Five
Następnego dnia zadziwiająco chętnie poszedłem do szkoły. Dziś miałem nadzieję spotkać tam Layle i z nią porozmawiać. Nie mogłem się wprost tego doczekać. Rozglądałem się za nią, na każdej przewie, niestety jej nie dostrzegałem.
Znalazłem ją dopiero wtedy, gdy już miałem wychodzić ze szkoły. Siedziała na schodkach obok składzika woźnego. Tym razem nie czytała książki, tylko się czegoś uczyła, marszcząc przy tym brwi, chyba nie mogła załapać, o co chodzi. Podszedłem cicho do niej i usiadłem obok. Momentalnie podniosła wzrok. Była przestraszona, ale gdy zobaczyła, kim jestem, trochę się uspokoiła. Uśmiechnąłem się ciepło, spoglądając w jej piękne oczy. Tak jak wczoraj myślałem, były szaro-zielone. Piękne, hipnotyzujące.
— Cześć, Layla. — przywitałem się z dziewczyną.
Sam Bóg jeden wie jak byłem wtedy szczęśliwy.
— Hej. — mruknęła, odwracając ode mnie wzrok.
Była naprawdę nieśmiała. To tylko dodawało jej uroku.
— Czego się uczysz? — zapytałem, chcąc jakoś utrzymać rozmowę.
— Fizyki. — westchnęła.
— Pomóc Ci? Jestem w tym całkiem dobry. — Pokiwała twierdząco głową.
Wytłumaczyłem jej materiał, w miarę najprościej jak się dało. Gdy skończyłem, podziękowała i już miała udać się na lekcje, ponieważ zadzwonił dzwonek, ale jeszcze się zatrzymała.
— Chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie jestem osobą godną uwagi, każdy Ci to powie. — zrobiło mi się smutno, że tak myśli.
— Z nich towar na anioła, też cholerne beznadziejny. — uśmiechnęła się delikatnie.
A ja musiałem przyznać, że to najpiękniejszy uśmiech jakikolwiek widziałem.
"Ludzie będą gadać i wszystko rozgrzebywać. Człowiek nie pochodzi od małpy, tylko od kury."
Carlos Ruiz Zafón
♥♥♥
Jak myślicie? Dlaczego Layla taka jest?
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com