Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

↑↓


~~~

Po raz kolejny moje sny nie były tym, czym powinny być. Gdzie ekscytujące walki ze złoczyńcami? Gdzie ludzie proszący o autografy? No błagam, wolałbym już koszmary.

Czemu więc dalej nawiedzały mnie retrospekcje? I to wydarzeń, o których nie pamiętałem przez całe lata? Tych nieważnych przechwałek w piaskownicy, wycieczek do lasu mimo ostrzeżeń dorosłych...

I jak na złość, w każdym z tych snów pojawiła się zielona czupryna. Czasem wtapiała się w korony drzew, czasem ukrywała płaczące oczy, a czasem podążała gdzieś daleko za mną.

~~~

"Zielony to kolor przynoszący szczęście" - głos mamy zabrzmiał w mojej głowie. A może nie w głowie?

-WSTAWAJ JUŻ DURNIU, SZKOŁA! I PRZESTAŃ Z ŁASKI SWOJEJ WYKRZYKIWAĆ O ZIELONYM! DOSTANĘ CHOLERY Z TOBĄ!

Tak, te słowa zdecydowanie nie były snem.

~~~

*stuk* *stuk* *stuk*

*stuk* *stuk* *stuk*

*stuk* *stuk* *stuk*


Kamienie zaczynały już działać mi na nerwy. Odbijały się w mojej głowie, jakby usilnie próbując przypomnieć mi jakąś sytuację. Tylko jaką? Tego za cholerę nie wiedziałem.

~~~

W szkole oczywiście nie zaplanowali nam nic ciciekawego, i większość klasy czekała tylko na dzisiejszy trening z All Mightem. Szkoda tylko, że moja głowa się sprzeciwiała. Od wejścia do szkoły tak strasznie mnie napierdalała, że nie dało się wytrzymać.

Z tego też powodu przed ćwiczeniami...zwyczajnie się poddałem. Jak debil. A już na pewno nie jak ktoś kto chce zostać najlepszym bohaterem.

All Might kazał mi pójść do pielęgniarki, jednak szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Recovery Girl na pewno nie pomogła by na grzmoty w środku głowy, na bezustanne stukanie oraz cichy, dziecięcy głos próbujący przebić się przez hałas. Głos, który był jednocześnie tak dobrze mi znany, i tak bardzo obcy.

Upadłem na zimną podłogę korytarza.

~~~

- Hej! Kacchan! Gdzie idziesz?

- Tam, gdzie będziesz ty. - odpowiedział blondwłosy chłopczyk z szerokim uśmiechem.

Na te słowa, niski chłopiec, o mądrych, zaszklonych oczach także się uśmiechnął. Dzisiaj kończył 4 lata, i swoje urodziny zamierzał spędzić z najlepszym przyjacielem.

Ruszyli w stronę lasu, trzymając się za ręce. Cicho śpiewali swoje ulubione piosenki, rozmawiali i śmiali się z całego serca.

Nie było późno, słońce jednak nadało niebu pomarańczowo różowe barwy. Puszyste chmury odbijały się w strumieniu, a po kamykach przeskakiwała dwójka dzieci. Nic nie mogło sprawić, by usmiechy zniknęły z ich twarzy...albo tylko tak myśleli.

Usiedli na wzgórzu, z którego widać było całą okolicę. W tamtym momencie chłopiec zwany "Kacchanem" zaczął wycierać swoje krwisto czerwone oczy. Mimo jego usilnych prób, łzy zaczęły spływać po jego policzkach. A potem...

~~~

Podniosłem się z korytarza.

Ból głowy jedynie się nasilił, jednak głos wydawał się być coraz wyraźniejszy. Z trudem podszedłem do ławki, i starałem się przywołać w głowie wspomnienie tamtego momentu. Tak bardzo chciałem przypomnieć sobie co było dalej... Było to jednak niemożliwe. Dokładnie w tym momencie, w którym urwał się sen urwało się także wspomnienie.

~~~

Nauczyciele zwolnili mnie do domu, i mimo, ze przekonywałem ich ze dam radę - doskonale wiedzieli że to nie prawda. Właśnie dzięki nim otwierałem teraz drzwi domu, gdy cała klasa musiała siedzieć na godzinie wychowawczej.

Byłem tak wykończony, że postanowiłem od razu pójść spać. Nie było to jednak łatwe - bólowi głowy towarzyszył natłok myśli. Pewne wydarzenia, których tak naprawdę nie pamiętałem - byłem jednak pewien, że naprawdę się wydarzyły - oraz okrągłe oczy i liczne piegi uroczego kolegi z klasy nie dawały mi
spokoju.

~~~

... wydarzenia potoczyły się szybko. Midoriya Izuku, 4letni syn pani Inko przytulił swojego przyjaciela. Tak, jak jego mama zawsze tuliła go. Jednak blondyn z jakiegoś powodu uwolnił się z jego ramion i zbiegł z pagórka.

Zobaczyli się dopiero następnego dnia. Zielonowłosy chłopiec pełen niepokoju zadzwonił do drzwi jego domu, po czym wszedł na górę do pokoju rówieśnika.

-Hej, Katsuki!

- ...

- Coś się stało?

- ...

- Kacchan!

- Spieprzaj, cholerny nerdzie.

Od tamtego momentu nic jużnnie będzie takie samo.

~~~

Obudziłem się. Głowa przestała boleć, i teraz przeszkadzały mi jedynie myśli. Nie panujący nad ruchami podbiegłem do okna.Tak jak się spodziewałem, siedział tam. Było już po 20, jednak moja matka nadal nie wróciła. Tym lepiej. Szybko przebrałem się z piżamy, narzuciłem kurtkę i ruszyłem w stronę domu sąsiadów.

Dzwonek do drzwi był zielony. A może...może był w kolorach letniego popołudnia? Niewyjaśnionego zachowania? Niepokoju? Zapomnianej przyjaźni?

Otrząsnąłem się. Jak zawsze gdy muszę coś zrobić, staję się cholernym filozofem.

Wcisnąłem dzwonek.

Brzmiał, jak stukanie kamieni.

~~~

~~~

~~~

Eeeeeeem
Jednak dostałam weny
Ale tylko na tą książkę XD
Tak więc mam nadzieję że nie spierdoliłam tego za bardzo, i że przyjemnie się czytało UwU

I Ukaczukcza dzięki za oszczędzenie mi konieczności myślenia °^°

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com