4
Do moich uszu doszła muzyka. Nie minęło nawet pięć minut, a ja już znałam tytuł piosenki i wykonawcę. Poderwałam się na równe nogi i już po chwili stałam na boso na dywanie. Poczułam się głodna, więc poszłam do kuchni. Tam zastałam Adama.
- Cześć Aniu. Dziś naleśniki z nuttelą, a do popicia tymbark jabłkowo-miętowy.
- Ty gotowałeś?
- Nie. Przecież wiesz, że nie mam talentu. To dzieło mojej żony. Poznałaś ją kilka dni temu, pamiętasz?
- No niezbyt. Dobra nie ważne. Dzięki za śniadanie.
- Daj spokój. Usiądź i zjedz, a ja za chwilę wrócę.
Usiadłam, a brat oddalił się gdzieś. Rodzice pewnie są w pracy. Natomiast on nie wiem, co tutaj robi. Od kiedy się ożenił i wyjechał z rodzinnego miasta zaczął tracić z nami kontakt. Po prostu nie zależało mu już na nas, co było bardzo widoczne. Przestał interesować się rodzeństwem i rodzicami. Zaczął oddawać się całkowicie swojej nowej rodzinie, za co z jednej strony go podziwiałam, ale w tym niestety zapomniał o nas. Zapewne zapomniał kto dał mu życie. Nie wiem, co się stało skoro przyjechał. Jeszcze nie zdążył powiedzieć czemu w ogóle nas odwiedził po dwóch latach nie obecności, chociaż jest tutaj już tydzień. Z kolei jego żony nie miałam okazji poznać osobiście. Jedyne, co to ją widziałam i zamieniłam z nią tylko kilka słów przywitania. Zawiodłam się bardzo na Adamie. Jako najstarszy powinien dawać przykład, ale on w ogóle nie jest godnym wzorem do naśladowania. Znika po ślubie i pojawia się dopiero po dwóch latach. Miałam do niego wiele pytań i brak odwagi, żeby je zadać, więc dałam sobie z tym spokój.
Dosłownie po tym jak zjadłam wrócił Adam. Miał na rękach dziecko. Uśmiechnął się, widząc moje zdziwienie.
- To jest Bartek. Bartuś to jest Ania. On ma roczek i jest moim małym skarbem. Był u rodziców Eweliny, ale oni musieli gdzieś wyjechać, więc przyprowadziłem go tutaj. Myślisz, że rodzice będą mieli coś przeciwko temu, żeby mały został tutaj kilka dni ze mną i Eweliną?
- Człowieku ogarnij się. Po dwóch latach ciszy i zapomnienia o nas przychodzisz z dzieckiem i żoną bez uprzedzenia oraz chcesz się tu wprowadzić na jakiś czas? Zwariowałeś? Nie wiem jak na to oni zareagują, ale ja bym cię stąd wywaliła.
- No dzięki, siostra.
Stwierdziłam, że wolę wrócić do pokoju i się ogarnąć niż siedzieć tam i rozmawiać z nim. On z kolei będzie mógł pobawić się z synem czy coś. Wstałam i poszłam do swojego pokoju. Po wybraniu odpowiednich ciuchów poszłam do łazienki. Kilka minut później byłam już gotowa i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i nie miałam na nic ochoty. Po chwili wybawił mnie dzwonek telefonu. Usiadłam i odebrałam.
- Hej tu ja, Gosia. Bo wiesz... No... Mam problem...
- Co? Czekaj. Gdzie jesteś? Już pędzę.
- W naszym parku. Siedzę na tej fajnej ławeczce pod lipą.
- Dobra. Nie ruszaj się z miejsca. Dosłownie za pięć minut będę.
Rozłączyłam się i ubrałam adidasy. Po dosłownie kilku sekundach byłam już przy drzwiach.
- Wychodzę. Nie czekajcie z obiadem! - krzyknęłam, choć i tak w domu był tylko brat i jego syn.
Wyszłam i zaczęłam biec w stronę parku. Zazwyczaj to ja dzwonię do Gosi i mówię jej, że mam problem i znowu nie radzę sobie z myślami. Ona sama bardzo rzadko do mnie dzwoni, więc musi być coś na rzeczy. Skoro ma problem, moim zadaniem jest jej pomóc. Zdyszana wbiegłam do parku, ale nie przestałam biec, dopóki nie usiadłam obok blondynki.
