2
Wpatrywałam się w dwa kobiece ciała porzucone kilka metrów od siebie na błotnistym polu uprawnym. Szok jaki mną wstrząsnął, nadal nie opuścił mojego ciała. Poczułam też sekundowe uczucie satysfakcji, jednak było ono przelotne i ledwie odczuwalne. Przeważyły mdłości spowodowane widokiem znanych ciał, ponieważ tylko tyle pozostało z dwóch dziewczyn, z którymi uczęszczałam do liceum. Zwłoki bez życia. Jedna z nich szczególnie zaszła mi za skórę parę lat temu i do tej pory nie zakopały kości niezgody i już nigdy tego nie zrobią. Nie abym kiedykolwiek tego chciała. Zbyt mocno nienawidziłam Dariny, aby kiedykolwiek wybaczyć jej zniszczenie mojego życia.
Przeniosłam wzrok na drugie ciało. Najlepsza przyjaciółka Dariny. Zawsze były nierozłączne. Odkąd sięgałam pamięciom zawsze widywałam je we dwie. Tak samo też zginęły, wspólnie.
Do niej nie żywiłam urazy, jednak nigdy nie pałałam do niej miłością. Eva należała do zarozumiałych osób, więc omijałam ją szerokim łukiem, ponieważ przebywanie w jej towarzystwie nie należało do przyjemności. To Darina zawsze była miła i paradoksalnie to właśnie jej nie znosiłam. Za tę jej zawsze uśmiechniętą buzię, uprzejmość dla świata i filigranowe ciało baletnicy. Idealna w każdym calu. Kobieta sukcesu bez skazy. Tym wszystkim odebrała mi, co kochałam i przeistoczyła moje życie w nędzną egzystencję. Może jej się należało, a może nie. Morderstwo nie zmieniało już niczego w jej nędznym życiu.
Teraz to ja miałam poprowadzić sprawę ich śmierci i sprawić, aby sprawca poniósł odpowiednią karę. Wszystko wydawało się nieśmiesznym żartem wymierzonym mi przez los.
Samuel przyglądał mi się w skupieniu, nie zadając pytań. Czekał, aż otrząsnę się w szoku i sama wyjaśnię. Musiałam to zrobić, ponieważ moje spowinowacenie z ofiarami nie mogła zostać zachowane w tajemnicy. Wszystko miało znaczenie i mogło pomóc.
Opadłam ponownie na fotel, przeglądając dalsze zdjęcia. Więcej szczegółów. Zbliżenia, przez które zastanowiłam się czy ponownie nie zwymiotować do kosza na śmieci. Trzeci raz tego dnia. Prawdopodobnie pobiłabym tym swój rekord.
Ze skrzywioną miną przekładałam kawałki papierów. Kiedy skończyłam, sięgnęłam po opis lekarza, który ze szczegółami opisywał, to co wcześniej zobaczyła.
– Wszystko w porządku? – zapytał Samuel nie mogąc znieść ciszy z mojej strony.
Zjadała go ciekawość, co było zauważalne gołym okiem.
Uniosłam wzrok znad papierów i spojrzałam w zaciekawione oczy nowo poznanego mężczyzny. Partner i asystent. Skrzywiłam się na samą myśl. Nie lubiłam współpracować, a szczególnie z obcymi, po których nie wiedziałam czego się spodziewać.
– Chodziłyśmy do jednej klasy liceum – powiedziałam krótko nie chcąc jeszcze wyjawiać całej prawdy, ponieważ ujawniała tym samym duża część swojego prywatnego życia. Nie była na to gotowa. Samuel kiedyś się o wszystkim dowie. Prędzej czy później wszystko wyjdzie wraz z prowadzeniem sprawy.
– Przykro mi – powiedział, ponieważ tak według niego należało się zachować.
Machnęłam ręką.
– Myślę, że sprawa będzie prosta. Mamy narzędzie zbrodni. Wydaje się, że ktoś zrobił to pod wpływem emocji i nawet nie dbał o zatarcie śladów. Zrobił swoje i odszedł, przypuszczalnie nie przejmując się tym, że zostanie złapany.
