Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

#14

Następnego dnia obudził mnie dźwięk mojego budzika. Wstałem i od razu udałem się do kuchni na śniadanie. Na dole zastałem już rodziców. Ala pewnie jeszcze spała. Wczoraj po wyjściu Ani cała moja rodzinka wróciła do domu. Byłem wdzięczny koleżance za pozowanie do mojego obrazu, dlatego chciałem spełnić jej prośbę i przyjść dzisiaj do jej domu.

Do Ani💘
Będę gdzieś za piętnaście trzecia ^^

Od Ani💘
Fajnie^^

Uśmiechnąłem się na wiadomość od niej, chociaż pozornie nic nie znaczyła. Każda wiadomość od niej do mnie była super. Po zjedzeniu płatków odstawiłem miskę i łyżkę do zlewu. Spostrzegłem matkę żegnającą się z ojcem i wychodzącą do pracy. Tata od razu po jej wyjściu podszedł do mnie.

- Synu. Dużo myślałem o twojej przyszłości. Zgodzę się na studiowanie przez ciebie psychologii...

- Serio? Jaki jest haczyk?

- Ale najpierw musisz ukończyć studia prawnicze.

- Zastanowię się nad twoją propozycją.

- Dobrze.

- Za kilka godzin idę do koleżanki. Nie musicie czekać z obiadem.

- Dobra, ale najpierw odbierz Alę z przedszkola i zaprowadź ją do babci.

- Jasne.

Ojciec poszedł coś zjeść, a ja zniknąłem na schodach. Wszedłem do swojego pokoju i usiadłem przy biurku. Włączyłem laptopa i zacząłem szukać jakiś szkół prawniczych. Chciałem zobaczyć, czy istnieje jakaś, która mnie zainteresuje.

Kiedy była już odpowiednia godzina, wyszedłem z domu. Odebrałem siostrę z przedszkola i dałem ją pod opiekę babci. Później poszedłem w stronę domu Ani. Po drodze wstąpiłem po kwiaty dla koleżanki. Następnie trzymając w ręku białe róże zadzwoniłem dzwonkiem. Nie musiałem długo czekać, bowiem już po chwili w drzwi się otworzyły, a w nich moim oczom ukazała się szatynka. Wpuściła mnie do środka, a potem zamknęła drzwi.

- Dla ciebie - powiedziałem wreszcie wręczając jej kwiaty.

- Dziękuję. Idź do salonu. Korytarzem prosto, a potem skręć w prawo. Idę poszukać wazonu.

- Dobrze.

Udałem się za wskazówki dziewczyny. Doszedłem do całkiem sporego salonu z otwartą kuchnią. Usiadłem na szarej kanapie i przyjrzałem się pomieszczeniu. Było chaotyczne. Wszystko nie pasowało do siebie, ale miało coś w sobie. Po chwili dołączyła do mnie dziewczyna. Położyła na stolik wazon z różami ode mnie. Usiadła obok na sofie.

- Co chciałaś mi powiedzieć?

Zauważyłem, że mimo, iż były wakacje ona miała bluzkę z długimi rękawami. Skumałem o co chodzi. Przechodziłem to samo z młodszą kuzynką.

- Tniesz się? Czemu?

- Przez byłego...

- Opowiesz mi co ci zrobił?

- Tak. Miał na imię Patryk. Byliśmy na koncercie Shawna. Zabrałam z sobą koleżankę, która uwielbiała Mendesa. Miało być niesamowicie i było do pewnego momentu. Podczas przerwy Patryk powiedział, że chce nam coś pokazać. Mieliśmy pójść za nim za ogromną scenę. Jakoś nie napotkaliśmy żadnych przeszkód... - przerwała.

- Możesz mówić dalej. -  przybliżyłem się do niej i otarłem kilka łez. Ogarnęła się jakoś.

- Zabił ją...

