Chào các bạn! Truyen4U chính thức đã quay trở lại rồi đây!^^. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền Truyen4U.Com này nhé! Mãi yêu... ♥

6


Wiecie jak to jest kochać kogoś tak bardzo, że aż boli? Tak bardzo, że życie bez niego okropnie boli, a z nim jeszcze bardziej? Że nie możecie złapać oddechu, przestać o nim myśleć, że kiedyś mógłby tak po prostu ...odejść ? Czuć kłucie w sercu za każdym razem, gdy coś go trapi i czuć tak chorobliwą zazdrość, że gryziecie z bólu ręce ? " Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy i noc ma spokojną i dzień nietęskliwy" 

VIOLET 

Siedzę tępo wpatrując się w mały,  biały przedmiot. 

Wzrok zaczął się rozmazywać, a łzy zaczęły spływać po policzkach. 

- Violet, co tak długo ? Zaraz muszę wyjść ! - krzyczał Dylan, ale do mnie nic nie docierało. Tylko jedno pytanie krążyło w mojej głowie...jak mu to powiedzieć ? Szczególnie w sytuacji w jakiej się znajdujemy. Otarłam szybko łzy a test schowałam do kieszeni dresów. Tak, dokładnie ... będę mamą. 

-Boże kobieto myślałem, że nigdy nie wyjdziesz - uśmiechnęłam się sztucznie i pobiegłam do kuchni, dzwoniąc do jedynej osoby poza moim chłopakiem, na którą mogę liczyć. 

-Boże odbierz Levine - warknęłam zrezygnowana. 

Poczułam ciepło dłoni, które  znalazły się na moich biodrach. 

-Mogę być dzisiaj później, muszę załatwić coś na mieście. 

Kiwnęłam głową, nadal trzymając słuchawkę przy uchu. 

-Kocham Cię - wyszeptał i pocałował mnie w tył głowy. 

-Ja Ciebie też kocham - uśmiechnęłam się. 

Szczęk zamka potwierdził, że zostałam sama. Dylan ma lekką obsesje na punkcie mojego bezpieczeństwa. W sumie to dobrze, bo boję się zostawać czy chodzić gdziekolwiek sama. 

Zrezygnowana zakończyłam połączenie i zabrałam się za robienie śniadania. Miałam ogromną ochotę na różne dziwne rzeczy. Czy to normalne ? Myślałam, że ogórki z bitą śmietaną to mit, ale jak widzę jednak nie. 

Dźwięk telefonu przerwał moje słodkie marzenia na temat jedzenia. Odebrałam bez spoglądania na ekran wiedziałam kto może dzwonić. 

-Levine, dlaczego nie odbierasz od razu...

-Ciebie także miło słyszeć Vet - głos po drugiej stronie słuchawki sprawił, że zamarłam. 


DYLAN 

-Levine nie interesuje mnie to, że jesteś w pracy, masz tu być za 5 minut, bo inaczej urwę Ci jaja, których i tak nie masz. 

Alex parsknął śmiechem a ja mimowolnie się uśmiechnąłem. 

Zakończyłem połączenie i spojrzałem na Iana. 

-Coś mi tu nie pasuje. Joe nie odezwał się od tygodnia i zapadł się pod ziemię. Nie jest na tyle mądry by mieć plan. Boję się, że może uderzyć w każdej chwili, a my musimy być na to przygotowani. 

-Mówiłeś Violet, co jest na rzeczy ? 

-Nie. Nie chce jej martwić, wystarczy, że wysłał jej sms-a. 

-Dylan...nie chcę Cie martwić, ale White ma wtyki - zaczął Alex. 

-Gdzie ? 

- W policji... 

-To niemożliwe. 

-Możliwe, Szeryf White to jego wujek. 

Złapałem się za głowę i pociągnąłem za włosy, nic kurwa nie idzie zgodnie z planem, którego jak na razie nie mam. Jestem w czarnej dupie, a nade mną dwa metry mułu. 

Usłyszeliśmy trzask drzwi i zdyszanego Isaaca. 

- Nie uwierzycie, kto był dziś w kawiarni. 

-Znając życie Joe - przewrócił oczami Ian, który nie był zadowolony. 

- Brawo, to było akurat banalne...ale nie zgadniecie z kim rozmawiał. Isaaca spojrzał smutno na mnie. 

Zacząłem analizować, co do mnie mówi. Ale wściekłość ogarnęła całe moje ciało. Zacisnąłem zęby i pięści i uderzyłem z całej siły w ścianę. 

- Z Violet. 


VIOLET 

Wstrzymałam oddech. Bałam się ruszyć, a w szczególności odezwać. 

-Dlaczego nic nie mówisz skarbie ? Czyżbym przeraził Cię na śmierć ? - usłyszałam szyderczy śmiech. 

-Wiesz co ? W sumie to dobrze, że Cię nie zabiłem.  Myślę, że z pewnością będziemy się razem dobrze bawić. 

Patrzyłam w jeden punkt, który zaczął się zamazywać. Ostatnie co zobaczyłam to otwarte drzwi wejściowe. 


Gdy otworzyłam oczy, poraziła mnie biel pomieszczenia. Nie wiedziałam gdzie się znajduję, ani co się stało. Jedyne co świtało mi w głowie to Joe. Czy on mnie porwał ? Czy już nigdy nie zobaczę Dylana i umrę w jakiejś ciemnej, śmierdzącej piwnicy ? Łzy zebrały się w moich oczach i zaczęłam panikować. Mój puls przyspieszył. Jednak gdy spojrzałam trochę dalej dostrzegłam jego. Miłość mojego życia. Spał na fotelu. Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem w szpitalu. Tym razem Joe mnie nie znalazł. Odetchnęłam z ulgą. 

Do sali wszedł lekarz, w tym samym momencie obudził się Dylan. 

-Dzień dobry Panno Craze, jestem doktor Mark. Mam nadzieję, że czuję się pani lepiej. Wyniki wyszły w porządku. Czy coś panią zdenerwowało ? W tym stanie, nie może pani narażać siebie na stresy. To może zaszkodzić dziecku. 

-Dziecku ? - zapytał zszokowany Dylan. 

O cholerka./ 


_____________________

Nie zabijajcie mnie za długą nieobecność pliska :< Mam nadzieje, że rozdział się podoba. Trochę krótki ale jest. Za błędy przepraszam <3 /.  

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com