Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

11

Mówią, że czas leczy rany.
Ale kiedy rana jest zbyt głęboka i ciągle się z niej sączy, nic ani nikt nie jest w stanie jej wyleczyć.
Zawsze marzyłam o rodzinie. O mężu, dzieciach, które biegały by radośnie po naszym wymarzonym domu. 
Był moment, że już prawie to wszystko miałam, brakowało tak niewiele.

Gdy wracam myślami do tamtego dnia, zimny dreszcz nadal towarzyszy mojej skórze, i to uczucie bezsilności, strachu i obrzydzenia.
Obrzydzenia do drugiego człowieka, który jest zdolny do okaleczania drugiego. Podobno zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga, ale coś musiało pójść nie tak, skoro jesteśmy jacy jesteśmy.

-Violet, zapomniałaś wziąć tabletki - Dylan stanął nade mną ze zmartwioną miną.

Siedziałam na fotelu przy oknie i tylko  mruknęłam, że nie mam ochoty ich brać.

Kucnął przy mnie i wziął głęboki oddech.

-Ja wiem, ale musisz je brać - powiedział i podsunął mi paroksetyne*

Ja również bardzo dobrze wiedziałam, że muszę je brać. Inaczej by mnie tu nie było.

- Kochanie poradzimy sobie ze wszystkim, nie zostawię Cię.
Dylan wstał i pocałował mnie czule w głowę.

* 3 miesiące wcześniej *

DYLAN

Jechałem tak szybko, że świat dookoła nie istniał, Nie myślałem o niczym innym jak o tej małej kruchej istocie, która leżała na tylnym siedzeniu cała zakrwawiona z naszym dzieckiem w brzuchu.
Nigdy nie wybaczę sobie, że popełniłem tak fatalny błąd.
Joe będzie czekał na mnie w tej obleśnej piwnicy, dopóki Violet nie poczuje się lepiej. A jeżeli coś jej się stanie...nawet nie biorę tego pod uwagę.

Podjechałem pod same drzwi szpitala i wyskoczyłem z samochodu jak oparzony. Wziąłem dziewczynę delikatnie na ręce i biegiem kierowałem się na główny hol.

-Niech mi ktoś pomoże ! Błagam moja dziewczyna jest w ciąży i chyba umiera - mój głos był tak rozpaczliwy, że sam go nie poznałem. W przeciągu kilkunastu sekund był przy mnie lekarz, który od razu prosił żebym zaniósł ją do wskazanej sali.
-Co się stało ? - lekarz zadając pytanie również był zdenerwowany, bał się odpowiedzi tak samo jak ja. Widząc ją całą nieprzytomną, zakrwawioną z rozciętymi udami i siniakami na rękach, obawiał się najgorszego.
- Została porwana, a ja cudem znalazłem ją ledwo żywą, błagam niech doktor jej pomoże. - nie starałem się hamować łez, po prostu nie mogłem. To była chyba najgorsza chwila w moim życiu, zaraz po tej w której ujrzałem zakrwawioną dziewczyne.
-Zrobimy co w naszej mocy, żeby jej pomóc.
-Ktoś jej podał chyba lekki nasenne, nie wiem w jakiej dawce.

To było ostatnie co powiedziałem do lekarza.
Zostałem wyproszony z sali, do której zbiegło się całe grono pielęgniarek i innych specjalistów.
Zawsze myślałem, że taka pomoc istnieje tylko na filmach, ale patrząc na to wszystko, całe moje życie to jak kiepski film.

VIOLET

-MAMUSIU !
-MAMUSIU ! GDZIE JESTEŚ, DLACZEGO CIĘ NIE MA.

Przecież jestem skarbie - uśmiechnęłam się lekko w stronę swojej pociechy, lecz gdy zobaczyłam jej twarz oniemiałam. Nie miała oczu ani nosa, a zamiast ust wycięty uśmiech ze szwami. W rękach trzymała nóż

-NIE ! NIE MA CIEBIE I MNIE TEZ JUZ NIE MA . - krzyknęła i wbiła go sobie w brzuch.

-Nieee ! - krzyknęłam wybudzając się z tego koszmaru. Bo to był tylko zwykły koszmarny sen.

Otworzyłam oczy zbyt szybko, bo od razu poraził mnie strumień bardzo jasnego światła. Nie wiedziałam gdzie jestem ani co się stało. Byłam zdezorientowana.
Dlaczego jestem w szpitalu... ?
Miałam dziwne deja vu, gdy spojrzałam na śpiącego na fotelu Dylana.
Poczułam straszny ból całego ciała, a zwłaszcza ud. Odkryłam lekko kołdrę, a to co zobaczyłam przyprawiło mnie o mdłości. Wielka rana, na każdym z ud. Jakby ktoś wbił mi nóż, i kręcił nim dookoła. Złapałam się za głowę, moje ręce były całe w siniakach...zaraz .....
Dziecko ! Spojrzałam na swój brzuch. Czułam, że go nie ma. Gdzie jest moje dziecko. Zaczęłam panikować.
-Gdzie moje dziecko ! - zaczęłam krzyczeć na cały głos. Ktoś mi zabrał dziecko !
Dylan słysząc moją histerię od razu znalazł się przy łóżku.
-Kochanie wreszcie się obudziłaś. - złapał mnie za dłoń.
Jak to wreszcie ? Widząc moją minę wyjaśnił.
-Byłaś w tygodniowej śpiączce.
-Gdzie jest nasze dziecko Dylan.
Jego mina momentalnie zrzedła.
Stało się coś złego, czuję to.

