7
VIOLET
Zamierzałaś mi o tym powiedzieć? Kiedykolwiek? - zapytał rozzłoszczony chłopak.
-Tak, tylko ... nie bardzo wiedziałam jak zareagujesz - przyznałam szczerze.
-Podejrzewam, że lepiej niż teraz - prychnął.
Wywróciłam oczami. Wiedziałam, że był to dla niego szok. W końcu zostanie ojcem.
-Dowiedziałam się dzisiaj rano. Dlatego byłam tak długo w łazience. Dylan...
-Tak?
-Jak my sobie teraz poradzimy ? W dodatku Joe...
-Zapomnij o nim. Nie pozwolę, żeby Tobie albo dziecku coś się stało. Nigdy.
Gdy wróciliśmy do domu, zastała nas niemiła niespodzianka. Wszystko było powywracane , wyglądało jak po przejściu tornada. Tylko jedno słowo przyszło mi do głowy. Joe. To na pewno jego sprawka ! Nie wiem czego on chce, zniszczył już dawną miłość Dylana, skrzywdził mnie ... Czy to mu nie wystarcza ? Jak bardzo zepsutym człowiekiem trzeba być, by robić takie rzeczy.
-Zabije go - warknął Dylan.
-Szukał czegoś ? - widzę, że nie tylko ja o nim pomyślałam.
-Tak i chyba wiem czego.
Mówiąc to Dylan ruszył nerwowym krokiem w stronę sypialni.
Poszłam za nim.
Zaczął nerwowo przeszukiwać szafę i myślę, że nie był zadowolony z tego co znalazł, albo raczej czego nie znalazł, a powinien.
-Cholerny kutas - wzdrygnęłam się na nagły krzyk i uderzenie, w szafę przez Dylana.
-Kochanie...co zniknęło? - zapytałam bojąc sie odpowiedzi.
-Nic ważnego - uciął krótko i wyszedł nagłym krokiem, dzwoniąc do kogoś.
Byłam przerażona. Gdyby to nic ważnego, nie zareagował by tak.
Dylan
-Nie uwierzysz kto był w moim domu.
-White ? - warknął Isaac.
-Dokładnie. Ale to nie wszystko. Zabrał wszystkie dokumenty, które były związane z nim. Wszystko zniknęło, nie mamy nic.
Powiedziałem załamany do przyjaciela. Teraz Joe ma nas w garści i myślę, że nie zniknęły tylko jego dokumenty. Nasze również. Miał nas, znalazł, a mi sie to cholernie nie podobało.
-Powiadom Iana. Musimy go znaleźć. On juz nas znalazł.
Zaczynam żałować dnia, w którym go poznałem. White to robak, który powinnien zostać zgnieciony dawno temu. To co zrobił Carli, nie było jego pierwszym wybrykiem. Miał problemy z narkotykami, wszystko przez to, że miał za dużo luzu. Starzy pozwalali mu dosłownie na wszystko. Sprowadzał do domu nawet dziwki. Chciał dobrać się do Amber, ale stanowczo mu zabroniłem. Udawał mojego przyjaciela tylko po to, by mieć dostęp do wszystkich lasek w szkole. To dzięki mnie stał się popularny. Byliśmy nierozłączni, ale ja zawsze byłem tym miłym. O Ironio, gdy przestaliśmy się kumplować, po tym co mi zrobił, stałem sie po części taki jak on. Nie szanujący lasek a w dodatku chamski. Dopiero Violet mnie zmieniła. Pokochałem ją całym sercem tak jak kiedyś Carle. Nie mogę tego zrozumieć, dlaczego chce mi odebrać osoby, które kocham najbardziej na świecie. Jest zazdrosny ? Ale o co? gdyby był inny, sam mógłby znaleźć miłość. Zakochać się i być szczęśliwym, jednak najwidoczniej woli uprzykrzać mi życie.
Violet
Wzięłam się za sprzątanie tego bałaganu. To okropne, że nie możemy żyć jak normalni młodzi ludzie. Mam nadzieje, że niedługo wszystko wróci do normy. Będzie z nami nowy członek rodziny. Jednak do tego czasu, jeszcze wiele może się zmienić.

Niewyobrażam sobie, życia w ciągłym strachu, przed Joe. Paskudnym i obleśnym typkiem, który zatruł nasze życie. Czasem zastanawiam się po co ,niektórzy ludzie w ogóle się rodzą? Zepsuci do szpiku kości, wprowadzający tylko nienawiść do świata. Bez nich, świat byłby lepszy, piękniejszy i spokojniejszy.
-Może powinniśmy wrócić do Bostonu? - zapytałam chłopaka, który właśnie skończył rozmawiać.
-Nie sądzę , by był to dobry pomysł. Cały czas przed nim uciekamy. Pora z tym skończyć. Z nim.
-Jak?
-Tym nie musisz się martwić, skarbie. Wszystkim się zajmę. Zapłaci za to, co nam zrobił.
Westchnęłam zmęczona całym tym koszmarem. Dokończyłam sprzątanie i poszłam się położyć. To był zbyt intensywny dzień.
