Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

6

Rozdział 6 
CAROLINE
Budzę się nad ranem ze świadomością, że właśnie dziś jest dzień w którym obchodzę przeklęte urodziny. Nigdy nie byłam entuzjastycznie do nich nastawiona a teraz muszę to po prostu zaakceptować. Staram się podejść do tego dnia z uśmiechem, przecież nie mogę całe życie zachowywać się jak pustelnik, który nie wychodzi z domu, nie bawi się, nie korzysta z życia. Mam 23, sorry 24 lata , jestem mądrą kobietą, która będzie się dziś świetnie bawić. Uśmiecham się a to z powodu ojca mojej przyjaciółki, któremu nie mogłam odmówić urządzenia imprezy. Jest dla mnie czasem szczerze nie wiem czego. Może bałam się, że w najmniej odpowiedniej chwili powiem coś niestosownego lub coś takiego zrobię. Niedźwiedzi uścisk jakim uraczył mnie jej ojciec potwierdził słowa przyjaciółki, która ostrzegła mnie o nadmiernej troskliwości z jego strony. Dla mnie , dla osoby, która pragnęła kontaktu z ojcem taki gest wydał się wręcz wzruszający. Przyjęli mnie do swojej rodziny i potraktowali jak bardzo bliskiego znajomego, ojciec Amy- Harry pomimo groźnego wyglądu jest najbardziej spokojnym i cierpliwym człowiekiem z jakim miałam okazję się spotkać. Wspomniałam o groźnym wyglądzie ponieważ na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy tata grizzly, wysoki i barczysty z wzrokiem skupionym wprost na ciebie, nie wiedziałam wtedy co zrobić uciec, wymyślając jakiś powód na doczekaniu czy poczekać . Praktycznie nie zdążyłam uciec przed uściskiem, ale nie żałuję tego, ojciec mojej przyjaciółki okazał się bardzo mądrym i słuchającym człowiekiem, który zobaczył że taka rozmowa była mi potrzebna. Sama dopiero po przyjściu do domu spostrzegłam że ciągle myślami byłam jeszcze u nich w domu. Mieszkają we dwoje, on prowadzi z pomysłem i sukcesem bar a ona studiuje marketing i zarządzanie. Żona Harrego zmarła przy porodzie Amy, dlatego cały trud wychowania córki spadł właśnie na niego. Zapewne wiele razy miał ciężko, ale wystarczy spojrzeć z jaką miłością patrzy na córkę aby przekonać się że z rolą ojca i matki w jednym jest dobrze zaznajomiony. Z Amy poznałyśmy się przypadkowo, wpadłyśmy na siebie na uczelni i tak to się zaczęło. Od dwóch lat przyjaźnimy się, tylko ona potrafi zapukać o 6 rano i wyciągnąć mnie w weekend na jogging, musicie wiedzieć, że sport nigdy nie był nie jest do teraz moją mocną stroną. Dlatego wyobraźcie sobie moją minę rano, Amy nazywa tą minę "wściekły ratler" wiadomym jest, że ten pieszczotliwy zwrot odnosi się to do mego wzrostu. Spoglądam na zegarek, dochodzi ósma. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowo pochmurny, nic tylko spać dalej. Z chęcią wygrzewałabym moje wiecznie zmarznięte ciało pod ciepłą kołdrą, lecz znając moją przyjaciółkę wpadnie tu za chwilę jak huragan i rozpocznie swoją pogadankę na temat wieczornej imprezy. Zamykam oczy, może uda mi się zasnąć jeszcze na trochę mam w końcu dziś wolny dzień wolno mi. Niestety po około 15 zbyt dobry, własna rodzina nie zrobiła dla mnie tyle co właśnie ten człowiek. Kiedy Amy zaprosiła mnie na obiad bałam się, minutach słyszę pukanie do drzwi. Cholera, to na pewno ona. Zakrywam się szczelnie kołdrą próbując zignorować intruza, lecz ten/ta nie daję za wygraną, pukanie jest co raz głośniejsze. Niechętnie podnoszę się z łóżka, ziewając zakładam szlafrok i kieruję się do drzwi , nie pytajcie jaką mam minę w tym momencie, zapewniam nie jestem w nastroju. Podchodząc do drzwi, słyszę słowa przekleństwa z ust przyjaciółki, przecież jej pomysłem było przyjście tutaj o tak wczesnej porze. Otwieram je i widzę, że Amy trzęsie się z zimna, jej strój nie jest adekwatny do pogody, gdyby przyszła później obejrzałaby prognozę pogody i ubrała się stosowniej.
