Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

6

 Znalazłam Dylana siedzącego w „swoim pokoju". Intensywnie nad czymś myślał, więc nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Mogłam mu się spokojnie przyglądać i po raz kolejny stwierdzić, że był przystojny. Nic dziwnego, że dostał się na Ceremonię Wyboru.

Ale dosyć tego. Nie powinnam w ten sposób o nim myśleć, było to do mnie niepodobne. W końcu nie byłam tu po to, aby go oglądać i podziwiać. Choć był przystojny, nie mogłam zapomnieć kim był i co prawdopodobnie robił.

Odchrząknęłam na tyle głośno, aby zwrócić jego uwagę. Podskoczył na miejscu przestraszony. Udało mi się go zaskoczyć.

— Nie zauważyłem cię. — powiedział, marszcząc przy tym brwi.

— Nic dziwnego. Myślami byłeś w innym świecie. — odpowiedziałam.

— Więc? — spytał, unosząc o brew.

Czekał aż zacznę mówić.

— Chciałam ci tylko powiedzieć, że albo gramy na moich zasadach, albo już ci więcej nie pomagam, ponieważ nie mam w tym żadnego interesu. Trafiasz do izolatki, z której wydostanie się jest bardzo mało prawdopodobne.

Nie mogłam dać się tak po prostu dać wykorzystać i nic z tego nie mieć. Byłam w stanie mu pomóc, ale musiał wiedzieć, że również czegoś od niego oczekiwałam. Możliwe, że tylko on był w stanie otworzyć mi szerzej oczy na niektóre sprawy.

Brunet zacisnął szczękę, walcząc z samym sobą.

— Czego chcesz w zamian? — spytał, podnosząc na mnie swoje brązowe oczy.

— Informacji.

Był ewidentnie rozdarty.

Wiedział, że jeśli go zamknę, to jego plan nie wypali. Później, gdy minąłby termin jego użyteczności, wróciłby do Centrum Wyboru. Nie trafiłby już na taką osobę, jak ja, bo kto w tych czasach chciałby pomagać mężczyźnie? Ja, oczywiście, byłam głupia i spragniona wiedzy. Na dodatek życie córki prezydenta było dla mnie mało ciekawe, więc wplątywałam się w różne bagna, nawet jeśli nie było to do końca rozsądne.

— Już mówiłem, nie wyjawię ci żadnych informacji. Nigdy nie zdradzę swoich tajemnic, nawet za cenę wolności.

— Nie chcę od ciebie żadnych poufnych informacji. Całkowicie cię rozumiem, myślałam raczej o rzeczach typu...Co było przed?

— Przed? — wydawał się być zdziwiony.

Postanowiłam wytłumaczyć dokładniej.

— Jak było przed wojną, nim nastał taki ustrój, jaki panuje teraz. — wyjaśniłam najprościej, jak się dało.

Dylan był moim jedynym źródłem wiedzy. Nie wiedziałam dlaczego, ale każdy do tej pory skutecznie ignorował moje prośby, aby podzielić się ze mną wiedząc na temat historii świata. Co mogło być tak złe, że nie mogłam o tym wiedzieć?
Obawiali się, co mogłabym zrobić z tą wiedzą mając tak silną pozycję? Może problem leżał na zupełnie innej płaszczyźnie. Nie wiedziałam, ale chciałam to zmienić.

— Naprawdę nic nie wiesz? — Gołym okiem można było zauważyć, że był zaskoczony. — Z tego, co wiem, uczą o tym w szkołach. Oczywiście jest to bardziej dramatyczna i ubarwiona wersja, by komukolwiek nie przyszło do głowy, że jednak nie jesteśmy tacy źli, ale tak czy siak, jest w tym ziarno prawdy.

— Nigdy nie chodziłam do normalnej szkoły, miałam indywidualny tok nauczania. — powiedziałam niepewnie.

Czym ja się przejmowałam? To chyba było normalne, że jako córka prezydenta musiałam tak żyć. Wszystko było kwestią mojego bezpieczeństwa. Na całe szczęście zakończyłam naukę, bo zgodnie z prawem powinnyśmy się uczyć do ukończenia osiemnastego roku życia. Akurat na to nie narzekałam, nie znosiłam się uczyć, ale z drugiej strony przynajmniej miałam czym się zająć. Dopóki nie pojawił się Dylan, spędzałam bezczynnie całe dnie. Matka rzadko mnie w coś angażowała.