Samuel spoglądał na mnie z powątpieniem, co wcale nie poprawiło mojego humoru.
– Domyślasz się kto chciałby ich śmierci?
Pokręciłam głową w zaprzeczeniu. Kto chciałaby zabić idealną Darinę? Ponieważ to ewidentnie w nią wycelowany był atak. Mówiła o tym ilość dźgnięć.
– Psy coś wywąchały? Jakiś trop?
Tym razem Sam pokręcił głową i rozciągnął długie, umięśnione kończyny.
– Całą noc lało jak z cebra, jak i kila poprzednich dni. Psy nie były w stanie niczego wywąchać, a ślady zlały się w niewyraźną breję.
Przetarłam zmęczoną twarz. Ten dzień nie mógł należeć do dobrych. Nie miałam siły nawet, aby czytać papiery, a co dopiero myśleć nad sprawą. A w tym wypadku liczył się czas.
– Czyli jednak nie taka łatwa sprawa – stwierdziłam nie oczekując odpowiedzi.
Spokojne życie szlag trafił. Teraz czekało mnie ślęczenie nad sprawą dniami i nocami, ponieważ umysł nie pozwoli mi na odpoczynek, dopóki morderca się nie odnajdzie.
Moje zmęczone oczy ponownie spotkały się z czujnym wzrokiem Samuela. Mogli przydzielić mi kogoś na kogo mniej przyjemnie było patrzeć.
– Pracowałeś kiedyś przy morderstwie? – zapytałam, podnosząc się z miejsca, aby podejść do szafki.
Wyciągnęłam z niego pas z bronią, który następnie zapięłam go wokół bioder.
– Nigdy – przyznał, okręcając się w moją stronę.
Musiałam przyzwyczaić się do oczu które od dziś będą śledzić każdy mój ruch.
– A ty? – zapytał nadal czujnie mnie obserwując. – Wybieramy się gdzieś? – Zmarszczył brwi zauważając, że zakładam kurtkę.
– Przy kilku. Proste sprawy, mąż zabił żonę, ponieważ chciała odejść, ale szybko sam się przyznał. Pozostałe to w większości pobicia na śmierć. Nie mam długiego stażu w tym zawodzie, więc na szczęście nie było tego dużo. Reszta śmierci, to z reguły przedawkowania, co zdarza się w Pradze dość często. Mam nadzieję, że masz prawo jazdy. – Mężczyzna podniósł się z miejsca, zabierając z wieszaka skórzaną kurtkę. Broń najpewniej nie została mu jeszcze zapewniona, więc musiałam się o to zatroszczyć, ale dopiero jutro. Tego dnia nie miałam zamiaru robić nic poza to, co konieczne.
– Mam. Czyli dokąd idziemy? – dopytał, gdy nie doczekał się odpowiedzi.
– Na miejsce zbrodni. – Zagarnęłam dokumentację z biurka wraz z notesem i długopisem. – Co to za śledztwo bez osobistych oględzin? Zawsze, coś mogło zostać pominięte. Kiedy dostarczyli dokumentację? – Odebrałam klucz do samochodu służbowego od Petry i wręczyłam go Samuelowi.
W następnej kolejności udałam się do gabinetu komendanta, który znajdował się na prawo od mojego, żeby powiadomić go o moich zamiarach. Radim spał jednak smacznie z głową wspartą na stercie papierów. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Uznałam, że nie będę go budzić, więc tylko trzasnęłam głośno drzwiami, mając nadzieję, że jego tłusty tyłek podskoczy ze strachu.
Samuel czekał przy biurku Petry, która szczebiotała do niego wesoło. Wystarczył jeden przystojny mężczyzna, aby energia do życia wstąpiła w nią w podwójną siłą.
Wyminęłam ich bez słowa, a Sam obiecując dłuższą rozmowę innym razem, podreptał zaraz za mną.
