Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

21

      Tak jak mówiła Rose, już po czterech dniach byłam zupełnie zdrowa. Przez ten czas dziewczyna ciągle dotrzymywała mi towarzystwa. Byłam jej za to wdzięczna, ponieważ była jedną z nielicznych osób, które poznałam i chciały ze mną rozmawiać. Raz odwiedził mnie nawet Seth, choć słowo "odwiedził" nie jest tu chyba najlepsze. Po prostu znów sobie coś zrobił i trzeba było go szyć. Dylan pojawił się może trzy razy, ale na krótko. Ponoć zapomniał już ile tu jest pracy i ciężko mu się wyrwać. Resztę czasu spędzałam sama, przeważnie śpiąc lub patrząc w ścianę i rozmyślając. Dziś opuszczałam już skrzydło szpitalne i miałam zostać zakwaterowana w jednym z pokoi. Dylan ponoć przeniósł mnie i Rose do osobnego pomieszczenia, abym czuła się bardziej komfortowo.

Przebrana i umyta czekałam na Rosie, która miała mnie oprowadzić i trochę opowiedzieć o tym miejscu.

Gdy w końcu dziewczyna zakończyła swoją pracę, mogłyśmy ruszać. Szłyśmy dobrze oświetlonymi korytarzami, gdzie ściany były tak naprawdę wygładzonym kamieniem. Podłogi wyłożone były już zniszczonym linoleum. Pierwszym przystankiem były pokoje. Duże pomieszczenia z kilkunastoma łóżkami służyły za sypialnie, obok znajdowały się łazienki, również do użytku ogólnego. Pokoi było mnóstwo i z tego co mówiła Rosaline znajdowały się też na innych poziomach.

— Nawet nie wiesz jak się cieszę, że dostałyśmy osobny pokój. Już nie mogłam znieść ciągłego chrapania dobiegającego ze wszystkich stron. — Westchnęła, gdy znów wyszłyśmy na korytarz.

— Skąd wiesz, że ja nie chrapie?

— Już zdążyłam się napatrzeć jak śpisz. — Zaśmiała się. — Mogę zadać Ci osobiste pytanie? — Odwróciła się do mnie, skutkiem czego przemierzała drogę idąc tyłem. Przytaknęłam chowając ręce do kieszeni bluzy. — Łączy was coś z Dylanem? — Prawie zakrztusiłam się powietrzem słysząc to pytanie.

— Nie. — Zaprzeczyłam od razu. — My nawet do końca się nie lubimy. Jeszcze tydzień temu celował do mnie z broni. — Rose otworzyła usta ze zdziwienia.

— Um, przepraszam. Po prostu zauważyłam, że bardzo się o ciebie troszczy. Jeszcze nikomu nie przydzielił osobnego pokoju. — Wzruszyła ramionami.

— Czy on jest tu jakimś szefem? — Postanowiłam zmienić odrobinę temat i zadać pytanie, które męczyło mnie od dawna

.

— Tak, rządzą tu razem z Jamesem. Nie wiem nawet jakimś cudem, przecież obaj są bardzo młodzi. W każdym razie ważne, że dobrze im idzie. — Uśmiechnęła się.

Zatrzymaliśmy się przy windzie. Zdziwiło mnie, że je tu mają. Najwidoczniej bardzo dobrze sobie radzą. Zjechaliśmy na niższy poziom. Tam także znajdowały się pokoje i coś, co dziewczyna nazwała "norą". Pomieszczenie było duże. Znajdowało się tam pięć telewizorów, kilka kanap i stolików oraz półki po brzegi zawalone książkami. Znalazł się tu także stół bilardowy i konsole do gier. Zapragnęłam tu zostać, ponieważ na pewno były to dzieła zakazane.

— Tutaj głównie spędzamy wolny czas. Trochę rozrywki nikomu nigdy nie zaszkodzi. Teraz każdy coś robi, więc jest pusto, ale wieczorem będzie tu tłok.

Rosaline pokazała mi także gdzie znajdują się biura Dylana i James, którego jeszcze nie miałam zaszczytu spotkać.

— Na tym poziomie znajduje się zbrojownia i sale do ćwiczeń. — Wskazała na rząd metalowych drzwi. — Niestety to jedyne miejsce, do którego nie mogę wejść bez pozwolenia.

— Jest tu ktoś teraz? — zapytałam zaciekawiona.

— Tutaj ciągle ktoś jest, nie ma godziny aby ktoś nie ćwiczył. To głównie robimy, nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie walczyć. — Zabrzmiało to trochę strasznie, szczególnie gdy wypowiedziała to jakby było to coś normalnego.

Ostatnim punktem wycieczki była stołówka. Pomieszczenie było ogromne. Przy niezliczonej liczbie identycznych stolików kłębiła się masa ludzi. Nie miałam ochoty tam wchodzić, a jeszcze bardziej siedzieć z obcymi ludźmi przy stoliku. Rose wyczuwając mój opór lekko pchnęła mnie do przodu. Przechodziliśmy między mnóstwem stolików, ale nikt nie zwracał na nas szczególnej uwagi. Zatrzymaliśmy się przy jednym z nich, który znajdował się pośrodku wielkiej sali. Siedziały przy nim dwie osoby. Młody chłopak o brązowych włosach i szerokim uśmiechu oraz Dizzy – jedna z pielęgniarek, którą miałam już okazję poznać. Zajęłyśmy wolne miejsca na twardych, metalowych krzesłach.

Dwójka spojrzała na nas. Dizzy tylko się uśmiechnęła i kontynuowała posiłek.

— Jestem Luke. — Chłopak nagle wystrzelił z ręką.

— Melanie. — Oddałam uścisk.

— Zabawne, że do tej pory tak małe grono osób wie kim jesteś — stwierdził. — Myślałem, że będą bardziej plotkować.

— Bo Kaya jeszcze nie wie — prychnęła Rose. — Jak tylko to dotrze do tej żmii, to wszyscy będą wiedzieć.

Nie miałam pojęcia o kim mówią, ale byłam tego ciekawa.

— Gdzie Jared? zapytała Luke'a podsuwając mi miskę z gulaszem i kromkę chleba.

— Tata dopracowuje ten nowy komputer. — Wzruszył ramionami. — Ale przeczuwam, że coś spali, ponieważ przeważnie to się dzieje, gdy mnie tam nie ma. Ten człowiek naprawdę lubi ogień. — Przewrócił oczami, ale na jego twarzy ciągle tkwił uśmiech.

Usłyszałam głośne śmiechy, więc obejrzałam się przez ramię. Kilka stolików dalej siedział Dylan. Na jego ramieniu siedziała wsparta jakaś blondynka. Był tam też Seth i dwóch innych mężczyzn.

— Ten w przystojniak w szarej koszulce to James — odezwała się Rose, przez co na nią spojrzałam. — Ta blondynka to właśnie Kaya, o której wspominałam. Znów spojrzałam w tamtym kierunku. — Blondyn z krzywym nosem to Dayo. Chyba największy kretyn jakiego było dane mi poznać. Zawsze siedzą razem. Kaya jest w tym towarzystwie od niedawna, była przyjaciółka Marii, dziewczyny Dylana. — Spojrzałam na nią zaskoczona. Dylan ma dziewczynę i nic o tym nie wspominał?

— Nie wiedziałaś? — zapytał Luke. — Dlatego go złapali. Złapali ją i zabrali. Dylan po nią poszedł.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com