-Dzień dobry Amy, piękny poranek prawda? - Odzywam się pierwsza z odrobiną sarkazmu, nie mówię tego na poważnie i ona o tym wie. 
-Bardzo śmieszne, wiesz od ilu minut pukam w te drzwi, nie łaska mi otworzyć zimno mi. Wszystkiego najlepszego . -Obrażona Amy wchodzi do środka, podchodzę do niej i całuję w policzek. 
- Dziękuję za życzenia, no nie gniewaj się, wezmę szybki prysznic i szybko się ubiorę a potem przygotuje gorącą czekoladę co ty na to? "Teoretycznie" moja przyjaciółka jest na diecie, to całe bieganie i jedzenie warzywek ma jej pomóc w zdobyciu chłopaka. Wszystko fajnie, tylko dlatego ja muszę uczestniczyć w tym planie. To ONA chcę wyglądać jak wieszak, mi się swój wygląd podoba. 
-No dobrze, ale bez cukru. Mamy dziś zaplanowany cały dzień, więc uciekaj się ogarnąć, będę w kuchni. 
-Mamy? Myślałam że żartowałaś z tym śmiesznym przygotowaniem się ? Spoglądam na nią lekko zmieszana. 
-No co ty, wszystko zaplanowałam, kosmetyczka, fryzjer, zakupy , przy okazji i ja na tym skorzystam, muszę przy tobie ładnie wyglądać. Przyjaciółka robi się dziwnie przygaszona, nie wiem co jest tego powodem.
-Amy co jest ?
-Nic, nieważne leć na górę. 
-Nie, Amy gadaj co jest? -Muszę być stanowcza, muszę się dowiedzieć co się stało. 
-Ja...ja po prostu czasem myślę, że nigdy nie będę tak ładna i mądra jak ty. Caroline jesteś moją przyjaciółką najlepszą jaką kiedykolwiek miałam, to ty zmotywowałaś mnie do kontynuacji studiów, to ty zawsze byłaś tą mądrą a ja ? 
-Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Amy, czy ty nie masz innych zmartwień na głowie, jak możesz zatruwać głowę czymś tak nie istotnym. Jesteś piękną i mądrą dziewczyną, która na dodatek przyjaźni się ze mną, mówiłaś mi ile osób odpadło na studiach ty dałaś radę, cały czas dajesz radę. Robisz to dla ojca, jesteś miłą i współczującą osobą. Jestem dumna mogąc nazywać się twoją przyjaciółką więc do diabła nigdy więcej nie wygaduj takich głupstw zrozumiano. -Bez słowa przyjaciółka przytula mnie, widocznie i ona od czasu do czasu potrzebuje duchowego wsparcia z mojej strony, muszę to robić częściej. -Już dobrze? -Pytam posyłając jej uśmiech. -Tak dzięki, ale się rozkleiłam wybacz. Potrzebowałam tego. 