– To śledztwo już zostało spartaczone – stwierdziłam, zajmując miejsce pasażera w terenowej Dacii.
– Dlaczego? – dopytał, nim odpalił silnik.
– Czemu wezwano mnie tak późno? – zapytałam, mając nadzieję, że sam wyciągnie wnioski.
– Może dlatego, że nie mogliśmy się do ciebie dodzwonić? Nie wiem w jakiej dziurze mieszkasz, ale nie miałaś zasięgu. Dopiero po czterdziestu minutach udało nam się dobić.
Nie skomentowałam, gdyż moje zarzuty zostały skutecznie wytłumaczone. Pozostało mi tylko zacisnąć wargi i mieć nadzieję, że dojadę na miejsce bez żadnego epizodu wymiotów.
Na ulice Pragi, w związku ze zbliżającym się południem, wylegało co raz więcej ludzi i samochodów. Nie utrudniło nam to jednak podróży, ponieważ już po trzydziestu minutach znaleźliśmy się na ulicy zapełnionej domkami jednorodzinnymi, którą doskonale znałam.
Zaparkowaliśmy samochód na poboczu, kilkadziesiąt metrów od miejsca zbrodni. Na ulicy tłoczyli się zaciekawieni gapie, co rusz dopytując o szczegóły przechodzącą dwójkę oficerów. Skutecznie unikałam odpowiedzi, rzucając, że informacje są poufne. Nie próbowałam rozganiać mieszkańców, ponieważ doskonale wiedziałam, że ich ciekawość nie pozwoli im odejść. W końcu zrobią to sami, kierowani nudą, gdyż morderstwo było dla nich jedynie niecodziennym widowiskiem.
Byli jedynie sąsiadami ofiar, w żaden sposób z nimi nie związanymi, którzy zbierali jedynie informacje do roznoszenia dalszych plotek.
Przekroczyłam żółtą taśmę odgradzającą teren zbrodni. Samuel w milczeniu podążał za mną. Nabrałam głęboki wdech, który nie mógł ochronić mnie w żaden sposób przed tym, co miałam zaraz zobaczyć. Nie bałam się, że się rozpłaczę na widok, znajomych, martwych twarzy, takiej opcji nie było. Martwe kobiety nie były w żadnym stopniu nie były dla mnie ważne. Wręcz przeciwnie, już od czasów liceum nie darzyłyśmy się nadmierną sympatią, a ściślej rzecz ujmując, ja nie znosiłam ich. Późniejsze wydarzenia z mojego życia jedynie utwierdziły mnie w tej niechęci. Jedyne czego się tego dnia obawiałam, było to, że mogłam zwymiotować na ciała, a to zdecydowanie utrudniłoby śledztwo.
– Oficer Aloisie Dvořáková? – Jeden z mężczyzn pracujący przy ciałach podszedł do nowoprzybyłych. Domyśliłam się, że był to prokurator.
– Tak, a to mój partner Samuel Novák – wskazałam na mężczyznę stojącego obok mnie.
– Josef Chmelík, prokurator – przedstawił się, potwierdzając moje przypuszczenia.
Obrzuciłam mężczyznę wzrokiem, głownie po to, aby jak najdłużej skupić wzrok na czymś innym, niż ciała. Chciałam odwlec ten moment jak najdalej.
Prokurator należał do osób młodych, przypuszczalnie nie był wiele starszy ode mnie. Ubiór nosił paradoksalnie elegancki, jak na okoliczności. Ciemne dżinsy oraz biała koszula z długimi rękawami, które teraz podwinął do łokci.
Mężczyzna zaczął streszczać informacje, które dotarły już do mojego biura. Nieustannie wysłuchując mężczyzny, rozejrzałam się wokół. Ciała zostały osłonięte czerwonym parawanem, które uniemożliwiał gapiom przyglądanie się zwłokom.