Dylan
Obracając szkatułkę w dłoniach, zerkałem na śpiącą już Violet. Gdy kolejny raz szkatułka znalazła się spodem do mnie, coś mnie zaniepokoiło. Niewielka karteczka z jakimiś bazgrołami.

Ciężarna kobieta. Wisiała na czymś, a w jej brzuchu znajdował się nóż.
''Teraz tylko tego pragnę wiedząc, że nosi Twojego bachora. A może nie Twojego? Joey xx"
Miałem ochotę uderzyć szkatułką o podłogę, zacząć krzyczeć. Nie mogłem, byłem sparaliżowany. Joe jest nieobliczalny i z każdym dniem, boje się go coraz bardziej. Dostał to czego pragnął. Mojego strachu. Byłem przerażony.
Wybrałem numer Iana.
-Dlaczego dzwonisz o takiej porze? - mruknął zaspany.
-Zawieź Amber do rodziców. Teraz.
Chciał wojny? To będzie ją miał.
Rozłączyłem się i odłożyłem szkatułkę na miejsce.
-Violet - mruknąłem cicho do jej ucha.
-Violet, obudź się - szturchnąłem lekko jej ramię.
-Co się dzieje Dylan?
-Ubierz się i spakuj. Pojedziesz do rodziców.
-Co? O czym Ty mówisz, dlaczego ?
-Nie zadawaj pytań. Po prostu wstań i to zrób. Proszę Cię kochanie.
Widziałem niepokój na jej twarzy. Nie mogłem jej tego pokazać. Nie, to by było za wiele. Ona nie powinna brać w tym udziału. Powinna być daleko. Nienawidze siebie za to, że spotkała Joe. Że był kiedyś moim przyjacielem. Że istnieje. Najgorsze jest to, że dawno temu wplątałem się przez niego w niejedno gówno. Zaczynając od narkotyków. Wyszedłem z tego najszybciej jak mogłem. Jednak niespodobało się to paru osobom.
-Znowu musimy uciekać?
-Nie kochanie, Ty musisz.
I to wystarczyło by wzbudzić jej panikę.
***
Violet
-Czy ktoś mi wyjaśni, co się dzieje do cholery? - zapytałam rozdrażniona stojąc przed domem rodziców razem z Amber.
-Mi też, chętnie posłucham - wtrąciła się dziewczyna.
-Im mniej wiecie, tym lepiej śpicie - mruknął złośliwie mój brat.
Żartowniś się znalazł.
-Czy Ty możesz być poważny? - zapytałam zdenerwowana.
-Nie. Cała ta sytuacja, jest po prostu komiczna. Nie uważasz ?
-A co w tym śmiesznego?
-To, że ktoś czai się na Ciebie i nie wiadomo co, chce z Tobą zrobić ?
-Ian, przestań ...- wtrącił się Dylan.
-Mówię jak jest, nie jesteś pępkiem świata Violet, a wszyscy Cię tak traktują nie wiadomo czemu -w moich oczach zebrały się łzy. Przecież był moim bratem, jak może tak mówić?
-Co ja Ci takiego zrobiłam Ian ? Dlaczego mnie tak nienawidzisz?
-Urodziłaś się - warknął
-Od małego były z Tobą tylko same problemy. Córeczka tatusia - prychnął.
Szczęka Iana i Dylana nerwowo się zaciskała. Jakby obydwoje próbowali się powstrzymać. Tylko przed czym.
-Ian powinniśmy już jechać - wtrącił Dylan. Dlaczego mnie nie bronił? Pozwolił Ianowi mnie ranić. Dlaczego.
-Tak powinniście - warknęłam i spojrzałam w zaszklone oczy mojego chłopaka.
Dylan
-Musieliśmy to zrobić. Założe się, że teraz nie będą chciały z nami rozmawiać.
-Nie jest dla mnie łatwe, grać okropnego brata. Dlaczego mam to robić?
-Joe musi być pewny, że tylko ja jestem wstanie jej pomóc. Tak jest łatwiej, bo gdyby coś mi się stało, wiecie co robić. Będzie zdezorientowany, jeżeli nas obserwuje. Jesteś naszym asem w rękawie.
-Miejmy nadzieje, że dziewczyny zrozumieją.
-Muszą.
Violet
Siedziałyśmy z Amber w moim dawnym pokoju, starałyśmy się zapomnieć o tej całej sytuacji, jednak na próżno. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Ten cały wyjazd do rodziców. Oni coś planowali. Coś związanego z Joe. Odsłoniłam okno, by zobaczyć gwiazdy na niebie. Jedyne co zobaczyłam to ciemny samochód stojący po drugiej stronie ulicy. Nie było by to dziwne, gdyby był pusty i miał zgaszone światła. O tej godzinie to raczej nie jest normalne. Przyjrzałam się dokładniej. Po chwili samochód odjechał z piskiem opon.
Chyba wpadam w paranoję.
Dźwięk sms-a.
" Czy Ty na prawdę myślisz, że możesz mi uciec? Znajdę Cię wszędzie.xx"
_____________________________
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen4U.Com