Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

5


*tydzień później*

VIOLET

Wszystko wydawało się powoli wracać do normy. Dylan zaczął zachowywać się jak chłopak, którego potrzebowałam. Poza tym wróciłam do pracy i przysięgam, że nigdy nie widziałam takiego uśmiechu na twarzy Isaaca. Ciągle opowiadał jak w kawiarni było smutno beze mnie i, że nawet dwóch starszych panów zmartwiło się moim, nagłym zniknięciem. Nie mogłam przestać się śmiać, wszystko wydawało się takie...normalne. 

-Hej Violet ! - powiedział zadowolony Dylan stając przy ladzie. 

-Co Ty tu robisz? Jeszcze nie skończyłam zmiany. 

-Owszem, skończyłaś - za mną pojawił się Levine. Na obu twarzach widziałam dziwny uśmieszek. Coś mi nie pasuje. 

-Przebierz się, będę czekał na zewnątrz - zarządził O'Brien i zostawił mnie zdezorientowaną. 

-No dalej ! Na co czekasz - Isaac popchnął mnie w stronę zaplecza. 

-Jesteście niemożliwi ! - zaśmiałam się i zrobiłam to, do czego zostałam zmuszona. 


***

-Więc...gdzie zamierzasz mnie zabrać? - zapytałam podekscytowana chłopaka.

-Zobaczysz jak dojedziemy - kolejny raz wywrócił oczami na moje pytanie.

-Okej mam tylko nadzieje, że nigdzie mnie nie wywieziesz i ...

-Violet - warknął ostrzegawczo. Zapomniałam, że żarty tego typu działają na niego, cóż...denerwująco. 

-Przepraszam.

-Cholera, zapomniałem zatankować...

-Nie ma opcji, sam będziesz pchał - powiedziałam prychając. 

Chłopak zaczął się śmiać. 

-Spokojnie, dojedziemy do stacji. 

Po pięciu minutach, Dylan tankował już samochód. 

-Chcesz coś? - zapytał i zabrał portfel.

-Żelki. 

-Jasne, wezmę dwie paczki tak na wszelki wypadek, bo ostatnio masz dziwne zachcianki - zaśmiał się lekko. 

To prawda ostatnio dużo jadłam i często miałam ochotę na słodycze ale najważniejsze, że nie tyłam. 

Usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na ekran. 

od: Nieznany 

Wreszcie Cie znalazłem Violet. Już mi nie uciekniesz ;) xx

Na chwilę mój oddech się zatrzymał. Patrzyłam na telefon jakbym zobaczyła ducha. To nie może być prawda. To nie może być on. Dylan nie może się o tym dowiedzieć, nie teraz kiedy wszystko zaczyna się układać. Nie wiem ile czasu wpatrywałam się w ekran, ale gdy usłyszałam otwieranie drzwi od razu go zablokowałam. 

-Wziąłem dwa rodzaje, słodkie i kwaś... - zatrzymał się gdy mnie zobaczył. 

-Wszystko w porządku ? Jesteś cała blada. 

Rzucił jedzenie na tył samochodu i objął mnie momentalnie. 

-W-wszystko w porządku, po prostu zrobiło mi się trochę słabo. Wysiądę na chwilę. 

Oparłam się o samochód i wzięłam głęboki oddech. Dlaczego to spotyka właśnie nas? Dlaczego zwyczajnie nie możemy być szczęśliwi ? 

Starałam się nie dopuścić by łzy zagościły na mojej twarzy. Szeroko się uśmiechnęłam i wsiadłam do samochodu. 

-Jedźmy już. 

***

-O matko ! Jak tu pięknie - stałam zachwycona widokiem Zatoki San Pablo. 

-Tak myślałem, że Ci się spodoba. Chciałem Ci jakoś wynagrodzić te wszystkie miesiące, w których nie byłem zbytnio miły. 

-Boże, jesteś najlepszym co mnie spotkało w życiu - powiedziałam i natychmiast się w niego wtuliłam. 

-Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz - wyszeptał tak cicho, że ledwo zdołałam usłyszeć. 


DYLAN

Wracaliśmy późnym wieczorem do domu, gdy mój telefon zadzwonił. Spojrzałem na śpiącą Violet i lekko się uśmiechnąłem. 

-Tak ? 

-Dylan, chyba mamy problem - usłyszałem zdenerwowany głos Iana. 

-Tylko mi kurwa nie mów, że...

-White wrócił. 

-Kurwa - powiedziałem głośno i uderzyłem dłońmi w kierownice. 

-Alex i Isaac już wiedzą. 

-Amber wie? 

-Tak, chce wracać do Bostonu. 

-A Joe gdzie jest ? 

-W Concord. 

Zacisnąłem zęby i rozłączyłem się. Violet nie może się dowiedzieć. Nie teraz kiedy zaczęło się układać. Nie pozwolę ponownie jej skrzywdzić. White pożałuje, za to co nam zrobił. Zapłaci za wszystko co mnie przez niego spotkało. Tym razem pożałuje, że mnie poznał. 

***

Wniosłem śpiącą dziewczynę do mieszkania i delikatnie położyłem ją na łóżku. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Na samą myśl o tym, że Joe może jej coś zrobić, rosła we mnie agresja. Mogłem go zabić, gdy tylko miałem okazje. 

-Dylan? - ziewnęła sennie. 

-Śpij kochanie, jesteś zmęczona.

-Przerażasz mnie, gdy tak na mnie patrzysz - wiem, że powiedziała to żartobliwie, jednak wiedziałem, że miała do mnie dystans. Bała się. 

Bez słowa skierowałem się do kuchni i wyciągnąłem Danielsa. 

-Coś się stało ? - usłyszałem cichy głosik za sobą. 

-Nie, dlaczego miałoby się coś stać?

-Dawno nie piłeś. 

-Po prostu mam ochotę...

-Czy to ma związek z Joe? 

Spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczami. 

Nie wiedziałem co powiedzieć, byłem na przegranej pozycji. Jednak dziewczyna postanowiła dokończyć. 

-Dylan, on mnie znalazł. Nas znalazł. Wysłał mi SMS-a. Tak strasznie się boje. 

Zaczęła płakać, a ja jedyne co mogłem zrobić w tej chwili to ją przytulić. Nie mogę powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. 

Joe White był i będzie naszym koszmarem. 


--------------------

Mam nadzieję, że ten rozdział Was zadowoli ;) 

Za ewentualne błędy przepraszam. 

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com