– Śmierć nastąpiła około czwartej nad ranem. Przypuszczalnie przyczyną śmierci były rany kłute, zadane śrubokrętem pozostawionym przez mordercę. Potwierdzimy to dopiero n a sekcji zwłok, gdyż jedna z ofiar posiada na szyi ślady duszenia.
– Jakieś ślady wskazujące kim mógł być morderca? – dopytał Samuel, gdy ja zakładałam rękawiczki, aby przygotować się do osobistych oględzin.
– Oprócz tego, że najprawdopodobniej mogła zrobić to osoba, która znała ofiary to żadnych. Całą noc lało, ślady w błocie świadczące najprawdopodobniej o szarpaninie w tamtym miejscu zlały się w jedno i nie da się rozszyfrować nic z odcisków butów, ani nawet ilości obecnych tu osób. Śrubokręt został wdeptany w grząskie błoto, więc nawet udało się nawet zdjąć odcisków palców. Nie mamy nic.
Zaklęłam pod nosem. Musiałam znaleźć mordercę, po którym nie został nawet ślad, świetny początek mojej kariery. Zdecydowanie wolałam rozprawiać się z ćpunami.
Kolejny głęboki wdech, przed podejściem do parawanu miał na celu uspokoić moje rozkołatane serce. Tak jak w poprzednich przypadkach nie podziałało.
Lekarz biegły stał na skraju ulicy, przeglądając notatki. Na widok Aloisie uśmiechnął się blado. Znałam Tomasa Němeca z poprzednich, prostszych spraw, które otrzymywałam jako nowicjuszka. Samuel, który stał się teraz moim cieniem, przedstawił się mężczyźnie. Prokurator także podążył w ślad za nami. Ukucnęłam na skraju trawy, w miarę możliwości blisko ciał, aby móc dostrzec ważne szczegóły, ale na tyle daleko, aby nie ugrzęznąć w mokrej ziemi.
– Kto znalazł ciała? – zapytałam śledząc wzrokiem każdy szczegół ciała Dariny.
Oczy i usta miała szeroko otwarte, jakby zastygła w śmiertelnym zaskoczeniu. Poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku, ale była to jedyna emocja jaką odczułam. Spoglądałam w martwe oczy dziewczyny, próbując wydobyć z głębi siebie, choć odrobinę współczucia, lecz z marnym skutkiem. Więcej żalu poczuła na widok Evy, za którą nie przepadałam, ale nigdy nie weszłam z nią w otwarty konflikt. Jednak sumienie podpowiadało mi, że to nadal zbyt mało.
– Sąsiad zobaczył ciała przez okno. – Josef wskazał palcem na ostatni dom w szeregu zabudowań, oddalony od miejsca zbrodni o około trzysta metrów. – Poszedł sprawdzić, co się stało. Rozpoznał ofiary i zawiadomił służby. Było to o siódmej rano.
Podniosłam się, stwierdzając, że oprócz ran kłutych, które doskonale można było dostrzec na nagiej skórze, którą lekarz śledczy pozbawił ubrań, nie można było dostrzec żadnych innych śladów.
Czekał mnie długi, mozolny dzień przesłuchiwania świadków oraz rodzin ofiar, na cod nie miałam najmniejszej ochoty. Kac sprawiał, że mój umysł wędrował wyłącznie w kierunku łóżka.
– Czyli śmierć nastąpiła wskutek ran kłutych? Ciała nie zostały tutaj podrzucone? – dopytałam o najważniejsze szczegóły.
Tomas pokiwał głową, wpatrując się w ciała.
– Oficjalną przyczynę śmierci potwierdzę po sekcji zwłok. Upewnię się czy morderca nie pozostawił żadnych śladów, które mogłyby pomoc w jego identyfikacji. Osobiście uważam, że wszystko rozegrało się tu na miejscu. – Dłonią wskazał na otoczenie. – Ziemia jest ubita od stóp, ale nie da się zidentyfikować dokładnych odcisków. Psy też niczego nie wyczuły. Wszystko przez cholerną ulewę.
