18
Stanęłam w miejscu, patrząc na niego zszokowana. Zastanawiałam się, czy na pewno dobrze usłyszałam. Chcieli zabić moją mamę? Może nie była najlepszą osobą na tym świecie, ale to moja jedyna rodzina. Mama nie miała sióstr, więc jeśli by ją zabili, nie miałabym nikogo. Teoretycznie pozostawała jeszcze Lizzy, ale nie miałam pewności, czy nie odwróci się ode mnie, jeżeli dowie się o tym, co zrobiłam.
— Chcecie zabić moją matkę? — zapytałam drżącym głosem.
— To jedyny sposób, by uniknąć wojny. — również się zatrzymał.
— Oszalałeś? To moja mama! — krzyknęłam.
Co ja sobie wyobrażałam? Pomogę mężczyźnie i wszystko będzie pięknie?
— Nie rozumiesz, że ona to wszystko napędza? Bez niej uda nam się przejąć władzę i wszystko naprawić!
Parsknęłam śmiechem.
— Chyba postradałeś rozum, jeśli uważasz, że na to pozwolę.
— Sama jej nienawidzisz. — zauważył, świdrując mnie wzrokiem.
— To moja mama, kocham ją mimo wszystko!
— To dlaczego mi pomogłaś? Skoro tak ją kochasz, to dlaczego złamałaś prawo?! — podniósł głos.
Wyprostował się i zacisnął dłonie w pięści.
— Ponieważ to, że ją kocham, nie oznacza, że popieram jej działania. Ale nigdy w życiu nie pomyślałam o odebraniu jej życia!
— To się stanie, tak czy inaczej, i ty nie masz na to wpływu. Nie jesteś teraz nikim ważnym, w ogóle się nie liczysz. Stwarzasz tylko niepotrzebny problem. — jego słowa podziałały jak siarczysty policzek.
Właśnie uświadomił mi, że tak naprawdę byłam kimś bezwartościowym. Żyłam tylko dlatego, że z jakiegoś powodu mnie nie zabił.
Ścisnęłam dłonie w pięści i zacisnęłam zęby.
— Mam dość, wracam do domu. — uniosłam ręce w geście poddania się i zmieniłam kierunek marszu.
Jestem największą idiotką na świecie. Myślałam, że pomogę jednemu mężczyźnie i wrócę do normalnego życia. Wkopałam się i teraz muszę się odkopać. Przeżyję sobie moje życie w spokoju. Tam, gdzie żyłam, byłam bezpieczna.
— Stój! — krzyknął za mną, ale go zignorowałam.
Miałam go dość. Modliłam się o to, aby teraz nadleciał helikopter i zabrał mnie z tego koszmarnego miejsca.
— I co zamierzasz zrobić? Dać się zjeść wygnanym? Zgubić się i umrzeć z głodu? — ciągle uświadamiał mi, że żyję na jego łasce.
Aktualnie byłam wściekła i miałam to gdzieś. Prawdopodobnie poszłabym dalej, gdyby nie dźwięk przeładowywanego magazynku. Odwróciłam się powoli w stronę Dylana. Chmury przepuściły trochę księżycowego światła, więc mogłam dostrzec w ciemności zarys jego sylwetki.
— Nigdzie nie idziesz. — wycedził.
— Chcę wrócić do domu, być bezpieczna, z dala od ciebie! — krzyknęłam, przechlając tułów i głowę w jego stronę. — Rozumiesz?
— Myślisz, że będziesz tam bezpieczna? Teraz jesteś zdrajczynią, takich jak ty skazują na śmierć. Twoja matka ci nie pomoże. Dla niej liczy się władza i dobre imię. Jakby wyglądał jej wizerunek, gdyby darowała życie komuś, kto pomógł mężczyźnie?
Zacisnęłam usta. Stałam pomiędzy dwoma opcjami. Spróbować wrócić bez pewności, czy przeżyję lub iść nie wiadomo gdzie z mężczyzną i skazać się na niewiadomą.
— Może po prostu mnie zabijesz? Oboje będziemy mieć problem z głowy. — rozłożyłam ręce, dając mu możliwość strzelenia prosto w moje serce.
Nie myślałam racjonalnie. Byłam wściekła, zagubiona i zmęczona, a człowiek pod wpływem tych czynników robi różne głupoty. Chciałam się zbuntować, pokazać, że nie może zrobić wszystkiego. Jednak gdy położył palec na spuście, gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że sama strzeliłam sobie w stopę. A co, jeśli faktycznie nic nie znaczyłam? Zastrzeli mnie bez mrugnięcia okiem, zamknie męczący epizod w swoim życiu.
Te kilka sekund trwało wieczność.
On natomiast opuścił broń i schował ją z powrotem za pas.
— Ale kto będzie niósł drugi plecak? — otworzyłam usta ze zdziwienia.
Czy ten człowiek nie jest przypadkiem bipolarny? Stałam rozdarta, nie wiedząc, co robić. Mogłam umrzeć na własne życzenie, a ten ułaskawia mnie tylko dla plecaka? Po upływie szoku chyba jednak dokonałam wyboru, gdyż postawiłam krok w kierunku mężczyzny.
Dylan odezwał się ponownie, gdy znów szliśmy obok siebie.
— Rozumiem, że to wszystko jest dla ciebie trudne, ale gdy dotrzemy na miejsce, wszystko zacznie nabierać sensu.
Nie odpowiedziałam, ponieważ nadal byłam świadoma tego wszystkiego. Skoro wszędzie czekała mnie śmierć, to czemu nie zaryzykować. Może uda mi się zadziałać w jakiś sposób.
— Dylan? — zapytałam głośno, a on po chwili na mnie spojrzał.
— Mam ochotę uderzyć cię w twarz.
Jego głośny śmiech przerwał ciszę.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com