2
Gosia
Obudziły mnie promienie słoneczne, które jakimś magicznym cudem zdołały się przecisnąć przez zasłonięte roletami okna. Spojrzałam w stronę okien. Jednak nie były zasłonięte. Leniwie wstałam i poszłam do łazienki, zabierając z sobą moją walizkę. Ania jeszcze spała, także mogłam trochę tam pobyć.
Ania
Obudził mnie czyjś krzyk. Od razu wstałam i rozejrzałam się. Pomieszczenie było całkiem spore z dwoma łóżkami. Ściany były biało-niebieskie. Meble były jasno szare.
- Chwila, chwila gdzie ja jestem? - powiedziałam na głos.
Niekiedy zdarza mi się mówić to, co myślę na głos. Ta, czasem mówię do siebie. Najgłupiej to wygląda w szkole, szczególnie na geografii, na której siedzę sama. Chwilę potem przypomniałam sobie o wczorajszym koncercie BTS i uradowanej Gosi. Chyba pierwszy raz widziałam przyjaciółkę, aż taką szczęśliwą. Szkoda, że ja nie umiem się dobrze bawić na koncertach. Ach, no trudno. Przynajmniej Gosia była szczęśliwa i tylko to się liczy. Ale zaraz kogo to był krzyk? Czy coś się jej dzieje? Postanowiłam to sprawdzić i wyszłam na korytarz. Nagle ponownie usłyszałam krzyk. Pobiegłam w jego kierunku. Doprowadził mnie do jakiś drzwi. Przyłożyłam ucho do nich i nasłuchiwałam. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Co tam się dzieje?
Postanowiłam otworzyć drzwi i sprawdzić te dziwne odgłosy. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Zobaczyłam jakieś dzieci kłócące się o zabawkę. Chłopczyk wyrywał dziewczynce laleczkę z rąk, a ta krzyczała. Kiedy otworzyłam drzwi dzieci nie przestały się kłócić.
- Czemu zabierasz jej lalkę?
Dzieci nie spodziewały się mnie w drzwiach. Przestraszyły się mnie. Chłopak puścił zabawkę i spojrzał na mnie z podejrzliwością.
- Kim jesteś i co robisz w moim domu?
- To nie jest twój dom. Mieszkasz tylko w nim, ale to dom twoich rodziców. - Niech jest świadomy prawdy.
- Nie ważne odpowiedz na moje pytanie. - Szatyn jest uparty.
- Jestem twoim największym koszmarem i przybyłam cię ukarać. - A co tam zabawimy się.
- Ta, jasne. Ukarać? Niby za co?
- Za to, kim jesteś. Powiedz mi dlaczego chciałeś zabrać jej lalkę, a może wtedy nic ci się nie stanie.
- Co niby możesz mi zrobić? Jesteś w piżamie, czyli jesteś tą koleżanką naszej kuzynki.
- Nie, jestem twoim koszmarem i mogę wiele rzeczy. Na bank jestem od ciebie silniejsza.
Spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Ty silniejsza ode mnie?
- A chcesz sprawdzić?
- No dawaj.
Mały szatyn podszedł do mnie bliżej, a ja do niego. Niebieski wzrok blondynki bacznie nas obserwował. Bez trudu udało mi się go powalić na podłogę.
- Nigdy nie lekceważ mocy byłej mistrzyni karate.
Chwilę potem przez drzwi weszła ubrana już Gosia. Ubrała się w białą koszulkę z napisem: "BTS to życie" i czarne legginsy. Kiedyś kupiłam jej na urodziny taką koszulkę. Od tamtej pory, co rok dostaje ode mnie jakieś gadżety z BTS. Niektóre sama robię, inne zamawiam. Różnie bywa, ale zawsze najbardziej zadowolona jest z prezentów ode mnie. Tia trochę dziwnie to wygląda. Stoję nad jakimś dzieciakiem z wrednym uśmieszkiem w piżamie.
- Co tu się stało?
- Ta jędza przyszła tu i bez powodu mnie powaliła. - Chłopczyk wstał, przytulił się do Gosi i wskazał na mnie palcem.
- Zabierał jej lalkę i na pewno nie zmierzał się nią bawić zgodnie z przeznaczeniem.
- Artur czemu zabierałeś Izie lalkę? - ooo uwierzyła mi, co niezbyt często jej się zdarza. Niestety.
- No bo wkurzyła mnie...
Dziewczynka podeszła bliżej i schowała się za mną.
