Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

3



Pomimo Świąt, Matt miał pełne ręce roboty. Terminy go goniły i gdyby pozwolił sobie na tych kilka dni odpoczynku, potem musiałby pracować za dwóch, aby oddać gotowy projekt do biura już dwa dni po Bożym Narodzeniu. Przez te wszystkie lata ciężko pracował i teraz też nie zamierzał zwolnić tempa pracy, choć mógłby sobie na to pozwolić, przyjmować mniej zleceń i wykonywać projekty wolniej. Nie chciał natomiast tego robić, ponieważ był już do tego przyzwyczajony oraz szybsze tempo pracy powodowało możliwość przyjmowania większej ilości zleceń, co łączyło się z większym zarobkiem. Nie był łasy na pieniądze, ale był zdania, że od przybytku głowa nie boli i jeśli ma możliwości na zarobienie większej ilości pieniędzy, będzie to robił. Szczególnie po to aby zapewnić siostrze dostatnie życie i  możliwość wybrania studiów, jakie zapragnie.
Było już dosyć późno, prawie cały dzień Bożego Narodzenia spędził w pracowni kończąc projekt biurowca, który zajmuje się produkcją reklam. Na zegarku widziała już godzina dwudziesta, spędził tu dobre osiem godzin. Plecy okropnie go bolały, koniecznie musiał załatwić sobie nowy fotel do biurka.
Wyszedł na balkon, z którego miał widok na ulicę i dom państwa Malik. W popielniczce na parapecie znajdowały się dwa niedopałki, nie był nałogowcem, palił rzadko, jedynie, gdy bardzo się zdenerwował, więc jedna paczka wystarczyła mu nawet na dwa miesiące. Nie był zadowolony, że gdy przychodzi do kryzysowej sytuacji od razu sięga po papieros, ale wolał to niż rzucać przedmiotami czy wyżywac się na innych ludziach.
W całym domu Malik'ów paliło się światło. Koło południa przyjechała April, ale nie był pewien czy nadal przebywa w domu czy wróciła do hotelu. Miał nadzwyczajną ochotę pójść to sprawdź, mógł się wytłumaczyć, że przyszedł na wieczorną kawę, w domu Malik'ów był mile widzianym gościem, więc nie powinien sprawić kłopotu. Po za tym miał ochotę z kimś porozmawiać, siostra raczej odpadła, ponieważ aż tutaj słyszał dumnienie muzyki. Zamknął drzwi balkonowe i poszedł przygotować się do wyjścia.