-Lekarze nie mogli nic zrobić.
-Jak to nie mogli nic zrobić! Dylan co się stało !! - zaczęłam panikować jeszcze bardziej a Dylan wezwał jedną z pielęgniarek, która od razu podała mi coś po czym zrobiło mi się bardzo miło. Położyłam się na poduszkę i widziałam jak twarz Dylana i on cały znika.

DYLAN

-Doktorze, co z nią - zapytałem spoglądając na ciągle śpiącą Vet. Nie wyglądała dobrze, ale lekarze mówili, że jej stan jest stabilny.
Była w śpiączce od tygodnia.
Cały ten tydzień spałem przy niej na fotelu. Opowiadałem jej przeróżne historie, byle tylko mnie usłyszała i w końcu się obudziła.
-Jest duża szansa, że się wybudzi, ale po takiej traumie mogą pojawić się komplikacje. Tym bardziej, że miała podane dość silne leki nasenne, które mogą powodować chwilową niepamięć. Choć w jej przypadku, może wystąpić i długotrwałe uszkodzenie mózgu. Jednak bądźmy dobrej myśli.
Doktor poklepał mnie po plecach, ale wcale nie poczułem się lepiej.
                          
                            **********
Gdy Violet się wybudziła, byłem najszczęśliwszy na świecie, ale gdy tylko przypomniała sobie o dziecku zrobiło mi się słabo, jak miałem jej to powiedzieć ? Że w skutek silnego i przewlekłego stresu  poroniła ? Że sama ledwo przeżyła po mękach, które zafundował jej Joe ??
Poprosiłem pielęgniarke, żeby podała jej coś uspokajającego, gdy zobaczyłem, że robi się spokojniejsza po prostu wyszedłem. To było dla mnie za trudne. Nie mam pojęcia, jak z tego wszystkiego wyjdziemy ale musimy. Najważniejsze, że nie straciła pamięci.
Ale teraz gdy Vet się wybudziła, mogę dokończyć to co zacząłem.

-Issac, weź Alexa i jedźcie do Joe.
Pora się zabawić.

Dla Joe nie będę miał litości, będzie żałował, że się urodził, mogę mu to zagwarantować.

                          ***********
Wchodząc z chłopakami do rudery, w której znajdował się Joe, przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Jakim cudem po tygodniu jeszcze nikt go nie szuka ? Przecież, jego wujek jest w policji. Nie wysłał po niego swoich koleżków? Wszystko to wydaje się podejrzane ale ja mam to w dupie.
Wchodząc do piwnicy zobaczyliśmy Joe wijącego się na podłodze. Był cały zlany potem, jego źrenice były niebezpiecznie szerokie, a dreszcze i ślinotok sprawiały, że wyglądał...no cóż  mało przyjaźnie. Zapomniałem, że jego piekło zaczęło się już tydzień temu.
Odstawienie Hery to nic przyjemnego.
Jak widać najgorszy głód był już za nim.
W piwnicy smród stał się bardziej nieznośny, przez odchody Joe i jego wymiociny. Mówiłem, że zgotuje mu piekło.

-Jak się czujesz Joey? Bo widzę, że samotność Ci dopisuje. Kwitniesz.

Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.
Ale gdyby był w stanie, na pewno by nim zabił.
Stojąc nad nim, w końcu czułem, że  mam nad nim kontrolę. Teraz już nie było szans, żeby mi uciekł.
- Isaac, załóż mu kajdanki.
Powiedziałem do przyjaciela.
-Tylko załóż rękawiczki, gówna się nie tyka . Bo bekniemy jak za człowieka.
Nie byłem głupi, miałem tydzień na zaplanowanie zemsty.

- Weźcie go do jego auta.

Podniosłem kanister z benzyną, który miałem przygotowany dużo wcześniej.
Powoli zacząłem rozlewać go w piwnicy, później schody i reszta domu.
Nikt nie będzie podejrzliwy, policja pomyśli od razu, że pożar powstał przez niesforną młodzież, albo jakichś osiedlowych ćpunów. To rudera.
Wychodząc z budynku wrzuciłem zapałkę i chwilę patrzyłem jak to całe gówno płonie.

-Nikt nie będzie po tym płakał. - rzuciłem w stronę chłopaków, wsiadając do auta Joe. Ustawiłem nawigacje na nieznaną mi dotąd, mało uczęszczaną trasę, w środku lasu.

_____________________

* Paroksetyna to lek przeciwdepresyjny

Kochani wróciłam, po dłuższej przerwie. No dobra bardzo długiej, ale jak sami wiecie pandemia, wojna plus brak weny i ciężką choroba, sprawiły, że nie było mnie tu wcale. Mam nadzieję, że będę pojawiać się tu dość regularnie 💜💓
Miło, że ktoś docenia te wypociny 😱 i jestem wam za to bardzo wdzięczna.

Rozdział niesprawdzony, więc ewentualne poprawki mile widziane

Buźka 💋

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com