— Mogłem się tego spodziewać. Żaden rozsądny człowiek nie posłałby do publicznej szkoły tak ważnej osoby.

Mruknął pod nosem, więc nie wiedziałam, czy to zdanie było skierowane w moim kierunku, czy po prostu mówił do siebie.

— To jak? Opowiesz mi? — wróciłam do pierwotnego tematu naszej rozmowy.

— Zgoda.

Podniósł się z krzesła, po czym usadowił się na łóżku, opierając się o jego wezgłowie. Poklepał miejsce obok dając mi znak, abym się przysiadła. Nie byłam do końca przekonana, aby znajdować się tak blisko niego. Nadal zastanawiałam się co by było, gdyby Dylan był „normalny" i musiałabym...

Nieważne.

Powoli skierowałam się w stronę łóżka, na którym niepewnie usiadłam, zachowując jak największy dystans. Nawet jeśli to zauważył, nie skomentował tego w żaden sposób.

— Od czego by tu zacząć.. — skrzyżował ręce, odchylając głowę do tyłu.

— Najlepiej od początku.

— Więc, tak. Jak już wiesz była wojna. — rozpoczął. — Zaczęło się od niewielkich potyczek między Rosją, a Ukrainą. Trwało to dwa lata, ale Rosja nadal nie dawała za wygraną. Ginęło coraz więcej ludzi i było coraz więcej imigrantów. Ukraina przegrywała. W końcu do sporu wtrąciły się inne państwa, takie jak Polska, Niemcy, Austria, a nawet Białoruś. Walki zaczęły przechodzić coraz dalej. Coraz więcej państw zaczęło się angażować. Wreszcie po pięciu latach w stanie wojny była już cała Europa i Azja. Nieco ponad rok później wtrąciła się również Afryka. Ludzie wciąż ginęli. Nasz kraj jako tako nie mieszał się bezpośrednio do sporu. Przesyłaliśmy jedynie broń, jedzenie czy leki. Rosjanie pewnego razu wkradli się do naszej bazy danych. Później wszystko stało się jak za mrugnięciem oka. Zamordowano rządzącego wówczas prezydenta. Wtedy zaczęło się najgorsze. Wojna przemieściła się na Amerykę Północną i Południową. Walczyliśmy z Rosją i jej sojusznikami przez kolejne dziewięć lat. Nie było dokąd uciekać, ponieważ wszędzie trwała wojna. Niby można było wyprowadzić się na Antarktydę i liczyć się z zamarznięciem, ale i tak wiązało się to ze śmiercią. — dodał półżartem — Wreszcie nam się udało i Rosja została pokonana, jednak zmarłych ludzi można było liczyć w milionach. Miasta nie były już miastami, tylko zgliszczami bez życia. Jedynie największe z nich jakoś się jeszcze trzymały. Cóż, ludzie byli zdezorientowani, nie wiedzieli co robić, gdy wojna dobiegła końca. Musieliśmy się jakoś podnieść. Wybrano nowego prezydenta, wszystko miało być dobrze. Tylko, że w dniu, który miał dać nam nowe nadzieje, gdy wszystko miało wrócić do normy, stało się coś jeszcze gorszego. Ktoś strzelił do witającego swój naród prezydenta, a na plac zaczęły wbiegać uzbrojone kobiety. Jedna z nich, głównodowodząca - Adrianna Westwick, ogłosiła się nowym prezydentem i nakazała zamknąć wszystkich mężczyzn twierdząc, że jesteśmy złem tego świata. — tu przerwał na moment, aby pokręcić głową i pozwolić sobie na gorzki śmiech.

Słuchałam jak zafascynowana, podziwiając fakt, jak dobrze znał historię. Wiedziałam, że było źle, ale nie, że aż w takim stopniu.

— I to wszystko dlatego, ponieważ kilku wariatów chciało rządzić światem. Ale wojny zawsze były i będą. Wykluczenie z tego mężczyzn niczego nie zmieni, nie na dłuższą metę. W każdym razie, zaczęto powoli odbudowywać to, co zostało zniszczone. Niestety, brakowało rąk do pracy, więc wszystko szło dwa razy wolniej. Tak krok po kroku doszliśmy do tego, co jest teraz.