Drzwi otworzyła mu Cassie, która od razu zaczęła opowiadać mu, co dostała od rodziny na święta. Ta istotka był tak urocza i tętniącą życiem, że ciężko byłoby jej nie lubić.
W kuchni zastał Panią domu i April, które krzątały się oo kuchni i sprzątały po kolacji.
- Nie przeszkadzam? - zapytał stając na progu kuchni.
- Matthew, na szczęście zdążyłeś na ostatni kawałek ciasta, który udało mi się uratować. - powiedziała pani Malik kładąc na wysepce talerzyk z ciastem czekoladowym.
Zaraz po tym, gdy usiadł, do kuchni niczym torpeda wpadła Cassie. W jednej ręce, ledwie trzymała ogromną sztalugę, a w drugiej pudło farb.
- Moja pierwsza sztaluga!
Matt odebrał od niej ciężki przedmiot i oparł o blat. - Farby też mam i ołówki! Mama będzie mnie uczyć malować!
- Sprzedasz mi swój pierwszy obraz?  - zapytał.
Dziewczynce promyki zajaśniały w oczach, energicznie pokiwała głową.
- Cassie, proszę, odnieś to już do pokoju, bo zaraz się coś zepsuje. - poprosił Pan Malik wchodząc do kuchni.  - Ty znowu tu?
- Doskwiera mi brak pańskiej żony. - odpowiedział Matthew.
- Znajdź sobie żonę, Matt. - westchnął żartobliwie.
- Ciężko znaleźć kogoś dorównującego urodzie, mądrości i talentowi pani Sue. - uśmiechnął się czarująco do kobiety.
Chwilę potem jego wzrok powędrował w stronę April, która opierała się o zlew i przysłuchiwała rozmowie. Gdy ich oczy się zetknęły, dziewczyna odwróciła się tyłem by ułożyć kubki w szafce.
Jednak nie tak trudno znaleźć kogoś równie oszałamiającego. - pomyślał. April była piękna i pomimo jej czynów, również mądra. Zaczął się zastanawiać czy nie warto byłoby poczynić w jej stronę jakiś kroków. O reakcję państwa Malik raczej się nie obawiał. Jedyne, co stanowiło dla niego dużą przeszkodę była niewiedza czy nadal spotyka się z tamtym chłopakiem oraz to, że April wydawała się być osobą o ostrym temperamencie.
- Jakbyś widział ją, gdy miała dwadzieścia parę lat, wtedy zapewne musielibyśmy się o nią bić.
- Wtedy byłoby wiadome, że wybierze mnie. Spójrzmy prawdzie w oczy, jestem od pana przystojniejszy. - Matthew mruknął do Sue, która udała, że robi jej się gorąco.
- Naprawdę zacznę cię umawiać na randki w ciemno. Jesteś niewyżyty. - Zayn westchnął przytulając rozbawioną żonę.
- Co dziś robiłeś? - zainteresowała się pani Malik.
- Pracowałem. - Matthew wzruszył ramionami.
Wiedział, że pani Sue zacznie teraz dawać mu naganę, ponieważ to już któryś raz, gdy pracuje w święta. Lecz cóż miał robić innego? Skoro miał dużo wolnego czasu, którego nie miał jak spożytkować, mógł poświęcić go na pracę, która utrzymuje jego i siostrę.
- Są święta, Matt. - powiedziała że smutkiem pani Malik.
Ona ponownie wzruszył ramionami.

Susanne westchnęła. Było jej szkoda tego chłopaka. Owszem, miał dobrą pracę, pieniądze, dom, siostrę, ale brakowało mu mimo wszystko rodzinnego szczęścia. Dlatego też tak dużo czasu spędzał w ich domu. Nie przeszkadzało to jej ani reszcie domowników, wszyscy bardzo lubili Matta. Był wesoły, pomocny i przyjacielski, ludzi do niego ciągnęło.
Natomiast nadal brakowało mu tego szczęścia, które może dać mu druga połówka i jego własna rodzina. Dorósł już do wieku, w którym myśli już poważnie o takich sprawach. Oczywiście miał Alexandre, o którą się troszczył i kochał, ale to była nastolatka, która szukała towarzystwa rówieśników i imprez, a nie siedzenia z bratem w dużym, pustym domu.
Wiedziała też, że przez jego życie przewinęło się wiele kobiet, ale żadna nie została w nim na dłużej.
Przypomniała sobie dawne czasy, gdy poznała Zayna. Różnił się od Matthew pod względem charakteru, ale obaj szukali osoby, z którą mogli się ustatkować.

- Chyba będę wracać. - odezwała się April.
- Czemu nie chcesz nocować w domu?  - zapytał Zayn.
- Mam już opłaconą noc w hotelu.
- Nie podoba mi się, to że mieszkasz w hotelu. - skrzywił się Zayn.
- Po świętach przeprowadzam się do mieszkania, tato.
- Dam ci chociaż pieniądze. - pan Malik wyciągnął portfel z kieszeni.
- Nie chcę pieniędzy. Naprawdę, poradzę sobie. - uśmiechnęła się pokrzepiająco. - Zadzwonię do Connora.
- Jakbyś cię odwiozę. - Matt wstał z miejsca.
- Naprawdę, nie trz...
- Odwiozę cię. - przerwał jej protesty.
Nie wiedział dlaczego znów to zaproponował, skoro znany już wszystkim Connor, mógł to zrobić. Po prostu chciał to zrobić, bez powodu.

