Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

¿?

Coś może wyszło?¿ W sensie, nie umiem w pisanie, więc nooo...zapraszam do czytania °^°

~~~

*stuk* *stuk* *stuk*

*stuk* *stuk* *stuk*

*stuk* *stuk* *stuk*

Jakiś gówniarz za oknem kopie kamień. Przedmiot o nie znanej mi barwie zatrzymuje się przy ścianie domu mojego największego wroga.

Bo...jest wrogiem, prawda?

~~~

Grupka dzieci stała na placu zabaw. Jedno z nich, czerwonooki blondyn, tworzyło wybuchy ze swoich rąk. Miał moc taką samą jak... chwila, przecież...to byłem ja.

-Kacchan! Ale super! Masz już quirk!

-No pewnie! W końcu jestem najlepszy!

-A ty co? Jesteś jedynym, który nie ma mocy!-wykrzyknęli moi...przyjaciele?

-J-ja...Przecież jeszcze rok!-Odkrzyknął niepewnym głosem ten przegryw. Z zielonymi, puchatymi włosami, które prześladują mnie do teraz.

-Nigdy nie będziesz mieć quirk! Co za debil! (autokorekto, czym jest dębik? I co on ma do debila?)-no tak. Przecież nikt z naszej grupy nie wierzył w Deku. Ze mną na czele.

-Ni-nie prawda! Będę l-lepszy od All Mighta!

-Haha, niezłe żarty-moja paczka zaczęła się śmiać-Przegryw bez quirk lepszy od Symbolu Pokoju?

Chwila...przecież...cholera jasna...on naprawdę...zaczyna być lepszy ode mnie. (Uznajmy, że akcja dzieje się po praktykach u Gran Torino) Nie pozwolę na to! Nie temu idiocie! Beztalenciu!

...I nie pomoże mu, że ma piękny uśmiech...

~~~

-Nie! Stój! Zatrzymaj się!-goniłem jakiegoś gościa, który porwał Deku. Ni wiem skąd się wzięliśmy na środku lasu, ale to nie było teraz ważne.

Ważne było to, że jakiś niebieskowłosy pan rączka uciekał z Midoriyą. A ja nie mogłem nic na to poradzić.

~~~

Coś wilgotnego zebrało się w moich oczach. Tylko...co to? Czy to nie to coś...co widziałem w oczach mojego...sąsiada? Za nic nie potrafiłbym nazwać go "przyjacielem", a nawet znajomym. Ale nie miałem także odwagi nazwać go "wrogiem". Bo...to by było nie fer.

Nie dla niego, nie dla osoby, która mimo mojego zachowania zawsze za mną podążała.

~~~

Kurde, o czym ja w ogóle myślę?! To tylko cholerny nerd.

Właśnie.

Wiedziony wspomnieniem snu, podszedłem do okna.

Światło w domu na przeciwko oświetlało książki od biologii, i siedzącego przy nich brokuła. (Przepraszam Izuku '^^)

~~~

Tym razem, gdy się obudziłem, moje powieki były całkowicie suche.

~~~

*stuk* *stuk* *stuk*

*stuk* *stuk* *stuk*

*stuk* *stuk* *stuk*

Kamień przestał się odbijać. To była już codzienna rutyna.

~~~

Nim się obejrzałem, było już po zajęciach. Albo przynajmniej tak bym chciał. Dopiero zaczynała się pierwsza lekcja, a ja już czułem się tak, jakbym w szkole był od kilku godzin. Pierwszy był angielski z Presnt Mickiem, na którym prawie zasnąłem. Na szczęście chwilkę później zebraliśmy się na boisku by rozpocząć trening z Aizawą.

~~~

Zwykły sparing...od dłuższego czasu coraz bardziej widać jak tym nauczycielom się nie chce. Mieliśmy losować pary do walk, co jeszcze bardziej to potwierdza. Cholera! Ja chcę treningi z All Mightem! Czegoś się uczyć, a nie walczyć z tym idiotyzmem!

~~~

Wylosowałem Tokoyamiego...To ten ponurak z głową jakiegoś ptaka, jeżeli się nie mylę...Kurde, czemu wszyscy w tej klasie muszą mieć coś nie tak z głową?!

~~~

Ustawiliśmy się na ustalonych miejscach placu i na sygnał Aizawy zaczęliśmy walkę. Konkretniej ja zacząłem, podbiegając do krukogłowego i strzelając mu eksplozją w szyję. Chwilę po tym obróciłem się, co jednak okazało się błędem. Dark shadow, czyli quirk tego idioty, owinął się wokół mojej ręki, i cisnęła mną na ziemię. Szybko się podnosłem i zacząłem dalej atakować, wrzeszcząc rzeczy typu: "SHINEEEEEEEEEE" czy: "MYŚLISZ ŻE MOŻESZ MNIE POKONAĆ, ZŁAMASIE?!".

~~~

Koniec końców, oczywiście wygrałem. I to wcale nie tak, że byłem o krok od przegranej, gdy pewna zielona czupryna pojawiła się w moich myślach.

I to wcale nie tak, że pojawiała się w nich przez cały dzień.

To naprawdę nie tak, że włosy tego cholernego nerda zaczynają przeszkadzać mi w normalnym funkcjonowaniu.

A nawet nie tylko włosy.

Uśmiech.

Uśmiech, na który ja nigdy sobie nie pozwoliłem.

Piegi.

Piegi, których wiele osób z niewiadomego powodu nie lubi.

To wszystko wcale nie zaczyna zaburzać mojego trybu życia.

Nie.

~~~

W końcu wyszedłem z tej zjebanej, popierdolonej i wkurwiającej placówki. Ktokolwiek wymyślił szkołę musiał mieć kontakt z Monomą. Ten debil jest w końcu gorszy od szatana.

Chwilkę.

Czy ja właśnie jako przykład najgorszej osoby

Podałem kogoś innego niż zawsze?

~~~

-Kacchan! Kacchan! Co ci jest?! Katsu!

-Co?

-No bo...d-dobrze że nic ci nie jest! -powiedział do mnie niski chłopak, od pewnego czasu będący przyczyną moich największych zmartwień, po czym uciekł.

Dopiero wtedy zorientowałem się, że było 20 minut po zakończeniu lekcji, i normalnie byłbym już w domu. A teraz...stałem niedaleko bramy.

-Ale w sumie...był całkiem słodki, gdy pytał się, czy wszystko dobrze.

CZeKaj.

~~~~~

Oficjalnie zepsułam :D
Ale mam nadzieję, że nie widać tego aż tak bardzo...trochę krótszy rozdział niż poprzedni, ale no...

Pozdrawiam, Lisa~

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com