— A co z resztą świata? — nie wspomniał nic na temat innych kotynentów.

— Nikt nic nie wie. Od zakończenia wojny nie mamy kontaktu ze światem za oceanem. Jedni mówią, że żyje tam tylko garstka ludzi, tak niewielka, że nawet nieistotna. Inne źródła donoszą, że jest dokładnie tak, jak u nas, a kolejne, że już nikt nie żyje. Ostatnia opcja jest bardzo prawdopodobna, ponieważ po siedemdziesięciu latach nikt stamtąd nie dał żadnego znaku życia.

— Czyli jest taka możliwość, że jesteśmy jedynymi ludźmi na świecie?

Po raz pierwszy wizja obecnego świata zaczęła mnie przerażać. Jeśli to, co mówił Dylan było prawdą, było gorzej niż myślałam. O wiele gorzej.

— A jak wygląda sytuacja poza miastem? Przepraszam, że pytam o takie głupstwa, ale nigdy nie opuściłam Waszyngtonu.

Nie wiedziałam nawet, kiedy znalazłam się tak blisko niego, bo nasze ramiona się stykały. Musiałam przysunąć się nieświadomie, kiedy opowiadał. Lekko się zarumieniłam i nieco odsunęłam. Miałam nadzieję, że tego nie zauważył.

— Cóż, niektórzy mają się całkiem dobrze. — powiedział wymijająco.

— Niektórzy? Matka mówiła, że nikomu niczego nie brakuje.

Czyżby mnie okłamała? Dlaczego miałaby to robić, skoro byłam jej córką, której mogła zaufać. Poza tym, nie były to żadne poufne informacje. Byłam ciekawa, co było tego przyczyną.

— Twoja matka to dwulicowa żmija, która widzi tylko czubek własnego nosa. Chciała ograniczyć ryzyko do minimum, więc postanowiła zostawić cię niedoinformowaną, gdyby ktoś kiedyś cię porwał i chciał przesłuchać. Ty nic byś nie wiedziała i nie byłoby obawy, że coś może pójść nie tak.

Zaschło mi w gardle. Czy to mogła być prawda? Ona nigdy by tego nie zrobiła, nie własnemu, jedynemu dziecku. Czułam się, jakbym właśnie dostała siarczystego policzka w twarz. Wiedziałam, że Christina nie była najlepszą matką, ale żeby posuwać się do czegoś takiego. Było to dla mnie aż nierealne.

— Mógłbyś w skrócie wyjaśnić mi jak to wygląda? — poprosiłam.

Teraz na pewno musiałam wiedzieć wszystko.

— Są rodziny, którym rzeczywiście niczego nie brakuje, ale są też takie, które ledwo wiążą koniec z końcem. Najgorsza sytuacja to ta, że kobiety nie mają w ogóle domów. Mieszkają w opuszczonych budynkach, kradną jedzenie, bądź grzebią w śmietnikach.

W mojej głowie panował kompletny chaos. Nie wiedziałam, jak mogłam sobie spokojnie żyć, nie będąc świadoma, co działo się wokół. Moja matka na pewno o wszystkim wiedziała, ale najwidoczniej się tym nie przejmowała. Będąc jej córką czułam się w jakimś stopniu odpowiedzialna za tych ludzi. Jeśli tylko mogła coś zrobić.
Gdybym poszła teraz do niej i zdradziła, że wszystko wiem, zaczęłyby się pytania, skąd mam te informacje, a nie mogłabym wydać Dylana. Choć wydawałoby się to dziwne, nie chciałam, aby ten człowiek trafił w ręce Christiny. Mogłoby się to skończyć tragicznie, zważając na to jak surowe prawo panowało w Państwie.

— Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. — odchrząknęłam, stając obok łóżka.

Musiałam pozbierać myśli i wymyślić co dalej robić.

— Taka była umowa. Teraz twoja pora, aby się wywiązać.

Przytaknęłam.

— Gdybyś czegoś potrzebował, wiesz, gdzie mnie szukać. — posłałam mu blady uśmiech.

Brunet skinął głową, nic nie mówiąc. Przeczesałam ręką włosy, po czym opuściłam pokój z jedną myślą.

Musiałam coś z tym zrobić.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com