byłam pewna, czy zjadł chociażby połowę.

— Dokąd tak w ogóle się wybieramy? — zapytałam zaciekawiona.

Przez chwilę gapił się w podłogę wyglądając, jakby miał wątpliwości, czy udzielić mi odpowiedzi. Miałam nadzieję, że jednak to zrobi.

— Filadelfia.

Otworzyłam szerzej oczy.

— Przecież to około sto czterdzieści mil stąd. Jak ty chcesz się tam dostać?

— Na nogach, ale biorąc pod uwagę twój stan, będę szukać jakiegoś opuszczonego samochodu. Dopóki mi się to nie uda, będziemy zmuszeni iść pieszo. Filadelfia jest jest jakieś trzy dni wędrówki stąd, ale przez to, że będziemy chodzić tylko nocą zajmie to nam jakiś tydzień. Jednak jeśli znajdziemy samochód, wszystko pójdzie o wiele szybciej.

Czułam się zmęczona na samą myśl o tym.

— W jakim celu się tam udajemy?

— Tego nie mogę ci powiedzieć. Nie jestem ci w stanie mówić wielu rzeczy, aż nie będziemy na miejscu. To... zbyt wielkie ryzyko. Gdyby cię jakimś cudem złapali, mogłabyś im wszystko wygadać.

Zabolał mnie jego kompletny brak zaufania, ale domyśliłam się, że starał się chronić kogoś więcej, niż samego siebie, więc postanowiłam nie drążyć tematu. Odstawił niedokończone jedzenie, a potem podał podał mi dwa koce. Przed snem postanowiłam skorzystać jeszcze z toalety.

Gdy wróciłam, Dylan leżał na drugim materacu umieszczonym jakiś metr od mojego. Ręce miał podłożone pod głowę, a on sam wpatrywał się w sufit. Również się położyłam. Jeden koc zwinęłam tak, aby imitował poduszkę, a drugim przykryłam się po same uszy. Dylan wstał i zgasił światło.

— Dobranoc. — szepnęłam, gdy usłyszałam, że położył się na swoim posłaniu.

Znów zapadła cisza, więc stwierdziłam, że mi nie odpowie. Odwróciłam się twarzą do ściany i zamknęłam oczy.

— Dobranoc. — odpowiedział po chwili zachrypniętym głosem.

Kilka minut po tym zasnęłam.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com