-Nie ma sprawy, na mnie zawsze możesz liczyć, idę się ogarnąć. -Udaję się na górę, gdzie w pospiechu biorę prysznic, ubieram się . Po jakimś czasie schodzę na dół do kuchni, przygotowuje dla nas dietetyczne kakao. Amy opowiada szczegóły dzisiejszego dnia a ja tylko wdycham ciężko, czym wywołuję u niej poprawę nastroju. Potem nasz dzień rozkręca się na całego, nie powiem wam dokładnie ile sklepów odwiedziłyśmy, aby wybrać odpowiednie ubrania, buty, dodatki itd...W każdym razie czas minął nam bardzo szybko, odwiedziłyśmy fryzjera, z którym już na wstępie wdałam się w dyskusję a pro po moich długich włosów. Kocham je i nie pozwolę, aby ten sadysta z nożyczkami obciął mi je, moje włosy moje prawo-proste. Powrót do domu był dla mnie darem od Boga, byłam jawnie zmęczona a po niej w ogóle nie było widać jakiekolwiek zmęczenia, no tak jeżeli ktoś wypije po drodze trzy kawy, to przecież nie można się dziwić temu, że jest pobudza. Narzekam na wszystko, ale w głębi ducha ten dzień uważam za jak najbardziej pomyślny, spędziłam go z przyjaciółką która ma niesamowicie dobry zmysł i gust do kupowania, wie gdzie są najlepsze okazje, nawet w niektórych sklepach jest stałą klientką. Właśnie w tym momencie czuję się jak typowy pustelnik, straciłam mnóstwo czasu na siedzenie w domu w weekendy, powinnam więcej czasu spędzać z ludźmi, tak, od teraz postaram się aby moje życie towarzyskie było bardziej aktywne i urozmaicone. -Wiesz co Car, myślę że kupiłyśmy całkiem fajne ciuchy, jak uważasz? -Hmm...przepraszam co mówiłaś , zamyśliłam się. -Pytałam o ciuchy , podobają ci się? -Tak są ...jak ubrania, ładne. -Moja przyjaciółka łapię się za głowę. -Caroline zdecydowanie muszę popracować nad tobą zaczniemy od dziś. To będą niezapomniane urodziny wierz mi. -Liczę na to, przy tobie słowo nuda po prostu nie istnieje. -Zaczynam się śmiać ona też. Wreszcie nadchodzi ta godzina, kiedy musimy wyjść z domu i pójść na moją imprezę. Jestem zdenerwowana, wydaje mi się, że sukienka którą wybrała dla mnie Amy jest za ciasna, makijaż zbyt mocny nie czuję się sobą. Jednak dziś chce zaszaleć w dosłownym znaczeniu, może nawet się napiję? Być może jutro będę tego żałować, ale dzisiejszy wieczór należy do mnie, chcę jutro powiedzieć że było warto i że była to fajna impreza. Na miejsce docieramy szybko, dzięki przyjaciółce która lubi szybką jazdę. Przed barem zauważam sporą grupę ludzi zmierzającą do baru. Czekam tylko na moment kiedy Amy powie im, że lokal jest nieczynny, ale nie robi tego . Nie mogę uwierzyć Ci wszyscy ludzie oraz kolejni wchodzą w dobrych nastrojach, składają życzenia i dziękują za zaproszenie. Od razu kieruję wzrok na nią żądając wyjaśnień.
-Co to ma być , gadaj szybko oszustko.
-Zaprosiłam w twoim imieniu trochę osób, im więcej ludzi tym weselej. Caroline dziś się bawimy pamiętasz . 
-Trochę osób? Amy ja ich nie znam. No dobrze pamiętam o naszej umowie, masz racje dziś się bawimy. 
-Uwielbiam cię no chodźmy już, zobaczymy czy tatko się postarał. Dlaczego ona wiecznie jest tak optymistycznie nastawiona do wszystkiego, mnie zżerają nerwy a ona jak zawsze wyluzowana ciągnie mnie do środka.

W pierwszej chwili nie poznaje tego tak dobrze znanego mi miejsca. Bar przeistoczył się w klub, fioletowe światła, głośny gwar a po chwili burza oklasków i głośne sto lat. Czuję się zawstydzona, mam ochotę uciec, ale nie mogę zachować się tak nieodpowiednio, jestem dziś gospodarzem muszę jakoś to znieść. Uśmiecham się, prostuje i idę do przodu. Harry podchodzi do mnie i ściska mnie.
-Sto lat dziecinko, podoba Ci się?Ja tej bandy tu nie zapraszałem. Rozśmiesza mnie jego komentarz, mogłam się domyślić, że za wszystkim stoi ona. 
-Dziękuję Harry, ale wiesz przecież że nie potrzebowałam tego.
