Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

2

Całą drogę do Londynu myślała, co ma zrobić, co powiedzieć. Długo zbierała się na odwagę by wrócić i przyznać się do błędu. Postanowiła, że poczeka dzień, wynajmie sobie pokój w hotelu, przywyknie do myśli, że wróciła do domu. Connor postanowił, że osobiście ją odwiezie, przy okazji wpadnie do części firmy, którą kierują jego rodzice.
Rozstali się już prawie dwa lata temu. W pewnym momencie stwierdzili, że nie czują do siebie już tego samego i nie ma sensu tego ciągnąć. Rozstali się w przyjaznych stosunkach, ale nadal mieszkali razem. W pewnym momencie Connor zaczął się nawet z kimś spotykać. Nie przeszkadzało jej to. Uświadomiła sobie, że to co do niego czuła nie było tą prawdziwą miłością, która przetrwa wieki. Czuła się głupio, że postąpiła tak pochopnie uciekając z domu. Jedyne z czego była zadowolona, było to, że Connor postawił jej warunek, że skończy szkołę średnią kiedy wyjadą. Zgodziła się i teraz nie żałowała, choć nigdy nie lubiła szkoły. Mogła wrócić zaraz po rozstaniu, oczywiście, ale nie mogła, bała się konsekwencji swoich czynów.
Teraz definitywnie postanowiła, że wróci, nie może odciąć się od rodziny na całe życie z powodu tchórzostwa.
Connor pożyczył jej pieniądze, uściślając, dość sporo pieniędzy. Na początku nie chciała się zgodzić, ale w końcu przekonał ją, że nie ma wystarczająco dużo funduszy. Zgodziła się pod warunkiem, że odda mu je, jak najszybciej się da. Przystał na ten warunek tylko dlatego, że inaczej nie przyjełaby pieniędzy. Rodzice Connor'a byli bogaci, od niedawna, gdy dostał do prowadzenia kilka filii firmy, on również był, więc pieniądze nie stanowiły dla niego problemu, a już szczególnie, gdy chodziło o jego przyjaciółkę.
Wyrzuty sumienia nie były jedynym powodem dlaczego postanowiła wrócić. Była też nim narzeczona Connor'a, która wprowadziła się do niego i nie pasowało jej towarzystwo jego byłej dziewczyny. Nie chciała być powodem już naradzających się konfliktów pomiędzy przyszłą parą młodą. Wtedy jej decyzja była ostateczna. Connor wiele razy przepraszał ją za to, że zgodził się wyjechać, szczególnie po rozstaniu, był starszy i powinien być bardziej odpowiedzialny, takie było jego zdanie. April twierdziła natomiast, że to była głównie jej wina, ponieważ to ona wpadła na ten pomysł i go do tego namówiła. Twierdziła, że jest osobą pełnoletnią, dorosłą i rodzice nie powinni jej dyktować z kim ma się się spotykać. Niestety pomyliła się, dorosła dopiero teraz, gdy postanowiła stawić czoło konsekwencją. Była gotowa wysłuchać rodziców, nawet była przygotowana na to, że ją nie przyjmą. Znalazła już ładnie, tanie mieszkanko daleko od centrum Londynu. Zamierzała znaleźć pracę, odłożyć pieniądze na studia. Jeśli uważała się za dorosłą uciekając z domu, teraz nie może zwalić się rodzicom na głowę jak gdyby nigdy nic. Musi pokazać, że zmądrzała i jest dorosłą, odpowiedzialną kobietą.

Wigilia była przypuszczalnie najgorszym dniem na powrót, ponieważ był to wyjątkowy dzień, na dodatek dom zapewne był pełen ludzi, jak zawsze w Święta Bożego Narodzenia. Niestety wiedziała, że jeśli odwlecze to choć o jeden dzień, będzie odciagała nadal. Postanowiła, że musi zrobić to dziś. Niech każdy widzi, jak się wygłupiła, ale i to, że potrafi się przyznać do błędu.
Poprosiła Connor'a by podwiózł ją pod dom, chciała też aby dodał jej otuchy przed konfrontacją z rodziną. Zgodził się bez większego problemu, choć był to wieczór Wigilijny, który miał spędzić z rodzicami i narzeczoną. Uważała, że taki przyjaciel to skarb. Miała też drugą, najlepszą przyjaciółkę, którą poznała na ostatnim roku. Mary była niską blondynką o orzechowych oczach, lekko zdartym noskiem, niesamowitych kobiecych kształtach, a na dodatek była słodka jak cukiereczek, mimo choć mimo to potrafiła czasem zaleźć człowiekowi za skórę. Dziewczyna, gdy dowiedziała się o jej wyjeździe, rozpłakała się jak małe dziecko i nie chciała jej na to pozwolić, dopiero gdy wytłumaczyła jej jak jest to dla niej ważne przyjaciółka wzięła się w garść i poparła jej decyzję, pod warunkiem, że będą się wzajemnie odwiedzać. Przystała na ten warunek, ponieważ nie wyobrażała sobie już nigdy nie spotkać przyjaciółki. Zaproponowała jej nawet, by na studia udała się do Londynu.