Zacisnęłam usta wpatrując się w srebrny but na obcasie wbity w błoto. Drugi nadal znajdował się na stopie Dariny.
Nie zauważając nic poza tym, co zostało już wskazane przez prokuratora i lekarza, zakończyłam oględziny. Do mojej części zadania należało przesłuchanie i dowiedzenie się wszystkich możliwych szczegółów, które mogły pomoc w odnalezieniu mordercy.
– Zrobił to ktoś znajomy – powiedziałam, zdejmując rękawiczki. – Ciosy zadawane w szale. Ktoś ewidentnie uciekł przestraszony z miejsca zbrodni, nie fatygując się ukryciem narzędzia zbrodni, a co dopiero ciał.
– Zabić je mógł też ktokolwiek owładnięty szałem mordu lub odurzony jakimś substancjami – dodał Sam, podważając moją jedyną teorię.
Odgarnęłam zakręcony kosmyk włosów, który opadł mi na oko.
– Tylko co tutaj robiły? Ewidentnie wracały z imprezy. Minęły swoje domu i przyszły, aż tutaj. Przecież ta droga prowadzi tylko do kilku domów, a poza tym są tutaj wyłącznie pola i lasy. Nie miały powodu, aby spacerować w środku nocy po pustkowiu bez lamp.
Była to jedna z podejrzanych rzeczy, które niemal od razu przyszły do mojej głowy, gdy tylko zobaczyłam miejsce zbrodni. Po co Darina i Eva tutaj przyszły? Jedynym sensownym na ten moment wytłumaczeniem było to, że chciały zrobić sobie spacer. Bezsensowny spacer w deszczową, ciemną noc.
Pierwszym, co musieliśmy zrobić, to dowiedzieć się jak najwięcej, aby móc zacząć szukać. Z tego powodu stałam teraz w małym salonie, niewielkiego jednorodzinnego domu dwójki starszych osób, które odnalazły zwłoki.
Starsza pani siedziała w bujanym fotelu, drżącymi rękami trzymając kubek parujących ziół, co rozpoznałam po zapachu. Jej mąż stał za fotelem lekko przygarbiony, trzymając dłoń na ramieniu żony w opiekuńczym geście. Oni, w raz ze staroświeckim stylem domu, prezentowali się, jak przygnębiający obraz.
– Biedne dzieci – wyszeptała kobieta, obejmując obiema dłońmi ciepły kubek.
Kraciasty koc zsunął jej się z kolan, na co mąż zareagował błyskawicznie, ponownie nakrywając ciało kobiety, drżącymi, pomarszczonymi dłońmi, następnie powrócił do poprzedniej pozycji. Stał nad żoną, niczym anioł stróż i zapewne tak właśnie było.
Wyciągnęłam notatnik i długopis. Samuel zrobił to samo. Pomimo, iż nie nawykłam jeszcze do obecności mężczyzny, musiałam przyznać, że dodatkowa para oczu i uszu mogła być przydatna.
– Proszę opowiedzieć mi całe dzisiejsze zdarzenie – zwróciłam się do pary.
Staruszek westchnął przeciągle.
– Może ja opowiem. Tina widziała wszystko jedynie z okna, zakazałem jej wychodzić – podjął temat.
Postanowił zająć miejsce w wyblakłym, czerwonym fotelu. Nie wiedziałam czy drżenie ciała mężczyzny spowodowane było nerwami czy po prostu starością.
Potarłam dłonie. Pomimo, iż na zewnątrz świeciło letnie słońce, w domu panował chłód. Spojrzałam na metalową kozę, zastanawiając się czy nie zaproponować Samuelowi, aby rozpalił ogień. Skoro mnie ogarniało zimno, starsi ludzie musieli odczuwać je dwukrotnie mocniej, o czym świadczyły grube swetry, które założyli na swoje szczupłe ciała.