-Traktuje cię jak drugą córkę, jakim byłbym ojcem gdybym nie zorganizował ci przyjęcia, dzięki temu i mi przypomniały się lata młodości, to były czasy, muzyka była inna nie to co teraz słuchać się tego nie da, ale dla was dziewczyny wszystko zniosę, miłej zabawy a prezent dam ci przy okazji, widzisz niektórzy nie potrafią się zachować. Niech się przygotują na spotkanie z Bobem, co za bydło, myślą że skoro są na studiach to wszystko im wolno. -Dla jasności Bob to kij bilardowy Harrego, wiem że już nie jedna osoba miała z nim spotkanie , no cóż za błędy trzeba płacić. Jestem pod wrażeniem, że dla mnie zorganizowano imprezę w dodatku tak dużą. Przytulam Amy dziękując jej, po chwili podchodzą ludzie i zaczynają wręczać mi prezenty składają życzenia przytulają, to miłe, na prawdę czuje się dziś wyjątkowa chociaż większości nie kojarzę. Po tej oficjalnej części nadchodzi ta ulubiona przez wszystkich -impreza, litry alkoholu leją się, muzyka z barowej zamieniła się w klubową a goście świetnie się bawią. Rozmawiam z Amy, aż ta nagle zaczyna się wydzierać. -Matt, ale się cieszę witaj. -Matt? Kim jest Matt. Odwracam się, aby poznać chłopaka, ale nim to robię słyszę "ten" głos. Nie, nie , nie to nie może być prawda, nie wierzę w przypadki. 
-Witaj piękna, wszystkiego najlepszego. -Jednak to prawda przede mną stoi nikt inny jak Nick, ubrany w marynarkę i jeansy wygląda elegancko. 
-To ty, ale skąd się tu wziąłeś, kto cię zaprosił. -Pytam oskarżycielsko, On uśmiecha się i ruchem wskazuje na moją przyjaciółkę. Posyłam jej spojrzenie typu : Jeszcze sobie porozmawiamy kochana, ona wie co ją czeka. 
-Caroline poznaj proszę Nicka, ale jak widać już się znacie, to jest uroczy Matt a to Chris. 
-Tego dupka z parku już znam. Witajcie, dziękuję za przybycie , mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. 
-Nazwałaś go dupkiem z parku a więc to ty go uderzyłaś, no no tyle siły w takim ciele, oficjalnie chcę ci powiedzieć, że jesteś zajebista widocznie zasłużył sobie. 
-Wszyscy wybuchamy śmiechem atmosfera robi się luźniejsza. 
-Przegięłam, ale trochę na to zasłużyłeś prawda Nick? 
-Czy ja wiem, być może tak być może nie. 
-Jak to być może?
-To wy porozmawiajcie bo macie o czym a my idziemy się bawić, za 10 minut widzę was przy barze. Amy wraz z Mattem i Chrisem skierowali się w stronę baru, który i tak był już zatłoczony.

Postanowiłam nie przejmować się Nickiem i pójść do naszych przyjaciół, lecz zostałam powstrzymana. -Wyglądasz dzisiaj wow, brak mi słów Caroline. Znowu uciekasz a może zatańczymy ?
-Ja nie tańczę.
-Ale ja tak, mogę cię prosić? -Wyciąga do mnie swą dłoń i patrzy w oczy z jawnym zachwytem, szczerze zastanawiam się nad czym on się zachwyca, ale godzę się na taniec z nim. Nie jestem doświadczona w tak bliskich kontaktach z facetami, moja niepewność pogłębia się, denerwuję się kiedy obejmuje mnie. Jego ciepły oddech muska moje ucho powodując dreszcze na mym ciele. Muzyka zmienia się, teraz zmysłowy głos wokalistki wypełnia lokal, robi się bardzo intymnie, niebezpiecznie. Nie wiem czy to przez tą piosenkę, ale czuję dziwnie , serce przyspiesza kiedy patrzę na Nicka , na jego uśmiech.
-Całkiem dobrze tańczysz Caroline a podobno nie lubisz tego robić, chciałbym się więcej o tobie dowiedzieć, czym się zajmujesz , jaka jesteś na prawdę. Jestem pewien, że ta dziewczyna z którą właśnie tańczę i miło spędzam czas nie jest prawdziwa myle się? -Wykonujemy krok do przodu, potem drugi niesie nas muzyka, jego dłonie przesuwają się z ramion na biodra. Próbuję zebrać myśli nie jest to łatwe. 
-Masz rację, denerwuję się, wszystkim się denerwuję. To nie mój klimat, ale zrobiłam to dla Amy i Harrego uwielbiam ich. Dziś będę się dobrze bawić nawet w za ciasnej sukience, żałować będę jutro. 