- Na pewno jesteś gotowa? - zapytał Connor, gdy stanęli na jednych ze świateł.
- Muszę to zrobić i tak za długo to odwlekałam.
- Wierzę w ciebie. - uścisnął jej dłoń. - Poszedłbym z tobą, ale myślę, że moja obecność mogłaby wszystko pogorszyć. Po za tym, nie jesteśmy już razem i mogliby to źle odebrać.
- Rozumiem i nawet bym cię o to nie prosiła.
Im bliżej byli osiedla, na którym znajdował się jej rodzinny dom, tym czuła większy ścisk w żołądku, ręce zaczęły jej się trząść. Miała ochotę kazać Connor'owi zawrócić samochód i ponownie zniknąć, ale to by było tchórzostwo, a ona nie chciała być tchórzem. Zacisnęła dłonie w pięści i wpatrywał się z jednorodzinne domki, które właśnie zaczęły się pojawiać, zauważyła, że ułożono nowy chodnik, dostawiono kilka lap w okolicy placu zabaw i boiska sportowego, ścięto starą lipe, która już kilka lat temu poczęła usychać. Te drobne zmiany uświadomiły jej upływ czasu i jej długą nieobecność.
Znaleźli się przed jej domem zbyt szybko, chciała zasugerować aby Con zrobił jeszcze jedno okrążenie, ale i tym razem się powstrzymała.
- Zadzwoń do mnie później i opowiedz, jak było. - poprosił Connor.
- Jeśli tylko to przeżyję. - zażartowała chcąc zrzucić z siebie napięcie.
Na miękkich nogach opuściła samochód . Na ścieżce prowadzącej do drzwi domu, która jeszcze pokryta była cienką warstwą śniegu dostrzegła dziesiątki śladów pozostawionych przez buty. Na podjeździe i na drodze obok domu stało około dziesięciu samochodów. W  salonie paliło się światło, przez zasłony zauważyła światełka choinki oraz cienie poruszających się postaci. Ciekawe czy jeszcze o niej pamiętają. - pomyślała. Nie wiedziała ile tam stała, ale gdy mróz zaczął szczypać jej policzki zbliżyła się do drzwi. Chciała nacisnąć klamkę, wejść do ciepłego domu i mieć to już wszystko za sobą. Stwierdziła, że takie wejście byłoby zbytnim zuchwalstwem, więc drżącą dłoń skierowała w kierunku dzwonka. Palec przez kilka sekund zawisł nad przyciskiem. Zrób to April, szybko, jak oderwanie plastra. - nakazała sobie.
Zrobiła to, palec opadł na okrągły biały guziczek, za drzwiami rozległ się dźwięk dzwonka. Chwilę później usłyszała szybkie kroki i stukot obcasów. Drzwi zostały otworzone gwałtownym ruchem. April stała twarzą w twarz z mamą, której łzy błyszczały w oczach. Na ten widok jej samej chciało się płakać.
- April. - powiedziała Suzanne jakby niedowierzając.
Dla April ta sytuacja ciągle wydawała się snem, z którego miała się zaraz obudzić. Chciała się nawet uszczypnąć aby sprawdzić czy to prawda.
Kobieta rozłożyła ramiona, a córka bez zastanowienia rzuciła jej się w ramiona. Wtuliła się w ciepłą skórę mamy przysłoniętą czerwoną, rozkloszowaną sukienką z długim rękawem.
Zaraz za jej plecami zobaczyła twarz ojca. Tak naprawdę to spotkania z nim bała się najbardziej. Zayn Malik był nieprzewidywalnym człowiekiem, choć miał wielkie serce, niektórych rzeczy nie wybaczał, a to była jedna z nich. Jedynie cud Wigilijny mógł ją uratować. Patrzył na nią surowym wzrokiem, dłonie umieszczone miał w kieszeniach spodni garnituru, z pod podwiniętych rękawów koszuli i zza rozpiętego kołnierza wyzierały tatuaże. Dostrzegła pojawiającą się siwiznę, której nie było, gdy ostatnio go widziała. Mama wypuściła ją z ramion. Stanęła na przeciwko drugiego rodzica czekając na jego reakcje. W między czasie na korytarzu pojawili się też jej trzej bracia.
Rysy Zayna złagodniały i szybkim ruchem zgarnął córkę w ramiona.
- Moja śliczna. - wyszeptał drżącym głosem wtulony w jej włosy.
Do uścisku dołączyli także jej bracia, którzy swoją drogą trochę urośli.
Gdy zakończyły się uściski i ciężar, który czuła z niewiedzy, jak zareagują rodzice znikł, nadeszła pora by stawić czoła reszcie rodziny.
W salonie panowała cisza, wszyscy patrzyli na nią z mieszaniną zaskoczenia, wzruszenia i wielu innych emocji.
- Cycki ci urosły. - niezreczną ciszę przełamał wujek Nick swoją jak zwykle błyskotliwą uwagą.
Na szczęście atmosfera się rozluźniła, wszyscy kolejno zaczęli się z nią witać, mówiąc, jak bardzo cieszą się, że ją widzą. W końcu rodzina była w komplecie.