– Wstałem jak zawsze rano i poszedłem zrobić kawę. Czekałem, aż woda się zagotuje – mówił cichym, spokojnym głosem, który tylko z pozoru wydawał się opanowany. Oczy pana Poláka wyrażały szok i przerażenie. Szczerze martwiłam się o tych ludzi. – Okno kuchni wychodzi właśnie na pola. Zauważyłem w oddali jakieś nietypowe, duże kształty. Stwierdziłem, że pewnie znowu ktoś potrącił sarnę, bo o to tu nietrudno. Poinformowałem Tinę, że idę sprawdzić, może zwierzę jeszcze dycha i trzeba mu ukrócić męki. – Przerwał na moment. Opowiadanie o tak okropnym zdarzeniu, było trudne. – Już będąc kilkadziesiąt metrów od pola, wiedziałem, że to nie były zwierzęta. Podszedłem, zobaczyć czy może ktoś nie stracił przytomności, a kiedy zobaczyłem ich twarze... – Głos mężczyzny się załamał. – Znałem te twarze już od dziecka. Kradły mi systematycznie jabłka z mojej jedynej jabłoni, a teraz leżą martwe, a ja żałuję, że kiedykolwiek na nie nakrzyczałem.
Pomimo iż do tej pory nie czułam nic, ton mężczyzny sprawił, że coś na wzór niewidzialnej ręki ścisnęło moje gardło.
– Co za diabeł zrobił coś tak okropnego? – zapytała pani Polákova.
– Tego właśnie będziemy próbowali się dowiedzieć – powiedział spokojnym głosem Samuel. – Chce pan coś jeszcze dodać? – zwrócił się do małżonka kobiety.
– Tylko to, że przybiegłem jak najszybciej do domu i zadzwoniłem pod numer alarmowy. Poinformowałem też rodziny dziewczyn, bo powinni wiedzieć, jak najszybciej.
– Nie widzieli państwo niczego podejrzanego tej nocy, ani samej Dariny i Evy spacerujących po ulicy? – zapytałam. Nie chciałam zamęczać ich dalszymi pytaniami, ale takie były procedury.
Oboje pokręcili głowami z zaprzeczeniu.
– Ostatnio widzieliśmy je kilka miesięcy temu. W nocy też nic się nie działo, pies nie szczekał.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na czarnego, małego kundelka zwiniętego na legowisku w koncie pokoju. Spoglądał podejrzliwie dużymi, brązowymi oczami na parę nieznajomych. Był równie wiekowy, jak właściciele i ich dom.
Zamknęłam notatnik powstrzymując się od ciężkiego westchnięcia. Informacje jakie mi przekazano nie były w żaden sposób pomocne. Nadal znajdowałam się w punkcie wyjścia i przypuszczałam, że sytuacja nie ulegnie zmianie jeszcze przez długi czas.
Dziękując uprzejmie opuściliśmy dom. W milczeniu przemierzyłam drogę do furtki, do której prowadziła zarośnięta trawą, wąska ścieżka.
– Może po przesłuchaniu rodzin natrafimy na jakiś trop – odezwał się Samuel, kiedy znaleźliśmy się w samochodzie. Brzmiał jakby próbował mnie pocieszyć lub podnieść na duchu samego siebie.
Nie skomentowałam niczym jego słów. Nie chciałam spotykać się z rodzinami ofiar, a powodem nie było jedynie to, że znałam Evę i Darinę.
Zacisnęłam wargi, wbijając wzrok w przednią szybę.
Domyślając się, że nie uzyska odpowiedzi, odpalił silnik. Jedynymi słowami jakie do niego skierowałam, były instrukcje dojazdu do domu rodziny Evy, ponieważ to tam chciałam zacząć. Głównie po to, aby odwlec czas spotkania z rodziną Dariny.
W mojej głowie kotłowało się od myśli i różnorodnych emocji. Przede wszystkim byłam świadoma tego, że w końcu powinnam wyjawić Samuelowi jeszcze jedną rzecz, którą utrzymywałam w tajemnicy, i o której nie byłam gotowa mówić.