-Żałować , czego miałabyś żałować? 
-Sama nie wiem, ja po prostu nie jestem rozrywkowa i nie potrafię rozmawiać z facetami. 
-Caroline, nawet nie masz pojęcia jakie wrażenie robisz na nich dzisiaj, jakie wrażenie zrobiłaś na mnie kiedy cię zobaczyłem wszystko stanęło, zobaczyłem tylko ciebie, jesteś na prawdę piękną i mądrą kobietą. Wszystkiego najlepszego Caroline. -Stajemy na moment, tylko po to aby Nick mógł zapiąć mi na szyi wisiorek, jest piękny . 
-Dziękuję, ale przecież nie znamy się, nie musiałeś mi kupować zapewne tak drogiego prezentu. 
-Musiałem. 
-W takim razie muszę ci za niego podziękować. -Dzięki wysokim szpilkom nie muszę się wspinać na palce, mogę bez problemu pocałować Nicka w policzek . Kiedy to robię, nasze spojrzenia krzyżują się, czuję że to coś pomiędzy nami to chwila, a może to przez tą piosenkę? Rozglądam się nerwowo po sali, zakochane pary tańczą a po chwili i ja znów znajduje się w ramionach Nicka. 
-Opowiedz mi coś o sobie Caroline, interesuje mnie wszystko co ma związek z tobą. 
-Wiesz, że znów brzmisz jak... 
-Proszę cię wystarczy, że kumple się z tego śmieją, w ich oczach wyglądasz na naprawdę fajną laskę a w moich na kogoś samotnego, kogoś kto w siebie nie wierzy. 
-Łatwo mnie rozszyfrowałeś, tak taka jestem, mam wiele spraw do zrobienia. Od 18 roku życia mieszkam sama ponieważ moja mama zmarła a ojciec uciekł ,studiuję, kocham książki nienawidzę porannego biegania to tyle. -Patrzę na chłopaka a ten zaczyna się śmiać. 
-Wow, to było najkrótsze cv jakie usłyszałem w życiu, zaskakujesz mnie. Współczuje śmierci mamy. Może pójdziemy do nich i dokończymy naszą rozmowę? 
-Ale pod warunkiem, że i ty coś mi o sobie opowiesz. 
-Mam 24 lata, studiuję medycynę, kocham biegać rano, tak jak i ty kiedyś kogoś straciłem. -Jego uśmiech gaśnie, cholera dlaczego zaczęłam ten temat. Mieliśmy, miałam się dziś dobrze bawić i tak też będzie a Nick jest nawet nawet do zaakceptowania. 
-Przepraszam nie powinnam zaczynać tego tematu, chodźmy się napić. 
-Ty pijesz, nie spodziewałem się. 
-Ja też nie , ale jak mówiłam to moje urodziny chce je zapamiętać. 
-W takim razie. -Nick zbliża się do mnie i odgarnia kosmyk włosów, jego usta zbliżają się do moich całuje kącik ust, potem drugi a ja nie powstrzymuje go, chcę dziś żyć i korzystać z życia pełną piersią. 
-Mogę cię pocałować? -Jego pytanie mnie rozśmiesza, już raz mnie pocałował, dziś nie zabrałam ze sobą książki, ale miło że zapytał. 
-Tak możesz Nick. -Nasze usta łączą się, on obejmuje mnie mocniej, jego dłoń z karku zjeżdża na plecy, które dzisiejszego dnia są odkryte. Pocałunek się pogłębia a ja się w nim zatracam kompletnie, nie obchodzi mnie głos rozsądku, który mówi nie przecież nie znasz go, dziś wygrało serce, które domaga się czułości, akceptacji, zmysłowości tego wszystkiego mi w życiu brakowało, skoro mam okazję całować przystojnego faceta to dlaczego nie? Ręka Nicka posuwa się dalej odsuwa kawałek mojej krótkiej sukienki i gładzi udo, to dzwonek alarmowy dla mnie, dalej nie mogę się posunąć boję się po prostu, obawiam się odrzucenia . 
-Nick, przestań. -Mówię stanowczo a on zaraz zabiera rękę i patrzy na mnie ze wstydem. 