W pewnym momencie w oczy rzucił jej się pewien młody chłopak, którego nie znała. Wydawało jej się, że skądś kojarzy jego twarz, natomiast nie mogła sobie przypomnieć skąd. Na pewno nie był to żaden z jej kuzynów, może narzeczony lub mąż którejś kuzynki? Dopiero, gdy jej wzrok powędrował na dziewczynę zajmującą miejsce obok niego, a jej oczy zetknęły się z tymi wyjątkowymi niebieskimi tęczówkami, zrozumiała z kim ma doczynienia. Nie pamiętała jego imienia, ale z jego siostrą chodziła do szkoły. W każdym razie był to chłopak, którego nie darzyła szczególną sympatią, choć nie miała z nim zbyt wiele do czynienia. Mianowicie ten oto chłopak już tydzień po śmierci swojej babci, którą April traktowała, jak własną, rzucił się na jej dom niczym wygłodniały pies i zaczął przy nim majstrować. Nie lubiła takich ludzi, uważała nawet, że chłopak zapewne tylko czekał, jak kochana babunia wyciągnie nogi i będzie mógł się wzbogacić o kawałek ziemi i całkiem spory dom, który ze względu na swój wiek mógłby być w przyszłości sporo wart. Niestety widząc go przy stole Wigilijnym z jej rodziną, była pewna, że będzie go widywać częściej niż by chciała.

Pojawinienie się April i to jeszcze w wieczór Wigilijny było dla wszystkich zaskoczeniem, nawet dla niego samego.
Weszła do salonu w otoczeniu najbliższej rodziny. Pamiętał ją, jak przez mgłę, ale już na wejściu musiał stwierdzić, że wypiękniała i nabrała klasy. Na ramiona narzucony miała kremowy płaszcz, przez szyję przewieszony czerwony, długi szal, na nogach czarne, dopasowane spodnie oraz czarne buty na płaskim obcasie. Twarz miała piękną, duże czekoladowe oczy, wąski lekko zadarty nosek, wyraziste kości policzkowe i pełne usta w malinowym odcieniu, a całość dopełniał delikatny makijaż, karnacja przypominała tę pana Malika, jak wieczna opalenizna nabyta w egzotycznych krajach posiadała piękne długie, lekko falowane ciemnobrązowe włosy.
Nie długo trwało, gdy cała rodzina rzuciła się na biedną dziewczynę. Jedynie Matt, Alexandra oraz Cassie, która przysiadła obok Matta. Nie rozumiał dlaczego dziewczynka nie chce przywitać się z siostrą. Może jej nie pamiętała lub czuje do niej żal? W każdym razie na pewno w tym momencie nie miała zamiaru rzucić się na szyję siostry się na szyję siostry.
Gdy dziewczyna spojrzała w kierunku Matta jej mina była ciężka do zdefiniowania, uśmiechnął się do niej lecz ona odwróciła wzrok. Nie rozumiał o co jej chodzi, nigdy nie zachowywała się do niego przyjaźnie, ale sądził, że to dlatego, ponieważ była zbuntowaną nastolatką.

