Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

32

      Powrót do podziemi był pełen chaosu. Nikt nie miał pojęcia dlaczego zniknął Dylan. Okazało się również, że parę godzin po naszym odjeździe zniknął również James, który nie wrócił do tej pory. Dodatkowe poruszenie wzbudził nagły powrót Marii, która uważana była za martwą. Niestety, nikt nie wiedział, co wydarzyło się rok temu, więc duża część osób była oburzona tym, iż dziewczyna została zamknięta w izolatce. Na deser, rozeszła się informacja o zaginięciu niejakiego Cole'a. Domyśliłam się, że to chłopak, w którego zabójstwo miałam być wrobiona. Miałam tylko nadzieję, że ta błędna informacja nie została rozpowszechniona.

Gdy pojawiliśmy się w części szpitalnej, Rose od razu zaczęła wydzierać się na rannego Dylana, który zbywał ją tylko kiwnięciami głowy.

Gdy chciała opatrzeć mnie, zapewniłam ją, że czuję się dobrze i idę odpocząć do pokoju. Nikt mnie nie zatrzymywał.

Mając nadzieję, że wszystkie moje zajęcia z tego dnia zostały unieważnione z powodu zaistniałego zamieszania. Postanowiłam wziąć prysznic. Korzystanie z ogólnodostępnych przyszniców, nadal nie napawała mnie radością, ale pocieszało mnie to iż o tej porze było tu kompletnie pusto.

W żołądku ściskało mnie z głodu, ale postanowiłam odpuścić sobie na razie odwiedzenie kuchni i poczekać na obiad, który niestety będzie dopiero wydawany za dwie godziny.

Woda lecąca z kranu była niemalże zimna i tylko to, że sama nie wytrzymywałam ze swoim zapachem i tłustymi włosami, powstrzymywało mnie od ucieczki.

Myślałam nad tym, jak i kiedy porozmawiać z Dylanem. Powinniśmy porozmawiać jeszcze raz, na spokojnie. Dzisiejsza sytuacja była zbyt nerwowa. Nie chciałam wrócić do relacji sprzed dotarcia tutaj. Dylan jako wróg, to chyba najgorsza opcja jaką mogę sobie na tę chwilę wyobrazić.

Wczorajszy pocałunek. Dlaczego to zrobił? Dlaczego wtedy? I czemu czuję dziwny uścisk w żołądku, jakby ktoś związał mi tam gruby węzeł?

Oparłam czoło o zimną, kamienną ścianę. Chłodna woda spływała po moich plecach, a ciało przeszywał dreszcz. Nie powinnam zbliżać się do niego już w ten sposób.

— Uważaj, bo się przeziębisz. — Drgnęłam zaskoczona na dźwięk męskiego głosu, dochodzącego zza kotary.

— Myślę, że macie tu lek na zwykły katar — powiedziałam, zakręcając wodę.

Ręka trzymająca ręcznik wsunęła się za kotarę, niepewnie go przyjęłam.

Świadomość, że mężczyzna stoi po drugiej stronie cienkiej kotary była bardzo niekomfortowa.

Dokładnie osuszyłam się ręcznikiem, po czym sięgnęłam po ubrania, poskładane w kostkę zaraz za kotarą.

— Słyszałem, że nieźle narozrabiałaś. — Dayo stał oparty o ścianę naprzeciwko mojego prysznica.

— Cokolwiek słyszałeś, nie powinno cię to interesować — odburknęłam, opuszczając pomieszczenie.

Nie zapomniałam, że ten facet stał cicho obok James'a, gdy ten chciał do mnie strzelić, ponieważ oboje chcieli wrobić mnie w zabójstwo tego chłopaka.

— Słyszałem tylko tyle, że przez twoją lekkomyślność Dylan został postrzelony. Wydzierał się tak głośno w swoim gabinecie, że chyba każdy już o tym wie. — Poczułam uścisk w brzuchu.

Czyli nadal jest wściekły. Dziś nici z rozmowy.

— Przestań za mną chodzić — powiedziałam nadal idąc przed siebie.

— Mamy lekcje za pół godziny.

— Nie idę dziś na żadne lekcje — burknęłam.

— Masz trzydzieści minut — powiedział, skręcając w inny korytarz.

Westchnęłam zirytowana. Czułam, że on robi to specjalnie. Denerwowanie mnie sprawia mu ewidentną przyjemność.

Myślałam, że dziś Dayo przejdzie do konkretów. Natomiast on ciągle gadał. Jakby informacja, że cięciwa to cięciwa, a grot to grot miały nauczyć mnie strzelać.

— Teraz może sama spróbujesz strzelić.

Prawie podskoczyłam z radości.

Strzelanie wydawało się łatwe, patrząc na Daya, stwierdziłam, że ogarnę to w jakiś tydzień i będę od niego wolna.

Niestety, moje oczekiwania okazały się klapą. Siła naciągu cięciwy musi być bardzo duża, by posłać strzałę trzydzieści metrów dalej do przygotowanej tarczy. Moja wylądowała dwa metry dalej.

— Nie wiem, jak on to sobie wyobrażał. Masz ręce jak patyczki. Nawet jeśli jakimś cudem uda mi się sprawić, że trafisz do tej tarczy, to i tak po posłaniu paru strzał, nie będziesz już w stanie strzelać.

— Więc pozostajemy przy zwykłej broni? — zapytałam z nadzieją. Wtedy skończyły by się moje katusze i miałabym Daya z głowy.

— O nie, robimy zaostrzony trening. — Uśmiechnął się podstępnie.

Pół godziny później, wiedziałam już co znaczy stwierdzenie "zaostrzony trening". Ręce bolały mnie od podciągnięć na drążku oraz dźwignia ciężarków. Oczywiście w trakcie tej czynności miałam rozkaz biegania wokół sali. Jak na człowieka, który nie miał styczności ze zbyt dużym wysiłkiem fizycznym w trakcie swojego doczesnego życia, było to zbyt wiele. Moje ręce, nogi, jak i płuca paliły żywym ogniem.

— Jeszcze nie skończyliśmy. — Dayo stanął nade mną, gdy leżałam na ziemi i kopnął mnie w ramię czubkiem buta.

— Ja skończyłam, tu i teraz — wysapałam.

— Dziesięć minut przerwy. — Podał mi butelkę wody i sam usiadł pod ścianą. Jakby przez cały trening robił coś innego.

— Musisz nabrać kondycji i mięśni. Inaczej nie będziesz się tu raczej nadawać do niczego. Dziesięcioletnie dzieci potrafią więcej od ciebie.

— Staram się.

— Jakoś tego nie widać — prychnął.

— Jaki ty masz ze mną problem? — zapytałam, podnosząc się do pozycji siedzącej.

— Taki, że jesteś córką naszego największego wroga, nie ufam ci, już nie mówiąc o tym, że wcale nie powinnaś tu być — prychnął.

— Ale tu jestem i tego nie zmienisz.

— Tylko czekać aż wywiniesz nam jakiś numer. — Zaśmiał się krótko.

— Przypominam, że to twoja droga przyjaciółka was zdradziła.

— I za to odpowie — odpowiedział twardo. — Koniec przerwy, dodatkowe dziesięć kółek.

Oczywiście pokazałam mu wymownie palec i zajęłam swoje miejsce na zimnej podłodze.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com