-To ja przepraszam, posunąłem się za daleko Caroline wybacz mi. Obiecuje, że będę trzymał ręce przy sobie. 
-Idziemy? -Pytam z uśmiechem, bo Nick okazał się na prawdę fajnym facetem nie dlatego że całuje świetnie, ale dlatego że uszanował to co miałam do powiedzenia, tym zyskuje mój szacunek. Kierujemy się do baru, gdzie czeka już na nas kolejka . 
-No wreszcie co tak długo, chyba nie pobiłaś go znowu Caroline? 
-Ty jesteś Chris prawda? Nie nie pobiłam go, jeszcze nie. -Puszczam oko do Nicka a ten uśmiecha się lekko, jednak myślę że nadal ma w pamięci to jak się wobec mnie zachował. 
-Twoje zdrowie jubilatko, obyś była tak szczęśliwa i radosna zawsze. Wszyscy podnoszą drinki i wznoszą toast. Chciałabym czuć się tak zawsze beztrosko, szczęśliwie w gronie przyjaciół. Zawsze jest czas na zmiany znów wtrąca się rozum i ma rację, od teraz taka będę- szczęśliwa. 
-To co pijemy ? -Pytam i zamawiam kolejną kolejkę. 
-No pewnie, że tak nie poznaje cię Caroline ale podoba mi się ta zmiana. 

Nie wiem ile wypiłam, ale w głowię czuję zamęt. śmiejemy się i pijemy, chłopaki opowiadają historię swoich nieudanych podrywów a my z Amy nie możemy opanować śmiechu, kiedy chcę pójść się przewietrzyć prawię upadam. Nick w porę mnie łapie i podtrzymuje. 
-Chyba czas do domu piękna, ale dziś zaszalałaś. -Jaki on seksowny, mam ochotę go pocałować a dlaczego nie mogę. Zarzucam mu ramiona na szyję i całuję delikatnie, choć nie bardzo mogę zachować równowagę. 
-Nick czekaj podam ci adres dobrze, ale się załatwiła. Współczuję jej jutrzejszego kaca. -Słyszę głos Amy ale słabo ją widzę. co raz gorzej.
-Caroline myślę, że odwiozę cię do domu chodź skarbie. -Jego głos powoduje, że mam ochotę zgodzić się na wszystko.
-Nick jesteś przystojny wiesz o tym, podobasz mi się zostaniesz ze mną na noc? 
-Chodźmy już skarbie, pomogę ci . -Nick przytrzymuje mnie w pasie a ja mogę wdychać jego boski zapach perfum. 

Po drodze zasnęłam, obudziłam się dopiero pod domem,jest mi tak niedobrze, że nie mam ochoty wykonać choćby kroku. Nick łapie mnie i wnosi do domu a ja śmieję się co chwilę jak idiotka, alkohol wykonał swoje zadanie, nic mnie dziś nie obchodzi ,niczym się nie martwię, chcę dziś rozpakować swój prezent którym jest Nick, ale on o tym jeszcze nie wie. Docieramy do mojej sypialni on stawia mnie na podłodze a ja znów się chwieje.
-To co Nick masz na mnie ochotę, ta sukienka jest za ciasna pomożesz mi ją zdjąć? 
-Caroline przestań.
-Daj spokój przecież widzę, że masz na mnie ochotę no chodź tu przystojniaku pocałuj mnie. 
-Caroline nie, nie zamierzam robić czegoś czego nie chcesz, czego będziesz żałować. 
-Na pewno mnie nie chcesz. 
-Rozpinam suwak sukienki, która spada na dół, Nick wpatruje się w moje ciało, podchodzi bliżej tak, tak o to chodziło, będzie mój. 
-Boże dopomóż. -Słyszę jego słowa po czym popycha mnie delikatnie na łóżko, patrzymy na siebie Nick podchodzi do mnie i całuje w czoło, ale dla mnie to za mało chwytam klapy jego marynarki i pociągam na łóżko całując go zachłannie. Jego usta całują moją szyję, schodzą niżej całują brzuch, jest mi tak dobrze, chcę więcej, pragnę go czuć w sobie, chce się wreszcie stać pełnoprawną kobietą, Nick zdejmuje marynarkę ja wpatruję się jak to robi, zamykam oczy ciesząc się przyjemnością.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com