Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

33

      Wybór pomiędzy kolejnym prysznicem i łóżkiem, a ciepłym obiadem był trudny. Ledwo poruszałam rękami, więc nie byłam pewna czy będę w stanie utrzymać w dłoni choć łyżkę, przez kilka następnych dni. Niestety, byłam tak bardzo głodna, że pomimo bólu, dociągnęłam się do stołówki. Przy stole siedział już Jared i Rose. Musiałam jakimś cudem przepchać się przez kilkaset osób, by dostać się do okienka, gdzie zostają wydawane posiłki. Byłam świadoma, że nie pachniałam zbyt przyjemnie, ale nie przejmowałam się tym zbyt długo, ponieważ wiele osób także przetrwało treningi lub pracę, by coś zjeść. Po drodze natknęłam się na Dylana, który zaszczycił mnie przelotnym spojrzeniem i w trakcie mijania mnie, trącił zdrowym ramieniem.

Nie rozumiałam dlaczego był aż tak zły. Przyznałam się do błędu, po za tym z tego co wiem, już nie pierwszy raz zdarzył się mu taki wypadek.

Gdy udało mi się zająć swoje miejsce z ciepłą miską zupy, Jared od razu zaczął zadawać pytania.

— Znaleźliście coś wartego uwagi? — zapytał odsuwając od siebie miskę. — Ciężko się dziś dogadać z Dylanem. Jest po rozmowie z Marią i zachowuje się gorzej niż z samego rana. Tylko tej dziewczyny tu brakowało i tak mamy już mnóstwo problemów na głowie.

— Tylko laboratorium, niestety nie udało nam się sprawdzić co znajduje się za drzwiami w drugim korytarzu — odpowiedziałam. — Rozmawiał z Marią? — Zmarszczyłam brwi. Myślałam, że dziś sobie odpuści, że to zbyt wiele. Najwidoczniej ten chłopak będzie ciągle mnie zaskakiwał.

Jared pokiwał głową w geście potwierdzenia.

— Na dodatek, ponoć Maria bardzo chce porozmawiać z tobą w cztery oczy — powiedział ciszej, nachylając się w moją stronę.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Dlaczego chciałaby rozmawiać właśnie ze mną? Odpowiedzi na to pytanie mogą być różne, a dowiem się tego dopiero, gdy się z nią zobaczę. Bardzo chciałabym to zrobić i przy okazji zadać parę pytań.

— Niestety nie zostałam szczegółowo wtajemniczona w tę sprawę, więc wracam do pracy — oznajmiła Rose, wstając od stołu i zabierając pustą miskę. — Po kolacji wracam do pokoju, liczę na pogaduchy — dodała na odchodnym.

Jej miejsce zajął Luke, który właśnie podszedł do stołu.

— Kiedy mogę się z nią widzieć?

— Tu jest problem, ponieważ Dylan kategorycznie zabronił cię do niej wpuszczać i wątpię, że ktoś zechce złamać ten nakaz. — Zacisnęłam mocno usta. Dlaczego Dylan nie pozwolił spotkać mi się z Marią? Boi się czegoś? Myśli, że dziewczyna przekaże mi coś, czego nie powinnam wiedzieć lub na odwrót? W każdym razie musiał istnieć jakiś powód, a ja chciałam dowiedzieć się jaki. Nie zamierzałam też odpuścić sobie rozmowy z Marią i znalezienia sposobu, który umożliwiłby mi to spotkanie.

Do głowy nagle przyszła mi niepokojąca myśl.

— Jared, mogę prosić cię na słówko? — zapytałam podnosząc się z miejsca. Znajdowało się tu zbyt wiele osób, nie mogłam ryzykować, że ktoś nas usłyszy. Mężczyzna na szczęście się zgodził i razem ruszyliśmy do jego pracowni. Luke nie był zachwycony tym, iż zostanie sam, ale nie chciał przeszkadzać nam w rozmowie i rozumiał, że to prawdopodobnie coś ważnego.

Kręciłam się w kółko po pracowni. Dlaczego nikt wcześniej o tym nie pomyślał. Przecież to wielkie niebezpieczeństwo.

— Tak, to poważny problem, ale nie wiemy czy przekazała tę informację — powiedział Jared, gdy skończyłam swój monolog.

— Myślisz, że przemilczałaby sprawę waszej lokalizacji? Gdybym ja była na miejscu osób, z którymi współpracowała, to byłaby pierwsza rzecz, o którą bym zapytała. — Przeczesałam włosy palcami.

— Póki co, od roku jeszcze nikt nas nie zaatakował, więc możliwe, że w jakiś sposób im tego nie przekazała. — Jared starał się mieć nadzieję.

— To by było dziwne. — Zmarszczyłam brwi.

— Nie zapominaj, że Maria była zakochana w Dylanie i możliwe, że to wpłynęło na to, iż jakoś wybrnęła z tej sytuacji.

— Gdyby go kochała, nie zdradziłaby go w tak okrutny sposób — stwierdziłam cierpko.

— Możliwe, że postanowiła go poświęcić, aby uratować wszystkich innych. Takie jest moje zdanie i uważam to za całkiem logiczne zagranie z jej strony. Zawsze była inteligentna — zauważył.

Chyba nie do końca. Ona wyglądała mi na lekko stukniętą.

— Ja nadal będę uważać ją za wroga — stwierdziłam.

— Nie zapominaj, że to ty nadal jesteś tu wrogiem numer jeden. Kiedy będziesz chciała w jakiś sposób oczernić Marię, to będą jej bronić. Bardzo długo była jedną z nich, prawie nikt nie wie, że nas zdradziła. Dla wielu została po prostu porwana i uwięziona — powiedział szczerze.

Miał rację. Nawet moje najszczersze chęci nie przekonają ludzi do mnie. W moich żyłach płynie krew ich największego wroga. Sama bym sobie nie ufała na ich miejscu.

— Chyba nic nie mogę na to poradzić. — Wzruszyłam ramionami, opierając się o jeden z metalowych stołów postawionych w rzędzie na środku sali.

— Przekonać może ich tylko czas i twoje czyny.

Wiedziałam, że przez czyny miał na myśli stawanie przeciwko mojej matce oraz walczenie z jej ludźmi. Nagle uświadomiłam sobie, że kolejna wojna jest nieunikniona i może się okazać, że będę brać w niej udział. To jedyny sposób, aby odzyskać wolność. Rozwiązania pokojowe nie wchodziły tutaj w grę, nie z moją matką. Gdyby dowiedziała się o istnieniu państwa podziemnego, kazałaby nas wysadzić w proch, pozbyć się każdego. To kolejny przykład, który pokazuje, jak bezwzględna i okrutna osoba mnie wychowała. Nie chciałam być już kojarzona z nią, nie chciałam być jej córką. Nieważne co będę musiała zrobić aby to osiągnąć. Zrobię to bez względu na wszystko.

— Musisz załatwić mi rozmowę z Marią — zwróciłam się do Jareda.

— Myślę, że dam radę to zrobić.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com