Prolog
Rok 2030, Waszyngton, Ameryka Północna.
Koniec wojny, Rosja została zwyciężona. Niestety, zginęło wiele ludzi.
Walki zbrojne trwały czternaście lat. Z dotychczas znanego wszystkim świata zostały same gruzy. W 2018 roku walki zbrojne ogarnęły całą Europę i Południową Azję, a później przeniosły się na Australię i Afrykę. Najdłużej nie tknięci pozostawaliśmy my, Amerykanie. Działaliśmy na odległość, nie włączając się bezpośrednio do walk. Niestety, 13 grudnia 2021 roku, Rosjanie przypuścili atak na Nowy Jork. Potem było już tylko gorzej. Kiedy rząd wydał nakaz wysłania bombowców za ocean, wyszedł przeciek, a prezydenta zamordowano. Te lata były piekłem na Ziemi. Kościół został obalony, a każdego, kogo przyłapano na modlitwie, pozbawiano życia. Ludzie zaczęli się bać i tracić wiarę, skutkiem czego przestali się modlić. Nikt już nie wierzył, że jest ktoś taki, jak Bóg.
Pod białym domem zebrały się setki osób. Dziś miał przemawiać nowy prezydent. Każdy był podekscytowany, w końcu coś miało się zmienić na lepsze. Do mównicy przygotowanej na balkonie podszedł mężczyzna z lekko siwiejącymi włosami. Podniósł rękę w geście przywitania, a na jego pomarszczonej twarzy pojawił się uśmiech. Widać było, że cieszył się jak każdy. Stając przy mikrofonie poprawił szary krawat, a następnie ustawił go tak, aby móc przemówić do ludności.
— Obywatele! — wszyscy umilkli, gdy jego donośny głos rozniósł się po placu. — Nastał kres wojny! Nasz kraj potrzebuje teraz troskliwej opieki. Jest kruchy, lecz dzięki wam może być jak kilkanaście lat... — nie dane było mu dokończyć, ponieważ padł strzał, a on sam bezwładnie osunął się na ziemię.
Nastał gwar, ludzie nie wiedzieli co się dzieje. Po kilku sekundach na balkonie pojawiły się trzy zamaskowane, uzbrojone po zęby i odziane w czerń, postacie. Dwie z nich stanęły po bokach z wycelowanymi w tłum karabinami, za to trzecia przeszła niewzruszona tuż obok leżącego na ziemi, martwego ciała prezydenta, po czym stanęła przy mównicy.
— Obywatele! — z głośników wydobył się kobiecy głos. — Wszyscy wiemy, jak ciężka była dla nas ta wojna, ale zastanówmy się, kto ją spowodował. Tę, jak i wszystkie wcześniejsze. Mężczyźni! To przez nich nasz świat się wali, a ludzie umierają! Teraz nadszedł nasz czas! Czas silnych i niezależnych kobiet!
Z tymi słowami na plac wbiegła armia uzbrojonych kobiet, wyglądem zbliżonych do tamtej trójki.
Powaliły mężczyzn, a ci, którzy próbowali uciec, zostali zamordowani. Nieświadome planu rebeliantek kobiety zaczęły zawodzić, gdy ich ojcowie, mężowie i synowie zostali zabici lub pojmani.
Poczułem mocne uderzenie między łopatkami. Upadłem na kolana, nie mogąc utrzymać równowagi. Ktoś popchnął mnie na ziemię, przez co zraniłem się policzek. Wykręcili mi ręce, spinając je kajdankami. Jednym, szybkim szarpnięciem zostałem postawiony do pionu, po czym zaprowadzony wraz z innymi przerażonymi chłopcami i mężczyznami do gigantycznych, niczym te na bydło, ciężarówek.
Nie było już dla nas ratunku, to był koniec.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com