Po przejechaniu około czterystu metrów, zatrzymaliśmy się na podjeździe ładnego, jednorodzinnego, parterowego domu w kształcie kwadratu. Kolejne głębokie wdechy pozwoliły mi na opanowanie mdłości, którego zdecydowanie nie wiązały się już ze skutkami zeszłorocznego szaleństwa.
Dzwonek do drzwi był zdecydowanie zbyt głośny i zbyt brzęczący.
Po nie długiej chwili białe drzwi stanęły otworem ukazując młodą dziewczynę, na oko szesnastoletnia, której oczy były opuchnięte od wielogodzinnego płaczu. Po wyglądzie stwierdziłam, że musiała być to młodsza siostra Evy, gdyż były niemal identyczne. Te same jasne włosy, delikatnie garbaty nos i wąskie usta.
Widząc jej zdezorientowany wzrok błądzący pomiędzy mną, a Samuelem, postanowiłam się odezwać. Nie znała mnie, ponieważ mnie i Evy nigdy nie łączyła przyjaźń, a jedynie wspólna szkoła.
– Jestem Aloisie Dvořáková, a to Samuel Novák. – Dłonią wskazałam na mojego nowego partnera, w międzyczasie wyciągając odznakę, aby potwierdzić swoją tożsamość. – Prowadzimy śledztwo w sprawie zabójstwa Evy i Dariny. Chcielibyśmy porozmawiać z rodziną.
Dziewczyna zamrugała, zwilżając usta językiem.
– Wszyscy są u Borków.
Mięsnie mojego ciała mimowolnie się spięły. Kątem oka zauważyłam spojrzenie, jakim obdarował mnie Samuel. Zmarszczył lekko brwi, gdy wyprostowałam się jak struna, wpatrując się beznamiętnym wzorkiem w młodszą wersję Evy. Schowałam odznakę, a wzrok dziewczyny powędrował do paska z bronią.
– Ubierz się – powiedziałam, widząc, że dziewczyna nadal miała na sobie szlafrok. – Pójdziemy do nich, muszę porozmawiać z każdym z was bez wyjątku.
Dziewczyna pokiwała głową i wycofała się do wnętrza domu, zostawiając lekko rozchylone drzwi. Moim oczom ukazała się biała ściana korytarza, która na której znajdowały się liczne zdjęcia członków rodziny.
Cofnęłam się kilka kroków w tył i odwróciłam tyłem do budynku, udając, że rozglądam się po okolicy, kiedy tak naprawdę błądziłam wzrokiem bez celu. Doskonale znałam tę ulicę. Dawno temu bywałam tu niezwykle często.
Sam podszedł do mnie, uważnie przyglądając się mojej twarzy. Starałam się zachowywać pokerowy wyraz twarzy, nie chcąc ujawniać ogromu emocji i stresu, który narastał we mnie z każdą upływającą sekundą.
– Czegoś mi nie mówisz? – zapytał mężczyzna, krzyżując ramiona na piersi. Wpatrywał się we mnie intensywnym spojrzeniem niebieskich tęczówek, a ja miałam wrażenie, że za moment przejrzy mnie na wylot, a ja nie będę musiała nawet otwierać ust, aby mu w tym pomóc.
Mówiłam sobie, że muszę podzielić się z nim tą bolesną częścią przeszłości, która wiązała się ze sprawą i której będę zmuszona stawić czoła, pierwszy raz od trzech lat. Nie byłam gotowa na konfrontację, która mnie czekała.
– Aloisie – odezwał się Sam, gdy nie otrzymał odpowiedzi, a ja nadal wpatrywałam się w tuje rosnące na podwórku sąsiada.
– Jestem – cichy głos, zmusił mnie do obejrzenia się przez ramię.
Siostra Evy, stała obok nas z dłońmi ukrytymi w kieszeni niebieskiej bluzy. Pokiwałam głową.
– Jak masz na imię? – zapytałam uświadamiając sobie, że nie znałam jej imienia.
– Nikola – rzuciła cicho, nie spoglądając w moim kierunku.