- To nie jest powód, żeby wyrywać jej lalkę siłą. Gdyby nie "ta jędza" już na pewno lalka byłaby bez głowy, także przeproś siostrę, a jak jeszcze raz tak zrobisz i dowiem się, że jej ulubiona lalka straciła głowę przez ciebie to przyjadę tutaj i osobiście dopilnuję, żebyś jej ją naprawił albo kupił nową. Rozumiesz?
- Ta...
- No na co czekasz?
Artur podszedł do Izy, która w dalszym ciągu chowała się za mną, przyciskając lalkę do siebie. Chłopak pierwszy wyciągnął rękę. Dziewczynka chwilę się wahała, a potem niepewnie wyciągnęła rękę, a drugą wciąż najmocniej jak potrafiła trzymała lalkę, jak gdyby wyczuwała, że chłopak jeszcze raz podejmię próbę wyciągnięcia lalki siłą. Wreszcie uścisnęli sobie ręce.
- Skoro tu jesteś to pójdziesz z nami na plac zabaw? Prosimy - spytał Gosi chłopczyk.
- Dobrze, ale idę z "tą jędzą" i musicie poczekać, aż się ona ubierze.
- Ok.
Potem obie wyszłyśmy. Zamykając drzwi zerknęłam na dzieci. O dziwo wrócili do wspólnej zabawy. Ech, nigdy ich nie zrozumiem. Wróciłyśmy do pokoju gościnnego.
- Oni tak zawsze?
- Nie zawsze, ale często. Dlatego wiem, że najlepiej zastosować groźbę.
- A gdzie ich rodzice?
- O tej porze w pracy.
- Ile mają lat?
- Artur 9, a Iza 6. Ej, ale ty idź się ubierz, bo obiecałam, że pójdziemy z nimi na plac zabaw.
- Tak wiem. Byłam przy tym.
- A no i dziś idziemy na lody i uwaga, uwaga stawiasz ty.
- Ej no.
- No co? Idź już się przebrać. Mam ochotę na loda i nie zmienię zdania, dobrze o tym wiesz.
Westchnęłam i poszłam do łazienki. Po chwili ubrałam się w niebieską bluzkę z słońcem pośrodku i białe szorty z niebieskimi kwiatkami. Rozczesałam włosy i pozostawiłam je rozpuszczone.
Plac zabaw był dosłownie po drugiej stronie ulicy także po chwili byliśmy już na miejscu. Kuzynka Gosi od razu pobiegła na huśtawkę. Natomiast Artur poszedł z wiaderkiem i łopatką do piaskownicy. Usiadłyśmy na ławce naprzeciwko piaskownicy i patrzyłyśmy na bawiące się dzieci. Oprócz Artura i Izy były jeszcze tam dwie dziewczynki i trzech chłopców. Chyba się znali, bo chłopcy podeszli do piaskownicy, a dziewczynki zawołały Izę z zjeżdżalni.
- Ale Ania masz portfel, co nie?
- No tak, a co?
- Zaraz idziemy na lody i stawisz nam - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie no pamiętasz o tym.
- Jakbym miała nie pamiętać?
- Liczyłam na cud.
- Liczysz na za wiele. - Przyjaciółka pewnie nie świadomie tym zdaniem wywołała moje okropne wspomnienia. Od razu zbladłam i poczułam się źle. Chyba to zauważyła.
- Przepraszam... Nie chciałam do tego wracać. Wybacz - zna mnie, aż za dobrze wie o co chodziło... Zdobyłam się na wypowiedź dopiero po chwili.
- Nic się nie stało... To ja powinnam przeprosić...
- Cii nie wracajmy do tego. Już dość przepraszałaś.
Odetchęłam głęboko. Ona jedyna wiedziała wtedy co przechodzę. Bardzo mi pomogła w tamtym okresie. W okresie, który do końca dni będę żałować. Ona wie, że ten temat jest moim słabym punktem. Ona jedyna wie jaka wrażliwa jestem. Na co dzień skrywam ją pod wieloma maskami, bo już inaczej nie potrafię. Do końca życia jestem wdzięczna Gosi, że wtedy przy mnie była. Nie dałabym rady bez niej.
- Dzieciaki idziemy na lody. Stawia "ta jędza" - zawołała Gosia i wskazała na mnie.
- Jej lody! - o dziwo przybiegły wszystkie dzieci z placu zabaw. O nie, ja zbankrutuję.
Po ok. miesiącu drugi rozdział. Kto się cieszy?
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com