Ania

Poszłyśmy za Patrykiem. Po chwili byliśmy już za sceną. Było pusto. Wszyscy byli przed sceną. Po chwili rozbrzmiał głos Shawna, który śpiewał Understand. Spojrzałam w oczy chłopakowi i uśmiechnęłam się. Odwzajemnił.
- No to, co chciałeś nam pokazać? Szybko, bo grają mój ulubiony kawałek. - spytała go Marta.
- No nie wiem. Tyły sceny. - wzruszył ramionami.
- No weeeź....
Zaśmieliśmy się. Nagle spostrzegłam jakiegoś kolesia. Chował się za plecami Marty i Patryka za jakąś metalową konstrukcją. Moją uwagę przykuło coś w jego ręku. Chwila. To pistolet. Szybko doszło do mnie, że musimy zwiewać. Udałam, że nic nie widziałam i chwyciłam Patryka za rękę.
- Proszę chodźmy już stąd.
- Ooo, a co boisz się? - zaśmiał się.
- Tak. Bardzo.
- Czego?
Spuściłam wzrok. Naprawdę zaczynałam się bać. Marta to zauważyła i obieła mnie ramieniem. Patryk podniósł mój podbródek, żebym na niego spojrzała.
- Hej nie bój się ze mną i z Martą nic ci nie grozi. - oboje mnie przytulili, a ja zamknęłam oczy i bałam się je otworzyć.
Po chwili usłyszeliśmy hałas. Odruchowo wszyscy troje odwróciliśmy się w jego stronę. Nikogo nie było.
- No to teraz ja też zaczynam się bać.
- No weźcie dziewczyny. Dajcie spokój. O co wam chodzi?
- O nic po prostu się boimy.
- Patryk chodźmy już stąd proszę. - powiedziałam błagalnie.
- Ehhh... No dobra.
Zaczęliśmy powoli wracać na miejsca. Przy piosence wtuliłam się w chłopaka, a Marta chciała nam dać trochę przestrzeni, więc cofnęła się do tyłu o dwa kroki. Będę jej musiała znaleźć drugą połówkę. Nagle ciszę przerwał telefon Patryka. Chłopak spojrzał i odszedł na bok. Wymieniłśmy z Martą wymowne spojrzenia. Po chwili Patryk wrócił.
- Kto dzwonił? - spytałam.
- A nikt.
Patryk przybliżył się do mnie, objął w talii i pocałował bez ostrzeżenia. Po prostu wpił się w moje usta. Oddałam pocałunek po chwili. Marta odsunęła się trochę. Natomiast ja zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam strzał, który był zagłuszony przez muzykę ze sceny. Muzyka była trochę głośna, a pistolet o dziwo był ciższy niż zwykle. Oderwałam się od chłopaka, przerywając pocałunek. To, co zobaczyłam sprawiło, że zaschło mi w gardle. Marta leżała na ziemi w kauży krwi. Chciałam do niej podbiec, ale Patryk zamachnął się i mnie walnął w twarz, zrobiło mi się słabo, a w ustach poczułam metaliczny posmak krwi. Spadłam na ziemię. Spojrzałam w oczy Marty. Wyczytałam z nich ból i przerażenie. Moje wyrażały dokładnie to samo. Zobaczyłam przed sobą wredny uśmieszek Patryka.
- Podnieś ją.
Ktoś chwycił mnie i gwałtownie podniósł do góry. Spojrzałam w oczy swojego chłopaka z przerażeniem i szokiem.
- Dddlaczego? - zdołałam wykrztusić.
- Spójrz na nią - wskazał na Martę - Cierpi przez ciebie. To przez ciebie muszę ją zabić. Twoją winą jest to, że ona umiera. To nie jest moja wina tylko twoja. Rozumiesz? Gdyby nie ty ona nadal by żyła. Gdybyśmy poszli sami na ten koncert ucierpiałabyś tylko ty. Wzięłaś koleżankę, a świadków nie lubimy.
Zaczęłam płakać. Marta rzeczywiście umierała na moich oczach i to naprawdę była moja wina. Spojrzałam na nią. Chciałam jej jakoś pomóc, ale ktoś mnie za mocno trzymał.
- Dobra puść ją. Niech pożegna się, a potem i ją czeka podobny koniec.
Puścili mnie, a ja wykorzystując ostatnie resztki siły doczłapałam się do Marty. Nie obchodziło mnie już nawet to, że jestem w kauży krwi. W głowie szumiały mi słowa Understand i dosłownie walczyłam, by nie zemdleć. Przytuliłam Martę nie zaważając na nic. Dziewczyna przekrzywiła twarz w bólu, a zaraz potem uśmiechnęła się.
- Hej nic mi nie będzie... Uśmiechnij się i żyj dalej. Spełniaj marzenia za nas obie. - powiedziała ledwie słyszalnie.
- Nie... Nie umierasz jeszcze... Nie... - popłakałam się jeszcze mocniej.
Marta zamknęła oczy. Odeszła przy ulubionej piosence ukochanego piosenkarza z lekkim uśmiechem na twarzy. A ja nadal płakałam, przytulając martwe ciało przyjaciółki.
- Ej nie przytulaj trupa. Marcin weź ją do samochodu.
Ktoś oderwał mnie, a zaraz potem wziął na ręce. Z bezsilności i ogólnie uczuć towarzyszących temu zamknęłam oczy i poddałam się, słysząc ostatnie dźwięki Understand oraz oklaski.