Po zakończeniu serdecznych powitań i wspólnej modlitwie, którą prowadził pan domu, wszyscy zasiedli do stołu Wigilijnego. Nie było nawet oznak tego, że jedna z obecnych osób nie dawała oznak życia przez trzy lata. Był pewien, że następnego dnia i tak odbędzie się poważna rozmowa, ale dziś w ten wyjątkowy wieczór, każdy cieszył się, że rodzina jest w komplecie. Matt dałby wiele aby teraz siedzieć przy stole razem z trzeźwymi rodzicami i resztą rodziny.
Zastanawiał się także czemu April wróciła akurat dziś. Czy nadal jest z tamtym chłopakiem, a jeśli tak, to czemu postanowiła wrócić dopiero teraz. Może ma im coś ważnego do przekazania, może na drugim końcu miasta czeka razem z ojcem jej dziecko lub chce poinformować o zbliżającym się ślubie. Pytań jak i możliwych odpowiedzi jest wiele, ale Matt nie miał zamiaru wtrącać się w cudze życie, to nie leżało w jego naturze.
- Nie wiem gdzie cie ulokujemy, ponieważ dużo osób chce zostać na noc. - powiedziała pani Malik do córki, gdy wszyscy sprzatątali ze stołu.
- Nie zamierzałam zostać dziś na noc. Zadzwonię do Connora i wrócę do sobie. Przyjadę jutro w okolicach obiadu. - poinformowała z ciepłym uśmiechem.
- Będziesz ciągnąć biednego chłopaka przez pół miasta w Wigilię? - zapytała Suzanne.
Dziewczyna już miała coś odpowiedzieć, gdy wtrącił się w rozmowę.
- Może przenocować u mnie. - zasugerował.
- Nie ma takiej potrzeby. - wysiliła się na miły ton.
- W takim razie mogę cię podwieźć, dla mnie to żaden problem. - nie miał pojęcia dlaczego tak natarczywie chciał pomóc dziewczynie.
- To dobry pomysł. - powiedziała pani Malik kładąc mi dłoń na ramieniu.
- Jeśli to dla ciebie nie problem... - ugięła się dziewczyna.
- Żaden. Powiedz tylko kiedy chcesz jechać, a skoczę tylko po klucze do domu i możemy ruszać. - powiedział z ciepłym uśmiechem.

Gdy znaleźli się w samochodzie żadne z nich się nie odzywało. Sam nie wiedział, jak przerwać niezręczną ciszę.
- Gdzie mieszkasz. - zapytał w końcu, ponieważ musiał znać trasę.
Zdziwiony stwierdził, że dziewczyna podała mu nazwę hotelu.
- Mieszkasz w hotelu? - zapytał zdziwiony.
Przypuszczał, że będzie nocować u swojego chłopaka.
- Tymczasowo, jutro idę odebrać klucze od mojego mieszkania. - poinformowała patrząc w boczną szybę.
Czyli możliwe, że jednak rozstała się z chłopakiem i dlatego postanowiła wrócić. - pomyślał
- Dlaczego tak bardzo się upierałeś żeby mnie odwieźć? - zapytała odwracając się w jego kierunku.
Wzruszył ramionami.
- Pewnie będą tam jeszcze długo siedzieć, a ja nie przepadam za dużymi skupiskami ludzi na dłuższą metę. Na dodatek twoi wujkowie zaczeliby mi wciskać twoje kuzynki i natychmiast pchać przed ołtarz, co byłoby niezręczne dla mnie, jak i dla nich. - dziewczyna zaśmiała się.
- Tak, to bardzo możliwe, ale to powinien być dla ciebie komplement, ponieważ nie pchaliby swoich ukochanych córek w ręce pierwszego faceta.
- Czuję się wręcz zaszczycony. - uśmiechnął się w jej kierunku.

Resztę drogi przybyli w ciszy. Ulice były już niemal opustoszałe, ci było rzadkością w Londynie. Czasem miał nawet ochotę przejechać na czerwonym świetle, gdy w okolicy nie było widać nawet jednego auta.

- Dobranoc, Matt. - powiedziała dziewczyna wysiadając już pod hotelem.
- Do zobaczenia, April.

×××
Rozkręćmy to opowiadanie, halo żyjcie kochani 💕

Co sądzicie o April? Jest taka jak sobie wyobrazaliscie czy może całkowicie inna?

Pozwolę też wam już wybrać kogo weźmiemy na drugi ogień bym mogła zacząć obmyślać dla niego historię, gdy zakończymy z April i Mattem.
Leo? Nate? Mike? Czy może Alexandra?

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com