- Mam nadzieję, że zaprosisz mnie na kawę, gdy urządzisz się w nowym mieszkaniu. - powiedział, gdy znaleźli się w samochodzie. - Jeśli chłopak nie będzie miał nic przeciwko. - dodał stwierdzając, że to dobry pomysł, by wyciągnąć z niej jakieś informacje.
Według Matthew, April była zamkniętą dziewczyną, która niezbyt chętnie mówiła o swoich prywatnych sprawach. Na dodatek wydawało mu się, że wobec niego stosowała jeszcze większy dystans niż wobec innych. Nie wiedział jaki mógł być tego powód, ale chciał zmniejszyć trochę tę przepaść, która była pomiędzy nimi. Choćby dlatego, że czuł iż będą się często widywać, nie chciał by czuła się niekomfortowo w jego towarzystwie.
- Connor nie jest już moim chłopakiem.
Zaskoczyło go to, był pewien, że skoro nadal utrzymują kontakt i z tego co mu się wydaje, korzystała z jego pieniędzy.
- Mogę zapytać dlaczego? - kątem oka zauważył, że wzrusza ramionami.
- To nie było to.
Matthew pomimo, że próbował się powstrzymać, parsknął śmiechem.
- O co ci chodzi? - warknęła rozdrażniona.
- Po prostu...  - zatrzymał się na światłach - myślałem, że ta szopka z ucieczką z domu jednak na coś była.
- Nic ci do tego. - spojrzał na nią.
Była zdenerwowana. Miał rację, nie lubiła, gdy interesowano się jej prywatnym życiem.
- Racja. - ruszył za sznurem samochodów. - Ale jestem z tych wścibskich. To od niego masz pieniądze?

- Możesz się zamknąć? Nigdy więcej nie wsiądę z tobą do samochodu. - warknęła odwracając głowę w stronę bocznej szyby.

Matthew nie miał zamiaru dać za wygraną. Chciał żeby z nim porozmawiała. Możliwe, że zaprał się do tego od złej strony.

- Biorę to za tak. 

- Okej! Tak, Con daje mi pieniądze, bo się przyjaźnimy, ale obiecałam mu wszystko oddać, gdy tylko znajdę pracę. 

- Nie wolisz wziąć pieniędzy od rodziców? - zapytał podjeżdżając pod hotel.
- Nie, nie powinnam teraz w jakikolwiek sposób ich obciążać. Dobranoc. - powiedziała wychodząc z auta.

Niestety, nie dał się tak łatwo spławić. Wysiał z samochodu i ruszył za nią.
- A nie mogłaś pomieszkać te kilka dni u niego zamiast tracić pieniądze na hotel?
- Connor ma narzeczoną, nie chciałam się im narzucać.
- I tu jest pies pogrzebany.

Weszli do przestronnego holu. Pierwsze co rzuciło się w oczy Matthew, był ogromny kryształowy żyrandol zwisający z samego środka sufitu. Posadzki wykonane były z czarnego marmuru, ściany śnieżno białe, a lada recepcyjna miała przyjemny odcień mahoniowego brązu. Zawodowe oko Matta zauważyło, że wystrój choć minimalny, był bardzo drogi. Be obaw mógł stwierdzić, że były chłopak April miał kasy jak lodu. 

- Nie musisz dalej e mną iść. - zatrzymała się na środku holu i odwróciła przodem do niego. 
Wyminął ją i skierował się do wind. Gdy oboje znaleźli się w małym pomieszczeniu, mógł dokładnie przyjrzeć się April. Była piękna i mądra, nie wiedział jak Connor mógł dać jej odejść. 

- Przestań się gapić. - powiedziała z irytacją w głosie.

On tylko się uśmiechnął.

Przez chwilę przeszedł go impuls by podejść do April, przytulić ją, pocałować. Odetchnął z ulgą, gdy winda zatrzymała się na piątym piętrze.

- To już mój pokój, więc możesz sobie iść.

- Spławiasz mnie? - oparł się ramieniem o ścianę.

- Tak. - uśmiechnęła się. Był to chyba pierwszy uśmiech skierowany dziś w jego kierunku.

- Doceniam szczerość. Nie narzekam, ale możesz mnie zaprosić do środka i pokazać jak działa twoje łóżko.
- Idź już sobie. - zaśmiała się. 

Zanim wyszedł ze budynku, zatrzymał się jeszcze przy recepcji.

- Proszę opłacić dwie noce za pokój 1040 - podał kartę pracownikowi. 

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com