Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

dix

James wciąż siedział naprzeciw młodszej koleżanki.

- Jesteś tu od trzech dni. Czy już masz do mnie zaufanie?

- Nie wiem, co o tobie myśleć.

- Co mam ci jeszcze powiedzieć, żebyś mi wyjawiła całą swoją historię?

- Spytaj mnie za tydzień, może dwa.

Mężczyzna zaśmiał się serdecznie. Istotnie w tym dniu dopisywał mu humor. Jednak naprawdę chciał wiedzieć więcej o Léi. Kiedy się uspokoił, zaczął zastanawiać się, co ma zrobić, by ją do siebie przekonać. Zamyślił się, patrząc na kwiat stojący obok kanapy. Gdy tak wpatrywał się w niego, wpadł na pomysł.

- Uzbieram tyle pieniędzy, żebym mógł kupić ci wózek. Wiesz, taki profesjonalny, żebyś z niego nie spadała. Reagujący na komendy głosowe. Będziemy wtedy mogli wychodzić na spacery albo urządzać sobie wycieczki. Kiedy ostatnio byłaś na mieście albo na zwykłych zakupach? Na pewno ci tego brakuje...

- Nie chcę psuć twoich planów, ale takie wózki są drogie. Wątpię, żeby ci się chciało wydawać dużą sumę pieniędzy na kogoś, kim nie jesteś.

- Obiecuję ci, że już za parę tygodni poczujesz świeży powiew wiatru na swojej skórze. Doświadczysz czegoś zwykłego, a zarazem to będzie dla ciebie niezwykłe, jakby nowe. Będziesz mi wdzięczna do końca życia.

- Powodzenia.

- Dzięki, chociaż wątpię, żeby było potrzebne. Muszę tylko gdzieś zadzwonić.

- Nie musisz niczego dla mnie robić.

- Prawda. Nie muszę, ale pragnę, choć raz zrobić coś dla kogoś, kto właśnie nie jest mną.

Zanim Léa cokolwiek odpowiedziała, Buru zniknął za drzwiami swojego pokoju. Tam wykręcił znajomy mu numer i czekał.

- Halo?

- Wracam do gry.

- Wspaniale. Babcia wieczorem do ciebie przyjdzie. Weź od niej towar.

- Jasne.

- Nie zawal tego, a już jutro będziesz mógł wziąć swoją działkę.

- Czy ja kiedykolwiek cię zawiodłem, Stan?

- Nie pytaj. Do zobaczenia.

- Nara.

Rozłączył się i dopiero do niego dotarło, co zrobił. Znowu wpakował się w to, co niedawno porzucił. Jednak miał tym razem lepszy powód i motywację, dla których wrócił do dawnej, nielegalnej pracy. Chciał zdobyć pieniądze na coś, co miało dać szczęście nie jemu, a dziewczynie, którą niedawno wyciągnął z śmieci. Uśmiechnął się do siebie. Postanowił zrobić coś złego dla dobrego efektu, jednak czuł, że to wspaniały pomysł. Tak dawno nie doświadczył tego uczucia.
Wnet na zegarze wybiła godzina siódma. Mężczyzna dopiero wtedy przypomniał sobie, że za godzinę musi być w nowej pracy. Ubrał eleganckie buty i wszedł do salonu. Uśmiechnął się do dziewczyny, bez jakichkolwiek słów wziął talerz z przygotowanym wcześniej jedzeniem i nakarmił ją. Później sam zjadł swoją porcję jajecznicy.

- Buru mam do ciebie prośbę.

- Tak?

- Proszę nie wpakuj się w jakieś kłopoty przeze mnie. No i czy byłbyś tak miły, żeby kupić mi czekoladę?

- Jasne i tak, będę tak miły i ci ją kupię. Na razie możesz się położyć. Jest jeszcze wcześnie. O dwunastej zajrzy do ciebie Patricia na chwilę, więc możesz jeszcze spać.

- Dzięki, dobrze.

James położył blondynkę, a następnie poszedł do kuchni, gdzie zaniósł talerze. Tam wyjął z szafy małe miski, do których następnie wlał wody i wsypał kociej karmy. Położył je w kącie. Pogłaskał kotka, który pojawił się znikąd pod jego nogami. Później zaczął się kierować w stronę wyjścia.

- Do zobaczenia - nie usłyszał jednak odpowiedzi, więc uznał, że dziewczyna już zasnęła.

Wyszedł z domu, zamykając drzwi na klucz. Udał się w kierunku remizy. Zaczął się zastanawiać jak pogodzić pracę strażaka z nielegalnym handlem narkotykami. Całą drogę spędził na myśleniu o tym. Westchnął, gdyż stwierdził, że wypadałoby wynegocjować jakieś przyzwoite godziny pracy.

Rozdział dedykowany Alive_Bitch, dziękuję za komentarze, które dają mi kopa do pisania haha ❤

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com