Zastanawiałam się czy powinnam użyć jakichś słów wsparcia, ponieważ dziewczyna wyglądała, jakby tego potrzebowała. Niestety nie byłam dobra słowach otuchy, więc postanowiłam zachować milczenie. Samuel także nie próbował wdawać się w dyskusję z dziewczyną, idąc krok za nami w milczeniu.
Droga była krótka, ponieważ dom Dariny znajdował się zaledwie dwie działki dalej. Budynek na pierwszy rzut oka wyglądał na dużo bogatszy. Piękna, ozdobna brama w kolorze czerni i złota, była teraz otwarta, ukazując szeroki podjazd wyłożony kostką. Sam dom składał się z parteru i poddasza, a po lewej stronie można było dostrzec ogromy, przeszklony taras, połączony z salonem.
– Wejdź do środka Nikole, my zaraz przyjdziemy – powiedział Samuel, zaskakując mnie.
Spojrzałam na niego mrużąc oczy, gdyż słońce boleśnie raziło.
– O co chodzi? – zapytałam skonsternowana.
– Jeśli masz mi do powiedzenia coś, co łączy się z tą sprawą, ale celowo chcesz to zataić, to lepiej to zrób nim tam wejdziemy. Dobrze by było, gdym wiedział na czym stoję, a gołym okiem widać, że jesteś zdenerwowana. Nawet ciała nie wywarły na tobie takiego wrażenia.
Potarłam skroń, przymykając oczy. Samuel czekał w ciszy na odpowiedź. Nie wiedziałam, że byłam, aż taka kiepska w ukrywaniu emocji. A może to on był spostrzegawczy.
– Z tą sprawą wiąże mnie coś jeszcze, co powoduje, że naprawdę nie chcę mieć z tym wszystkim nic wspólnego – zaczęłam. – Chodzi o to, że mąż Dariny, to...
– Aloisie – znajomy głos zmusił mnie do gwałtownego odwrócenia się w stronę drzwi wejściowych.
W progu stała niska, pulchna kobieta, której brązowe, nieułożone włosy opadały na ramiona w nieładzie. Wyglądała, jakby ją też wyrwano z łóżka i zapewne tak było, ponieważ nadal miała na sobie spodnie od piżamy.
– Pani Kopecký – skinęłam delikatnie głową, mając nadzieję, że nie mam wymalowanych na twarzy wszystkich emocji, jakie wybuchły w moim wnętrzu na widok kobiety. Kiedyś nazwałabym ją po prostu Marianną, ale wydarzenia i czas, sprawiły, że wróciłam do formy grzecznościowej.
– Nie mają serca dając ci tę sprawę – powiedziała ciepłym, ale smutnym głosem.
Od zawsze się lubiłyśmy i najwidoczniej jej uczucia wobec mnie nie zmieniły się, aż tak bardzo, choć nie spotkałam kobiety od trzech lat. Wydawała się dużo starsza, choć wiedziałam, że nie osiągnęła jeszcze sześćdziesiątego roku życia.
Wzruszyłam ramionami na słowa kobiety.
– Taka moja praca.
Marianna zaprosiła nas do środka, a ja ruszyłam w kierunku otwartych drzwi z ociąganiem. Skoro ona tutaj była, w środku musiała znajdować się także rodzina Martina – męża Dariny.
Sam chwycił mnie za ramię, gdy chciałam postawić nogę na pierwszym z czterech stopni wyłożonych dużymi, szarymi płytkami, które prowadziły do domu.
– Aloisie.
Znów padło tylko imię, a jego wydźwięk zawierał ostrzeżenie. Spojrzałam na jego dłoń nadal obejmującą moje ramię, próbując zasugerować tym, że powinien mnie puścić. Kiedy tego nie zrobił, sama wyszarpnęłam rękę i pokonałam resztę stopni. Wtedy, stojąc z ręką na klamce rozchylonych drzwi, rzuciłam przez ramię:
– Mąż Dariny, był moim narzeczonym.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com