Obudziłam się w samochodzie. Było ciemno, ale słychać było też odgłosy syren. Nie mogłam się poruszać. W głowie miałam duży mętlik. Nie pamiętałam wszystkiego, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. Nagle usłyszałam pisk opon, strzały i jeszcze głośniejsze odgłosy syren. Samochód gwałtownie przyśpieszył, a po chwili słychać było głośny plusk. Chwilę później auto zaczęło napełniać się wodą. Marzyłam o wydostaniu się, ale bolała mnie głowa i nie mogłam się poruszać. Wstrzymałam oddech, próbując odnaleźć w nim ostatnie resztki nadziei. Nagle ktoś wybił szybę. Jakaś postać zaczęła machać ręką i świecić latarką. Zrobiło mi się słabo. Czułam, że dłużej nie wytrzymam. Zamknęłam oczy i odetchęłam. W konsekwencji moje usta napełniły się wodą, a ja widziałam już tylko ciemność.

Obudziłam się w szpitalu. Nagle wszystko wróciło. Zaczęłam płakać i nie mogłam się uspokoić. Nawet rodzice nie potrafili opanować mojego ataku paniki. Dalsze kilka dni spędziłam w osłupieniu, z atakami paniki i z okropnymi myślami. Następne terapie nie pomagały. Przynosiły odwrotne skutki. Nikt nie poznawał mnie. Nie byłam już tą samą dziewczyną co kiedyś. Zaczęłam pragnąć bólu fizycznego, by choć na chwilę zapomnieć o psychicznym. Już nawet przestałam liczyć kreski na rękach. Zaczęłam wpadać w nawyk.

Ale pewnego dnia Gosia to zauważyła. Przyłapała mnie na gorącym uczynku i zapragnęła pomóc. Udało jej się. Ale te myśli czasem powracają i wiem, że bez niej nie dam rady. Bez niej już dawno odebrałabym sobie życie. Ona o tym wie i dlatego, jak najbardziej pragnie mi pomóc. - wróciły mi wspomnienia. Starałam się powstrzymać łzy, ale się nie udało. Opowiedziałam mu o tym wszystkim ze szczegółami, choć czasem przerywałam, by wydmuchać nos.

Karol

Spojrzałem na nią z troską. Po chwili zamknąłem ją w moim żelaznym uścisku. Już nie tamowała łez.

- Jestem przy tobie. On już nigdy cię nie skrzywdzi ani nie odbierze ci żadnego bliskiego.

Nie miałem pojęcia, jak jej pomóc. W jednej chwili odechciało mi się być psychologiem. Przytulałem ją tylko do swojej klatki piersiowej i gładziłem jej włosy, od czasu do czasu mówiąc kojące słowa.



Kiedyś było to fajniejsze. Rozdział miał być dla osoby, której nie oznaczę, bo rozdział nie wyszedł, chyba. I tak nikt tej książki już nie czyta, bo to zue xd. Pozdrawiam ją jak kiedyś tu zajrzy i przeczyta to coś.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com