- Co jest? - spytałam, opanowując się po biegu.
Gosia miała rozpuszczone włosy i pochyliła się do przodu, żeby zakryć nimi twarz. Zawsze jak miała doła tak robiła. Nie chciała, żebym widziała jak płacze. Nie lubiła jak ktoś widział ją w rozsypce. Wolała zamykać to wszystko w sobie, tak jak ja. Czasem dusiła łzy, ale wtedy jeszcze fatalniej się czuła. Kiedyś odkryła, że wypłakanie się w czyjeś ramię daje więcej ulgi niż duszenie tego w sobie. Od tamtej pory postanowiła się mi żalić. Staram się być dla niej taką samą podporą jaką ona jest dla mnie. Bez niej nie byłoby mnie tutaj. Beze mnie nie byłoby jej.
- Wrócił... Nie wiedziałam, że jego powrót będzie taki... Beznadziejny... Znaczy tak myślałam, że to wszystko wróci, ale liczyłam, że się zmienił... Nie dam rady z nim mieszkać pod jednym dachem...
Blondynka oparła głowę na moim ramieniu, a ja ją przytuliłam. Wiedziałam jakie to dla niej trudne. Znałam jego i znałam ją. Ona była wrażliwa, pomocna, naiwna i łatwa do wykorzystania. On? Lubił wykorzystywać i był po prostu dupkiem. Wykorzystał ją w okropny sposób, a potem jeszcze dręczył. Przez własnego brata zaczęła się ciąć. Zaczęła pragnąć śmierci. I wtedy zjawiłam się ja. Siedziałam w podobnym bagnie tylko ja przez swój własny mózg. Ona przez brata, ja przez chorą psychikę. Ale wtedy jej historia mnie urzekła i postanowiłam jej pomóc nawet swoim kosztem. Udało się. Pomogłam jej, a potem ona mi. Nadal sobie pomagamy i w sumie na tym opiera się nasza przyjaźń. Na wzajemnym wsparciu i pomocy.
- Luz. Możesz zamieszkać na ten czas u mnie.
- Dzięki... Ale za niedługo mam urodziny i no naprawdę napisałam już zaproszenia... Chciałam, żeby impreza była u mnie w domu, ale jeśli on jest to boję się was zapraszać...
- Nie no to też ogarniemy. Imprezę możemy zrobić też u mnie. Rodzice na pewno nie będą mieć nic przeciwko. Gorzej z bratem, ale go tam olać można. Bądź silna i pokaż mu, że już nie obchodzi cię to, co on o tobie sądzi.
- Ale... Wiesz... Wszystkie wydarzenia z nim i z tym, co mówił wróciły... Mam teraz taki chaos w tej głupiej głowie, że na pewno gdybyś czytała w myślach to byś powyrzucała wszystkie ostre rzeczy z domu i dopiero byś mnie tam zaprosiła oraz do tego kazała się mi owinąć w folię bąbelkową...
- Nie no bez przesady. Na pewno, aż tak źle nie jest. Głowa do góry, uśmiech na twarzy i chodź pokaż światu, że jeden debil cię nie złamie. A tak serio chodź spakujemy cię.
Wstałyśmy i poszłyśmy w kierunku jej domu. Szłyśmy powoli. Gosia jakoś opanowała łzy.
- Czekaj wiem, co sprawi, że będziesz silna. Masz telefon i słuchawki?
- Eee, tak.
- Daj. - Gocha postanowiła mi zaufać i dała swój sprzęt mi do ręki.
Wyszukałam odpowiednią playlistę. Potem podałam jej telefon z powrotem.
- Włóż słuchawki.
Wykonała polecenie, a ja włączyłam jej ulubioną playlistę z piosenkami BTS.
- Teraz uśmiech i idziemy naprzód, pokazując innym, że jesteśmy silnymi i twardymi laskami, okej?
Pokiwała tylko głową, uśmiechnęła się lekko i oddała muzyce. Poszłyśmy już prosto do jej domu.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com