onze
Następny dzień z pozoru zaczynał się dość spokojnie, jednak nie dla Buru. Po dostarczeniu mu haszyszu przez Babcię musiał zacząć układać plan. Bez planowania wszystko poszłoby totalnie źle. Zerwał nockę. Gdy kot latał już po mieszkaniu, a dziewczyna na kanapie otworzyła swe oczy, on spał. Śniły mu się wszystkie bogactwa tego świata należące do niego. Zdecydowanie nie chciał się budzić z tego snu.
Tymczasem dziewczyna zaczęła rozmyślać nad swoim życiem. Co tak naprawdę dla niej znaczyło? Dlaczego uważała, że jest jednym wielkim rozczarowaniem? Co takiego sprawiło, że przestała cieszyć się z życia? Wróciła do wspomnień z tamtego okresu, chociaż były one bolesne, ale konieczne, jeśli chciała zrozumieć samą siebie. Pamiętała tamtą noc, jakby zdarzyła się niedawno. W jej głowie pojawiły się znajome obrazy. Takie jak jego przerażony wzrok, światła samochodowe, krew, odgłosy syren czy nawet paniczne szukanie znajomej twarzy zaraz po przebudzeniu się w obcym miejscu. Pogrążenie się w tych wspomnieniach sprawiło, że dziewczyna wcale nie zauważyła wejścia Buru. Dopiero gdy mężczyzna stanął przed nią, otrząsnęła się z zamyśleń.
- Przyniosłem ci jajecznicę. Ze szczypiorkiem. Myślę, że ci zasmakuje.
Położył talerz tam, gdzie zwykle. Spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się.
- Niedługo wyjdziemy na spacer. Co ty na to?
- Fajnie, ale nie musisz się dla mnie starać.
- Tak, a ty nie musisz mi tego powtarzać.
Po zjedzonym posiłku James poszedł pozmywać. Zmywając myślał nad handlem narkotykami. Jeszcze dwa tygodnie temu myślał, że skończył z tym na zawsze. Widocznie mylił się. Zaskakująco łatwo udało mu się wrócić do tego świata, ale obecnie miał cel. Musiał zarobić na kupno wózka dla Léi. Poraz pierwszy nie myślał o swoich potrzebach. Zaczął się zastanawiać czy nie rzucić pracy strażaka i całkowicie oddać się nielegalniej sprzedaży. W końcu więcej by zarobił. Dużo więcej niż w zwykłej pracy. Zapomniał nawet o powodzie, który przyczynił się niegdyś do rzucenia nielegalnego handlu.
Gdy skończył zmywać, wrócił do salonu. Usiadł na krześle naprzeciwko dziewczyny, spojrzał w jej niebieskie tęczówki i uśmiechnął się.
- Jutro idę na imprezę z Remy'm. Patricia zostanie z tobą i dziećmi. Będzie tu nocować. To był jej pomysł. Sądzi, że powinienem się z kimś związać. Nie rozumie, że miłość nie przychodzi ot tak. Dziś natomiast jestem zmuszony zostawić cię samą na dłuższy czas. Poradzisz sobie?
- Może tak, może nie.
- Nie puść domu z dymem - zaśmiał się.
Wstał i poszedł do przedsionka, w którym trzymał kurtki. Ubrał się. Zabrał z pokoju towar i wyszedł. Po drodze na swoje miejsce spotkał Paulette. Podszedł do niej.
- Gdyby ktoś się zaczepiał, przyjdź do mnie. Dam mu nauczkę - puścił do niej oczko.
- Dobrze, ale nie będę cię potrzebować. W końcu jestem nie podejrzaną, zwykłą staruszką na spacerze.
- Uważaj na siebie.
Pożegnali się i poszedł dalej. Stojąc na mrozie czekał na potencjalnych klientów. Wiedział, że przyjdą. Przychodzą odkąd wyszedł z więzienia. Nie mylił się. Wkrótce jego oczom ukazał się mężczyzna w średnim wieku. Wymienili się i odszedł. Kolejno po nim zaczęli się kręcić koło niego inni chętni. Czarnoskóry cieszył się. Każdy napotkany klient oznaczał pieniądze. Wprawdzie zarabiał z tego 15%, ale to mu wystarczało. Po trzech godzinach stwierdził, że już pora wrócić do domu. W drodze powrotnej nie spotakał już koleżanki od interesów, ale nie zdziwił się. Ponoć wymyślała nowy sposób na sprzedaż swojej części. Jego spokój zagłuszył telefon. Odebrał.
- Ubierz się w swój strój. Za pięć minut przyjadą po ciebie. Masz być gotowy. Musicie ugasić pożar.
Nie zdążył odpowiedzieć czy chociażby się sprzeciwić. Rzucił się biegiem do mieszkania. Na szczęście nie był daleko. Prędko wszedł do środka i udał się od razu do swojego pokoju. Zarobione pieniądze schował pod materacem. Otworzył szafę i ubrał swój strój. Skończył ubierać buty, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Przed wyjściem rzucił okiem na dziewczynę. Spała, tak samo jak kot. Uśmiechnął się i wyszedł. Zobaczył przed sobą Teodora, tylko jego imię znał wśród innych strażaków. Przywitał się z nim i zamknął drzwi na klucz. Gdy wsiadł do wozu, ruszyli prosto na miejsce pożaru. Poraz pierwszy w życiu czuł się naprawdę potrzebny.
Miłego dnia albo wieczoruuu 😸❤
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com